0:00
Prawa autorskie: Dawid Żuchowicz / Agencja GazetaDawid Żuchowicz / Ag...
26 listopada 2020

Prokuratura ściga Strajk Kobiet. Jego liderki mówią: są nas tysiące

Prokuratura Okręgowa w Warszawie zamierza ścigać organizatorki Strajku Kobiet - za znieważanie katolików, atakowanie kościołów i nakręcanie epidemii. Zdaniem prawniczki są to zarzuty nie do udowodnienia, a Klementyna Suchanow i Marta Lempart uważają je za absurdalne

Wydrukuj

Informację o prokuratorskim śledztwie w sprawie Strajku Kobiet jako pierwszy podał prorządowy portal wPolityce.pl w czwartek 26 listopada rano. Doniesienia potwierdziła rzeczniczka warszawskiej prokuratury okręgowej Aleksandra Skrzyniarz.

Postępowanie wszczęto 19 listopada. Toczy się wokół trzech wątków związanych z masowymi protestami po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku ws. aborcji. Zdaniem prokuratury mogło dojść do:

  • znieważania grup osób z powodu ich przynależności wyznaniowej za pomocą słów powszechnie uznanych za obelżywe (art. 257 k.k., grożąca kara to maksymalnie trzy lata więzienia);
  • publicznego nawoływania do działań niezgodnych z prawem i pochwalania popełnienia przestępstwa na szkodę Kościoła katolickiego, złośliwego przeszkadzania publicznemu wykonywaniu aktu religijnego (art. 255 k.k. i maksymalnie dwa lata więzienia);
  • sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego związanego z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS COV-2 lub szerzenia się choroby zakaźnej COVID-19 (art. 165 § 1 pkt 1 k.k. i kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia).

„Rząd lubi straszyć i używać władzy do uciszania obywateli. Uczniów przez kuratoria, innych przez prokuraturę. To nic nowego. Widać tylko, że nie zamierzają zmieniać kursu. Idą dalej w represje" – komentuje dla OKO.press Klementyna Suchanow, jedna z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Śledztwo wysoce polityczne

Jak na razie śledztwo toczy się „w sprawie", czyli żadnej osobie nie postawiono konkretnych zarzutów. Przesłuchiwane są osoby zawiadamiające oraz pierwsi świadkowie. Portal wPolityce.pl donosi, że postępowań jest więcej i toczą się w całym kraju. Śledczy mają badać je bardzo dokładnie.

„Patrząc na rezolucję Parlamentu Europejskiego i jej treść uprawnione jest twierdzenie, że są to działania represyjne, mające wywołać efekt mrożący. Aby nikt nie ośmielił się więcej organizować tego typu wydarzeń" – wskazuje mec. Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, adwokatka specjalizująca się w prawie karnym.

„Jeżeli prokuratura podejmuje postępowania przeciwko Strajkowi Kobiet, to chciałabym, żeby z tą samą dokładnością wszczęła postępowanie wyjaśniające z urzędu m.in. wobec policjantów za ich zachowanie na przestrzeni ostatnich tygodni" – dodaje Gajowniczek-Pruszyńska.

Śledczych zawiadomić miało kilka osób, a także organizacje „pro life".

„To pokazuje ponownie, jak przebiegają kontakty władzy, z kim władza rozmawia. Ludzie krzyczą na ulicach, domagają się wysłuchania, są ignorowani. Rządzący słuchają za to jakichś uprzywilejowanych organizacji, które lansują poglądy zgodne z linią partii. To klasyka państw represyjnych i autorytarnych" – uważa Klementyna Suchanow.

Źródła „Gazety Wyborczej" donoszą, że śledztwo prowadzi Hanna Stachowicz. Do Prokuratury Okręgowej delegowano ją z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście. Fakt, że jest w delegacji sprawia, że jest wyjątkowo podatna na naciski przełożonych. Dała się już poznać, jako posłuszna śledcza „dobrej zmiany".

W 2017 roku oskarżała działaczy „Obywateli RP” o wtargnięcie na teren Sejmu, a we wrześniu 2018 roku odmówiła wszczęcia postępowania wobec b. księdza Jacka Międlara. Stwierdziła, że wzywanie do „żniw na Żydach” i żądanie wypędzenia ich z Polski są wyrazem „osobistego sprzeciwu” i nie są przejawem nienawiści rasowej. W sierpniu 2019 roku odmówiła wszczęcia postępowania wobec „Gazety Polskiej" za homofobiczne naklejki dołączone do jednego z wydań.

„Nie zmieścimy się na sali rozpraw"

Mec. Gajowniczek-Pruszyńska wskazuje, że próba postawienia zarzutów „organizatorkom" za domniemane sprowadzenie niebezpieczeństwa epidemicznego w ramach spontanicznego zgromadzenia jest błędem.

„W jaki sposób organy ścigania zamierzają udowodnić, że osoby, które brały udział w tych zgromadzeniach, zrobiły to ze względu na ich organizację przez Strajk Kobiet? Było tam przecież tak wiele osób niezwiązanych ze Strajkiem. Czy próba postawienia takiego zarzutu będzie w dalszej kolejności prowadzić do czynienia podobnych zarzutów wszystkim uczestnikom zgromadzeń? W ten sposób myśląc każdej z tych osób można by przecież powiedzieć, że »narażała na niebezpieczeństwo zarażenia«" – uważa prawniczka.

„Abstrahując od oceny ważności obostrzeń wprowadzonych rozporządzeniem premiera, wydaje się, że odpowiedzialność można by przypisać tylko, jeśli wykaże się, że organizatorzy wiedzieli, że wśród osób, które uczestniczą w zgromadzeniu znajdują się osoby zarażone koronawirusem" – dodaje Gajowniczek-Pruszyńska.

Klementyna Suchanow ew. zarzuty uważa za absurdalne.

„Te zarzuty budzą mój śmiech. Strajk Kobiet to autonomiczny ruch. Każda z nas, w każdej miejscowości, ma pełną wolność co do tego jak, kiedy i gdzie urządzać protest. Nie wydajemy dyspozycji, nie ma centrali, która podejmuje decyzje. Jest wolność. Nie wiem, przeciwko komu prokuratura chciałaby prowadzić dochodzenie. Są nas tysiące, nie zmieścimy się na sali rozpraw" – komentuje.

Manifestowanie poglądów, a znieważanie

Także domniemane zarzuty znieważenia grupy osób ze względu na wyznanie są zdaniem mec. Gajowniczek-Pruszyńskiej mało przekonujące.

„Należałoby wskazać konkretne zdarzenia i ich konkretnych świadków. Manifestowanie poglądów przed kościołem czy w kościele nie oznacza od razu zrealizowania znamienia znieważania. Mieliśmy liczne orzeczenia w podobnych sprawach" – wskazuje prawniczka.

„W przypadku niszczenia mienia należałoby pociągnąć do odpowiedzialności raczej sprawcę wandalizmu, np. autora czy autorkę graffiti na murze kościoła" – dodaje.

Ewentualny zarzut publicznego nawoływania do działań niezgodnych z prawem według rzeczniczki prokuratury ma dotyczyć wypowiedzi Marty Lempart – jednej z liderek Strajku – na antenie Radia Zet z 26 października 2020. Na pytanie Beaty Lubeckiej, czy „trzeba wchodzić do kościoła, niszczyć fasady" Lempart opowiedziała:

„Oczywiście że trzeba. Trzeba robić to co się czuje, to co się myśli i to co jest skuteczne. [...] Drodzy katolicy, na razie jest tak, że macie szansę sprzeciwić się swojemu Kościołowi. Na razie jest tak, że bierzecie udział w tych obrzydliwościach, które Kościół wyprawia i to jest ostatnie ostrzeżenie".

Klementyna Suchanow:

„Uznałyśmy, że nadszedł czas, by Kościół usłyszał, co ludzie o nim myślą. Nie było namawiania do niszczenia, tylko do tego, by powiedzieć prawdę ludziom, którzy prawdy słuchać nie lubią. Którzy są poza prawem – nie jesteśmy w stanie ścigać ich zbrodni dokonywanych wobec naszych dzieci. Kiedyś trzeba było przerwać tę zmowę milczenia, bańkę bezpieczeństwa".

„Można też argumentować w ten sposób, że uczestniczki marszów działają po prostu w stanie wyższej konieczności, chroniąc podstawowe prawa człowieka. Pamiętajmy, że państwo ma przewagę nad obywatelami" – podkreśla mec. Gajowniczek-Pruszyńska.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne