0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Zrzut ekranu z TikTokZrzut ekranu z TikTo...

Obok drastycznych scen pobicia pary Ukraińców we Wrocławiu przez trójkę rosłych napastników, w social mediach w weekend wzbudził zainteresowanie też inny filmik obrazujący atak o podłożu narodowościowym na Ukraińca mieszkającego w Polsce.

Nagranie z komentarzami antyukraińskiego konta na Tik-Toku („Kolejna prowokacja”) można zobaczyć tutaj. Oryginał został prawdopodobnie usunięty przez Ukrainkę, która wrzuciła je do sieci.

Na nagraniu Polak w kasku i kamizelce firmowej w hali ze składowiskiem drewnianych kantówek wyzywa osobę nagrywającą i atakuje. Najpierw słownie potem fizycznie. „Na front kur...o!” powtarza agresor w kasku. „Wy kur…wy zajeb...e ukraińskie, ku...a!”. Ofiara powtarza głównie „Nie dotykaj mnie, nie dotykaj mnie” i cofa się przed agresorem. Nagranie urywa się, gdy Polak uderza w telefon nagrywającego.

Ustaliliśmy niektóre okoliczności tego zdarzenia oraz jego konsekwencje.

Przeczytaj także:

„Nie wiemy kogo przeprosić...”

Agresor w kasku nosił kamizelkę z napisem „Grupa Stadnicki” – to zauważyło wielu internautów. Okazało się, że sprawca był pracownikiem tego producenta odbojnic przemysłowych i barier stalowych z Oławy, w województwie dolnośląskim.

- Czy wiem o tym filmie? Od rana niczym innym się nie zajmujemy. Piszą do nas oburzone osoby prywatne i media. Na poziomie, na którym możemy, natychmiast zareagowaliśmy na te nagrania – dziś zwolniliśmy tego pracownika. Nawet nie słuchałem jego tłumaczeń. Takie zachowania są absolutnie u nas nietolerowane. Agresywne osoby nie mogą reprezentować firmy – mówił w poniedziałek w rozmowie z OKO.press Łukasz Stadnicki, członek zarządu Grupy Stadnicki.

Dodał, że jako firma sami są ofiarami tej sytuacji, bo cierpią na tym wizerunkowo. Podkreślił, że nie mieli pojęcia, iż ich pracownik tak się zachowuje. – Jak do tej pory nie wiem, kto ucierpiał i kogo można byłoby przeprosić za to zajście – dodawał Stadnicki.

„Jest nam niezmiernie przykro…”

Próbowaliśmy dotrzeć do autora lub autorki nagrania. Kobieta, która udostępniła nagranie na Tik-Toku jako pierwsza (tak wynika z wersji nagrania, do której dotarliśmy), prawdopodobnie usunęła film – w poniedziałek po południu już nie był on widoczny na jej koncie.

Wieczorem nie można było się z nią też już skontaktować. Przypuszczamy, że po publikacji nagrania i upowszechnieniu go przez antyukraińskie konta, z dopiskiem, że to „prowokacja”, dostawała informacje typowe dla antyukraińskiej propagandy w sieci – wyzwiska i groźby. I stąd usunięcie filmu i blokada możliwości wysłania informacji.

Na wysłaną do niej prośbę wcześniej, przed blokadą, przez jednego z aktywistów proukraińskich, kobieta nie zareagowała.

Łukasz Stadnicki podczas rozmowy zapewniał, że nie wie, kto był ofiarą ataku. Ale z wydanego przez tę firmę oświadczenia w poniedziałek późnym wieczorem wynika, że już to ustalono. Ofiarą był pracownik innej firmy, która prowadzi prace na budowie widocznej na nagraniu hali.

„Zarząd organizacji Grupa Stadnicki Sp. z o.o. oświadcza, że stanowczo i bezwzględnie potępia wszelkie formy agresji oraz przemocy (…) Jednocześnie wyrażamy głębokie ubolewanie, że doszło do tak drastycznego zdarzenia, w wyniku którego ucierpiał przedstawiciel innej firmy. Jest nam niezmiernie przykro z powodu zaistniałej sytuacji. Żadne emocje ani spory zawodowe nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla agresji fizycznej” – czytamy w oświadczeniu.

Komenda Powiatowa Policji w Oławie — tam firma ma siedzibę — dowiedziała się o nagraniu i zajściu od redakcji OKO.press. Wcześniej nie wpłynęło do nich żadne zawiadomienie ani nie zgłosiła się poszkodowana osoba.

„W związku z otrzymanym do Pana nagraniem, funkcjonariusze podjęli czynności zmierzające do ustalenia miejsca, czasu oraz dokładnych okoliczności przedstawionego zdarzenia, a także do ustalenia ewentualnych osób uczestniczących w zdarzeniu i osoby pokrzywdzonej” – czytamy w mailu od KMP w odpowiedzi na nasze pytania.

Wg KMP w Oławie oraz Łukasza Stadnickiego zajście miało miejsce poza Oławą. Kryminalni z Oławy to ustalali, a członkowie zarządu firmy Stadnicki nie chcieli tego ujawnić.

Groźby karalne

Kontaktując się z pięcioma komendami policji na południu Polski, udało nam się ustalić, że do zdarzeń doszło pod Skawiną k. Krakowa, w budowanej hali dyskontu spożywczego Lidl.

Atak miał miejsce w piątek 24 lipca, a dzień później sprawę zgłosiło policji dwóch obywateli Ukrainy — na filmie w pewnym momencie jest widoczny towarzysz ofiary, który jest prawdopodobnie drugim z poszkodowanych.

– Zgłoszono jedynie groźby karalne, ale zdecydowanie to zachowanie z nagrania wyczerpuje znamiona z przepisów o ataku na tle narodowościowym, więc sprawa zostanie poszerzona o zarzuty jednego z przepisów: 119 KK lub 256 KK. Prokurator prowadzący sprawę podejmie w tym zakresie decyzję – dodaje rzecznik prasowa KWP Kraków podinsp. Katarzyna Cisło.

Pierwszy z wymienionych artykułów dotyczy przestępstwa dyskryminacji, czyli „stosowania przemocy lub groźby bezprawnej z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub bezwyznaniowości”, za co grozi od 3 miesięcy, do 5 lat ograniczenia wolności.

Drugi dotyczy m.in. „nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo bezwyznaniowości”. Ten czyn jest karany grzywną lub karą ograniczenia wolności do 3 lat.

Trwają czynności zmierzające do zatrzymania sprawcy

Policja na tym etapie postępowania nie chce ujawniać zbyt wiele informacji, nawet o przyczynach ataku Polaka na Ukraińców. O ofiarach wiadomo niewiele. To Ukraińcy pracujący w firmie budującej halę. Z informacji dostępnych w internecie wynika, że centrum logistyczne Lidla stawia w Skawinie firma Atlas Ward.

Firma zaprzecza jednak, by osoby uczestniczące w zdarzeniu były pracownikami ich spółki. „(…) Informujemy, że prowadzimy wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, pozostając jednocześnie w pełnej gotowości do współpracy z właściwymi organami prowadzącymi postępowanie” – odpowiedziała na nasze pytania Agnieszka Faluszewska, dyrektor ds. prawnych i compliance w Atlas Ward.

– Myślę, że nie doszło do poważnego naruszenia ciała, skoro ofiary zgłosiły tylko groźby karalne, bez naruszenia nietykalności cielesnej – dodaje podinsp. Cisło z KWP Kraków.

Jeden z policjantów ujawnił nam, iż zwolniony dyscyplinarnie sprawca nie był szeregowym pracownikiem Grupy Stadnicki, a osobą na kierowniczym stanowisku w tej firmie. Komenda Policji w Skawinie zna już jego personalia i prowadzi postępowanie w sprawie tego ataku. – Trwają czynności zmierzające do zatrzymania sprawcy – zapewnia podinsp. Cisło.

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze