Polska prokuratura wystawiła list gończy za 45-letnim Dariuszem M., byłym polskim żołnierzem, który zaciągnął się do rosyjskiej armii. Dariusz M. znany jest w internecie jako „Polak na Donbasie”. Śledczy zarzucają mu współpracę z obcym wywiadem i pełnienie służby w obcym wojsku
Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Jak wynika z jej komunikatu, mężczyzna działa na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej, prowadząc działalność dezinformacyjną za pomocą swoich kont na platformach społecznościowych, m.in. na TikToku, ale też na Telegramie. Rozpowszechnia nieprawdziwe informacje, a celem niektórych z nich jest – jak twierdzą śledczy – wywołanie poważnych zakłóceń w ustroju Rzeczypospolitej Polskiej.
Wydano też zaoczny nakaz aresztowania.
Jeśli więc Dariusz M. kiedykolwiek wróci do Polski, od razu trafi do aresztu.
Na razie jednak nadal jest na froncie rosyjsko-ukraińskim i bez przeszkód prowadzi swoje kanały społecznościowe. Co prawda TikTok blokuje mu aktywność na tej platformie, ale na Telegramie ten były polski żołnierz działa bez problemu.
Dariusz M. to były polski żołnierz. Służył między innymi w 6. Batalionie Logistycznym w Krakowie oraz w 2. Pułku Rozpoznawczym w Hrubieszowie. Do armii rosyjskiej zaciągnął się w 2023 r. Najpierw podpisał kontrakt jako wolontariusz, ale obecnie ma już paszport rosyjski, jest więc pełnoprawnym rosyjskim żołnierzem walczącym z Ukraińcami. Jest jedynym Polakiem, który na bieżąco relacjonuje swój udział w rosyjskiej agresji w Ukrainie. Choć nie jest pierwszym, który walczy po rosyjskiej stronie.
W 2025 r. w Rosji zginął Jerzy Tyc, były szef prorosyjskiego Stowarzyszenia „Kursk”, aktywny działacz prokremlowskich środowisk w Polsce. W ostatnich latach przeprowadził się na stałe do Rosji. A po agresji Rosji na Ukrainę zaciągnął się do rosyjskiej armii. Walczył na froncie w Północnym Okręgu Wojskowym, pod pseudonimem „Zygmunt”. Zginął we wrześniu 2025 r. On jednak, będąc na froncie, nie prowadził publicznej działalności propagandowo-dezinformacyjnej, adresowanej do Polaków. Zupełnie inaczej funkcjonuje Dariusz M.
O byłym polskim żołnierzu zrobiło się głośno rok temu. Do polskich mediów dotarło wówczas rosyjskie nagranie, zrealizowano niedaleko linii frontu w Ukrainie, na którym żołnierz walczący po stronie Rosji wypowiadał się w języku polskim, płynnie i bez akcentu. Nagranie obiegło kraj, a konto mężczyzny na TikToku zaczęło zdobywać popularność.
Dla fanów Rosji Dariusz M. jest prawdziwym sieciowym influencerem.
Przekazywane przez niego treści to wzorcowa realizacja zasad z podręcznika rosyjskiej propagandy.
Na swoich sieciowych kontach ten rosyjski (obecnie) żołnierz powtarza niemal każdą kremlowską narrację, na temat wojny i nie tylko. Prawdopodobnie rosyjski wywiad wykorzystuje polskie pochodzenie mężczyzny w operacji wywierania wpływu na Polaków sympatyzujących z Rosją.
Dariusz M. ma więc podwójne zadanie: nie tylko walczy za Kreml, ale też opowiada innym o świecie dokładnie tak, jak chce Kreml. Możliwe, że to właśnie ta druga rola jest dla jego zwierzchników znacznie ważniejsza. Przyjrzyjmy się, jak ją realizuje – zwłaszcza że robi to pod dyktando rosyjskich służb.
Obecnie ten żołnierz- propagandzista przeniósł się z TikToka na Telegram. Prowadzi tam dwa kanały – o polskiej i rosyjskiej nazwie. Wciąż ma też kanał na YouTube, ale tam ma problemy z udostępnianiem nowych materiałów. Na wszystkich kontach widać, że ten rosyjski, a kiedyś polski żołnierz stara się być na bieżąco z treściami rozpowszechnianymi przez prorosyjskie środowiska w Polsce.
Regularnie podaje dalej choćby nagrania z kanału YT „Wbrew cenzurze”, prowadzonego przez Mateusza Piskorskiego i jego współpracownika z dawnej prorosyjskiej partii „Zmiana”, Tomasza Jankowskiego. A na kanale YouTube w 2024 r. udostępnił zaproszenie na odsłonięcie kontrowersyjnego pomnika zbrodni na Wołyniu, który stanął w Domosławie.
Mężczyzna nie ukrywa, że jest Polakiem. Wręcz przeciwnie – ostentacyjnie podkreśla polskość.
Regularnie wykorzystuje nasze narodowe symbole działalności propagandowej na rzecz Rosji.
Na przykład zamieszcza zdjęcia z biało-czerwoną flagą, którą trzymają jego znajomi z Rosji, stojący pod pomnikiem poległych w II wojnie światowej w ukraińskiej Kurachowce. Zaś na mundurze ostatnio nosi biało-czerwoną naszywkę, tuż obok naszywki rosyjskiej.
Polską flagę zobaczymy też na jego zdjęciach ze spotkania przy grobie zabitego rosyjskiego żołnierza. A nawet na fotografiach z rosyjskiej cerkwi. Wygląda to tak, jakby wszyscy musieli zobaczyć, że to właśnie Polak walczy po stronie Rosji. Jak gdyby właśnie to, skąd pochodzi, było najważniejszą informacją.
„Ja, Polak służący w rosyjskiej armii również was pozdrawiam z Zaporoża, walcząc z ukraińskim nazizmem oraz europejską obłudą, kłamstwem i propagandą. Za zwycięstwo i za prawdę” – napisał na Telegramie 1 lutego.
Latem 2025 roku, gdy zaczynał swoją propagandową działalność w sieci, tłumaczył, że wstąpił do rosyjskiej armii, ponieważ miał dość „propagandy w Polsce, kłamania na temat Rosji, że to oni wojnę wywołali, są bandytami, potworami.„ ”Rosja nie chce zaatakować Polski, Łotwy itd. Po prostu Rosja nie pozwoli na to, żeby Amerykanie weszli na Ukrainę” – objaśniał, cytując rosyjskie przekazy. Ostrzegał też Polaków przed „panoszącymi się Ukraińcami w Polsce”.
Słuchając go aż trudno uwierzyć, że można do tego stopnia uwierzyć w kremlowskie narracje, bo Dariusz M. wygląda na osobę wierzącą w to, co mówi.
W jego wpisach pojawiają się nawet tak mało popularne na Zachodzie propagandowe hasła, że wojna w Ukrainie jest „świętą wojną”.
Czyli duchową walką o wartości ze złych Zachodem, w której celem Ukrainy jest prześladowanie prawosławnych chrześcijan. W Rosji taką fałszywą „wizję” kreuje patriarcha Cyryl ze ściśle związanej z Kremlem Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.
Dariusz M. skomentował też w sieci informację o wystawieniu za nim listu gończego: „Czy ja się ukrywam. Wręcz przeciwnie. Od początku pokazuję swoją twarz. Walczę o prawdę. Obnażam kłamliwą propagandę polskiego rządu. I dalej będę to robił. Polska musi pozbyć się zdrajców, którzy rządzą naszym krajem”. (pis. oryg. – przyp. aut.)
Zgodnie z kremlowską myślą propagandową, w przekazie Dariusza M. „prawdą” jest zawsze to, co korzystne dla Rosji oraz dla niego samego.
Wszystko inne jest „nieprawdą”. Nie ma to nic wspólnego z faktami, jest wyłącznie dowodem na zmanipulowany ogląd świata.
Taki sam ogląd znajdziemy też we wpisach byłego polskiego sędziego Tomasza Szmydta, który uciekł na Białoruś i stamtąd wypisuje przekazy propagandowe, coraz częściej rosyjskie niż białoruskie. On też jest poszukiwany przez prokuraturę.
Różnica między Szmydtem a Dariuszem M. polega jedynie na tym, że Szmydt nadaje propagandę ze studia któregoś z białoruskich lub rosyjskich mediów. A Dariusz M. – z linii frontu. Mówią trochę innymi językami, eksponują inne kwestie. Przez to trafiają do różnych odbiorców w Polsce. To zaplanowane działanie. Rosyjski żołnierz polskiego pochodzenia
bierze udział w kremlowskiej operacji wpływu, adresowanej do młodych i będących w średnim wieku mężczyzn w Polsce, którzy cenią siłę fizyczną.
Natomiast Szmydt ma docierać do tych, którzy wolą grzeczne dyskusje panów w garniturach od siłowni czy strzelnicy.
Były polski wojskowy pokazuje więc „siłę” rosyjskiej armii. Na zdjęciach zobaczymy, ile ukraińskiej broni udało się zdobyć i jak wygląda najnowsza broń rosyjska. W kontraście do tego obrazki z Ukrainy to zazwyczaj ruiny i błoto. Do tego fałszywe, ale stale powtarzane zapewnienia, że ukraińska armia jest w rozsypce. Dariusz M. pokazuje też ślady po „ostrzale banderowców” i tereny „zaminowane przez banderowskich siepaczy”. Jego wpisy to stale aktualizowany zapis wojennej nienawiści wobec wroga.
Czego tu nie znajdziemy? Cóż, Dariusz M. ani słowem nie wspomina o okrucieństwach rosyjskiej armii, ostrzeliwaniu ukraińskich cywilów, zamarzającym Kijowie.
Nawet kiedy pokazuje zdobyte przez Rosjan tereny Ukrainy i sam się dziwi, że są tak zniszczone, przerzuca całą odpowiedzialność na Ukraińców.
Jak gdyby nie był w stanie zauważyć, że to skutki rosyjskich, a nie ukraińskich działań wojennych. Przedstawiany przez niego świat jest w oczywisty sposób czarno-biały. Rosjanie to ci dobrzy, Ukraińcy – źle. Do tego dochodzą nośne hasła, wezwania i rzewne apele.
„Donbas na zawsze w moim sercu! (…) Apeluję do każdego myślącego człowieka, nie wierzcie w zachodnią propagandę. My Słowianie Zawsze Razem. Brat za Brata” – wzruszał się 12 stycznia, udostępniając grafikę, na której polska i rosyjska flaga łączyły się w jedną.
Na wojskowej propagandzie się jednak nie kończy. Dariusz M. na swoich kontach na Telegramie komentuje wydarzenia z polityki międzynarodowej, pokazuje filmy z Moskwy, w której właśnie spędził urlop. Widać, że jest blisko rosyjskich nacjonalistów. Pokazał na przykład, że w czasie urlopu bawił się w moskiewskiej siedzibie Nocnych Wilków. To klub nacjonalistycznych motocyklistów, którzy znani są z ostentacyjnych grupowych przejazdów przez Europę oraz z tego, że finansuje ich Kreml. Klub od 2022 roku jest objęty sankcjami Unii Europejskiej za udział w agresji militarnej na Ukrainę.
Właśnie z Nocnymi Wilkami Dariusz M. miał świętować w Moskwie… urodziny Putina. Jeśli to prawda, to obchody były dość spóźnione, bo Putin urodził się w październiku. „Polska delegacja w mocnym składzie” – napisał żołnierz. Kto miałby być w tej delegacji, tego jednak nie powiedział. Za to pokazał polską flagę wiszącą tuż obok dużego napisu „Rossija”. Znów to ostentacyjne podkreślanie polskości.
Na jego kanałach na Telegramie pojawiają się również wpisy atakujące polski rząd, ale też amerykańską administrację i prezydenta Donalda Trumpa.
Niektóre posty o polityce międzynarodowej sprawiają jednak wrażenie napisanych przez kogoś innego.
Jak gdyby zostały specjalnie przygotowane w języku polskim po to, by je udostępnić na kanale czytanym przez Polaków. Są wygładzone, pełne dyplomatycznych sformułowań. Tymczasem Dariusz M. w publikowanych filmikach nie posługuje się tego rodzaju językiem.
Za pomocą tych „wygładzonych” przekazów Dariusz M., a raczej ktoś, kto za nim stoi, tłumaczył choćby skomplikowane relacje między Kremlem a administracją Trumpa czy komentował słowa Donalda Tuska z jego noworocznego orędzia.
Można przypuszczać, że na kanał trafiają materiały propagandowe, przygotowane przez rosyjski wywiad i rozprowadzane w sieci za pomocą pracujących na rzecz wywiadu współpracowników. Polak jest niestety jednym z nich.
Na TikToku Dariusz M. nie ma już kanału, ale wciąż ma swoich fanów, którzy publikują materiały z jego kanałów na Telegramie oraz rolki na jego temat.
Niektórzy nazywają go „polskim Rambo”.
„Obserwuj Darka, który tworzy historie i walczy ze złem” – można przeczytać w opisie jednej z popularnych rolek. W innym filmiku Dariusz M. zachęca Polaków, by zaciągali się do rosyjskiego wojska. Nagrodą ma być zapewnienia, że znajdą się wówczas w tym samym pułku co on.
Prawdopodobnie większość kont rozpowszechniających te materiały na TikToku to dzieło rosyjskiej propagandy, która stara się budować popularność swojego „influencera”.
Dariusz M. w zasadzie nie ma już po co wracać do Polski. Tutaj czeka na niego areszt, potem proces i zapewne wysoka kara. Jeśli zostanie w Rosji i nie zginie na wojnie, będzie mógł liczyć na dobre traktowanie, ale tylko pod warunkiem zgodnej współpracy ze służbami. Tak działa rosyjska dyktatura.
Propaganda
Rosja
operacje wpływu
Polak na Donbasie
rosyjska armia
rosyjska wojna informacyjna
Telegram
TikTok
wojna
Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.
Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.
Komentarze