Przyjaźń silniejsza niż dyktatury. Rozmowa z laureatem nagrody Pulitzera Hishamem Matarem
— Spotykamy się nie po to, by coś osiągnąć, ale po to, by zobaczyć, co wydarzy się między nami — Laureat Nagrody Pulitzera, libijski pisarz Hisham Matar, opowiada OKO.press o sile przyjaźni.
Marcin Mieteń: W swojej najnowszej książce Moi przyjaciele, opublikowanej w Polsce przez Wydawnictwo Czarne, wracasz m.in. do wydarzeń z Londynu z 1984 roku, kiedy podczas protestu przeciwko reżimowi Muammara Kaddafiego z okien libijskiej ambasady oddano strzały. Zginęła brytyjska policjantka, a rannych zostało jedenastu libijskich demonstrantów. Ten moment w powieści staje się czymś znacznie więcej niż tylko historycznym odniesieniem. Jestem ciekaw, kiedy po raz pierwszy zrozumiałeś emocjonalny ciężar, jaki to wydarzenie miało w twoim własnym życiu. Dlaczego pozostało ono tak silnie obecne przez tyle lat?
Hisham Matar*: To jedno z tych wydarzeń, które niosły ogromny ciężar emocjonalny, choć wtedy nie byłem jeszcze w pełni tego świadomy. Miałem trzynaście lat i pamiętam, jak oglądałem relacje w wiadomościach. To mocno zapisało się w mojej pamięci. Wiele lat później, gdy przeprowadziłem się do Wielkiej Brytanii na studia, zaprzyjaźniłem się z ludźmi, którzy byli wtedy na miejscu. To dzięki nim poznałem ten dramat znacznie lepiej, bo usłyszałem o nim z perspektywy bezpośrednich świadków.
To wydarzenie w szczególnie przejmujący sposób splata dwa miejsca, które mnie ukształtowały — Libię i Wielką Brytanię. Myślę, że właśnie dlatego przez wszystkie te lata pozostawało gdzieś we mnie obecne.

Komentarze