Minister Radziwiłł nie stosuje ustawy o leczeniu niepłodności. Nie powołał Rady ds. Leczenia niepłodności, która miała weryfikować pracę ośrodków i prowadzić działalność edukacyjną i naukową. Pośrednio działa więc na szkodę niepłodnych par. Wydaje za to pieniądze na promowanie kalendarzyka małżeńskiego i uczenie kobiet, jak rozpoznać dni płodne

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł nie powołał Rady ds. Leczenia Niepłodności, która zgodnie z ustawą o leczeniu niepłodności miała pełnić rolę ciała doradczego i opiniotwórczego. Miała składać się z 15 ekspertów, wybieranych na czteroletnią kadencję spośród specjalistów – w szczególności z dziedziny prawa, medycyny i etyki. Rady miała m.in.:

  • prowadzić działalność informacyjną o stylu życia chroniącym potencjał rozrodczy i zwiększającym szanse na urodzenie zdrowego dziecka;
  • popularyzować wiedzę o leczeniu niepłodności, w tym metodzie in vitro;
  • opracowywać nowe akty prawne w zakresie procedury in vitro;
  • współpracować z krajowymi i zagranicznymi stowarzyszeniami oraz samorządami lekarskim, pielęgniarek i położnych, aptekarskim i diagnostów laboratoryjnych w celu promocji zdrowia prokreacyjnego;
  • opiniować wnioski o nadanie ośrodkom statusu Centrum Leczenia Niepłodności.

Ustawa weszła w życie w listopadzie 2015 roku, za rządów PO-PSL. Do dziś minister zdrowia Rady nie powołał. Co więcej, jak informuje rzeczniczka prasowa Milena Kruszewska w resorcie nie są prowadzone prace ani nad jej powołaniem, ani zmianą kształtu ustawy.

Rzecznika twierdzi, że pomimo iż Rady nie ma, zadania wynikające z ustawy są realizowane. To nieprawda.

Katarzyna Kozioł z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii mówi OKO.press: „Rada została powołana m.in. po ty, by opiniować czy dany ośrodek może uzyskać status Centrum Leczenia Niepłodności. Póki co wszystkie placówki – i lepsze, i gorsze – działają jako ośrodki leczenia niepłodności.

Poza działalnością usługową i udzielaniem pomocy niepłodnym Rada miała też edukować, analizować rynek takich usług. Miała też doradzać ministrowi i rekomendować nowe procedury leczenia”.

Czy ministrowi wolno nie realizować ustawy?

Często zdarza się, że ministerstwo nie wydaje rozporządzeń do ustawy, co sprawia, że jest ona martwa. Jednak w tym przypadku na postępowanie Radziwiłła mogą czyhać przepisy kodeksu karnego i cywilnego.

Zgodnie z art. 231 kk: „§ 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Rzecz w tym, że opiniowanie placówek zajmujących się leczeniem niepłodności miało służyć wyeliminowaniu tych, które odbiegają od zapisanych w ustawie standardów. Pozostawienie ich na rynku bez żadnej kontroli może prowadzić do bezpośredniej szkody dla obywateli i obywatelek, który spowodowany jest niewydaniem aktu normatywnego.

O szkodzie wyrządzonej w wyniku niewydania aktu normatywnego mówi  z kolei kodeks cywilny: art. 417[1] kc par. 3:

§ 3. Jeżeli szkoda została wyrządzona przez niewydanie orzeczenia lub decyzji, gdy obowiązek ich wydania przewiduje przepis prawa, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności z prawem niewydania orzeczenia lub decyzji, chyba że przepisy odrębne stanowią inaczej.

Oznacza to, że pacjentka, która trafiłaby do nieprofesjonalnego ośrodka leczenia niepłodności i nie zaszła w ciążę, mogłaby wystąpić do ministerstwa o zwrot wydatków a nawet odszkodowanie za stratę, jaka jest brak dziecka. Mogłaby argumentować, że niepowołana Rada ds. Niepłodności nie opiniowała ośrodków, co  sprawiło, że pacjentka dokonała złego wyboru.

Radziwiłła recepta na niepłodność

Ministerstwo zdrowia pod dyktando Konstantego Radziwiłła, ignorując ustawę o leczeniu niepłodności, po swojemu próbuje walczyć z problemem, który dotyka półtora miliona par w Polsce.

W styczniu 2017 roku resort ogłosił konkurs na organizację „konferencji i spotkań edukacyjnych popularyzujących wiedzę o zdrowiu prokreacyjnym, których głównym celem jest podnoszenie świadomości uczniów szkół średnich na temat niepłodności”. W opracowanym przez ministerstwo scenariuszu zajęć

nie ma ani słowa na temat in vitro, a wiedza dotycząca zdrowia seksualnego jest szczątkowa. W ogłoszeniu konkursowym ani razu nie padają słowa „seks”, „antykoncepcja” czy „świadome rodzicielstwo”.

Kolejnym płodem umysłu ministra jest uruchomienie „kampanii sprzyjającej płodności”. Jak podaje Gazeta Prawna resort przeznaczy 2,7 mln złotych na różnorodne działania popularyzujące wiedzę o prokreacji. Wśród  środków wsparcia par starających się o dziecko znalazł się między innymi kalendarzyk dni płodnych, który będzie ważnym elementem specjalnego portalu (nie jest znana jego nazwa).

Były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz złośliwie komentował ten pomysł: „Jedną z pierwszych decyzji ministra Radziwiłła była likwidacja rządowego programu refundacji in vitro.

To kolejna sytuacja, w której ideologia bierze górę nad wiedzą medyczną. To nie tylko nieracjonalne wydawanie pieniędzy, ale także działania pozorne, które nie przysłużą się Polkom”.

Na twitterze Arłukowicz zaproponował ministrowi, by poszedł krok dalej:

Polacy i Polki o niepłodności

Z badań przeprowadzonych przez TNS w 2015 roku wynika, że wiedza na temat płodności w Polsce jest mierna (zagadką bywa nawet układ rozrodczy kobiety i mężczyzny), ale najbardziej obca jest sfera niepłodności. Tylko 16 proc. kobiet i 6 proc. mężczyzn zna główną przyczynę niepłodności kobiet (tzw. agresywny śluz). Zaledwie 29 proc. kobiet i 25 proc. mężczyzn wiedziało, co wpływa na złą jakość nasienia – najczęstszą przyczynę niepłodności mężczyzn.

Średnio co piąta para ma problemy z zajściem w ciążę, ale aż 83 proc. badanych deklaruje, że nie zna osób, których dotyka taki problem. Aż 77 proc. nigdy rozmawiało też na ten temat ze swoim partnerem czy partnerką.

Walka o in vitro

W czerwcu 2016 roku rząd PiS nie przedłużył programu refundacji in vitro, który pozwalał także mniej zamożnym parom na dostęp do procedury, której koszt przekracza czasem 10 tys. zł. Obecnie toczy się wojna o in vitro, kolejne miasta wprowadzają programy dla swoich mieszkańców, czemu przeciwdziałają radni PiS lub wojewodowie. Na początku kwietnia 2017 wojewoda pomorski zablokował gdańską inicjatywę dofinansowania in vitro z budżetu miasta.

Wojewoda mazowiecki uznał, że lepszym pomysłem będzie sfinansowanie „alternatywnej” metody, czyli naprotechnologii. Jej założenia – w skrócie – sprowadzają się do prowadzenia kalendarzyka dni płodnych i regularnego pomiaru temperatury.

Skuteczność in vitro

Z najnowszych dokumentów Ministerstwa Zdrowia wynika, że skuteczność (stosunek liczby ciąż klinicznych do transferów) zamkniętego przez PiS programu wyniosła 32 proc. co oznacza jedną ciążę na trzy transfery. Do stycznia 2016 roku zarejestrowano 10 035 ciąż z budżetu PO-PSL.

Z wcześniejszych danych Ministerstwa Zdrowia z 17 września 2015 roku liczbę ciąż określano na 7863, do tego momentu urodziło się 3671 dzieci, reszta była w drodze (odsetek poronień po in vitro jest taki sam, jak dla wszystkich ciąż – ok. 20 proc.).

Według informacji rządu w czasie trwania całego programu (od lipca 2013 do czerwca 2016) urodziło się 5285 dzieci. Przyjmując, że liczba dodatkowych urodzeń była równo rozłożona w czasie, można wyliczyć, że miesięcznie rodziło się prawie 196 dzieci. Według szacunków OKO.press w efekcie całego programu urodzi się ponad 7000 dzieci.

Polacy i Polki o in vitro

Zamknięcie rządowego programu refundacji in vitro minister zdrowia uzasadniał m.in. brakiem społecznego poparcia dla tej metody leczenia niepłodności. Radziwiłł się jednak myli, przypisując swój pogląd większości.


Myślę, że podstawowym argumentem za tym jest to, że ta procedura budzi ogromne kontrowersje i sprzeciw w dużej części polskiego społeczeństwa. Jest sporo takich ludzi, którzy uważają, że to niedopuszczalne.

Konstanty Radziwiłł, Otwarcie Kliniki Diagnostyki i Leczenie Niepłodności - 22/12/2016

Otwarcie Kliniki Diagnostyki i Leczenie Niepłodności


fałsz. Fałsz. Badania opinii publicznej mówią, że jest dokładnie odwrotnie


Badania CBOS jasno pokazują, że poparcie dla in vitro od lat jest wysokie, także wśród katolików.

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez IPSOS dla OKO.press we wrześniu 2016 roku większość Polek i Polaków decyzję ministra o wygaszeniu programu refundacji in vitro uznała za niesłuszną.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press