Prawa autorskie: Jakub Porzycki / Agencja GazetaJakub Porzycki / Age...
25 czerwca 2021

Koniec wahań: 3 lipca wraca Tusk. Znów stanie na czele Platformy, ale cesarzem już nie będzie

Jak ustaliło OKO.press, 3 lipca Platforma Obywatelska oficjalnie ogłosi powrót Donalda Tuska jako politycznego frontmana. Rozmówcy z PO mówią nam, jak może wyglądać współpraca Tuska z Borysem Budką i Rafałem Trzaskowskim. Na Schetynę czeka czarna polewka?

Klamka zapadła: w sobotę 3 lipca 2021 Donald Tusk, były premier i szef Rady Europejskiej wróci do polskiej polityki. Ma stanąć na czele partii, którą zakładał i zmienić obecnego przewodniczącego Borysa Budkę. Poza tą dwójką warunki zmiany na pozycji lidera Platformy Obywatelskiej ustalał też Rafał Trzaskowski jako najpopularniejszy obecnie polityk PO i założyciel ruchu Wspólna Polska, który ma być magnesem dla nowych, młodych wyborców. To ustalenia OKO.press, o podobnym scenariuszu pisze również Polska Agencja Prasowa oraz "Gazeta Wyborcza".

Jak się dowiadujemy, Platforma Obywatelska szykuje na 3 lipca wielką medialną fetę, a okazją do przedstawienia nowej roli Donalda Tuska będzie posiedzenie Rady Krajowej PO. Co ważne, choć obecny szef PO Borys Budka porozumiał się z b. premierem, nie oznacza to, że wróci epoka, gdy Tusk rządził w Platformie niczym cesarz i w każdej sprawie miał ostatnie słowo. Pogodzeniu ambicji Budki, Trzaskowskiego i Tuska mają służyć zmiany w statucie PO. Szczegóły poznamy jednak dopiero w następny weekend.

„Zmiany pozornie mogą wyglądać na mocny cios w stronę Budki, ale to chwilowe i nie będzie jego wycinania. Kiedy drużyna się dotrze, wszyscy będziemy szli ręka w rękę” - mówi nam jeden z ludzi zbliżonych do kierownictwa partii.

Jak będzie wyglądał proces przejmowania władzy od obecnego przewodniczącego? Szczegóły są objęte w Platformie ścisłą tajemnicą, by trzymać wszystkich w napięciu do końca. Tym bardziej, że datę Rady Krajowej wyznaczono na 3 lipca nieprzypadkowo. Tego dnia odbędzie się też długo oczekiwany kongres Prawa i Sprawiedliwości, który miał zostać zorganizowany już w ubiegłym roku, ale plany kierownictwa partii rządzącej pokrzyżowała pandemia. W PiS żadna rewolucja nie nastąpi, bo nawet budzące emocje roszady na stanowisku obecnych wiceprezesów będą rozstrzygane przez członków Rady Politycznej, która miała zebrać się później. Jak zawsze pewne jest również to, że Kaczyński wygra wybory na prezesa partii.

Takie zderzenie ma dać Platformie przewagę w mediach. Według naszych źródeł pierwotnie Rada Krajowa miała być zorganizowana w Sopocie, czyli mieście Tuska, ale ostatecznie uznano to za przesadny gest w stronę założyciela Platformy. Najprawdopodobniej Rada zbierze się w Warszawie.

Tusk wraca. Walka frakcji i czarna polewka dla Schetyny

Rozgrywka o pozycję lidera w Platformie trwała przez ostatnie tygodnie. Przy tej okazji frakcje w partii próbowały przeforsować swoje scenariusze rozwoju sytuacji. Opisanie przez "Politykę" porozumienia między Tuskiem a Budką, do którego miało dojść podczas wspólnego oglądania meczu polskiej reprezentacji, według naszych rozmówców miało dać czas na dopracowanie wszystkich szczegółów.

Frakcje w Platformie można obecnie podzielić na trzy grupy:

  • zwolenników powrotu Donalda Tuska,
  • entuzjastów Rafała Trzaskowskiego jako nowego lidera,
  • zwolenników status quo.

Taki układ kształtował się od czasu nieudanej próby stworzenia technicznego rządu przeciwko PiS w maju ubiegłego roku. Na dziś najaktywniejsza jest pierwsza frakcja, choć nie odzwierciedlają tego pozycje, jakie jej członkowie mają w partii. Na powrót czekają m.in Radosław Sikorski, Marcin Bosacki i Bartłomiej Sienkiewicz. Nasi rozmówcy wskazują, że zwolennikami Tuska jako lidera jest znacząca większość spośród 54 posłów, którzy podpisali się pod listem krytykującym Budkę.

Drugą grupę tworzą m.in. Sławomir Nitras, za którym większość posłów PO nie przepada, Cezary Tomczyk, przewodniczący klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej, celnie atakujący ostatnio w Sejmie ministrów PiS oraz Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania.

Trzecią grupę łączy fakt, że pod obecnym kierownictwem wzmocnili swoje pozycje, albo jak Grzegorz Schetyna liczą na to, że kiedy partia się podzieli, zyskają kontrolę i mimo niskich sondaży utrzymają się na scenie, grając rolę języczka u wagi. Poza Budką i bardzo wpływowym w partii Marcinem Kierwińskim - mówi się o nim, że jest człowiekiem grającym na trzech fortepianach i spinającym partię przez ostatni rok - trudno wskazać konkretne nazwiska. Schetyna od pewnego czasu próbował przejąć inicjatywę, a nawet lansować się jako ten polityk, który realnie doprowadził do powrotu Tuska, swojego dawnego kolegi z rządu i piłkarskiego boiska. To miało zirytować byłego premiera, który ma planować podanie Schetynie czarnej polewki. Czas pokaże, czy oznacza to nową odsłonę wojny między oboma politykami.

Na pożary strażak Tusk

Serial o powrocie szefa Rady Europejskiej do Polski trwa już przynajmniej dwa lata i zaczął ciągnąć się niczym brazylijska telenowela. W międzyczasie słabła Platforma i słabł jej nowy przewodniczący Borys Budka. Po tym, jak niespodziewanie z partii odeszła Joanna Mucha, przystępując do Szymona Hołowni, wielu jej kolegów i koleżanek zaczęło kalkulować. Wiadomo było, że nie wszyscy mają szanse na dobre miejsca na listach w kolejnych wyborach. Tym bardziej, że Polska 2050 zaczęła doganiać PO, a w końcu usadowiła się na pozycji lidera opozycji. Z jej szeregów dochodziły również głosy, że była skłonna przejąć odchodzących z partii Budki, aby stworzyć własny klub parlamentarny. Do jego powołania potrzeba 15 posłów i mniej więcej tylu polityków PO mogło przejść do Hołowni.

Podziały przyśpieszały. Pojawił się list krytykujący Budkę, podpisany przez przeszło pięćdziesięciu parlamentarzystów. Dzień przed ogłoszeniem przez PiS Polskiego Ładu, zarząd PO wyrzucił pokazowo posłów Pawła Zalewskiego (odwołał się do partyjnego sądu) oraz Ireneusza Rasia (ostatnio przystąpił do PSL).

Ferment związany z ostatnimi niskimi sondażami dodawał odwagi krytykom Budki. Coraz głośniejsze stały się pomruki niezadowolenia ze sposobu kierowania PO przez obecnego przewodniczącego, więc Tusk stał się dla Platformy mężem opatrznościowym.

Tusk wraca do PO z zewnątrz, ma uspokoić wewnętrzne wojny. Żaden z obecnych liderów partii nie byłby w stanie na stanowisku przewodniczącego scementować władzy w partii, nie zrażając do siebie części polityków. A to mogło doprowadzić do rozłamu.

Donald Tusk wyczuł właściwy moment i pogodził wszystkich. A przynajmniej większość.

Jakie gwarancje dla Budki?

Największą zagadką są dziś warunki zmiany lidera, na które musiał zgodzić się Budka. Być może przekalkulował, że jeśli teraz dobrowolnie podzieli się władzą, uniknie losu byłej premier Ewy Kopacz. Przez lata lojalna do bólu wobec Donalda Tuska, obecnie eurodeputowana, została szefem rządu i przewodniczącą PO z jego namaszczenia. Szybko okazało się, że nie dała sobie rady, a liderowanie odbiło się na jej zdrowiu, więc oddała stery Schetynie i usunęła się w cień. Teraz rzadko można ją spotkać nawet w mediach i nikt specjalnie się z nią nie liczy.

Jej następca Grzegorz Schetyna też nie podołał roli, a wybór Budki był bardziej głosem przeciwko Schetynie, niż za samym Budką. Jednak nowy przewodniczący mimo kilku prób nie zatrzymał spadków sondażowych. A Tusk ma w ręku jeszcze jeden atut...

Jak ustaliło OKO.press, prowadził on rozmowy z Hołownią, co może spowodować, że opozycja nawet jeśli nie zjednoczona, uniknie wewnętrznej walki wzmacniającej PiS. Dotąd Budka traktował Polskę 2050 jako największą konkurencje i zgoda między dwoma partiami była wykluczona.

„To był ostatni moment i dla Tusk i dla Platformy - dwa lata do wyborów. Gdyby się nie zdecydował i wrócił np. na pół roku przed końcem kadencji, nie byłoby efektu, a przecież w Platformie pali się tu i teraz. Trzeba to ugasić” - mówi nam jeden ze zwolenników Budki. Przekonuje, że zmiana nie będzie końcem kariery przewodniczącego, bo trzej liderzy Budka, Trzaskowski i Tusk, poukładali swoje role tak, że nikt nie będzie przegranym.

Budka ma mieć zagwarantowany fotel szefa klubu PO i skupić się na Sejmie, czyli scenie, gdzie zdaniem polityków Platformy "ma się odbyć decydujące starcie”. Morale w partii podbudowały ostatnie debaty nad odwołaniem ministrów Mariusza Kamińskiego i Jacka Sasina oraz Ryszarda Terleckiego, wicemarszałka krytykowanego za wpisy atakujące Swietłanę Ciechanouską, liderkę białoruskiej opozycji.

Trzaskowski zostanie w Platformie

Przez wiele ostatnich tygodni w PO narastał lęk przed tym, że prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski opuści partię i postawi na swój autorski projekt. Takimi scenariuszami straszyli bliscy mu politycy, ale okazuje się, że teraz ten scenariusz jest już nieaktualny. Wcześniej ludzie Budki mieli przekonywać, że "Rafał zdradzi PO” i chce się uwolnić od szyldu, który mu wyraźnie ciąży.

„Wszyscy wiemy, że bez zaplecza partii i naszych pieniędzy Rafał nie miałby szans utrzymać swoje pozycji. To my daliśmy mu paliwo do tego, by stał się rozgrywającym na polskiej scenie. Zyskał pozycję dzięki nam i bez nas na pewno szybko roztrwoniłby kapitał” - mówił nam człowiek z otoczenia Budki.

Jednak między Trzaskowskim i Tuskiem iskrzyło najbardziej, ale ostatecznie każdy zgodził się na to, że będą zespołem. Nasi rozmówcy jako horyzont współpracy wskazują najbliższe trzy lata. Może to potwierdzać spekulacje, że Tusk na koniec kariery chce skutecznie zawalczyć o prezydenturę, robiąc miejsce w partyjnej grze Trzaskowskiemu. Największą zagadką jest to, jaką rolę w przyszłości odegra sam Budka. I czy porozumienie między 40-latkami w Platformie a powracającym patriarchą będzie trwałe. W polityce większość umów nie zostaje dotrzymanych.

Udostępnij:

Radosław Gruca

Pisał m.in. dla "Gazety Wyborczej", "Dziennika" i "Faktu"; współpracuje z kanałem Reset Obywatelski. Autor książki "Hipokryzja. Pedofilia wśród księży i układ, który ją kryje". Od sierpnia 2020 w OKO.press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne