09 października 2020

Skłonności zoofilne, dyskryminacja osób heteroseksualnych i inne mądrości z debaty w CSW

"LGBT + - ten plus to może być na przykład skłonność zoofilna". "Organizacje homoseksualne od razu mają zapewnione środki, finansowanie". "Środki wpływające z podatków heteroseksualnej większości będą kanalizowane na rzecz mniejszości". Tak, obejrzeliśmy kuriozalną debatę w CSW

Piotr Bernatowicz, od 1 stycznia 2020 dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej, którego na stanowisko mianował bez konkursu minister kultury Piotr Gliński, nie spuszcza z tonu. Po koncercie Jana Pietrzaka i niedoszłym koncercie neofaszystowskiej Hungariki postanowił uraczyć wielbicieli sztuki współczesnej debatą "Gender – projekt nowego człowieka?".

Spotkanie było promocją publikacji naukowej o tym samym tytule, dlatego do panelu zaproszono autorów esejów, które się tam znalazły.

OKO.press obejrzało całe dwugodzinne spotkanie i wybrało najbardziej spektakularne fragmenty, żebyście wy nie musieli tego oglądać.

Genderyzm a homofilia

Najpierw dr Andrzej Margasiński podzielił się swoimi przemyśleniami na temat współczesnych ideologicznych nurtów: "Nie ma czegoś takiego jak ideologia LGBT. W gruncie rzeczy istnieją dwie oddzielne ideologie. Z jednej strony ideologia genderyzmu, z drugiej strony ideologia homofilna, czy homoseksualna (...) Te dwa nurty zupełnie inaczej patrzą na człowieka, na to kim jest i jak kształtuje się jego orientacja seksualna. Narracja homofilna związana jest z tym, że przekonuje się nas, że ktoś rodzi się homoseksualistą. Taki się urodziłem, proszę mnie nie poddawać terapii, bo to gwałt na naturze. A narracja dżenderowa, antropologia dżenderowa jest zupełnie inna. (...) Niemożliwe jest bycie jednej płci, wszystko jest płynne, zmienne, zależne od wpływów kultury. Tak jak mówi niejaki Margot - "ja czuję się płynny".

Głos po nim zabrała Lidia Banowska, filolog z UAM w Poznaniu, która weszła w temat jeszcze głębiej:

"Ideologia gender, a ideologia środowisk lesbijsko-gejowskich. Można zobaczyć to jako dwie ideologie, ale tu ciekawe rzeczy się dzieją. Bo środowiska gejowskie do pewnego stopnia wykorzystują ideologię gender, a środowiska lesbijskie już widzą, że w pewnych zakresach jest ona dla nich niekorzystna".

Nie wytłumaczono jednak, dlaczego.

Homoseksualista to nie gej

W toku debaty doktor Lidia Banowska przywołała również słynne prawicowe rozróżnienie między homoseksualistą a gejem, które swego czasu spopularyzował Zdzisław Krasnodębski.

"Trzeba rozróżnić osobę o skłonnościach homoseksualnych i geja. Jak? Otóż osobę o skłonnościach homoseksualnych rozumiem osobę, która czuje pociąg seksualny do osób tej samej płci. Natomiast różnica między osobą homoseksualną a gejem przebiega na poziomie akceptacji. Nie każdy homoseksualista jest gejem, natomiast każdy gej jest homoseksualistą. Czyli osobą homoseksualną mówiąc ściśle.

Gej jest osobą homoseksualną, która akceptuje swoje skłonności, afirmuje je i podejmuje decyzję co do swojej postawy życiowej. Przyjmuje pewien styl życia, pewną subkulturę gejowską".

Co kryje się za plusem LGBT?

"Te skróty - lesbijki, geje, transseksualiści, queer, tam w plusie to może być na przykład skłonność zoofilna i inne. Była dyskusja, czy na przykład skłonność pedofilna się tam mieści w ramach tej społeczności, czy nie. To dyskusja z Holandii z zeszłego roku, czy pedofile mogą iść w ramach społeczności LGBT+, czy nie. Była tam też partia pedofilska. Różne były debaty" - przekonywała dr Banowska.

Przyjdzie gej i zabierze pieniądze

Lidia Banowska okazała się jednak również osobą dobrze zorientowaną w kwestiach finansowania trzeciego sektora. Odkryła międzynarodowy spisek, który ma na celu sprawienie, że heteroseksualiści będą łożyć na homoseksualistów.

"Organizacje homoseksualne, które mają w statuty wpisane promowanie niestereotypowych ról płciowych od razu mają zapewnione środki, finansowanie. A organizacje heteroseksualne, gdyby takie istniały, już nie. Podobnie organizacje promujące macierzyństwo.

Na przykład kluby mam, czy inne, umacniają role, które są tutaj pojęte jako stereotypowe. One nie dostaną żadnych środków. Środki będą kanalizowane w stronę organizacji gejowskich (...) Środki wpływające z podatków heteroseksualnej większości będą kanalizowane na rzecz mniejszości".

Na ekranie z tyłu sali pokazano nawet szczegółową rozpiskę tego niecnego planu:

Biedny jak prawicowe medium

Pani Natalia Zimniewicz, przedstawiana jako "ekspert ds. mediów", wyjaśniała w swojej części wykładu, że to nie rynek, czy poczytność medium decyduje o tym, gdzie reklamują się reklamodawcy, ale ich ukryty interes w promowaniu dżenderyzmu i moralnego rozpasania.

“Widzimy, że te media, które prezentują światopogląd prawicowy nie uzyskują analogicznego finansowania do tych, które prezentują światopogląd lewicowy (...) To obserwujemy, moje badania, wyliczenia to potwierdziły. Zresztą środowisko to widzi, zwraca uwagę na tę dyskryminację. Co jest jej powodem?

Nie każda reklama może się pojawić wszędzie. Czy może reklama prezerwatyw pojawić się w Gościu Niedzielnym? Czy może pojawić się reklama in vitro w tygodniku katolickim? Nie może, bo reklama jest zależna od kontekstu, w którym się znajduje".

Zdaniem Zimniewicz niektóre konteksty są “nagradzane”, a niektóre “karane”. Oczywiście prawicowe i katolickie gazety są “karane”, a te liberalne i lewicowe "nagradzane".

Z prezerwatywami to do Newsweeka!

Doktor Natalia Zimniewicz naucza dalej:

"Są reklamodawcy, którzy zarabiają na homoseksualizmie, in vitro, antykoncepcji, transseksualizmie i gender. To jedna grupa reklamodawców. To taka grupa, która poniosłaby uszczerbek finansowy, gdyby w społeczeństwie nastąpił wzrost religijności, gdyby ludzie stali się bardziej przychylni poglądom chrześcijańskim, Kościołowi katolickiemu.

I jest druga grupa reklamodawców, czyli reklamodawcy religijni. Ile mediom płaci Kościół, Caritas, zakony, biura pielgrzymkowe i tak dalej?".

Nadążacie? Pani doktor wyjaśnia:

"Ważny jest kontekst. Biura pielgrzymkowe chętniej reklamują się w takich gazetach jak "Gość niedzielny", a producenci prezerwatyw w takich gazetach jak "Newsweek", czy "Gazeta Wyborcza". Jeśli któraś z tych grup płaci więcej, to możemy stwierdzić, że ten przekaz promowany może być interesowny".

Następnie Zimniewicz opowiadała, że "bardzo potężne koncerny" zarabiają na homoseksualizmie. A dokładnie płacą za promowanie homoseksualizmu, żeby potem zarabiać na lekach na HIV.

W części pytań od publiczności, doktor Zimniewicz wróciła do kwestii wielkiego wpływu mediów liberalnych i załamywała ręce, bo...

“Ludzie jak czytają »Newsweek«, »Gazetę Wyborczą«, oglądają TVN, to wchłaniają wszystko jak leci, są bezkrytyczni”.

Reklamodawcy dyskryminują katolików!

“Dzisiaj pewnych obywateli bronią media biedne, które ledwie wiążą koniec z końcem, jak media chrześcijańskie, prawicowe. A innych obywateli bronią media bogate. Jak państwo zobaczycie wykresy w artykule i zobaczycie przepaść finansową w finansowaniu »Newsweeka« i »Gościa Niedzielnego«… Ile jest wart taki czytelnik dla reklamodawcy. Ja bym chciała państwa, kraju, w którym każdy jest tyle samo warty. Czy homoseksualny, czy heteroseksualny!" - apelowała Zimniewicz.

Firmy zarabiają na płodach, a media milczą

Dalej analizuje Natalia Zimniewicz:

"Kto zarabia na aborcji? Tutaj przede wszystkim wzięłam pod uwagę firmy, co do których pojawiły się udokumentowane na wysokim szczeblu skandale, które ujawniły, że dana firma wykorzystuje tkanki, czy substancje pochodzenia aborcyjnego. Czyli z dzieci abortowanych. I w jakiś sposób wykorzystuje je w swojej dalszej produkcji. Takich skandali było już dużo, ale o tym piszą tylko środowiska prawicowe. Media lewicowe milczą o tym jak zaklęte".

Chwilę później potwierdziła, że coś takiego na pewno ma miejsce, chociaż nie ma na to dowodu:

“Masowo koncerny wykorzystują substancje pochodzenia aborcyjnego w składzie swych produktów. I my nie mamy listy tych firm. Jeżeli się pojawi konkretna marka w jakimś raporcie, w jakimś artykule, to ja nie dodaję tego do badania, bo nie można przypisywać firmom czegoś, na co nie ma twardego dowodu”.

Bo prawica chce pomóc gejom

"Ja do osób homoseksualnych chciałam skierować takie słowa: żyj i daj żyć innym. Może niektórym jest dobrze w tym środowisku homoseksualnym, ale wiele badań pokazuje, że wiele z tych osób po prostu bardzo cierpi i chciałoby zmiany. To, o co my walczymy, to nie to, żeby kogoś do czegoś przymusić, ale żeby dać tym ludziom prawo wyboru. Bo dzisiaj im mówi, że się tacy urodzili, że taki homoseksualizm to jest wyrok" - apelowała Natalia Zimniewicz.

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne