Jako prawnik zajmujący się trochę Konstytucją, od pewnego czasu czuję się tak, jak czułby się chirurg widząc brudne ręce w polu operacji - mówi OKO.press prof. Ewa Łętowska 

„Wszelkie decyzje dotyczące sądownictwa są obecnie zakładnikiem politycznej walki o władzę, a co najgorsze – politycznych walk frakcyjnych” – mówi OKO.press prof. Ewa Łętowska, jeden z największych w Polsce autorytetów prawnych, pierwsza polska rzecznik praw obywatelskich (1987–1992), sędzia NSA (1999-2002) i Trybunału Konstytucyjnego (2002-2011). Ostatnio weszła też w skład Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego.*

Prof. Łętowska odpowiadała na trzy pytania OKO.press.

1. Wetując ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa prezydent Duda mówił: „Korzystam z prawa weta, bo wymagają one zmian zapewniających ich zgodność z Konstytucją, aby utrzymywały niezależność władzy sądowniczej, ale bez poczucia absolutnej nadrzędności i bezkarności oraz stwarzały warunki, by sędziowie czuli się niezależni od różnego rodzaju nacisków”. Jak to pogodzić z podpisaniem ustawy o sądach powszechnych, której można zarzucić dokładnie to samo?

Wszelkie decyzje dotyczące sądownictwa są obecnie zakładnikiem politycznej walki o władzę, a co najgorsze – politycznych walk frakcyjnych. Prawnik ze swoim rozumowaniem i argumentacją właściwą prawu – udziela tu odpowiedzi z innej planety. Na pytanie „jak Prezydent mógł” – odpowiedź brzmi – „chciał, to zrobił”.

Dlaczego chciał, dlaczego chciał tak, a nie inaczej, czy dobrze, czy przewidująco chciał – możliwe są różne odpowiedzi: psychologizujące, mające w tle spisek (prozaicznie: ustawkę), wymyślne strategie polityczne i omyłkową (albo wyrafinowaną) taktykę itd. – nie zamierzam nad tym sobie łamać głowy.

Powiem tylko, że jako prawnik zajmujący się trochę Konstytucją, od pewnego czasu czuję się tak, jak czułby się chirurg widząc brudne ręce w polu operacji.

Jeżeli natomiast w podtekście pytania kryje się myśl o podobieństwie niekonstytucyjności treści czy uchybień trybu uchwalenia przy dwóch zawetowanych ustawach i ustawie podpisanej – odpowiedź brzmi:

rzeczywiście, wszystkie trzy ustawy są podobne. Jest tu i naruszenie zasady odrębności i niezależności władzy sądowniczej (art.173 Konstytucji), i nieproporcjonalne wkroczenie w trójpodział władz (art. 10), i niepokojąco przemożny wpływ Ministra Sprawiedliwości/Prokuratora Generalnego

na rekrutację, obsadę, awanse w korpusie sędziowskim, zwłaszcza natychmiast po wejściu ustawy w życie, i mechanizmy sprzyjające wymianie kadr, w tym także przymusowy (z opcją zgody Ministra/Prokuratora) stan spoczynku sędziów-mężczyzn w wieku lat 65 i sędziów kobiet – 60, aby ograniczyć się do najważniejszych wątpliwości.

Ale zarazem akurat ustawa o sądach jednak zawiera rozwiązania optymalizacyjne (których to rozwiązań były pozbawione dwie zawetowane).

Chodzi o losowość przydziału spraw, niezmienność składu rozpatrującego (inna rzecz jak to wszystko organizacyjnie zagra). Mało też w dyskusjach mówi się o napięciach wewnątrz korpusu sędziowskiego (liniowi/funkcyjni, co częściowo pokrywa się podziałami wedle wieku). Reforma przez pryzmat tych napięć może być postrzegana jako generator wielkiego i oczekiwanego ruchu kadrowego. I zapewne z tym się także liczono przy decyzji o niewetowaniu. Ale to już element kalkulacji politycznej.

Poza tym sytuacja jest w dużym stopniu teraz niejasna; jaśniej będzie, gdy Pan Prezydent wystąpi z zapowiedzianymi własnymi projektami – jaka będzie ich relacja do tego, co zawetowano.

2. Czy środowiska niezależne powinny pomóc prezydentowi w pisaniu własnych ustaw o KRS i SN? Na jakich warunkach?

O ile wiem, Pan Prezydent już zapowiedział, że nie oczekuje pomocy i o nią nie prosi. Oferowanie tej współpracy jest w tych warunkach zbędne. Co innego zebranie istniejących już projektów i próba określenia warunków brzegowych, aby przynajmniej było wiadomo jak oceniać projekty, gdy już zostaną ujawnione.

3. Jakie znaczenie mogą mieć naciski europejskie? Komisja Europejska 29 lipca wezwała rząd do wycofania ustawy. To może doprowadzić do procesu Polski przed Trybunałem Sprawiedliwość UE. Są też opinie (np. Klausa bachmanna), że sądy innych krajów UE mogą nie respektować polskich wyroków.

Nie uważam, aby można i należało mówić o „naciskach”. Jeżeli jesteśmy w strukturach europejskich, to naturalne, że może zachodzić uruchomienie procedur, na których zastosowanie zgodzono się przy akcesji.

Problemem jest przecież to, że władze realizują u nas wizję nieliberalnej demokracji „mażorytarnej”: suweren jest zredukowany pojęciowo do większości parlamentarnej; większość decydując nie dba o proporcjonalne poszanowanie interesów mniejszości, checks and balance i odrębności sądów. Sądy mają zostać włączone w system jednolitej władzy.

To jest obce wizji, której oczekują od nas instytucje europejskie: i to skazuje nie tyle na konflikt, ile po prostu wzajemne niezrozumienie. A to oznacza dalsze napięcia. Współpraca w ramach – używając tradycyjnego określenia – trzeciego filara zasadza się na wspólności założeń, na jakich działa wymiar sprawiedliwości.

To umożliwia wzajemne uznawanie i wykonywanie wyroków wewnątrz Wspólnoty bez klasycznych procedur sprawdzających istniejących poza UE. Ale ten mechanizm nie jest dany raz na zawsze i jeśli przekroczy się punkt krytyczny, może nastąpić jego zawieszenie.

4. Na koniec już niepytana, chcę wyjaśnić mechanizm tricku argumentacyjnego, używanego aby planowaną reformę sądownictwa przedstawić jako coś, co jest znane i w innych krajach – pisze prof. Łętowska.

Dla polityka istnieje tylko tekst pojedynczego przepisu lub nawet jednego jego fragmentu. Tymczasem to jest część składowa podzespołu „wymiar sprawiedliwości”. Gdy idzie o obecną reformę, ten podzespół składa się  z dwóch ustaw zawetowanych, ustawy o ustroju sądów, również niezawetowanej, wcześniejszej ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury oraz ze standardów, jakie wynikają z faktycznego posługiwania się tymi ustawami (istniejącymi lub potencjalnymi) i jeszcze kilku elementów.

To wszystko razem współdziała, generując określone zachowania, wpływając na ludzi – sędziów, prokuratorów, obywateli. Nasz dyskurs tymczasem wygląda tak: obrońcy reform PiS mówią, że przecież nic się nie dzieje, ponieważ przepis x lub y „też jest” w systemach innych państw demokratycznych. Tyle, że oni prowadzą dowód „z istniejącej śrubki” a nie „z funkcjonującego mechanizmu”.

Natomiast krytyka ośrodków europejskich jest prowadzona z pozycji oceny mechanizmu – ku czemu to prowadzi, jakie postawy wyzwala w aktorach społecznych i jak to wpływa na wolności obywatelskie i na takie zasady, jak: realny podział i równoważenie władz czy brak politycznej presji na sądy.

Dalej, weźmy wybory sędziów do KRS czy wskazywanie sędziów, którzy mieliby pozostać w SN. Istotne jest nie to, kto mianuje, opiniuje lub może wyrazić sprzeciw wobec konkretnej kandydatury.

Decydujące jest, że wybór/nominacja/powołanie następują z takiego, a nie innego grona osób.

Bo można ostateczny wybór obwarować wymaganiem wielu  opinii, sprzeciwami wielu osób i ciał. Tyle że jeśli opinia będzie niewiążąca, albo jej brak nie powoduje zatrzymania procedury kwalifikacyjnej, jeżeli sprzeciw powoduje wprawdzie wyeliminowanie kandydata, ale na jego miejsce wchodzi inny z tej samej puli, wtedy w rzeczywistości decydujący wpływ na wybory/nominację/powołanie ma ten, kto decyduje o personalnym składzie puli.

Na tym nota bene polegał trick z pozornymi zmianami w zawetowanej ustawie o SN. Wprowadzono opinie KRS i sprzeciw Prezydenta, tyle że – jak z samochodami Forda: zawsze miały być w czarnym kolorze; zawsze miano wybierać spośród tych, których pierwotnie wybrał Minister Sprawiedliwości/Prokurator Generalny.

Dlatego nie dajmy się zwodzić pozornymi gwarancjami demokratyzacji czy uspołecznienia jakikolwiek wyborów poprzez mnożenie wymogów opinii czy sprzeciwów (niewiążących). Patrzmy na to, jaka jest realna waga tych gwarancji, czy nie są czczą formalnością. I wtedy dostrzeżemy gdzie leżą konfitury. I kto naprawdę decyduje o grupie kandydatów – których wdzięczność ma nadzieję sobie zaskarbić ten, kto decyduje o przynależności do puli. Oczywiście nie ma gwarancji, czy te rachuby na ludzką wdzięczność okażą się zasadne. Ale się próbuje.

* Zgodnie z zapowiedziami OKO.press powstaje Archiwum Osiatyńskiego, niezależne obywatelskie centrum analiz, powołane w celu społecznego monitorowania stanu praworządności, skali nadużyć władzy publicznej oraz stanu przestrzegania praw i wolności obywatelskich w Polsce.

Zaproszenie do Rady Programowej przejęli już: prof. dr hab. Andrzej Bator, adw. Jacek Dubois; dr Aleksandra Gliszczyńska-Grabias; adw. Sylwia Gregorczyk-Abram; prof. dr hab. Maciej Gutowski; prof. dr hab. Ireneusz Kamiński; prof. dr hab. Zdzisław Kędzia; prof. dr hab. Tomasz Koncewicz, prof. dr Maciej Kisilowski; prof. dr hab. Ewa Łętowska; adw. Justyna Metelska; Draginja Nadażdin (Amnesty International); adw. Mikołaj Pietrzak; prof. dr hab. Ryszard Piotrowski; prof. dr hab. Monika Płatek; Danuta Przywara (Helsińska Fundacja Praw Człowieka); prof. dr hab. Wojciech Sadurski; dr Krzysztof Śmiszek (Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego); ad. Krzysztof Stępiński, prof. dr hab. Roman Wieruszewski; prof. dr hab. Mirosław Wyrzykowski; prof. dr hab. Jerzy Zajadło.

Opłać abonament na wolność słowa


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym