Rząd złamał zobowiązania z 2018 roku, ale sam ich przegląd już nie wystarczy. Bez gruntowanej reformy czeka nas dalsza prywatyzacja ochrony zdrowia – dobrze leczyć się będą mogli tylko nieliczni, których na to stać. Czego więc dziś domaga się środowisko lekarskie? Przed styczniowymi negocjacjami lekarze-rząd OKO.press rozmawia z jego liderami

W lutym 2018 lekarze rezydenci po wielomiesięcznych protestach (m.in. trwającej jesienią 2017 głodówce) podpisali porozumienie z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim.

W porozumieniu była mowa m.in. o podwyżkach dla rezydentów i specjalistów, o odciążeniu lekarzy od pracy administracyjnej, o negocjacjach z przedstawicielami innych zawodów medycznych. Ale najważniejszym postulatem młodych lekarzy było zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną w Polsce. W wyniku negocjacji ustalono, że nakłady te będą rosły stopniowo i osiągną z początkiem 2024 roku nie mniej niż 6 proc. PKB.

Niebawem mijają 2 lata od tamtego wydarzenia.

„Porozumienie z 2017 było szansą dla systemu ochrony zdrowia, żeby go uchronić przed upadkiem. Niestety, ministerstwo nie skorzystało z tej szansy. Doprowadzi to do tego, że wkrótce będziemy wszyscy leczyć się prywatnie, a publiczna ochrona zdrowia przestanie istnieć” – mówi OKO.press dr Damian Patecki, który brał udział w negocjacjach z rządem.

Środowisko lekarzy przygotowuje się do renegocjacji porozumienia. Rozmowy mają ruszyć w styczniu 2020. O sytuacji w ochronie zdrowia, złamanych zobowiązaniach i tematach styczniowych negocjacji rozmawiamy z osobami zaangażowanymi w przeszłe i przyszłe negocjacje z rządem.

Rząd złamał porozumienie

Co stoi za decyzją o renegocjacji?

„Rząd nasze porozumienie złamał naruszając jego istotę” – mówi dr Krzysztof Hałabuz, rezydent chirurgii ogólnej, jeden z liderów Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL). „Główne warunki, które zostały niedotrzymane to:

  • w 2019 roku oszczędzono na pacjentach ok. 10 mld zł licząc wydatki na zdrowie według PKB sprzed 2 lat;
  • nie zmniejszono biurokracji;
  • przedstawiciele nie wszystkich zawodów medycznych zostali zaproszeni do rozmów;
  • nie wszędzie płaci się prawidłowo rezydentom;
  • nie wszędzie też płaci się prawidłowo specjalistom” – wylicza Hałabuz.

Do rozmów ma dojść w drugiej połowie stycznia 2020.

Data nie jest jeszcze ustalona, ponieważ coraz głośniej mówi się o tym, że minister Łukasz Szumowski będzie urzędował tylko do stycznia.

„2 lata temu negocjował zespół złożony z Piotra Watoły, reprezentanta Zarządu Krajowego OZZL, profesora Romualda Krajewskiego, ówczesnego wiceprezesa Naczelnej Izby Lekarskiej (był obserwatorem rozmów) i pięciu rezydentów: Michała Bulsy, Damiana Pateckiego, Jarka Bilińskiego, Łukasza Jankowskiego i mnie” – mówi Hałabuz.

„Decyzje o tym kto będzie negocjował tym razem zapadaną już niedługo. Wspomagać nas będzie, tak jak poprzednio, Anna Gołębicka, która od reaktywacji Porozumienia Rezydentów jest dobrym duchem zespołu walczących lekarzy oraz Porozumienia Zawodów Medycznych. Co istotne, w rozmowach weźmie udział nasz prawnik Tomasz Popiołek”.

Jak po 2 latach ocenia się tamto porozumienie? 

Dr Damian Patecki: Generalnie, kiepsko. Nikt z nas nie jest zadowolony. Ale patrząc na to, co się stało z protestem nauczycieli, pewnie mogło być gorzej.

W chwili podpisywania porozumienia zakładaliśmy, że druga strona się z niego wywiąże. Część osób twierdziła wprawdzie, że ministerstwo nas oszuka. Ja uważałem i nadal uważam, że nigdy nie należy zakładać złej woli drugiej strony. Bo w ten sposób nie zakończy się żadnego protestu, nie podpisze żadnego porozumienia. Podpisanie było dobrą decyzją, a to, że ministerstwo nie wywiązało się z obietnic, to obarcza stronę rządową, nie nas.

Porozumienie z 2017 było szansą dla systemu ochrony zdrowia, żeby go uchronić przed upadkiem. Niestety, ministerstwo nie skorzystało z tej szansy. Doprowadzi to do tego, że wkrótce będziemy wszyscy leczyć się prywatnie, a publiczna ochrona zdrowia przestanie istnieć.

Dr Piotr Watoła: Brałem udział we wszystkich spotkaniach z 2017 roku. Druga strona nigdy nie wspomniała, że wydatki na ochronę zdrowia będą liczone w stosunku do PKB sprzed 2 lat. Przyjmując takie rozwiązanie, nigdy nie dojdziemy do obiecanych 6 proc. Więc jest to albo zamierzona, albo wprowadzona później przez kogoś innego, manipulacja, która uderza bezpośrednio w bezpieczeństwo pacjentów. W efekcie ileś tysięcy osób musi każdego roku umrzeć, bo ktoś sprytnie zdecydował, że pieniądze, które miały pójść na zdrowie, można przeznaczyć na coś innego niż bezpieczne, zdrowe życie, np. na Centralny Port Lotniczy.

Podczas negocjacji z 2017 roku mieliśmy także nocne spotkania z wiceministrami finansów. Oni tłumaczyli nam jak trudno w budżecie wygospodarować miliard złotych. A potem, po 3 miesiącach, usłyszeliśmy, że wygospodarowanie 5 czy nawet 10 mld nie jest najmniejszym problemem. I można te pieniądze przeznaczyć na różne inne cele, ale na pewno nie priorytetowe.

Prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej: Protest Rezydentów zakończył się podpisaniem porozumienia, z którego strona rządząca w całości się nie wywiązała. W związku z tym należy zadać pytanie, czy częściowe wywiązanie jest wywiązaniem w całości?

Anna Gołębicka, strateg wspierający OZZL i Porozumienia Rezydentów: Porozumienie sprzed 2 lat to i wielki, i mały sukces. Wielki, bo po pierwszy głos medyków był słyszany tak szeroko, i to głos nie o swoje pensje, tylko o pacjenta i lepszy system. To było wręcz zaskakujące dla społeczeństwa, że lekarze głodowali z myślą o naprawie systemu i o pacjentach. Otworzyło wiele głów, zdobyło poparcie społeczne. Pokazało, że medyk i pacjent są po jednej stronie.

A sukces mały dlatego, że to była zaledwie kropla w morzu potrzeb. Wyłącznie otwarcie jakichś drzwi, do tego, żeby rozmawiać o gruntownych zmianach.

Czy na pewno dojdzie do rozmów?

Dr Damian Patecki: Jestem pewien, że dojdzie, bo minister Szumowski [o ile będzie dalej na stanowisku] jest jednym z nas i chce by postrzegano go także jako zręcznego polityka. Nie może sobie pozwolić na otwarte lekceważenie środowiska. Poprawa sytuacji w systemie opieki zdrowotnej leży także w interesie racjonalnie działającego rządu, ale bez rozmów ze środowiskiem lekarskim konieczna poprawa pozostanie tylko obietnicą.

Nie wiadomo do jakiego stopnia minister rozumie powagę sytuacji i jak bardzo będzie chciał coś zmienić, a na ile będzie prowadzić tylko grę. To jest starcie zdrowego rozsądku z polityką. Zdrowy rozsądek nakazuje zajęcie się problemem ochrony zdrowia, ale doraźna gra polityczna może sprawić, że problem będzie spychany dalej, bo pieniądze będą wydawane na coś innego.

Mecenas Tomasz Popiołek: W porozumieniu z lutego 2017 obie strony zobowiązały się do roboczych spotkań w styczniu. Ich celem ma być ocena wykonywania zobowiązań zawartych w porozumieniu.

Dr Piotr Watoła: Gdyby do rozmów nie doszło, to wszystkie podwyżki, które zostały zapisane w porozumieniu, tracą moc z końcem czerwca 2020. Nikt o zdrowych zmysłach na coś takiego nie pójdzie, rząd sobie z tego też zdaje sprawę.

Co będzie przedmiotem rozmów?

Dr Krzysztof Hałabuz: „Nasze postulaty to:

  • wyraźne zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną,
  • skrócenie ścieżki dojścia do tych wydatków,
  • wieloletni postulat płacowy lekarzy, tj. 2 średnie krajowe dla rezydenta, 3 średnie dla specjalisty”.

Mecenas Tomasz Popiołek: Założenie, że te spotkania styczniowe będą polegały wyłącznie na ocenie, co się udało osiągnąć z porozumienia z 2017 roku, a czego nie, to jest dziś absolutnie za mało. Dlatego trochę się krzywię, kiedy słyszę o „renegocjacjach”. Wynagrodzenia lekarzy, zasady odbywania stażu to ważne kwestie, ale to jest tylko pudrowanie, a nie dokonywanie koniecznych zmian. Tą konieczną zmianą jest zapewnienie Polakom bezpieczeństwa zdrowotnego.

Anna Gołębicka: „Negocjacje” to nie jest najwłaściwsze słowo. Tu chodzi o wypracowanie rozwiązań. Negocjować można, gdy strony mają inne cele interesy a tu interes jest jeden – reforma systemu. To powinny być rozmowy zmierzające do wypracowania najlepszych rozwiązań dla systemu ochrony zdrowia. Lekarze są stroną, która nie tylko wie, ale doświadcza konieczności podejmowania decyzji, co i jak zmienić. To właśnie oni mają obowiązek wymóc od tych, którzy mają na to realny wpływ, żeby przyspieszyli, żeby podali konkrety.

Prof. Andrzej Matyja: W naszej ochronie zdrowia najważniejsze są trzy kwestie: zwiększanie finansowania, poprawa organizacji oraz efektywności systemu i odbudowanie zasobów kadrowych. Nie mamy już czasu na eksperymenty. Działanie systemu jest niezbędne, a jego podstawą dobre zarządzanie, niezależnie od tego kto to będzie robił.

Mecenas Tomasz Popiołek: Sytuacja jest fatalna i pomimo działań podjętych przez Porozumienie Rezydentów i OZZL pogarsza się i to w postępie geometrycznym. Wyznaczają ją fakty, co do których nie można mieć żadnych wątpliwości. Mam na myśli wyniki ostatniej dużej kontroli NIK i niedawne orzeczenie TK, zgodnie z którym obarczanie samorządów długami szpitali jest niezgodne z Konstytucją.

Naszym celem nie będzie uzmysławianie ministerstwu, że sytuacja jest zła, tylko rozmowa jak ten proces zatrzymać, jakich zmiany środowisko lekarzy uznaje za konieczne i czy ma na to zgodę ministra, czy jej nie ma. Czy wobec tego będzie współdziałanie, tak jak o tym mówi porozumienie, czy też nie będzie współdziałania.

Jako prawnik nie odnoszę się do liczb, tylko reguł. A reguła zakładająca, że coś jest ważniejszego w bezpieczeństwie obywateli naszego kraju niż bezpieczeństwo zdrowotne, wymaga co najmniej potężnych argumentów. My uważamy, że takie argumenty po prostu nie istnieją. Jakkolwiek w pojęciu bezpieczeństwa mieszczą się składowe takie jak bezpieczeństwo ekonomiczne, bezpieczeństwo ze względu na zagrożenie zewnętrzne, to wszystko jest niczym, jeśli Polacy przegrają bezpieczeństwo zdrowotne.

Bezpieczeństwo zdrowotne Polaków jako publiczny obowiązek państwa to jedyna naszym zdaniem sfera, co do której państwo nie może abdykować. Bo staje się zbędne.

Anna Gołębicka: Zbadaliśmy co według obywateli dla jest nowego rządu największym wyzwaniem i ponad 80 proc. Polaków twierdzi, że naprawa systemu ochrony zdrowia. Ale żadne pieniądze bez powiązania tego z gruntowną reformą niczego nie załatwią. To nie jest już czas na łatanie drogi. Droga jest tak dziurawa, że jak załatamy jeden dół, zaraz obok zrobi się następny. Tu trzeba mieć gruntowny pomysł jak wszystko naprawić i zacząć od bardzo rzetelnych uzgodnień społecznych, prawdziwego i uczciwego dialogu. To jedna z największych i najtrudniejszych reform, jaką musimy przeprowadzić w kraju.

Jak będą przebiegać rozmowy?

Mecenas Tomasz Popiołek: Każde rozmowy tego typu są swego rodzaju teatrum. I na początku pewnie komuś będzie zależało, żeby nakręcać trochę emocje, komuś, żeby te emocje studzić, ale wcześniej lub później rozpocznie się rozmowa o faktach.

Nie umiem dzisiaj przewidzieć co zostanie na stole zostanie po kolejnych turach rozmów. Ale bardzo bym chciał, żeby już w pierwszej turze ustalono co najmniej dwie sprawy.

Po pierwsze nie spotkaliśmy się tylko po to, by wypełnić obowiązki zapisane w porozumieniu z lutego 2018 roku, bo to jest PR-owe działanie, a nie działanie rzeczywiste.

I po drugie, już po pierwszym spotkaniu powinniśmy ustalić, które problemy są dla nas priorytetowe i wymagają natychmiastowych działań.

Dr Piotr Watoła: Rozmowy będą bardzo ostre i będzie trzeba pokazać wszystkie niewydolności systemu opieki zdrowotnej. Możemy wiele rzeczy odpuścić, ale wzrostu nakładów już się po prostu nie da.

Dziś sytuacja jest znacznie gorsza niż dwa lata temu. Od 2017 roku nie zrobiono absolutnie nic. Wszystko, co zrobił minister Szumowski, to protezki, protezki. Te dwa lata zostały przespane.

Anna Gołębicka: Jak będą przebiegały negocjacje? Mam bardzo dużą nadzieję, że zarówno strona rządowa jak i środowisko lekarzy dążą do tego samego. Trudnością będą środki, czas i forma jak do tego dojdziemy.

Prof. Andrzej Matyja: Będziemy zabiegać o to, aby ponad podziałami politycznymi i partyjnymi zdrowie było priorytetem. Żeby wreszcie nakłady na ochronę zdrowia, zasoby kadrowe i organizacja systemowa ułatwiająca dostęp pacjenta do świadczeń medycznych stała się faktem, a nie fikcją.

Mecenas Tomasz Popiołek: Mamy w sąsiedztwie kilka systemów, które może nie są doskonale, ale o tyle doskonalsze od naszego, że ich priorytetem jest bezpieczeństwo zdrowotne obywateli. Nakłady na zdrowie są tam porównywalne z nakładami na obronność.

My mamy przeróżne akademie wojskowe i nie mamy akademii, która kształciłaby fachowców w zarządzaniu ochroną zdrowia. Mamy tylko incydentalnie tworzone studia, najczęściej podyplomowe, a to jest zupełnie nowa dziedzina nauki, to nie tylko ekonomia.

Nie zrobiliśmy tego, co było niezbędne kilkanaście lat temu. I trzeba ten trend zacząć odwracać, trzeba to natychmiast zmienić.

Czym rozmowy się zakończą? Co będzie można uznać za sukces?

Mecenas Tomasz Popiołek: Za sukces równie ważny, choć w skutkach krańcowo odległy, uznam zarówno pozytywne jak i negatywne zakończenie tych spotkań.

Sukcesem pozytywnym będzie po pierwsze uznanie, że porozumienie z 2017 nie spełniło pokładanych w nim celów, ponieważ cel jest tylko jeden – zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli.

I po drugie, że bezpieczeństwo zdrowotne staje się priorytetem każdej władzy i tego rządu. Priorytetem, od którego zaczyna się tworzenie budżetu. A to oznacza, że musi nastąpić wzmocnienie pozycji ministra zdrowia, np. w jego rozmowach z ministrem finansów.

Za sukces uznałbym również, że skoro porozumienie nie spełniło swoich celów, to 6,0 proc. PKB z 2024 przesuwane jest na rok 2021. A w 2024 przeznaczymy na zdrowie więcej niż 6,0 proc. Takie są wymogi nie jakiegoś systemu, ale zdrowotnego bezpieczeństwa Polaków. Oczekiwanie spełnienia nie obietnic, tylko podstawowych potrzeb wyrażają absolutnie wszyscy obywatele.

Wynikiem negatywnym będzie z kolei uznanie, że nie ma o czym z naszym partnerem rozmawiać. Że te spotkania do niczego nie prowadzą, więcej już się ich organizować nie będzie, a porozumienie umiera.

Bo trzeba też umieć powiedzieć jasno: Nie mogę się z tobą dogadać, bo ty myślisz tak krańcowo odlegle od mojego systemu myślenia, że jesteśmy w dwóch różnych galaktykach. Ty patrzysz na koniec swojej kadencji, a ja na koniec swojego życia.

Hasło: „Proszę nie przeszkadzać, proszę nas popierać” w żaden sposób do mnie nie przemawia. Widocznie musicie sięgnąć dna i wtedy nie ja was przekonam, tylko przekonają was wasi wyborcy.

Dr Piotr Watoła: Negocjacje doprowadzą do ponownego wzrostu pensji, bo rządzący będą się bać odejścia lekarzy i personelu medycznego od łóżek. Ale żeby doszło do realnych zmian, konieczne jest wyrażenie niezadowolenia przez społeczeństwo. Inaczej rząd będzie dalej łatał dziury poprzez podnoszenie pensji i kupował spokój. Nie zdrowie, tylko spokój.

Dr Damian Patecki: Wynik rozmów będzie czymś pośrednim pomiędzy rozwiązaniem zdroworozsądkowym a wynikającym z gry politycznej.

Po to byśmy mieli dobrą ochronę zdrowia w Polsce, ludzie musieliby zacząć tego oczekiwać. Zdawać sobie sprawę z jakiegoś braku, z jakiejś potrzeby. Polacy powoli zaczynają dostrzegają problem, ale nie egzekwują zmian. A póki tego nie zrobią, nic się nie zmieni.

Mecenas Tomasz Popiołek: Steve Jobs miał rację mówiąc, że ludzie nie wiedzą czego potrzebują. I po to są wybierani ci, którzy chcą wziąć za coś odpowiedzialność, żeby oni podjęli decyzje.

Opieranie się na społecznym poparciu doprowadzi do jednego – nastąpi potężne spolaryzowanie interesów społeczeństwa, wyrażanych ustami rządzących polityków i interesów lekarzy. Siła przekazu rządowego w stosunku do siły przekazu lekarzy jest nieporównywalna. Rezydenci i OZZL przekonali się o tym na przełomie 2016 i 2017 roku i wiedzą doskonale, że wygranie tego starcia jest bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe.

Rozgrzeszanie się istnieniem albo brakiem poparcia społecznego jest błędem. Trzeba zdać sobie sprawę z konsekwencji tego, co jest teraz w ochronie zdrowia i robić wszystko, by zatrzymać proces zanikania publicznej ochrony zdrowia.

Anna Gołębicka: Czym te negocjacje się skończą? One muszą się zakończyć czymś pozytywnym, bo inaczej z naszą demografią po prostu będzie nas umierać więcej i będziemy żyć której, bo już dziś ten wskaźnik nam spada. Trzeba wszystkie rzeczy położyć na stół i dyskutować o nich.

Dla rządu, zresztą nie tylko tego, to bardzo trudny temat, bo to się wiąże z problemami, że złym PR-em, z tym wszystkim, czego rządzący, którzy po wyborach już zaczynają nową kampanię wyborczą, chcieliby uniknąć. Dlatego jeżeli strona społeczna nie będzie mówiła: „Negocjujmy, rozmawiajmy, to jest dla nas bardzo ważne”, to nic się nie wydarzy. Mało tego. Myślę, że nasz głos – paradoksalnie – będzie wsparciem dla ministra zdrowia w staraniu się o więcej na poziomie państwa a nie resortu.

Dr Krzysztof Hałabuz: Niezależnie od wyniku negocjacji będziemy w najbliższych miesiącach pracowali nad integracją środowiska medycznego, głównie lekarzy. Tylko wspólny front i nasze wspólne cele mogą poprawić sytuację tonącego statku, jakim jest polska ochrona zdrowia.  

Mecenas Tomasz Popiołek: Orzeczenie TK daje rządowi 18 miesięcy na zmianę przepisów. I gdybym był na miejscu ministra zdrowia, przekonywałbym, że porozumienie nabierze nowego wymiaru właśnie w czasie tych 18 miesięcy.

Z punktu widzenia strony rządowej byłby to duży sukces, bo oznaczałoby to kupienie sobie półtora roku spokoju.

Czy lekarze są skłonni na to pójść? Na pewno, ale za jakąś cenę. Jeśli zagrają własnym interesem, np. tym, że stworzy się inne, bardziej bodźcujące metody kształcenia specjalistów, to jest to jakiś cel. Natomiast, jeśli taki cel zostanie położony na stole i uznany za jedyny możliwy do osiągnięcia, to absolutnie nie będę rekomendował podpisania takiego porozumienia.

Znacznie sensowniejszym wariantem jest dla mnie powiedzenie „Nie wyrażam zgody i nie sprzeciwiam się. Ale nie podpiszę z wami porozumienia mówiącego o tym, że pudrujemy coś, co jest po prostu trupem”.

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”, założył tam dział nauki i napisał ok. 1000 tekstów. Niedawno przepracował 3,5 roku w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press redaguje i pisze.


Komentarze

  1. Adam Potoczek

    Refleksje Adwokata Diabła w sprawie służby zdrowia dla świadomych obywateli:
    _Pomysły na reformy w służbie zdrowia mogą być różne. Ale nawet gdyby rozwiązano sprawę dopływu wystarczających pieniędzy do tego sektora, to czy uda się stworzyć przyzwoity system, który będzie akceptowany przez ZWYKŁYCH LUDZI zwykle zdrowych i czasami chorych? Równocześnie system, który nie będzie oszukiwał obywateli, że jest „BEZPŁATNY” i że KAŻDEMU WSZYSTKO SIĘ NALEŻY.
    _ Niestety obecna państwowa służba zdrowia jest taka „oszukująca” i budująca pozory, a zniechęcone i bezradne społeczeństwo godzi się na PONIEWIERANIE I PONIŻANIE, czasem tylko omijając przeszkody przez półjawną korupcję albo uciekając do prywatnych usług medycznych.
    _Uważam, że zdrowie systemowi ochrony zdrowia można przywrócić tylko wtedy, gdy sprawy KOSZTÓW ZDROWIA staną się jawne dla każdego obywatela i gdy każdy osiągający dochody będzie obowiązkowo opłacał składki zdrowotne do wspólnej publicznej kasy. Mogą być nawet takie jak obecnie przeważają, czyli 9%. Ponieważ jednak indywidualne różnice w dochodach oznaczają odprowadzanie składek o różnej wysokości, w ślad za tym powinno iść prawo do RÓŻNYCH KOSZYKÓW ŚWIADCZEŃ, czyli nie wszystkim po równo.
    _ Dla uproszczenia zakresów różnych koszyków świadczeń można by je ograniczyć np. do 5-ciu, według ustalanych corocznie przedziałów kwot wpłaconych składek. Poniższy przykład zawiera LICZBY ZUPEŁNIE FIKCYJNE I POGLĄDOWE, aby wytłumaczyć ideę:
    – koszyk nr 1 (najsłabszy) – składki roczne od 0 zł do 500 zł [5% obywateli],
    – koszyk nr 2 ( średni ) – składki roczne od 501 zł do 2000 zł [10% obywateli],
    – koszyk nr 3 (powszechny) – składki roczne od 2001 zł do 5000 zł [70% obywateli],
    – koszyk nr 4 (wyższy) – składki roczne od 5001 zł do 8000 zł [10% obywateli],
    – koszyk nr 5 (najwyższy) – składki roczne powyżej 8000 zł [5% obywateli].
    [ciąg dalszy niżej]

    • Adam Potoczek

      _ Można oczywiście niezależnie od swojej obowiązkowej składki, dobrowolnie dopłacać aby przejść do wyższego koszyka.
      _Rzecz jasna pozostaje jeszcze tysiąc szczegółów do ustalenia, jak taki system miałby działać, np. jak prowadzić ewidencję i informować obywateli, jak mają być ubezpieczone dzieci i młodzież niepracująca, jak odrębnie potraktować ratownictwo medyczne, rzadkie choroby, osoby trwale niepełnosprawne itp. Dowód osobisty powinien być legitymacją ubezpieczeniową!
      _Ale najważniejsze żeby NIE KŁAMAĆ o bezpłatnej służbie zdrowia, ale za to zachęcać obywateli do dbałości o swoje zdrowie i profilaktykę.
      .

      • Andrzej Sokołowski

        Abyśmy tylko w wyniku "reform" nie otrzymali amerykańskiego cudu w ochronie zdrowia. Państwo nade wszystko musi wspomagać ludzi chorujących na kosztowne w leczeniu choroby. Organizowanie zbiórek w celu uratowania choremu życia uwłacza państwu nie interesującemu się losem swoich obywateli.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!