Minister Rafalska zapowiada nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. Ale podkreśla, że tak samo jak walka z przemocą, ważne jest dla niej "zachowanie podmiotowości rodziny". To już gra w otwarte karty. PiS nie zamierza stosować europejskiej Konwencji Antyprzemocowej

Temat przemocy w rodzinie wrócił do debaty publicznej po ujawnieniu drastycznych nagrań żony radnego PiS, Rafała Piaseckiego, który przez lata znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Minister Rafalska w wywiadzie dla „Wprost” (23 kwietnia 2017) odpowiadała na zarzuty niedoceniania przez rząd PiS skali dyskryminacji i przemocy wobec kobiet w Polsce.

Zapytana o Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (tzw. Konwencja Antyprzemocowa) powiedziała:


Z tego, co wiem, nie ma planów, by ją wypowiadać. Konwencja została ratyfikowana i obowiązuje.

Elżbieta Rafalska, "Wprost" - 23/04/2017

Fot. GoodPictures Franek Mazur


Konwencję przyjęto, ale PiS nie realizuje jej zapisów


Rafalska zgrabnie wybrnęła – szybko odwróciła uwagę od Konwencji i skupiła się na prawie krajowym. Minister zapowiedziała nowelizację (krajowej) ustawy o przeciwdziałaniu przemocy. Nie znamy szczegółów (OKO.press zapytało o nie ministerstwo i czeka na odpowiedź). Pewne jest, że zapowiedziana zmiana nosi bagaż ideologiczny, który niebezpiecznie lawiruje pomiędzy ochroną kobiet a utrzymaniem małżeństwa za wszelką cenę.

W wywiadzie Rafalska mówiła, że „konieczne są zmiany, które z jednej strony zwiększą bezpieczeństwo osób doznających przemocy, a z drugiej pozwolą na

zachowanie podmiotowości i autonomii rodziny”.

Dodała też, że ważne będzie „stworzenie narzędzi, które pozwolą odróżnić konflikt od przemocy”.

PiS ignoruje Konwencję i zachęca do łamania prawa

Rafalska zamaskowała fakt, że ratyfikowany dokument międzynarodowy – a takim jest Konwencja – jest częścią polskiego systemu prawnego i nie można go ignorować.

Gdyby była szczera, musiałaby przyznać, że po pierwsze Konwencja uchwalona w 2011 roku podczas posiedzenia Rady Europy w Stambule i ratyfikowana przez Polskę w lutym 2015 roku – po miesiącach awantur o zagrażający polskiej rodzinie „gender” – zobowiązała Polskę do wprowadzenia szeregu zmian w prawie krajowym. O tym piszemy nieco dalej.

Po drugie, musiałaby otwarcie powiedzieć, że choć dokument obowiązuje, to większość jego zapisów jest martwa. Do tej pory jedyne zmiany, które wprowadzono do prawa krajowego,

  • to nowelizacja kodeksu karnego by sprawcy gwałtów byli ścigani z urzędu, a nie tylko na wniosek ofiary.
  • Drugim „osiągnięciem” jest wprowadzenie do polskiego prawa terminu „przemocy ekonomicznej”.

Lista (niewypełnionych) zobowiązań jest znacznie dłuższa.



Konwencja ustanawia prawne standardy zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet. PiS – z pobudek ideologicznych – nie korzysta z tych narzędzi i de facto nie stosuje prawa. Sam prezydent Andrzej Duda zachęcał do łamania Konstytucji i niestosowania zapisów konwencji.


Wskazywałem, że u nas ta regulacja dotycząca przemocy jest bardzo dobra, funkcjonuje, jest egzekwowana. Przyjmowanie dodatkowych regulacji jest niepotrzebne, bo w Polsce to działa. W związku z tym, my nie musimy się już dodatkowo do niczego zobowiązywać.

Andrzej Duda, Warto rozmawiać, TVP - 02/02/2017

fot. TV Republika / YouTube


Statystyki są bezwzględne. Ponad 87% Polek doświadcza przemocy seksualnej


Przepisy, które nie działają

Po ratyfikowaniu konwencji widać liczne luki w polskim prawie. Szczególnie istotne są niedoskonałe przepisy ochrony kobiet przed przemocą. Ze statystyk policyjnej Niebieskiej Karty wynika, że w 2015 roku ofiarami przemocy w rodzinie padło 97 501 osób, w tym 69 376 kobiet.

Jednak jak zaznacza Centrum Praw Kobiet, organizacja wspierająca kobiety doświadczające przemocy, to nie oddaje skali zjawiska przemocy w Polsce. Wiele osób boi się zgłaszać przemoc, albo zgłoszenia są ignorowane.

Głównie ze względu na to, że służby nie wykorzystują wszystkich narzędzi, do których są zobowiązane. Procedura Niebieskiej Karty często nie spełnia funkcji prewencyjnej i ochronnej, a mogłaby.

Konwencja proponuje standardy, które zapobiegają powtarzaniu się aktów przemocy. Służby mogą m.in:

  • oceniać ryzyko i koordynować bezpieczeństwo;
  • wszczynać procedurę zakazu kontaktowania czy zbliżania się;
  • zaczynać nakaz ochrony.


Przemoc seksualna dotyka większości Polek

Definicja gwałtu w krajowym ustawodawstwie również nie jest dostosowana do Konwencji. Odpowiedzialności karnej powinno podlegać:

  • dokonywanie penetracji – waginalnej, analnej lub oralnej o charakterze seksualnym – drugiej osoby jakąkolwiek częścią ciała lub jakimkolwiek przedmiotem bez zgody tej osoby;
  • dokonywanie innych czynności o charakterze seksualnym wobec drugiej osoby bez zgody tej osoby;
  • doprowadzenie drugiej osoby bez jej zgody do podjęcia czynności o charakterze seksualnym wobec osoby trzeciej.

Raport Fundacji STER ujawnił skalę przemocy seksualnej w Polsce oraz zjawisko ‚underreportingu‚ – szarej strefy niezgłaszanych przypadków, której nie widać w oficjalnych statystykach.

Jakiejś formy molestowania doświadczyło aż 87 proc. badanych. 37 proc. uczestniczyło w aktywności seksualnej wbrew swojej woli. 23 proc. doświadczyło próby gwałtu, a 22 proc. gwałtu (kobiety pytano o każdą formę molestowania osobno).

Osoby, które chcą zgłosić przemoc seksualną odbijają się od wąskiej definicji gwałtu, która za zachowanie niezgodne z prawem nie uznaje każdego zachowania seksualnego, które odbyło się bez zgody.

Gwałt w Polsce – również dla policji czy prokuratury – najczęściej oznacza tylko te wyjątkowo brutalne zachowania seksualne.

Niemal na każdym etapie prowadzenia postępowania to osoba, która doświadczyła przemocy, musi udowadniać, że się do tego nie „przyczyniła”. Ofiary zgwałceń są w sposób szczególny narażone na tzw. wtórną wiktymizację, czyli skrzywdzenie poprzez niewłaściwą reakcję organów ścigania na popełnione przestępstwo.

Poza obarczaniem kobiety winą za przestępstwo częste jest także zmuszanie ofiary do wielokrotnego zeznawania, czasami w obecności sprawcy.

Raport STERU zerwał też z powszechnym przekonaniem, że sprawcami gwałtu są nieznajomi i dochodzi do nich w przestrzeni publicznej (ciemne zaułki i parki). W większości wypadków sprawcą gwałtu jest osoba bliska: obecny (22 proc.) lub były partner (63 proc.). Ponad polowa (55 proc.) gwałtów ma miejsce w mieszkaniu ofiary.

Dane Komendy Głównej Policji wychwytują niewielki odsetek przypadków. W 2015 roku wszczęto jedynie 2444 postępowań w sprawach dotyczących zgwałcenia, stwierdzono 1329 przestępstwa, wykryto – 1060.

Centrum Praw Kobiet podkreśla, że również orzecznictwo w sprawach o przemoc wobec kobiet nie uwzględnia specyfiki sytuacji. Nadużywana jest m.in. mediacja, która w sprawach o przemoc nie jest wskazana ze względu na brak równowagi stron i „argument” przemocy ze strony mężczyzny.



Niewydolny system wsparcia

System wsparcia dla ofiar przemocy daleki jest od europejskich standardów. Konwencja zaleca udzielanie pomocy ofiarom przemocy w specjalistycznych placówkach. W Polsce pomoc dostępna jest w nieprzygotowanych do tego placówkach Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej, czy Ośrodkach Interwencji Kryzysowej.

Miejsc, gdzie ofiary przemocy domowej mogą szukać wsparcia, jest niewiele, a tylko część z nich jest finansowana ze środków publicznych. Reszta prowadzona jest przez organizacje pozarządowe takie jak Centrum Praw Kobiet. Jednak rząd PiS sukcesywnie wycofuje się z dotowania NGO’sów, które pomagają kobietom. Resort Ziobry dwukrotnie w 2016 roku i raz w 2017 roku odmówił przyznania dotacji CPK, argumentując, że „zawęża pomoc tylko do kobiet”.



Państwo powinno też uruchomić 24-godzinną, bezpłatną infolinię dla ofiar przemocy. Taka linia nie została stworzona. Co więcej, Ziobro wycofał dotację dla „Niebieskiej Linii” prowadzonej przez NGO, udzielającej specjalistycznych (prawniczych i psychologicznych) porad kobietom doświadczającym przemocy.

Bierność państwa

Lista zaniechań administracji PiS jest długa:

  • nie powstała parasolowa instytucja, która koordynowałaby rządowe działania dotyczące przeciwdziałania przemocy;
  • nie ma współpracy administracji rządowej z NGO;
  • nie ma systemu oceny ryzyka przemocy i procedur mających na celu ochronę kobiet;
  • nie prowadzone są kampanie oraz działania edukacyjne dotyczące zjawiska przemocy wobec kobiet;
  • brakuje krajowego programu przeciwdziałania przemocy, który uwzględniałby perspektywę płci, a edukację zaczynał od walki ze stereotypami.


Przemoc domowa to przemoc ze względu na płeć

Szczególną konieczność ochrony kobiet przed przemocą oraz społeczno-kulturowe (gender) uwarunkowania przemocy w swoim orzecznictwie potwierdza Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasbourgu.

2 marca 2017 roku ETPCZ w sprawie Talpis przeciwko Włochom stwierdził naruszenie Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Kobieta – ofiara przemocy w rodzinie – wielokrotnie składała zawiadomienia o przestępstwie, jednak były one ignorowane przez policję. W efekcie powtarzających się aktów przemocy męża zginął syn poszkodowanej, który stanął w obronie matki.

Zdaniem Trybunału mąż skarżącej miał możliwość zaatakowania swojej żony i syna w efekcie tego, że włoskie władze nie odpowiedziały niezwłocznie na skargi dotyczące przemocy domowej.

Nie podejmując działań po złożeniu przez ofiarę zawiadomienia, władze krajowe stworzyły sytuację bezkarności, sprzyjającą powtarzaniu się aktów przemocy.

Trybunał podkreślił, że przemoc domowa we Włoszech dotyczy głównie kobiet, a wciąż duża ich liczba ginie z rąk aktualnych lub byłych partnerów. Istnieje społeczno-kulturowe przyzwolenie na przemoc domową. To kolejny wyrok, w którym Trybunał stwierdza, że przemoc domowa to przemoc ze względu na płeć.


Opłać abonament na wolność słowa

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". Wcześniej członek zarządu Fundacji "Trans-fuzja". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym