15 stycznia 2022

Przełomowe odkrycie polskich naukowców czy PR-owy spektakl rządu?  

Adam Niedzielski: “Dzisiaj [13 stycznia 2022] mamy bardzo szczególną chwilę, bardzo szczególny dzień. Dzień ważny dla całej nauki polskiej, dla systemu opieki medycznej, dla zdrowia Polaków”. Ale dlaczego ten dzień nie miał miejsca pół roku temu?  

13 stycznia 2022 roku, Białystok. Konferencja prasowa w siedzibie Uniwersytetu Medycznego z udziałem ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i prezesa Agencji Badań Medycznych Radosława Sierpińskiego.

Rozpoczyna z wysokiego “C” Niedzielski.

“Dzisiaj mamy naprawdę bardzo szczególną chwilę, bardzo szczególny dzień. Myślę, że to jest dzień ważny dla całej nauki polskiej, ale przede wszystkim dzień bardzo ważny dla systemu opieki medycznej, dla zdrowia Polaków. Udało nam się zidentyfikować (...) bardzo poważny element ryzyka, jeśli chodzi o zachorowania na COVID” – oznajmił minister.

“Do tej pory uznawaliśmy, że głównymi czynnikami ryzyka jest przede wszystkim wiek, otyłość (…), ale dzięki ponad półtorarocznej pracy polskich naukowców udało się zidentyfikować czynnik, który został sklasyfikowany jako czwarty co do hierarchii, jeżeli chodzi o ciężkość przechodzenia COVID-u. Tym czynnikiem jest konkretny gen, konkretna predyspozycja” - dodał urzędnik.

“To nasz wspólny sukces” - pochwalił się Niedzielski. To badanie było zlecone przez Agencję Badań Medycznych tuż po rozpoczęciu COVID-u (…) w kwietniu 2020 roku (…). I od razu wtedy państwo polskie zdecydowało się na pracowanie nad własnymi narzędziami, nad własną możliwością weryfikacji jak walczyć z COVID-em".

Odkrycie ma charakter globalny

Prezes Agencji Badań Medycznych Radosław Sierpiński podkreślił z kolei, że odkrycie polskich naukowców ma charakter globalny, bo wdrażane jest na poziomie międzynarodowym.

Trudno zrozumieć co miał na myśli.

Odkrycia naukowe mają to do siebie, że jeżeli istotnie poszerzają naszą wiedzę, przede wszystkim są weryfikowane przez innych badaczy. Osiągnięcia Polaków na razie nie można weryfikować, bo nie jest jeszcze opisane w żadnej publikacji.

Ponadto każde odkrycie ma charakter globalny, ponieważ nie ma nauki polskiej, francuskiej czy niemieckiej. Jest jedna nauka światowa.

Z tym wdrażaniem na poziomie międzynarodowym prezes Agencji też najwyraźniej przesadził. Na razie nie ma opracowanego testu, więc nie ma czego wdrażać.

“Wchodzimy na ścieżkę wdrożenia, komercjalizacji, która w ciągu kilku miesięcy spowoduje, że (...) być może na polskich SOR-ach będą szeroko dostępne testy [identyfikujące konkretną grupę pacjentów]” - powiedział Sierpiński.

“To bardzo istotny krok do wygrania z pandemią” – dodał.

Geny na 4. miejscu

Co udało się wykazać polskim naukowcom?

Powiedzmy po pierwsze, że w badaniu brało udział wiele ośrodków. Wiodącym był Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, stąd miejsce konferencji prasowej. Kierownikiem projektu jest prof. Marcin Moniuszko, prorektor białostockiej uczelni ds. nauki i rozwoju, a przy okazji przewodniczący Rady Agencji Badań Medycznych finansującej całe badanie.

Kliniczną częścią prac kierował prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii UM w Białymstoku, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

Przebadano 1400 chorych na COVID-19. Dane na temat przebiegu ich choroby oraz próbki krwi zbierano w 2020 roku. W tym czasie schorzenie wywoływał tzw. dziki, jeszcze nie zmutowany, wariant koronawirusa.

“Śmiem twierdzić, że jeśli chodzi o badania, w których badane było tło genetyczne COVID-19, żadne inne badanie w świecie nie ma tak dokładnie opisanego czynnika klinicznego” - zaznaczył podczas konferencji prof. Moniuszko.

Naukowcy zwracali uwagę na stopień ciężkości przebiegu COVID u pacjentów i na choroby współistniejące. Starali się wychwycić powiązania pomiędzy ciężkim przebiegiem a profilem genetycznym. W tym celu analizowali dokładnie wszystkie geny pacjentów (każdy z nas ma ich 20 tys.).

“Okazało się, że spośród wariantów genetycznych, które były proponowane również w świecie, część z nich, a w zasadzie szczególnie jeden, ma bardzo duże znaczenie w populacji Polski. Jest to wariant związany z chromosomem 3.” – powiedział prof. Moniuszko.

“Występowanie tego wariantu powoduje, że ponad dwukrotnie rośnie prawdopodobieństwo ciężkiego przebiegu COVID-19, tzn. takiego, który jest zakończony pobytem na oddziale intensywnej terapii, a może nawet prowadzić do zgonu” - dodał.

Częstość występowania wariantu na świecie jest zróżnicowana. W Polsce ocenia się ją na ok. 14 proc., w Europie średnio na 8-9 proc., w Azji Południowej na terenie Indii na 27 proc., a np. w Azji Wschodniej ryzykowny gen posiada niewielki promil mieszkańców.

Prof. Moniuszko zaznaczył, że czynnik genetyczny jest mocnym numerem 4. na liście czynników ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19.

„Najważniejszym czynnikiem jest zaawansowany wiek, niestety nie tylko otyłość, ale też nadwaga - każdy kolejny kilogram sprawia, że ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 niestety wzrasta - i płeć męska (…). Natomiast to niechlubne czwarte miejsce zajmuje ów czynnik genetyczny” – podkreślił szef badania.

Naukowcy stworzyli mapę ryzyka ciężkiego przebiegu choroby, a także specjalną aplikację uwzględniającą cztery wspomniane czynnika ryzyka.

Mają nadzieję, że na podstawie ich badań zostanie stworzony test genetyczny, a dzięki aplikacji nosiciele ryzykownego wariantu będą bardziej skłonni do szczepień i noszenia maseczek. Ci zaś co zachorują, być może szybciej będą kwalifikowani do terapii np. w postaci nowoczesnych leków przeciwwirusowych.

Czekamy na publikację

Poprosiłem znanego eksperta od COVID o komentarz do pracy Polaków. Grzecznie odmówił, mówiąc, że nie może komentować konferencji prasowej.

W nauce liczy się publikacja. Bez opublikowania twardych danych to wyłącznie fakt medialny, nie naukowy.

Podobnie zareagował inny ekspert, który brał udział w opracowaniu kalkulatora pozwalającego ocenić indywidualne ryzyko hospitalizacji i zgonu z powodu COVID. Pisałem o tym w OKO.press.

Umówiliśmy się na rozmowę, jak będzie publikacja i da się krytycznie ją ocenić.

Przełomowe odkrycie zatrzyma pandemię?

Podobnych wątpliwości nie miały m.in. publiczne media.

“Absolutnie przełomowe odkrycie polskich naukowców” - powiedziała z dumą rozpoczynając czwartkowe Wiadomości TVP 1 Danuta Holecka. W późniejszym materiale zniknęło już słowo “absolutnie”, ale pasek na dole ekranu też brzmiał ciekawie: “Przełomowe odkrycie zatrzyma pandemię?”

Obawiam się, że sami naukowcy mogli czuć się taką “reklamą” zażenowani.

Po pierwsze, odkrycie nie jest przełomowe. Na świecie prowadzi się już trochę takich badań. Od jakiegoś czasu wiadomo np., że pewne fragmenty genomu związane właśnie z chromosomem 3. predestynują do cięższego przebiegu COVID.

Badania prowadzone przez prof. Moniuszkę i współpracowników są raczej potwierdzeniem tych danych w odniesieniu do populacji polskiej.

I dobrze, że się takie badania prowadzi na polskich pacjentach, ale ich wynik z pewnością nie zatrzyma pandemii jakby chciały “Wiadomości”. Oby przyczyniły się do ograniczenia liczby ciężkich zachorowań, kiedy już będzie test.

Prof. Moniuszko odpowiadając na pytania dziennikarzy po konferencji sam umniejszał naukową rangę odkrycia. Wskazywał raczej na ewentualne praktyczne jego korzyści.

Potrzeba sukcesu była silna

Prof. Marcin Moniuszko i jego koledzy to dobrzy naukowcy, mający spory dorobek publikacyjny, ale najwyraźniej dali się wciągnąć w propagandową akcję urzędników państwowych, którym potrzebne było ogłoszenie sukcesu na polu walki z COVID. Trudno jednak żałować ich w tej sytuacji. Nikt naukowców siłą na konferencję prasową nie zaciągał.

Dopiero co dowiedzieliśmy się, że od początku pandemii zmarło w Polsce już 100 tys. osób zarażonych COVID-19. Rząd nie radzi sobie z zarządzaniem katastrofą. Z powodów politycznych nie wprowadza koniecznych obostrzeń. Dobrze było więc pochwalić się jakimikolwiek działaniami, które przynoszą rezultaty.

Sukces potrzebny był też Agencji Badań Medycznych. Jak doniosła niedawno Judyta Watoła z Gazety Wyborczej, “Agencja w ramach walki z COVID rozdzieliła ponad 300 mln zł na ‘polskie mRNA. Zasady konkursu były tak sformułowane, że fachowcy sami się wycofali. Pieniądze dostały spółki, które nigdy nie prowadziły badań w tym kierunku, m.in. OncoArendi, w której udziały ma rodzina Szumowskich”.

Plany były ambitne – polska szczepionka na COVID. Skończyło się na niczym. “308 mln wyrzucone w błoto. Szczepionki z tego nie będzie” - konstatowała “Gazeta Wyborcza”.

PAP informuje w lipcu 2021

O tym, że konferencja z 13 stycznia 2022 była starannie zaplanowanym wydarzeniem PR-owym, a nie naukowym, świadczy też fakt, że o hucznie ogłoszonym właśnie przez polityków odkryciu informowała dość szczegółowo Polska Agencja Prasowa już … 9 lipca 2021.

“Polskie badania wykazały, że jeden z wariantów genetycznych w chromosomie 3. ponad dwukrotnie zwiększa ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 - poinformował prof. Marcin Moniuszko z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku” - podała Polska Agencja Prasowa.

I nic. Żadnych konferencji, żadnych zachwytów w “Wiadomościach”. “Bardzo szczególny dzień, dzień ważny dla całej nauki polskiej, dla systemu opieki medycznej, dla zdrowia Polaków” nadszedł dopiero pół roku później.

“Badanie to jest zakończone, ale jeszcze się nie ukazało, jest dopiero przygotowane do publikacji” - mówił we wspomnianej depeszy PAP prof. Moniuszko. Jak widać ogłoszenie publikacji przeciąga się. Aczkolwiek w dobie COVID wszyscy spieszą się z ogłaszaniem wyników. Wiele publikacji ukazuje się jeszcze przed recenzjami.

Ministrowi pasuje

Na koniec jeszcze jeden przykry aspekt. Adam Niedzielski odpowiadając na pytanie z sali, dlaczego w Polsce jest 14 proc. osób ‘podatnych’, a w innych krajach europejskich mniej, stwierdził:

“Cieszę się, że pan zwrócił na to uwagę. Bo to jest ten element, który różnicuje różne grupy populacyjne, i to też ma swoje konsekwencje dla tego, o czym bardzo często rozmawiamy, czyli dla poziomu śmiertelności. Bo jeżeli ta predyspozycja w jednej populacji jest zdecydowanie większa, to też oczywiście oznacza to narażenie na większe ryzyko zgonu, więc pod tym względem identyfikowanie tego czynnika ma również ogromne znaczenie”.

W ten dość zagmatwany sposób minister powiedział, że pasują mu wyniki polskich badaczy. Bo jest na co “zwalić”, że mamy tak wysoki poziom śmiertelności na COVID w Polsce. Winne są nasze geny, a nie niski poziom szczepień, dramatycznie niskie testowanie, brak personelu medycznego, zła organizacja, brak obostrzeń.

Prof. Moniuszko publicznie nie oponował, ale udzielając wywiadu w Radio Białystok, stwierdził:

“To byłoby zbyt proste, to tak nigdy nie działa. W medycynie (...) to nie są takie proste sytuacje, na to ma wpływ cała masa innych czynników, właśnie wspomniany przez panią redaktor wskaźnik wyszczepienia. Ale również kwestia organizacji ochrony zdrowia i tak dalej. Naprawdę byłoby zbyt proste i trywialne, gdybyśmy tylko na geny wszystko zwalili”.

Dodajmy, że w Polsce przy 14 proc. ‘podatności’ notujemy 2695 zgonów z powodu COVID na mln mieszkańców. A w Indiach, gdzie groźny wariant jest dwa razy częstszy, zgonów jest 346 na milion.

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne