Czy protestujący pod Sejmem 16 grudnia używali przemocy i wpływali na wypełnianie obowiązków przez posłów? Warszawska prokuratura prowadzi śledztwo w tej sprawie. W 2012 r. podobną sprawę umorzono. OKO.press porównuje sprawy i sprawdza, kto może usłyszeć zarzuty

Śledztwo dotyczy „szeregu zdarzeń mających miejsce na terenie Sejmu i w jego najbliższej okolicy 16 i 17 grudnia” – poinformował OKO.press Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Chodzi o „stosowanie przemocy wobec posłów oraz innych osób w celu uniemożliwienia im swobodnego przemieszczania się po terenie Sejmu i jego opuszczenia oraz wywierania w ten sposób wpływu na czynności urzędowe Sejmu”.  

Za stosowanie przemocy w celu zmuszenia kogoś do jakiegoś działania lub jego zaniechania grozi do 3 lat więzienia (art. 191 § 1. kodeksu karnego). Tyle samo za „wywieranie wpływu na czynności urzędowe” przemocą lub groźbą karalną (art. 224 § 1. kk).

Od prokuratury dowiedzieliśmy się, że śledztwo wszczęła „w oparciu o materiały dostarczone przez Policję”. Oprócz zdjęć i filmów udostępnianych w mediach są to z pewnością nagrania zarejestrowane przez samych policjantów. Według relacji reportera OKO.press policyjne kamery obserwowały na pewno moment wyjazdu poselskich samochodów m.in. z Jarosławem Kaczyńskim i premier Beatą Szydło oraz roztrącanie zagradzających im drogę.

Policja na miejscu legitymowała co najmniej kilkunastu blokujących, ma więc już ich dane. Jak mówi „Oku” Paweł Kasprzak z ruchu „Obywatele RP”, który uczestniczył w blokadzie Sejmu, na razie nikt z nich nie został wezwany na przesłuchanie.

Rzecznik nie odpowiedział nam na pytanie, którzy dokładnie posłowie i jakie „inne osoby” miały zostać poszkodowane przez protestujących, oraz których konkretnie zdarzeń dotyczy śledztwo.



Prokuratura ściga blokujących Sejm…

Czyje działania bada prokuratura? Najprawdopodobniej demonstrantów, którzy próbowali zagrodzić wyjścia i drogi wyjazdowe z Sejmu, by nie wypuścić posłów PiS. Był to protest przeciwko łamaniu przez PiS regulaminu Sejmu.

Jak pisaliśmy, zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich blokowanie przejścia przez manifestantów co do zasady jest dopuszczalną formą protestu, a zabranianie jej jest naruszaniem prawa do wolności zgromadzeń zapisanego m.in. w polskiej Konstytucji (art. 57) i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (art. 11).

Podobne zdarzenia miały miejsce w 2012 r. Na blisko godzinę wyjście z Sejmu  zablokowała wtedy posłom manifestacja Solidarności. Był to protest przeciwko ustawie podwyższającej wiek emerytalny. Prokutatura badała sprawę na wniosek Ewy Kopacz, ówczesnej marszałek Sejmu. Ostatecznie umorzyła śledztwo. Dlaczego?

  • Śledczy nie znaleźli dowodów na to, że związkowcy oblegający Sejm używali przemocy albo gróźb.
  • Podkreślili, że samo bierne blokowanie przejścia nie jest przestępstwem.
  • Zdaniem prokuratury nie doszło do „bezpośredniego kontaktu” posłów z blokującymi, a ich protest miał charakter „krótkotrwały”.
  • Zaznaczyli też, że protestujący nie mogli wywrzeć wpływu na działania Sejmu, bo blokowali go już po głosowaniach.

Nie znamy wszystkich materiałów, które policja przekazała prokuraturze, nie możemy więc jednoznacznie stwierdzić, czy 16 grudnia także nie doszło do przemocy. Na podstawie nagrań, do których mamy dostęp, trudno byłoby uzasadnić postawienie takiego zarzutu.

Podobnie trudno będzie udowodnić prokuraturze, że protestujący chcieli zablokować wyjście posłom, zanim jeszcze wyszli z budynków Sejmu, choć manifestacja zaczęła się na długo przed godz. 22, gdy wznowiono posiedzenie w Sali Kolumnowej. W przeciwieństwie do związkowców z Solidarności, demonstranci z 16 grudnia nie przynieśli ze sobą metalowych barierek – grodzili przejście jedynie własnymi ciałami.



…odprowadzających posłankę Pawłowicz…

Możliwe, że prokuratura zajmie się nie tylko blokowaniem, ale i sposobem, w jaki demonstranci traktowali posłów opuszczających Sejm pieszo. Na konferencji prasowej 21 grudnia Jarosław Kaczyński zarzucał im stosowanie przemocy wobec Krystyny Pawłowicz:

„Niewielu obywateli da się przekonać do tego, że posłanka wychodząca z Sejmu po pracy, zaatakowana, obrzucona różnymi przedmiotami, lżona, to negatywny bohater wydarzeń. Negatywnym bohaterem są ci, którzy to robią, dopuszczają się przestępstwa”.

Słowa prezesa PiS nie znajdują potwierdzenia na dostępnych nagraniach. Widać na nich, jak posłanka przechodzi przez tłum w towarzystwie zaledwie jednej policjantki. Idący za nią manifestujący wykrzykują: „hańba!”, „zdrajca!” i „będziesz siedzieć!” Z pewnością nie są to miłe słowa, ale nie kwalifikują się jako groźby karalne. Na filmie nie zarejestrowano też ani latających butelek, ani innej formy przemocy. Jeśli prokuratura będzie chciała potwierdzić wersję Kaczyńskiego, będzie musiała przedstawić inne dowody.

…posłów PO…

Komunikat prokuratury jest na tyle niejednoznaczny („stosowanie przemocy wobec posłów oraz innych osób w celu uniemożliwienia im swobodnego przemieszczania się po terenie Sejmu i jego opuszczenia oraz wywierania w ten sposób wpływu na czynności urzędowe Sejmu”), że śledztwo może równie dobrze dotyczyć używania przemocy wobec posłów w obu salach, w których tamtego dnia odbywało się posiedzenie.

Jarosław Kaczyński na konferencji 21 grudnia także opozycji zarzucał łamanie prawa karnego. Jak już wykazywaliśmy, choć posłowie PO i Nowoczesnej blokujący mównicę w Sali Posiedzeń w oczywisty sposób naruszyli regulamin Sejmu, raczej nie dopuścili się przestępstwa. Po pierwsze, podczas blokowania mównicy nikt nie używał przemocy. Po drugie, jak wynika z relacji, ich działanie – w przeciwieństwie do naruszeń regulaminu przez Marka Kuchcińskiego – miało na celu przywrócenie regulaminowego porządku, a następnie próbowali rozwiązać spór wspólnie z marszałkiem. Kuchciński (po naradzie z Kaczyńskim) z członkami PO i Nowoczesnej nie chciał rozmawiać, a na propozycję przewodniczącego PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza się nie zgodził.



…czy Straż Marszałkowską?

Teoretycznie możliwe jest także, że śledztwo dotyczy pracowników Straży Marszałkowskiej, którzy zagradzali posłom opozycji jedno z wejść do Sali Kolumnowej. Może dotyczyć nawet posłów PiS, którzy uniemożliwili parlamentarzystom opozycji podejście do stołu prezydium i złożenie wniosków formalnych.

Komendant Straży Marszałkowskiej Arkadiusz Koschalke oświadczył, że nikt nie wydał polecenia blokowania wejścia do Sali Kolumnowej. Jeśli to prawda, za „wywieranie wpływu na czynności urzędowe” posłów mogą odpowiadać szeregowi strażnicy. To, że nie odstępowali od wejścia do Sali Kolumnowej mimo żądań posłów, zostało zarejestrowane na tym nagraniu Wojciecha Bojanowskiego z TVN24. Nie używali przemocy wobec posłów, ale jeśli taki zarzut usłyszą blokujący drogi wjazdowe do Sejmu, oni także mogą się go obawiać.

W podobny sposób sprawowanie obowiązków posłom opozycji uniemożliwiali posłowie PiS, którzy nie pozwolili na przejście w głąb Sali Kolumnowej, zajęcie miejsc i złożenie wniosków formalnych, co z kolei nagrał poseł PO Cezary Tomczyk.

Postawienie zarzutów podlegającej marszałkowi Sejmu (a bezpośrednio – szefowi Kancelarii Sejmu), Straży oraz posłom PiS jest jednak równie mało prawdopodobne jak odstąpienie od ścigania demonstrantów. W 2012 r. prokuraturą rządził jednak niezależny od rządu Prokurator Generalny, Andrzej Seremet. Obecnie prokuratura jest podporządkowana ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze.


Abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym