0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by Eyad BABA / AFPPhoto by Eyad BABA /...

9 maja 2024 prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden ostrzegał:

„Powiedziałem to jasno: jeśli wejdą do Rafah – jeszcze tego nie zrobili, ale jeśli to zrobią, nie będziemy dostarczać broni, których używa się do walki w miastach”.

Ofensywa w Rafah zaczęła się trzy dni wcześniej, ale rzeczywiście do tego momentu Izrael nie prowadził walk w mieście, nie mieliśmy jeszcze doniesień o masakrach cywilów. Dziś nie możemy już tego powiedzieć.

Mimo tego Amerykanie milczą na temat spełnienia obietnicy Bidena, na czym cierpi międzynarodowa reputacja USA. Pomimo ostrych publicznych wymian zdań, Amerykanie pozostają kluczowym sojusznikiem Izraela. Tymczasem atak na Rafah trwa już ponad miesiąc, a sytuacja humanitarna miasta się pogarsza.

Dramat Rafah

Przeniesienie walk do największego miasta na południu Strefy Gazy zmusiło mieszkających tam Palestyńczyków do kolejnych przesiedleń. Przedwojenna populacja Rafah to około 200 tys. osób. Izrael, atakując północ Strefy, nakazywał mieszkańcom przeniesienie się do Rafah, gdzie miało być bezpiecznie. W szczytowym momencie w mieście schronienia szukało około 1,4 mln osób. Ofensywa na Rafah ponownie do przesiedlenia się zmusiła około miliona osób.

Trudno w najnowszej historii znaleźć precedens dla tak intensywnych przymusowych przesiedleń ludności. Szczególnie że mówimy o bardzo małym terenie. Cała Strefa Gazy ma mniejszą powierzchnię niż Warszawa, Rafah to powierzchnia zbliżona do Piotrkowa Trybunalskiego.

W ostatnim miesiącu doszło do kilku szokujących ataków.

  • 26 maja izraelskie bomby spadły na obóz dla uchodźców Tel As-Sultan. Wiemy o przynajmniej 45 ofiarach ataku.
  • 28 maja bomby spadły z kolei na obóz Al-Mauasi. Wiemy o 21 ofiarach.
  • 8 czerwca izraelska armia odbiła czwórkę zakładników. W trakcie operacji armia zabiła w obozie dla uchodźców w Nusejrat ponad 200 osób.

„Jakim cudem to akceptowalne, by zabić ponad 200 osób po to, by uratować cztery? Cena naszej krwi w tym świecie pełnym hipokrytów jest tania, ten świat nie zna znaczenia człowieczeństwa, nie mówi o setkach męczenników i rannych, nie wścieka się z powodu tej masakry” – mówił dla izraelskiego magazynu +972 45-letni Enas Al-Luh z Gazy, który został zmuszony do przeniesienia się do Nusejratu.

Problemy z wodą, żywnością

Nieustannie pogarsza się sytuacja humanitarna. Katarska telewizja Al Dżazira dotarła do zdjęć, na których ludzie tratują się wzajemnie, próbując dostać się do cysterny z wodą. Dostęp do tak podstawowej rzeczy jak woda pitna jest w Strefie Gazy dramatycznie utrudniony przez zniszczenia dla infrastruktury cywilnej.

Al Dżazira podaje też, że w północnej części Strefy Gazy sytuacja jest najtrudniejsza – tam zniszczenia są największe. Ludzie, którzy pozostali na północy i nie zdecydowali się na przenosiny na przykład do Rafah, są dziś w dramatycznej sytuacji. Portal katarskiej telewizji podaje, że ceny żywności są tam dramatycznie wysokie. Gdy jest dostępna, paprykę można kupić za 90 dolarów, cebulę za 70 dolarów. Dlatego mało kto może sobie na to pozwolić.

„Poza mąką i chlebem nie mamy nic. Nie mamy nic innego do jedzenia, więc jemy tylko chleb” – powiedziała Al Dżazirze jedna z mieszkanek północnej części Strefy.

Izraelska armia nawoływała do przenosin na południe, ale ewakuacje bywały chaotyczne, a dotychczasowe doświadczenia Palestyńczyków pokazują, że przenosiny często nie gwarantują bezpieczeństwa. Dziś łączność między północą a południem jest dramatycznie utrudniona. Dlatego część osób zdecydowała się pozostać w swoich domach, pomimo dramatycznej sytuacji humanitarnej.

Philippa Greer z UNRWA udostępniła 13 czerwca w mediach społecznościowych film, na których widać skalę zniszczeń w mieście Gaza:

View post on Twitter

Najnowsza liczba ofiar według ministerstwa zdrowia Gazy to już ponad 37 tys. zmarłych i ponad 85 tys. rannych. Zginęło więc już ponad 1,5 proc. przedwojennych mieszkańców enklawy.

Propozycja Bidena

Od dwóch tygodni Hamas i Izrael mają na stole propozycję pokojową przedstawioną 31 maja przez prezydenta USA Joe Bidena. Obie strony uznały tę propozycję za możliwą do zaakceptowania. Jedni i drudzy od dwóch tygodni obwiniają się wzajemnie o to, że umowa nie została jeszcze przyjęta. O co więc chodzi, czy obu stronom nie zależy ostatecznie na przerwaniu wojny?

Najpierw przypomnijmy pokrótce, jakie są główne założenia planu Bidena. Przyjęcie umowy oznaczałoby natychmiastowe powstrzymanie walk i sześciotygodniowe zawieszenie broni, w trakcie którego konieczne byłoby wynegocjowanie warunków dalszego pokoju. Umowa oznaczałaby powrót żywych zakładników i ciał tych, którzy zginęli do Izraela w zamian za zwolnienie setek więźniów palestyńskich z izraelskich więzień. Palestyńczycy w Strefie Gazy mogliby wrócić do domów, również na północy, a izraelskie wojsko wycofałoby się z wszystkich stref mieszkalnych w Strefie Gazy. Do Strefy codziennie wjeżdżałoby 600 ciężarówek z pomocą humanitarną.

Obserwatorzy wojny w Gazie powtarzają od miesięcy – jedynym wyjściem na pokój jest zatrzymanie walk i wymiana zakładników na więźniów. Premier Netanjahu obiecał jednak całkowite pokonanie Hamasu i boi się porażki. Po ośmiu miesiącach krwawej wojny, która pochłonęła tysiące niewinnych cywili, takie zwycięstwo wciąż jest jednak odległe.

Hamas wciąż może walczyć

Izraelski korespondent amerykańskiego radia NPR Daniel Estrin rozmawiał z dwójką izraelskich oficjeli, którzy są blisko izraelskiej armii. Jeden z nich powiedział mu, że wyeliminowana została mniej więcej połowa bojowników Hamasu. Drugi z nich twierdzi, że wciąż aktywna jest więcej niż połowa z nich. Izraelczycy nieustannie twierdzą, że jest to tylko i wyłącznie wojna z Hamasem. Ale skala zniszczeń i sposób prowadzenia wojny pokazuje, że wynikiem tej wojny, bez względu na to jak się zakończy, będzie też stworzenie z dużej części Strefy Gazy niemożliwej do zamieszkania pustyni. Niszczone są meczety, uniwersytety, budynki mieszkalne. Nawet gdyby rzeczywiście prawdą było – a mamy wiele podstaw, by w to wątpić – że każdy zniszczony budynek był legalnym celem wojny przez powiązania z Hamasem – to odbiór tych działań w Gazie, nawet wśród ludzi niezwiązanych z Hamasem jest i będzie inny.

Związany z politycznym rywalem Hamasu, Fatahem Sami Mahdi powiedział NPR, że jego zdaniem Izrael nie jest zainteresowany zniszczeniem Hamasu, a zniszczeniem Gazy i jej mieszkańców. To w Gazie i wśród Palestyńczyków powszechne odczucie.

Izrael nie chce końca wojny

Rozmowy pokojowe są prowadzone nieoficjalnie. To, co do nas dociera, sugerują jednak, że stan gry jest następujący: Hamas widzi kilka problemów w umowie, ale wszystkie da się rozwiązać, jeśli Izrael zgodzi się na natychmiastowe zakończenie wojny. Izrael chce się zgodzić na sześciotygodniową przerwę bez dalszych gwarancji, aby po tym okresie móc wznowić walki i wypełnić swój cel wojny: eliminację Hamasu. W ciągu tych sześciu tygodni zwolniona zostałaby jednak spora część zakładników – Izrael mógłby więc ogłosić swój sukces.

Dotychczasowe doświadczenia są jasne – zdecydowana większość zakładników z nieco ponad setki, która opuściła Gazę, została zwolniona w wyniku porozumienia, a nie po operacjach izraelskiej armii.

Troska o los cywili palestyńskich z pewnością nie zmusi Izraela do szybszego zakończenia wojny. Być może jednak sytuacja na północy kraju zmusi izraelskich negocjatorów do poważniejszego przyjrzenia się pozycji Hamasu w negocjacjach.

Otwiera się drugi front?

Tylko 14 czerwca Izrael odnotował przynajmniej 35 rakiet wystrzelonych w stronę izraelskich miast północy z terytorium Libanu. Liban to od lat państwo ledwie istniejące, a pełzającą wojnę prowadzi z Izraelem Hezbollah – szyicka partia związana z Iranem. Ostatnie dni są w tej konfrontacji najintensywniejsze od 7 października. Postawa Hezbollahu ma bezpośredni związek z wojną w Gazie. Lider Hezbollahu Hasan Nasrallah mówi otwarcie, że jego organizacja będzie atakowała Izrael tak długo, jak ten prowadzi wojnę przeciwko Gazie. Od początku wojny z obszaru wzdłuż granicy ewakuowano ponad 60 tys. Izraelczyków.

Przedłużająca się wojna w Gazie oznacza rosnące ryzyko otwartej i intensywnej wojny z Hezbollahem na północy. A Hezbollah jest silniejszym przeciwnikiem niż Hamas. Liban to państwo słabe i biedne, ale jednocześnie dużo bardziej suwerenne niż Strefa Gazy, gdzie w warunkach ciągłej blokady od lat działa Hamas. Dzięki łatwiejszej łączności ze swoimi międzynarodowymi sojusznikami, takimi jak Iran, Hezbollah dysponuje znacznie silniejszym arsenałem.

Stawką rozmów pokojowych jest więc już nie tylko powrót zakładników, ale też rozlanie się wojny w Gazie na cały region. A to może być dla Izraelczyków trudne do zaakceptowania.

;
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze