Prawa autorskie: AFPAFP
10 października 2022

Putin zasypuje Ukrainę rakietami, Łukaszenka straszy - a Ukraińcy idą do przodu [SYTUACJA NA FRONCIE]

Rosyjski dyktator Władimir Putin rozkazał masowo ostrzelać pociskami rakietowymi centra ukraińskich miast, zaś białoruski dyktator Aleksandr Łukaszenka ogłosił utworzenie wspólnej grupy wojsk z Rosjanami. Tymczasem Ukraińcy odnotowali kolejne postępy na froncie

Ostatnie dni na wojnie w Ukrainie cechuje bardzo wysoka dynamika wydarzeń. Spróbujmy je więc pokrótce uporządkować.

Ukraina naciera

Na froncie dominują strategicznie Siły Zbrojne Ukrainy. Osiągnęły to w wyniku operacji kontrofensywnych na północnym wschodzie i południu kraju. Ukraińska armia kontynuuje natarcie na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego – wyzwolony został szereg miejscowości na wschód i południowy wschód od Kupiańska. W efekcie ukraińskie wojska znalazły się w odległości 8 kilometrów na północny zachód od bardzo ważnego dla Rosjan miasteczka Swatowe (w północnej części obwodu ługańskiego). Siły Zbrojne Ukrainy idą jednak naprzód nie tylko tam, ale na niemal całej długości linii frontu na północ od Dońca. Pogarsza się również sytuacja Rosjan w północnej części prawobrzeżnej Chersońszczyzny – Ukraińcy stopniowo przesuwają front w kierunku kluczowej dla Rosjan drogi Dawidyw Brod-Berysław-Nowa Kachowka.

Rosja ostrzeliwuje miasta

W poniedziałek rano Rosjanie przeprowadzili atak rakietowy na duże miasta Ukrainy i obiekty infrastruktury energetycznej – powszechnie interpretowany jako odwet za sobotni (8 października) atak na Most Kerczeński, za przeprowadzenie którego rosyjski dyktator Władimir Putin obwinił w niedzielę (9 października) Ukrainę. Odpalonych zostało łącznie ponad 80 pocisków różnych typów (od manewrujących Kalibrów i Radug po użyte w roli niekierowanych rakiet ziemia-ziemia pociski przeciwlotnicze S-300) oraz nie mniej niż 17 irańskich dronów-samobójców Shaded. Część z nich odpalono z terytorium lub przestrzeni powietrznej Białorusi, część z powietrza znad terytorium Rosji, a część - z okrętów na Morzu Czarnym. Ukraińska armia podaje, że ponad połowę pocisków udało się zestrzelić. Niemniej jednak eksplozje wstrząsnęły centrami praktycznie wszystkich większych miast Ukrainy od Charkowa po Lwów. Przebieg ataków opisał już w OKO.press Jakub Szymczak.

Wśród celów rosyjskich pocisków rakietowych znalazły się między innymi:

  • Park im. Tarasa Szewczenki położony tuż przy siedzibie Uniwersytetu Kijowskiego – tam zniszczeniu uległ m.in. plac zabaw.
View post on Twitter
  • Kładka dla pieszych zwana Szklanym Mostem, będąca jedną z atrakcji turystycznych Kijowa. Pocisk nie trafił w cel – w wyniku eksplozji kładka została jedynie uszkodzona.
  • Dzielnice mieszkalne wielu ukraińskich miast – w tym Zaporoża, Chmielnickiego, Winnicy, Dnipra, Krzywego Rogu, Odessy, Mikołajowa i Lwowa.
View post on Twitter
View post on Twitter
  • Wieżowiec w centrum Kijowa, w którym mieściły się biura zachodnich korporacji oraz… sekcja wizowa niemieckiego konsulatu. Poskutkowało to najpierw potwierdzeniem ataku na konsulat przez niemiecki MSZ, a następnie zapowiedzią zwiększenia dostaw broni przeciwlotniczej dla Ukrainy przez Niemcy.

Choć rosyjski zmasowany atak rakietowy wymierzony był przede wszystkim w cele cywilne w centrach dużych miast, prezydent Wołodymyr Zełenski przyznał, że doszło także do zniszczenia ważnych elementów infrastruktury energetycznej – szczegóły nie zostały podane do publicznej wiadomości. Po południu ukraińskie ministerstwo energetyki ogłosiło, że ze względu na skutki ataków kraj musi wstrzymać eksport energii.

Odwet za most krymski - czyli za co?

W Ukrainie i na Zachodzie seria wzmożonych ataków rakietowych na cywilne i infrastrukturalne cele w dużych miastach została powszechnie odczytana jako odwetowa reakcja Kremla na przeprowadzony w nocy z piątku na sobotę atak, w wyniku którego doszło do poważnych uszkodzeń Mostu Kerczeńskiego, łączącego Półwysep Krymski z Krajem Krasnodarskim w Rosji.

Most nad Cieśniną Kerczeńską był sztandarową inwestycją putinowskiej Rosji po bezprawnej aneksji Krymu. Kosztował ponad 4 miliardy dolarów, a tuż przed jego otwarciem, podczas propagandowej inscenizacji „próby obciążeniowej”, pierwszą przejeżdżającą po nim ciężarówką kierował osobiście Putin. Teraz, podczas wojny, most – a zwłaszcza jego kolejowa nitka - ma strategiczne (bez żadnej przesady) znaczenie dla Rosjan, którzy transportują tędy sporą część zaopatrzenia dla wojsk walczących w południowej części Ukrainy.

Jeśli dodamy do tego, że most był strzeżony na wszystkie możliwe sposoby, zrozumiemy, że udany atak na ten obiekt to realny cios dla Rosji – pod względem militarnym, propagandowym i wizerunkowym.

Problem w tym, że nadal nie wiemy, kto ten atak przeprowadził.

Wiadomo, że w wyniku ataku jedna z dwóch drogowych nitek mostu została zerwana, a druga uszkodzona. Uszkodzeniom uległa także nitka kolejowa – w momencie ataku tuż obok miejsca eksplozji przejeżdżał pociąg zestawiony z cystern wypełnionych paliwem.

Sposób przeprowadzenia ataku budzi jednak wiele pytań. Według rosyjskiej wersji na moście miały eksplodować co najmniej dwa ładunki wybuchowe umieszczone w ciężarówce i samochodzie osobowym, których kierowcy albo nie byli świadomi tego, co w rzeczywistości wiozą, albo też byli zamachowcami-samobójcami. Część ekspertów twierdzi, że musiała nastąpić jeszcze jedna eksplozja nawodna lub podwodna – wymierzona w samo przęsło mostu. Jeśli dodamy do tego fakt, że most był przez Rosjan bardzo mocno strzeżony oraz idealną synchronizację z momentem przejazdu pociągu wypełnionego paliwem, musielibyśmy uznać, że ewentualne przeprowadzenie tego ataku przez siły specjalne Ukrainy było arcydziełem działań specjalnych.

Co najmniej równie uprawomocnione wydają się więc spekulacje, że za atakiem mogły stać służby ze znacznie lepszym dostępem i do samego mostu, i do parkujących przed mostem ciężarówek, i do rozkładu jazdy wojskowych transportów z paliwem – a być może i do urządzeń sterowania ruchem kolejowym – a więc te rosyjskie.

A mogły działać niekoniecznie na rozkaz Putina - a raczej w ramach coraz bardziej intensywnych kremlowskich rozgrywek między dwiema głównymi wojennymi frakcjami w obrębie „siłowików”. Tą bardziej zachowawczą wokół MON i dowództwa armii, i tą dążącą do eskalacji konfliktu i żądającą „zniszczenia Ukrainy” - wokół m.in. Dymitra Miedwiediewa, Jewgienija Prigożyna i Ramzana Kadyrowa.

