Wojewoda lubelski chce, by prezydent Lublina zakazał Marszu Równości na podstawie nieistniejącego przepisu prawa i subiektywnej opinii. Uważa też, że ma prawo nazywać homoseksualizm "zboczeniem", bo bez zrozumienia sprawdził w słowniku jedną definicję. Wyjaśniamy: w polskim prawie nie ma zgody na dyskryminację i zakazywanie nielubianych demonstracji

Homoseksualizm to „zboczenie”, „wynaturzenie”, „dewiacja”, a nieistniejące w prawie polskim „naruszenie moralności publicznej” jest uzasadnieniem dla ograniczenia wolności zgromadzeń. Takie opinie przedstawił niedawno w wywiadzie dla portalu wPolityce braci Karnowskich wojewoda lubelski Przemysław Czarnek.

Wojewoda i lubelscy radni PiS od dwóch tygodni nawołują do zakazania pierwszego w historii Lublina Marszu Równości (pisaliśmy o tym tutaj i tutaj). Wydarzenie ma odbyć się 13 października 2018 – na tydzień przed wyborami samorządowymi.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w liście przesłanym wojewodzie uznał, że jego słowa można odczytać jako przejaw mowy nienawiści i nawoływanie do łamania praw człowieka. Wojewoda odpowiedział – niezgodnie z prawdą i obrażając osoby LGBTQ.

„Bodnar nie zna przepisów prawa”

Czarnek: „[Adam Bodnar] twierdzi, że rzekomo chcę zmusić pana prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka do zakazania marszu homoseksualistów. Przecież przepisy dotyczące zakazywania zgromadzeń są jasne, pozwalają na ich blokowanie. Chyba pan Bodnar nie zna przepisów prawa, bo nawołuje do tego, żeby ich nie stosować. To skandaliczna sytuacja i dyskwalifikująca pana Bodnara jako Rzecznika Praw Obywatelskich”.


Zgromadzenie ma prowokować, jego uczestnicy będą epatować swoją seksualnością na ulicach miasta, naruszając moralność publiczną. Jest to sprzeczne z przepisami karnymi.

Przemysław Czarnek, wpolityce.pl - 07/10/2018

20.10.2017 Lublin . Wojewoda lubelski Przemyslaw Czarnek podczas spotkania z lubelskimi przedsiebiorcami . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta


Art. 14 ustawy o zgromadzeniach jasno określa, w jakich przypadkach można zakazać zgromadzenia. Subiektywna opinia wojewody o naruszaniu moralności publicznej nie ma odzwierciedlenia ani w kodeksie karnym ani ustawie o zgromadzeniach


Art. 14 ustawy prawo o zgromadzeniach pozwala zakazać zgromadzenia w przypadku gdy:

  • jego cel narusza wolność pokojowego zgromadzenia lub przepisy kodeksu karnego;
  • jego odbycie może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach;
  • zgromadzenie ma się odbyć w miejscu i czasie, w których odbywają się zgromadzenia organizowane cyklicznie.

Czarnek powołuje się na ustęp pierwszy, czyli złamanie przepisów kodeksu karnego. Jednak kodeks karny nie zna pojęcia „naruszenia moralności publicznej”. Nawet jeśli wojewoda uważa, że Marsz Równości godzi w wartości chrześcijańskie, moralność publiczną czy sieje zgorszenie, to na gruncie prawa nie jest to argument wystarczający, by ograniczyć konstytucyjne prawo wolności zgromadzeń.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar uznał wprost, że zakazanie legalnego zgromadzenia na podstawie osobistych opinii wojewody byłoby naruszeniem aż dwóch przepisów ustawy zasadniczej:

  • art. 57, czyli wolności organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich;
  • art. 54, który mówi o wolności wyrażania poglądów i wolności wyrażania opinii.

W 2005 roku stanowcze „nie” Paradzie Równości powiedział ówczesny prezydent stolicy Lech Kaczyński. W 2007 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że zakazując tego zgromadzenia Polska w dwóch punktach naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka:

  • dopuściła się dyskryminacji wobec mniejszości;
  • i złamała swobodę organizowania wieców i demonstracji.

Krzysztof Żuk, prezydent Lublina, słusznie odpowiada wojewodzie, że ten „publicznie zachęca go do łamania prawa”. „Chciałbym stanowczo podkreślić, że tylko jednoznaczna ocena o zagrożeniu dla mieszkańców ze strony policji podległej wojewodzie, może być podstawą do wydania zakazu” – mówił Żuk w wywiadzie dla portalu „Onet.pl”.

„Język polski jasno definiuje zboczenie”


„Zboczenie” zgodnie ze „Słownikiem Języka Polskiego” PWN (...) to zaspokajanie potrzeb seksualnych w sposób odmienny od normy. Nasze społeczeństwo składa się w ogromnej większości z heteroseksualistów więc to jest normą.

Przemysław Czarnek, wpolityce.pl - 07/10/2018

24.10.2017 Lublin , Urzad Wojewodzki . Wojewoda Przemyslaw Czarnek podczas konferencji prasowej na temat budowy czesci drogi ekspresowej S 19 , bedacej obwodnica miejscowosci Niemce . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta


Wojewoda sprawdza definicje w niewłaściwym źródle. Nie rozumie też, że norma zgodnie z definicją w ulubionym słowniku wojewody to ogólnie przyjęta zasada, czyli konstrukt społeczny


Czarnek: „Nie rozumiem co jest takiego nienawistnego w słowie »zboczenie«, definiowanego zgodnie ze »Słownikiem Języka Polskiego« PWN. Rzecznik Praw Obywatelskich niech najpierw nauczy się języka polskiego, a dopiero potem zacznie pisać do mnie listy. Inaczej nie ma to sensu”.

W 2016 roku Polskie Towarzystwa Seksuologiczne i Psychologiczne wydały bezprecedensowe stanowisko ws. postrzegania nienormatywnych orientacji seksualnych w naszym kraju. Zaznaczyli, że „orientacja heteroseksualna, homoseksualna i biseksualna są traktowane jako prawidłowe warianty rozwojowe seksualności człowieka„, a dyskryminacja którejkolwiek z tych seksualności nie znajduje uzasadnienia ani w prawie, ani w nauce. Ponadto:

  • z badań wynika, że osoby homoseksualne stanowią około 5 proc. populacji;
  • homoseksualizm nie jest chorobą – został wykreślony z listy chorób i zaburzeń psychicznych w 1973 roku;
  • w 1991 roku homoseksualizm usunięto z Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (a ta klasyfikacja jest podstawą polskiego prawodawstwa).

„Zboczenie” to termin, który wypadł ze słowników seksuologicznych i psychologicznych. Używanie go w kontekście medycznym uznawane jest za nieetyczne. „Perwersja”, „dewiacja” czy „zboczenie” to określenia nacechowane negatywnie, odbierane jako obraźliwe. Prof. Lew Starowicz w 1999 roku o „zboczeniach” pisał tak: „To, co popularnie nazywane jest zboczeniem seksualnym w psychologii określane jest mianem parafilii. Pod nazwą tą rozumie się dominującą u konkretnej osoby formę zaspokajania popędu płciowego w nietypowy dla danej kultury pod względem przedmiotu popędu, formy jego realizowania i/lub używanych środków bądź niezbędnych warunków. (…) Czasem mianem zboczenia określa się również inne niż nasze własne, dziwne dla nas i niezrozumiałe formy zaspokajanie popędu, które w medycynie określane są jako zaburzenia. Podejście takie jest krzywdzące. Parafilie są zaburzeniami chorobowymi, które poddaje się leczeniu”. Na liście parafilii jest około 60 zaburzeń. Najbardziej znane to pedofilia i nekrofilia.

Jednak nie każda parafilia jest zaburzeniem. Zgodnie z nową klasyfikacją zaburzeń psychicznych (DSM-5) parafilia, która nie sprawia nikomu krzywdy, nie powoduje stresu czy cierpienia, może być uznana po prostu za rzadko spotykaną preferencję seksualną.

„PO lobbuje na rzecz środowisk homoseksualnych”


Prezydent Żuk raczej nie ma takiej odwagi [red. by zakazać marszu], bo jako szef PO miałby trudność z wytłumaczeniem swojej decyzji. Platforma lobbuje na rzecz środowisk homoseksualnych.

Przemysław Czarnek, wpolityce.pl - 07/10/2018

17.03.2016 Lublin . Wojewoda Przemyslaw Czarnek podczas obrad Spolecznej Rady Do Spraw Ochrony Zdrowia . Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta


Prezydent zakazując zgromadzenia złamałby prawo. A stanowisko Platformy Obywatelskiej wobec osób LGBT od lat jest jedno: "waszymi problemami zajmiemy się w następnej kadencji"


Włodarze miast związani z Platformą Obywatelską nie zakazują organizacji Marszów Równości (jak uczynił to np. Lech Kaczyński w 2005 roku w Warszawie) i jest to jedynie działanie zgodne z literą prawa.

Parlamentarnej polityki PO wobec społeczności LGBT nie możemy nazwać nawet konstytucyjnym minimum. Art. 32 Konstytucji głosi, że „wszyscy są równi wobec prawa” i „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Osoby LGBT są w Polsce dyskryminowane m.in. w życiu rodzinnym. Polska należy do grupy 6 krajów UE, w których geje i lesbijki nie mogą się pobrać, czy to zawierając związek partnerski, czy biorąc ślub. Taki porządek prawny zawdzięczamy rządom koalicji PO-PSL, która – mimo deklaracji – przez dwie kadencje nie uregulowała kwestii związków partnerskich.

Najlepiej stosunek partii do społeczności LGBTQ oddają wypowiedzi lidera PO Grzegorza Schetyny. Przypomnijmy kilka z nich:

  • 8 maj 2017 – „Po następnych wyborach parlamentarnych przyjdzie czas na poważną rozmowę na temat legalizacji związków partnerskich. PO jest ostatnią partią, z którą środowiska LGBT powinny się konfliktować”;
  • 4 październik 2017 – „Związki partnerskie to ustawa, która dzisiaj wywołuje emocje, ale to są papierowe emocje, bo nie ma możliwości przeprowadzenia jej w tym Sejmie, parlamencie. Ale w przyszłym parlamencie, jeśli będzie zbudowana większość, możliwa do zbudowania większość, to ten temat wróci”;
  • 27 luty 2018 – o projekcie ustawy o związkach partnerskich, który w Sejmie złożył klub Nowoczesna: „Jeżeli nie w tej kadencji, projekt ustawy o związkach partnerskich powinien wrócić na początku przyszłej kadencji”.

Za konsultacje przy pisaniu artykułu dziękuję Justynie Kiradze – psycholożce i edukatorce seksualnej, która na co dzień pracuje z osobami LGBTQ. 


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym