0:000:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Marta Kocejkofot. Marta Kocejko

To jeden z najdziwniejszych protestów w ostatnich latach. Przyzwyczailiśmy się, że strajki, pikiety i manifestacje organizowane są przeciwko rządowi. W przypadku piątkowego przejazdu rolników przez największe polskie miasta można odnieść wrażenie, że absolutnie wszyscy – od opozycji, przez rząd, po manifestujących – grają do jednej bramki. Protest rolników mimo to utrudnił życie przede wszystkim kierowcom w miastach i na popularnych trasach krajowych.

Rolnicy pod urzędem wojewódzkim w Poznaniu:

Winna Bruksela?

Taki wniosek można wysnuć, słuchając polityków wszystkich opcji, którzy jednoznacznie popierają postulaty rolników, którzy w piątek 9 lutego 2024 zablokowali drogi w ok. 250 miejscach w kraju. Rację przyznają im przedstawiciele zarówno koalicji rządzącej, członkowie rządu, jak i posłowie Konfederacji i PiS. Koalicja uderza w PiS argumentując, że to poprzedni rząd przyjmował własne i akceptował unijne regulacje, przeciw którym protestują rolnicy.

Mimo to wszyscy wskazują na winę unijnego komisarza ds. rolnictwa i niedawnego kolegę partyjnego polityków PSL oraz Prawa i Sprawiedliwości Janusza Wojciechowskiego. Do jego dymisji wezwał w piątek prezes PiS Jarosław Kaczyński, choć to właśnie rząd Zjednoczonej Prawicy wyznaczył go do reprezentowania Polski w Komisji Europejskiej.

Dla koalicji i PiS-u to wygodne wyjście. W ten sposób mogą scedować odpowiedzialność na zewnętrznego urzędnika i wskazać na winy Brukseli, podkręcając jednocześnie argumenty, jakie przeciwko Unii kierują protestujący rolnicy.

Protest rolników: w postulatach pestycydy, dopłaty, Ukraina i ugorowanie

Czego domagają się rolnicy? Oto najważniejsze z postulatów, z których wiele rzeczywiście dotyczy unijnej polityki wobec rolnictwa, przeciwko której protestują również farmerzy z zachodu Europy:

  • odrzucenie wymogów UE w sprawie ugorowania. Rolnicy, by utrzymać dopłaty, w 2024 roku powinni zostawić 4 proc. swojej ziemi odłogiem lub uprawiać tam rośliny bobowate, jednak bez użycia chemii rolniczych;
  • przygotowanie strategii akcesyjnej Ukrainy do UE w obszarze rolnictwa z podziałem na sektory;
  • ustanowienie ceł i kontyngentów taryfowych w wymianie handlowej towarów rolno-spożywczych pomiędzy Unią Europejską a innymi krajami. To powrót do sytuacji sprzed zniesienia ceł i ograniczeń ilościowych w handlu pomiędzy Ukrainą i Unią;
  • rozbudowa infrastruktury, w tym portowej i kolejowej, która może pomóc w tranzycie towarów z Ukrainy;
  • wprowadzenie regulacji prawnych, które pozwolą chronić opłacalność w produkcji roślinnej i będą zabezpieczały gospodarstwa rolne przed gwałtownymi wzrostami kosztów produkcji i spadkami cen w skupach;
  • zmienienie terminu możliwości stosowania nawozów azotowych z 1 marca na 1 lutego. Rolnicy utrzymują, że zmiana ta jest uzasadniona, bo zmieniające warunki klimatyczne pozwalają na rozpoczęcie prac wcześniej;
  • dopłaty rekompensujące straty z powodu napływu ukraińskiego zboża i żywności do Polski;
  • przywrócenie możliwości używania niektórych pestycydów;
  • ustanowienie sektora chowu i hodowli zwierząt, jako sektora strategicznego dla rozwoju gospodarki rolnej w Polsce;
  • rezygnacja z pomysłu ograniczania lub zakazywania chowu i hodowli zwierząt w Polsce.

Niektóre z postulatów budzą wątpliwości

Krajowym politykom łatwo więc przekierowywać złe emocje rolników w kierunku Brukseli. W końcu to dyrektywa UE nakazała ograniczyć używanie azotanów i pestycydów (by zmniejszyć zanieczyszczenie środowiska), a decyzje UE wpuszczają bezcłowo i bez ograniczeń ilościowych część ukraińskich produktów do wspólnoty. Bezpośrednio od Unii zależą regulacje o ugorowaniu ziemi.

Przy lekturze dwóch ostatnich postulatów można nieco się zdziwić. W polskim rządzie i unijnych organach nie pojawiają się postulaty „ograniczania lub zakazywania chowu i hodowli”, choć organizacje społeczne i naukowcy wskazują na problemy z przemysłową hodowlą zwierząt. Wraz z jej rozwojem rośnie emisja metanu ze zwierzęcych odchodów, zużycie energii i wody. Dochodzą do tego również wątpliwości etyczne związane z dobrostanem zwierząt w potężnych gospodarstwach nastawionych na masową produkcję mięsa czy nabiału.

Przeczytaj także:

Postulat o uznaniu sektora chowu i hodowli zwierząt za „sektor strategiczny” również może budzić wątpliwości. Trudno powiedzieć, co taka deklaracja mogłaby za sobą nieść, prawdopodobnie chodziłoby o jakiś rodzaj ochrony tej branży.

Kołodziejczak uderza w Ukraińców

Protest rolników nie opiera się jednak o sprzeciw wobec zjawisk, które również mogą mocno wpływać na ich sytuację. Chodzi między innymi o mocną pozycję sieci handlowych zbijających ceny czy nierówności w rozlokowaniu unijnych środków, które w 80 proc. zgarnia 2 proc. największych gospodarstw. To mogą być główne źródła frustracji rolników — mówiła OKO.press dr Paulina Sobiesiak-Penszko, dyrektorka Programu Zrównoważonego Rozwoju i Polityki Klimatycznej w Instytucie Spraw Publicznych.

O tych problemach milczą również rządzący, którzy wolą widzieć problemy na zewnątrz. W ten sposób mogą przyczyniać się do radykalizacji rolników decydujących się na protest. Między innymi przed nią przestrzegała dr Sobiesiak-Penszko. Politycy wskazują na winę nie tylko w gabinetach Brukseli, ale i urzędach w Kijowie. O braku możliwości porozumienia z Ukraińcami mówi między innymi wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak.

Były trybun ludowy zderza się z polityką, protest rolników nie jest już jego protestem

„Michał Kołodziejczak jest dziś pierwszym wrogiem w rozmowach dla Ukraińców” – mówił wiceszef resortu rolnictwa w RMF FM. – „Z tego, co wiem, to dyplomacja ukraińska bardzo dopytuje, czy Michał Kołodziejczak będzie brał udział w danych rozmowach, czy nie. Ukraińcy wysłali też notę dyplomatyczną do ministerstwa rolnictwa po tym, kiedy na antenie RMF FM powiedziałem, że powinny być bardzo długie okresy przejściowe dla towarów z Ukrainy. To potwierdza, iż rolnicy mają we mnie swojego człowieka” – ciągnął Kołodziejczak. Jak stwierdził, uwolnieniu handlu żywnością z Ukrainy powinny towarzyszyć długie okresy przejściowe – nawet 20- lub 25-letnie, a na razie wprowadzałby jedynie ograniczenia, oprócz zboża również na maliny czy cukier.

To samo Kołodziejczak starał się powtórzyć protestującym w Borkach na Lubelszczyźnie. W rozmowie z rolnikami starał się podkreślać, że z Kijowem gra twardo, a po drugiej stronie granicy nie jest lubiany.

„Michał, będziemy robić to, co ty robiłeś” – odpowiadał wiceministrowi jeden z protestujących. Mógł w ten sposób zapowiadać, że protestować będą intensywnie, podobnie jak Kołodziejczak przed objęciem ministerialnego stanowiska. Ten na własnej skórze mógł więc przekonać się, że znalazł się po drugiej stronie – z przywódcy ruchu protestu w Agrounii stał się przedstawicielem establishmentu.

Albo embargo, albo protest rolników się zaostrzy?

Nieco lepiej w rozmowie z protestującymi poszło szefowi Kołodziejczaka. Minister Czesław Siekierski pojawił się Przyborowicach w mazowieckim. Tam zatrzymała go rolnicza blokada, choć miał udać się dalej, do Wyszogrodu. Członek rządu prosił rolników o cierpliwość i zapewniał, że negocjuje z Brukselą między innymi w sprawie ugorowania i użycia środków ochrony roślin. „My tego nie robimy z kaprysu, ale żeby nam tych roślin nie wyżarło” – argumentował jeden z protestujących. Siekierski był też świadkiem spięcia pomiędzy rolnikami a jednym z kierowców, który przez blokadę drogi nie mógł zdążyć z dostawą towaru na czas.

Rozmowa ministra z rolnikami przebiegała w dość szorstkiej atmosferze, choć bez otwartej wrogości. Siekierski z cierpliwością, stojąc na środku drogi w padającym śniegu, odpowiadał na ich pytania, choć miał im niewiele do zaoferowania. Wielokrotnie mówił, że „nie ma kompetencji” w niektórych sprawach. Nie zatrzyma na przykład całkowicie importu towarów spożywczych przez granicę polsko-ukraińską, choć zgłosił problemy do Komisji Europejskiej.

Jeden z protestujących zapowiedział, że bez całkowitego embarga ciągniki całkowicie sparaliżują Warszawę, a wśród rolników słychać było głosy o możliwości kolejnych blokad. Rolnicy zapowiedzieli już, że w stolicy na pokojowym marszu pojawią się 20 lutego.

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Przeczytaj także:

Komentarze