Most oberwał mocno

Tu jednak urwijmy te dociekania, zostawiając je ekspertom ds. kremlowskiego odpowiednika polityki – i skupmy się zgodnie z ideą tego cyklu na militarnych skutkach uszkodzenia mostu krymskiego.

Są zaś one znaczne.

Nie dość, że jedna z drogowych nitek mostu przez dłuższy czas nie będzie nadawała się do użytku, zaś na nitce kolejowej czasowo wstrzymano ruch pociągów – w tym oczywiście tych z zaopatrzeniem dla wojsk w obwodach chersońskim i zaporoskim – to jeszcze rosyjskiej armii zademonstrowano bardzo wyraźnie, że taki atak jest możliwy. To zaś pogłębia tendencje eskalacyjne i odwetowe w tzw. rosyjskiej militarno-politycznej infosferze. A także coraz bardziej widoczny defetyzm w rosyjskich jednostkach walczących bezpośrednio na froncie.

View post on Twitter

Białoruś straszy

Tym zaś można przynajmniej częściowo wytłumaczyć kroki, które podjął – lub do których został zmuszony przez Moskwę – dyktator Białorusi Aleksandr Łukaszenka. „W związku z zaostrzeniem się sytuacji na zachodnich granicach Państwa Związkowego zgodziliśmy się na rozmieszczenie wspólnego ugrupowania wojsk Federacji Rosyjskiej i Republiki Białorusi. To wszystko zgodnie z naszymi umowami. Kiedy zagrożenie osiąga tak wysoki poziom, jak obecnie, musimy sięgnąć po siły Państwa Związkowego”.

Łukaszenka uzasadniał tę decyzję zagrożeniem ze strony… Zachodu, który miałby „wciągnąć Białoruś do wojny z Ukrainą”, ale tylko po to, by przenieść konflikt na wyższy poziom eskalacji. „W tym kontekście przywódcy NATO i niektórych krajów europejskich otwarcie rozważają możliwość ataku na Białoruś, a nawet uderzenia nuklearnego” – mówił Łukaszenka w ostatni piątek w Petersburgu po spotkaniu z Putinem.

Czy to wstęp do ataku Białorusi na zachodnią Ukrainę? Oj, niekoniecznie. Mała, niedoinwestowana i używająca przestarzałego sprzętu armia Białorusi – o czym więcej w osobnej analizie OKO.press - miałaby w tym konflikcie nadal najwyżej status pionka. Dodajmy przy tym, że rosyjski komponent „wspólnego ugrupowania” z Białorusią składać się ma z… 1 Armii Pancernej Gwardii i 20 Armii Ogólnowojskowej, czyli związków taktycznych, które poniosły ekstremalnie wysokie straty w wojnie w Ukrainie – jeśli chodzi o 1APG, można wręcz mówić o jej kompletnym rozbiciu.

Bez bardzo wydatnego rosyjskiego wsparcia zostałaby rozbita niedługo po przekroczeniu granic Ukrainy. Do jakiejkolwiek konfrontacji z państwami NATO wojska Białorusi są zaś po prostu organicznie niezdolne. Eskalacyjne deklaracje Łukaszenki służą więc najprawdopodobniej przede wszystkim zmuszaniu Sił Zbrojnych Ukrainy do utrzymywania w gotowości odpowiedniej liczby brygad rezerwowych wzdłuż granicy z Białorusią – także po to, by uniemożliwić działania dywersyjne przeciwko szlakom dostaw broni i amunicji z krajów NATO wiodących przez zachodnią Ukrainę.

A oto, jak dokładnie wyglądała sytuacja na frontach wojny w Ukrainie w trakcie jej 229 doby. Podsumowanie obejmuje stan sytuacji do poniedziałku 10 października do godziny 19:00.

MAPA przebiegu działań wojennych w Ukrainie

O mapie: Mapa jest aktualizowana w rytmie odpowiadającym publikacji kolejnych analiz z cyklu SYTUACJA NA FRONCIE – za każdym razem przedstawia zatem ten względnie* bieżący stan działań wojennych, nie zaś ten historyczny zgodny z datami publikacji poszczególnych odcinków. Dla wygody korzystania mapę zdecydowanie warto rozwinąć – służy do tego przycisk w jej lewym dolnym rogu.

Odwzorowany przebieg linii frontu ma charakter mniej lub bardziej przybliżony – zwłaszcza w rejonach, gdzie biegnie ona wzdłuż krętych meandrów rzek Doniec i Ingulec.

*Musimy pamiętać, że część informacji trafia do nas z dobowym (lub i dłuższym) opóźnieniem, część zaś wymaga weryfikacji – aktualizując mapę korzystamy wyłącznie z potwierdzonych danych, choć w analizach wspominamy i o tych nie w pełni jeszcze zweryfikowanych.

Na północ od Dońca

Ukraińcy kontynuują działania ofensywne wzdłuż całej linii frontu na północ od Dońca. Ich celem w pierwszej kolejności pozostaje przejęcie kontroli nad fragmentem drogi nr 66 Rubiżne-Kreminna-Swatowe, w drugiej i trzeciej zaś - wyzwolenie łączonych przez nią miast.

W ostatnich dniach wyzwolony został szereg miejscowości na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego, m.in. Makijiwka, Perszotrawnewe, Stelmachiwka i Berestowe. Sprawia to, że ukraińskie pozycje znajdują się w tej chwili już tylko 8 kilometrów od Swatowego – do obrony którego szykuje się relatywnie spore rosyjskie zgrupowanie będące dość przypadkowym miksem wszelkiego typu rosyjskich formacji i jednostek dostępnych w tym rejonie działań wojennych. Zarówno Swatowe, jak i droga 66 znajdują się już w pełni w zasięgu dowolnych typów ukraińskiej artylerii. W zasięgu HIMARS-ów leży już natomiast Starobielsk - będący w zasadzie ostatnim rosyjskim hubem logistycznym w północnej części obwodu ługańskiego.

Na północ od Dońca sytuacja Rosjan stale się więc pogarsza.

Donbas

Ukraińska armia nie prowadziła działań kontrofensywnych na zachód od Łysyczańska, ograniczając się do ostrzału rosyjskich pozycji i obiektów wojskowych w tym mieście oraz w rejonie Siewierodoniecka, Rubiżnego i Kreminnej.

Choć brzmi to niemal nieprawdopodobnie, Rosjanie kontynuowali natomiast ataki w rejonie Bachmutu i na zachód od Doniecka, nieodmiennie ponosząc straty i odnotowując postępy o najwyżej mikroskopijnej skali. Przypominaliśmy już wielokrotnie, że za natarcia w kierunku Bachmutu odpowiadają najemnicy z Grupy Wagnera, co przy obecnych tarciach w obrębie rosyjskich struktur siłowych mogłoby częściowo tłumaczyć ich zawziętość w ponawianiu niemal samobójczych ataków. Miałoby to dowodzić ich wyższości w porównaniu z rosyjską armią regularną i przekładać się na pozycję politycznych patronów Grupy Wagnera z Jewgienijem Prigożynem na czele.

Problem w tym, że mimo nieustannego ponawiania prób ewentualne zdobycie Bachmutu pozostaje dla Rosjan niemal nieosiągalną perspektywą.

Południe Ukrainy

Ofensywa w obwodzie chersońskim jest kontynuowana. Najdalszym punktem osiągniętym przez ukraińską armię nad brzegiem Dniepru pozostaje wprawdzie nadal miejscowość Myłowe – gdzieś wciąż bronią się Rosjanie, jednak Ukraińcy uzyskali postępy dalej na zachód – odbijając między innymi miejscowości Nowokamianka i Piatichatki – i przybliżając się w ten sposób do kluczowej dla Rosjan szosy Dawidyw Brod-Berysław-Nowa Kachowka.

W obwodzie chersońskim ciężkie walki i wymiana ognia artyleryjskiego mają miejsce wzdłuż niemal całej linii styczności wojsk. Ukraińcy ostrzeliwują też bezpośrednie i głębokie zaplecze rosyjskich linii frontu. Rejon Chersonia i Tokmaku w obwodzie zaporoskim znajdują się już w zasięgu artylerii lufowej (klasycznej), rejony Melitopola i Nowej Kachowki w zasięgu HIMARS-ów i M270 MLRS.

***

Stosunek w pełni udokumentowanych zdjęciowo i fotograficznie strat sprzętowych armii rosyjskiej i ukraińskiej wynosi obecnie 3,9:1. Rosjanie stracili dotąd 6903 egzemplarzy sprzętu, a Ukraińcy 1777 – wciąż trwa inwentaryzowanie strat poniesionych przez Rosjan w wyniku ukraińskich działań kontrofensywnych. Do wszelkich danych o stratach przeciwnika podawanych oficjalnie przez obie strony należy podchodzić z ostrożnością i krytycyzmem.

Ukraińcy nie dali się zastraszyć poranną serią ataków rakietowych. Już niedługo po eksplozjach na ulice ukraińskich miast zaczęło wracać normalne życie.

View post on Twitter

Rosyjski szantaż nuklearny sformułowany przez Władimira Putina 21 września nie został w sferze werbalnej ani odwołany, ani złagodzony. Jednak po bardzo twardym wskazaniu przez rosyjskiego dyktatora Ukrainy jako organizatora ataku na Most Kerczeński, rosyjski „odwet” w postaci ostrzału rakietowego ukraińskich miast jedynie nieznacznie wykraczał poza paletę środków stosowanych już przez Rosję przeciwko Ukrainie w tej wojnie.

Organizacja ataku rakietowego była dla rosyjskiej armii wyraźnym i znaczącym wysiłkiem, zaś użycie i w tym wypadku między innymi pocisków przeciwlotniczych S-300 w roli niekierowanych rakiet ziemia-ziemia wskazuje na wyczerpywanie się zasobów precyzyjnych pocisków rakietowych.

Łączna liczba użytych pocisków i dronów-samobójców nie różniła się przy tym znacząco od tych, które odnotowywano podczas najsilniejszych ostrzałów w trakcie pierwszych miesięcy wojny. Od tamtych realiów różni się natomiast jakość ukraińskiej obrony przeciwlotniczej i antyrakietowej zdolnej obecnie do zestrzelenia ponad połowy wystrzelonych przez Rosjan w poniedziałek rano pocisków – w tym nawet przy użyciu zestawów MANPADS. Na zamieszczonym niżej nagraniu widzimy zestrzelenie pocisku manwerującego z pomocą zestawu przeciwlotniczego Igła, czyli konstrukcji pamiętającej jeszcze czasy sowieckie.

View post on Twitter

Deklaracje Aleksandra Łukaszenki dotyczące utworzenia wspólnego białorusko-rosyjskiego „ugrupowania” przeciwko krajom NATO i Ukrainie należy natomiast wziąć w ogromny cudzysłów. Sam fakt, że Rosja opiera swój wkład do tego „ugrupowania” na dobitej pod Iziumem 1 Armii Pancernej Gwardii i niemal doszczętnie rozbitej w trakcie ukraińskiej kontrofensywy 20 Armii Ogólnowojskowej, jest dość jasnym sygnałem, że nie jest to szczególnie poważne przedsięwzięcie, nawet jeśli założymy, że oba związki taktyczne zostaną „odtworzone” w oparciu o świeżo zmobilizowanych rezerwistów.

***

Wszystkie dotychczasowe teksty z cyklu SYTUACJA NA FRONCIE, w których relacjonujemy przebieg działań wojennych w Ukrainie, znajdziesz TUTAJ.

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne