0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plJakub Orzechowski / ...

Rząd nas oszukuje? Inflacja jest wyższa niż w rzeczywistości?

W taki spiskowy ton uderzył Donald Tusk. 12 maja wieczorem napisał na Twitterze:

View post on Twitter

Rano Polacy dowiedzieli się, że prawdziwa inflacja to 22 procent.

Wpis na Twitterze,12 maja 2022

Sprawdziliśmy

Szef PO mówi o indeksie cen detalicznych w sklepach, to inne badanie i nie równa się wskaźnikowi inflacji, który wynosi 12,4 proc.

Donald Tusk pod swoim wpisem zdobył ponad 13 tys. polubień, w komentarzach wiele osób się z nim zgadza. Kłopot w tym, że były premier zwyczajnie nie ma racji.

W Polsce mamy jeden główny wskaźnik inflacji — to obliczany przez Główny Urząd Statystyczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych. GUS jest urzędem centralnej administracji rządowej, ale nie jest ramieniem zbrojnym PiS, lecz nudną, przewidywalną instytucją, która robi, co do niej należy: dostarcza nam dane na temat naszego życia gospodarczego i społecznego publikując zawsze obszerną metodologię ich zbierania.

Prześledźmy, skąd wzięło się 22 proc. o którym mówi Tusk, zastanowić się, jaka jest ich relacja do gusowskiego 12 proc. Oraz dlaczego słowa Tuska są nieodpowiedzialne w ustach tak popularnego polityka.

Skąd 22 proc.?

Zacznijmy od źródła liczby, którą przewodniczący PO podał. Czy były szef Rady Europejskiej ma dostęp do nieznanych zwykłym obserwatorom zmian cen danych? Nic z tych rzeczy.

Liczba ta pochodzi z rzetelnego badania, które zostało zbyt skrótowo przedstawione w mediach.

„Inflacja nie mówi wszystkiego. Ceny w sklepach wzrosły w kwietniu aż o 22 proc. [ANALIZA]” – głosi tytuł artykułu w portalu ekonomicznym Business Insider. Jest to zapożyczony z Polskiej Agencji Prasowej artykuł, który w całości powstał na podstawie informacji prasowej autorów badania.

Indeks cen detalicznych

Chodzi o tzw. indeks cen w sklepach detalicznych. To comiesięczne badanie prowadzone przez firmę UCE RESEARCH i Wyższe Szkoły Bankowe od prawie pięciu lat. Przytoczmy pełną notkę metodologiczną:

„[Indeks] Pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej analizie porównano wyniki z kwietnia br. i 2021 roku. Dotyczyło to 12 podstawowych kategorii oraz 52 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 1,6 tys. marek, w tym ponad 30,6 tys. cen detalicznych. Obowiązywały one w sieciach handlowych obecnych w 16 województwach. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry”.

Indeks bada więc zmiany cen podstawowych produktów w sklepach – przede wszystkim żywności i chemii użytkowej. 12 wspomnianych kategorii to:

  • pieczywo,
  • nabiał,
  • mięso,
  • owoce,
  • warzywa,
  • produkty sypkie,
  • produkty tłuszczowe,
  • dodatki spożywcze,
  • używki,
  • napoje,
  • chemia gospodarcza
  • inne artykuły.

Badanie samo w sobie jest wartościowe i warto na nie spojrzeć, gdy analizujemy wzrosty cen. Ale w żadnym stopniu wynik ten nie oznacza, że GUS podaje nam fałszywą wartość, a "prawdziwa inflacja" jest dwa razy wyższa.

Czym jest inflacja

Bo czym jest inflacja? To — podręcznikowo — „proces wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce”. Słowo „przeciętny” jest tutaj kluczowe - żeby inflację zmierzyć, trzeba skonstruować przeciętny koszyk konsumpcyjny. Czyli zbadać, na co przez miesiąc — i w jakich proporcjach — wydaje pieniądze przeciętne gospodarstwo domowe. Następnie trzeba porównać, ile za taki przeciętny koszyk nasza teoretyczna rodzina płaciła rok temu, a ile płaci teraz. Ten właśnie wzrost to wskaźnik inflacji.

Przypomnijmy, z czego składa się gusowski koszyk konsumpcyjny, używany do obliczenia wskaźnika inflacji:

Wskaźnik inflacji a indeks cen

Gdyby porównać oba wskaźniki, najłatwiej podsumować je tak: indeks cen detalicznych (w kwietniu to dokładnie 21,8 proc.) to wzrost naszego rachunku po dużych zakupach w dyskoncie lub supermarkecie. Wskaźnik inflacji (w kwietniu 12,4 proc.) to wzrost miesięcznych kosztów życia.

Gusowski wskaźnik inflacji uwzględnia też ceny paliw, usług, kultury, czy edukacji. Żadnego z tych elementów w indeksie cen detalicznych nie znajdziemy.

Obie liczby są przydatne w opisywaniu wzrostu cen na rynku, ale mówią o czymś innym. Wskaźnik inflacji jest znacznie szerszy, indeks cen detalicznych obejmuje tylko ceny w sieciach sklepów.

We wskaźniku inflacji również zawierają się wzrosty konkretnych grup produktów. GUS stosuje nieco inne narzędzia niż UCE Reaserch i Wyższe Szkoły Bankowe, konstruując swój wskaźnik.

Przeczytaj także:

Każdy ma swoją inflację

W tym miejscu trzeba jeszcze przypomnieć, że wskaźnik inflacji nie mówi nam o naszych indywidualnych kosztach życia. Może być tak, że nasze miesięczne wydatki w kwietniu rzeczywiście wzrosły o 12,4 proc. w stosunku do kwietnia 2021. Ale wcale być tak nie musi. Pomijamy już to, że mogliśmy mieć rok temu zupełnie inne potrzeby i wydatki. Ale nawet jeśli założymy, że były one identyczne, to wzrost naszych wydatków mógł wynieść 8, 15 lub 25 proc. Bo każdy ma swoje potrzeby, różnie konstruuje swoje wydatki i podejmuje różne decyzje konsumenckie. A w wyniku tego – każdy ma swoją inflację.

Donald Tusk z pewnością o tym wszystkim wie - nie jest laikiem, był premierem Polski przez 7 lat, a aktywnym politykiem - ponad 30 lat. Szef PO wykorzystuje jednak fałsz i spiskową retorykę, bo mocniej uderzyć w rząd. Zupełnie bez sensu: władza PiS ma wystarczająco dużo na sumieniu, by ostro krytykować ją za to, za co faktycznie odpowiada.

Z komunikatem Tuska jest jednak jeszcze jeden problem - w obecnej sytuacji ekonomicznej może być on zwyczajnie szkodliwy. Dlaczego?

Tusk podsyca nieufność i oczekiwania inflacyjne

Wspominaliśmy już o podważaniu zaufania do oficjalnych statystyk. Tusk w swoim tweecie między wierszami mówi nam: inflacja jest wyższa, niż mówią wam Morawiecki i Glapiński. To potencjalnie utrudnia prowadzenie odpowiedzialnej polityki na oficjalnych i zwykle rzetelnych danych.

Ale jest jeszcze drugi problem, związany już ściśle z inflacją: oczekiwania inflacyjne.

W rozmowie z OKO.press dr Wojciech Paczos z Cardiff University mówił w styczniu 2022, że nie ma dobrych narzędzi do badania oczekiwań inflacyjnych, ale obawiał się, że już wówczas mogliśmy mieć do czynienia z pętlą oczekiwań. Czyli sytuacją, gdzie firmy podnoszą ceny ze względu na inflację, konsumenci się na te podwyżki godzą, bo się ich spodziewają, więc podnosi się inflacja. To samonapędzający się mechanizmem.

Celem skutecznej polityki banku centralnego powinna być jasna komunikacja i wpłynięcie na ograniczenie tych oczekiwań przez obniżki stóp procentowych. Niestety w komunikacji NBP nic się od miesięcy nie zmienia. Konferencje prezesa NBP zamieniają się w pokaz siły prezesa Glapińskiego, który rzuca żartami, sprzecznymi komunikatami. To może być jeden z powodów, dla których ludzie oficjalnym danym nie ufają i inflację przeszacowują. A także spodziewają się, że utrzyma się na wysokim poziomie w przyszłości.

Donald Tusk ma pełne prawo krytykować prezesa NBP i jego nieudolną politykę wobec inflacji. Jednocześnie, gdy podsyca nieufność i przekonuje ludzi, że wzrost cen jest w istocie wyższy, sam dokłada się do pętli oczekiwań. Cykliczny stand up Glapińskiego jest już wystarczająco szkodliwy - politycy opozycji nie powinni organizować własnych.

GUS od supermarketu do straganu

Wróćmy do rzeczywistych danych. Cytowaliśmy notę metodologiczną indeksu cen detalicznych, warto zajrzeć też do opracowania metodologicznego GUS. Jak Urząd zbiera informacje o cenach?

„Notowania cen są prowadzone przez ankieterów Urzędów Statystycznych w około 35 tysiącach punktów notowań cen zlokalizowanych w 207 rejonach badania na terenie całego kraju. Rejonami są miasta lub części dużego miasta (np. gminy lub dzielnice), na obszarze których znajdują się punkty notowań.

Badania cen konsumpcyjnych na terenach wiejskich nie są prowadzone ze względu na wysokie koszty oraz niewielki asortyment towarów i usług, który jest tam dostępny. Doboru rejonów dokonuje w sposób celowy GUS przy współudziale urzędów statystycznych. Liczba rejonów podlega corocznej weryfikacji.

Punktami notowań cen są punkty sprzedaży detalicznej, placówki gastronomiczne lub jednostki świadczące usługi: sklepy powszechne, sklepy wyspecjalizowane, domy towarowe i handlowe, supermarkety i hipermarkety, apteki, stacje paliw oraz stałe punkty sprzedaży drobnodetalicznej (kioski, stragany), bary, restauracje, kawiarnie, piwiarnie, punkty gastronomiczne, stołówki etc.”.

Poza sprawdzaniem cen w terenie GUS monitoruje też Internet, a w nim zbiera dane także o cenach żywności.

Różnice

Stąd może wynikać część różnic w danych o wzrostach cen w obu wskaźnikach. Czasem są one statystycznie nieistotne, czasem zauważalne. Spójrzmy na wybrane kilka kategorii w kwietniu:

UCE Reaserch bada sieci handlowe, GUS – jak pokazaliśmy powyżej – szerszy zestaw punktów handlowych. Stąd może wynikać spora część różnicy. W przypadku owoców czy pieczywa jest ona niewielka. W przypadku oleju, mięsa i warzyw – zauważalna. Trudno jednak przyznać jednej lub drugiej metodologii miano „prawdziwszej”. Oba starają się uchwycić skomplikowane zjawisko, jakim jest wzrost cen w skali makro.

Indeks zwykle jest powyżej gusowskiego wskaźnika inflacji, ale nie zawsze. Np. w październiku 2021 roku GUS notował inflację na poziomie 6,8 proc., a indeks – 4,4 proc. Wówczas jednak Donald Tusk nie tweetował, że „prawdziwa inflacja” jest mniejsza niż „oficjalna”.

;

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze