09 sierpnia 2021

Międzyrządowy raport o klimacie: trzeba walczyć o każdy ułamek stopnia, ocieplenie zagraża milionom

Ocieplenie klimatu o 1,5°C względem średniej z lat 1850-1900 jest już w zasadzie przesądzone i nastąpi za około 20 lat. W pesymistycznym scenariuszu wzrost temperatury przekroczy próg 2°C już za ok. 30 lat, a więc za życia większości czytających ten tekst.

Wraz ze wzrostem temperatury globalnej skutki zmiany klimatu będą coraz gorsze, warto więc walczyć o „wyrwanie” globalnemu ociepleniu każdego ułamka stopnia, ponieważ oznacza to realne ograniczenie katastrofalnych następstw dla milionów ludzi na świecie. A wręcz ratowanie życia.

To zasadnicze wnioski najnowszego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) przyjętego w piątek przez 234 autorów i autorek oraz 195 rządów. IPCC to naukowe i międzyrządowe ciało doradcze utworzone w 1988 roku przez dwie organizacje Narodów Zjednoczonych – Światową Organizację Meteorologiczną (WMO) oraz Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP).

Jednocześnie ukazuje się tzw. streszczenie dla decydentów, czyli podsumowanie raportu na potrzeby polityków - bo to oni będą odpowiedzialni za ewentualne wdrożenie zmian sugerowanych przez raport. A te powinny być rewolucyjne.

Komu bije dzwon?

„Raport IPCC to czerwony alarm dla ludzkości. Emisje gazów cieplarnianych pochodzące ze spalania paliw kopalnych i wylesiania dławią naszą planetę i narażają miliardy ludzi na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Globalne ocieplenie dotyka każdego regionu Ziemi, a wiele zmian staje się nieodwracalnych. Ten raport musi zabrzmieć jak podzwonne dla węgla i paliw kopalnych, zanim zniszczą one naszą planetę” – napisał w oświadczeniu sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres.

Guterres dodał, że kraje Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) – do której należy także Polska - muszą zaprzestać budowy nowych elektrowni węglowych od przyszłego roku i całkowicie zrezygnować z węgla do roku 2030. Pozostałe państwa muszą zrobić to samo dziesięć lat później. Polska planuje odejście od węgla do roku 2049, choć nie brakuje analiz, że polityka klimatyczna UE wymusi to znacznie wcześniej. Jeszcze gorzej jest w Chinach, które choć nie są zrzeszone w OECD, zapowiedziały właśnie zwiększenie wydobycia i spalania węgla.

Raport ma premierę dziś – konferencję prasową można śledzić

">na żywo tutaj - i pomimo sensacyjnych prasowych nagłówków oraz budujących napięcie przecieków, obeznani z tematem naukowcy mówią, że w pewnym sensie nie jest niczym nowym

– potwierdza bowiem i doprecyzowuje to, co nauka wie od lat i co powoli i nie bez oporów uznaje świat wielkiego biznesu i polityki.

Mianowicie: niekontrolowane spalanie węgla i innych paliw kopalnych powoduje emisję miliardów ton dwutlenku węgla (CO2). Szybko rosnąca koncentracja CO2 w atmosferze – mówimy o tempie aktualnie 200 (sic!) razy szybszym niż w epoce przedprzemysłowej – działa niczym globalna termoizolacja, zatrzymując coraz większą ilość energii cieplnej Słońca. Szybko ocieplająca się atmosfera prowadzi do kaskady negatywnych skutków, z których niektóre zaczynamy dotkliwie odczuwać: szalejące pożary, gwałtowne ulewy i powodzie, ale też rekordowo wysokie temperatury i susze.

W zeszłym roku antropogeniczne (czyli wywołane przez działalność ludzi) emisje CO2 wyniosły niewiele ponad 34 mld ton, ok. 6 proc. mniej niż w roku 2019. Spadek to „zasługa” pandemii koronawirusa i recesji na skutek drastycznych ograniczeń m. in. przemieszczania się. Niestety, wbrew nadziejom i zapowiedziom, że tragiczna pandemia będzie szansą ludzkości na skierowanie gospodarki w stronę zrównoważonego rozwoju, rok 2021 zapowiada raczej powrót do ścieżki szybkiego wzrostu emisji, a ich nowy historyczny rekord przypadnie na lata 2022-2023.

Co gorsza, rosną także emisje metanu – np. z topniejącej tzw. wiecznej zmarzliny w północnych rejonach globu, na Syberii i Alasce. Metan, choć w atmosferze utrzymuje się ok. 12 lat (CO2 – ok. 100 lat) jest wielokrotnie silniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla.

Przeczytaj także:

Fizyka, głupcze

Brzmi znajomo? Dla śledzących choćby pobieżnie doniesienia związane ze zmianami klimatu zapewne tak. „Działalność IPCC jest cyklicznie powtarzanym ogromnym ćwiczeniem z przeglądu literatury naukowej na temat zmian klimatycznych. Wszystkie wnioski raportu są już od jakiegoś czasu znane specjalistom z danej dziedziny. Natomiast dzięki IPCC mogą je teraz poznać, w przystępnej formie i w odpowiednim kontekście, również wszyscy inni – przede wszystkim obywatele i politycy” – mówi Piotr Florek, polski klimatolog pracujący w brytyjskim MetOffice, czyli – mniej więcej – odpowiedniku naszego IMGW.

Raport - zatytułowany Zmiany klimatu 2021: podstawy fizyczne (Climate Change 2021: the Physical Science Basis - jest największą aktualizacją stanu wiedzy w dziedzinie nauk o klimacie od roku 2014 r i raportu specjalnego nt. ocieplenia o 1,5° z 2018 roku. Formalnie jest wkładem tzw. I grupy roboczej IPCC do tzw. szóstego sprawozdania oceniającego (6th Assessment Report, w skrócie AR6), czyli serii raportów omawiających – oprócz fizyki globalnego ocieplenia – także kwestie adaptacji i łagodzenia skutków wzrostu temperatury. Ostatnie raporty w cyklu AR6 ukażą się w przyszłym roku.

Dzisiejszy raport analizuje fizyczne podstawy przeszłych, obecnych i przyszłych zmian klimatu. Zajmuje się podstawowymi kwestiami, takimi jak sposób, w jaki emisje wywołane działalnością człowieka prowadzą do fundamentalnych zmian w systemie klimatycznym naszej planety. Daje również wyobrażenie o tym, jak w wyniku tych zmian skutki zmian klimatycznych utrwaliły się już przy obecnym poziomie ocieplenia, a także jak mogą się one pogłębić, jeśli temperatury i emisje będą nadal rosły w niekontrolowany sposób.

Najważniejsze ustalenia raportu to:

  • Nie ma wątpliwości co do tego, że nasza planeta ogrzewa się pod wpływem działalności człowieka.W klimacie Ziemi zaszły gwałtowne i rozległe zmiany, a niektóre z ich skutków są już nieodwracalne.
  • Naukowcy mają dowody na to, że ludzkość wpłynęła na cały system klimatyczny – emisje spowodowane przez człowieka są obecnie odpowiedzialne za zmienioną, mniej stabilną planetę.
  • Wszystkie scenariusze zakładają nieunikniony wzrost temperatur na Ziemi o 1,5°C. W najbardziej ambitnej ścieżce emisji osiągniemy 1,5°C w czwartej dekadzie XXI wieku, następnie przekroczymy 1,6°C, a pod koniec wieku temperatura spadnie do 1,4°C.
  • Naukowcy nie mają wątpliwości, że w najbliższym czasie należy także ograniczyć emisje innych gazów cieplarnianych oprócz CO2, przy czym za szczególnie niepokojący uznaje się metan, który jest silnym gazem cieplarnianym.
  • Środowisko naturalne zostanie zdegradowane wskutek dalszego ocieplenia, a więc ekosystemy lądowe i oceaniczne mogą jedynie w ograniczonym stopniu pomóc nam rozwiązać problem klimatu.
  • Jeśli mamy powstrzymać globalne ocieplenie, decydenci muszą wdrożyć plany osiągnięcia zeroemisyjności. Usuwanie CO2 to kluczowe narzędzie na drodze do zerowej emisji netto, ale będzie ono użyteczne tylko wówczas, gdy towarzyszyć mu będą szybkie i głębokie redukcje emisji.
  • Tzw. budżet węglowy (uproszczony sposób szacowania, ile jeszcze CO2 możemy uwolnić do atmosfery) pozostaje zasadniczo bez zmian. Według raportu ilość CO2, którą możemy jeszcze uwolnić do atmosfery, to około 400 mld ton, jeśli mamy mieć 67 proc. szans na utrzymanie wzrostu temperatur na świecie poniżej 1,5°C. To równowartość około 10 lat obecnych emisji. Mówiąc krótko – czas paliw kopalnych właściwie już minął.

„Jednym z najbardziej pesymistycznych wniosków z raportu IPCC jest to, że niezależnie od scenariusza, oczekiwany wzrost średniej temperatury globalnej w ciągu najbliższych dwóch dekad jest bardzo podobny i przekroczenie progu 1,5 stopnia Celsjusza jest w zasadzie nieuniknione, aczkolwiek przy bardzo szybkiej redukcji emisji gazów cieplarnianych możemy powrócić poniżej tego poziomu jeszcze przed końcem stulecia. W scenariuszach mniej optymistycznych próg 2 stopni Celsjusza jest przekroczony w połowie XXI wieku” – komentuje Piotr Florek.

Oznacza to, że osiągnięte z fanfarami tzw. porozumienie paryskie z 2015 roku – pierwsze w historii powszechne, prawnie wiążące światowe porozumienie w dziedzinie ochrony klimatu – okaże się fiaskiem.

Porozumienie zakłada utrzymanie globalnego wzrostu temperatury w tym stuleciu znacznie poniżej 2°C oraz podjęcie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu do 1,5°C. Progi wzrostu odnoszą się do czasów sprzed rewolucji przemysłowej.

Najnowszy raport IPCC ocenia jednoznacznie, że to człowiek odpowiada za zmiany klimatu i że wskutek działalności ludzi klimat ogrzewa się w tempie niespotykanym od co najmniej ostatnich 2000 lat. Nie może być inaczej, jeśli w 2019 roku koncentracja CO2 w atmosferze osiągnęła poziom najwyższy od co najmniej 2 milionów lat, a stężenie metanu i kolejnego gazu cieplarnianego, czyli podtlenku azotu, było najwyższe od 800 000 lat. W efekcie temperatura powierzchni Ziemi wzrasta najszybciej od 2000 lat. Trajektoria emisji, na której znajdujemy się obecnie, oznacza, że temperatura Ziemi wzrośnie aż o 2,7°C do końca stulecia i to mimo planowanych przez kraje redukcji emisji w ramach zobowiązań z porozumienia paryskiego.

„Według ustaleń paleoklimatologów, trzeba byłoby się cofnąć dopiero o 125 000 lat, do czasów poprzedniego interglacjału, by znaleźć dłuższy okres z poziomem - choć nie tempem - ocieplenia porównywalnym z tym z ostatniej dekady” – wyjaśnia Florek.

Polska chata (nie) z kraja

Postępujące bezprecedensowo szybko globalne ocieplenie już zmienia naszą planetę i ludzkie życie. Postępy w nauce o atrybucji – analizującej, w jakim stopniu działalność człowieka wpłynęła na poszczególne zjawiska pogodowe – pozwalają jasno stwierdzić, że przyczyniamy się do zwiększenia prawdopodobieństwa wystąpienia i nasilenia ekstremalnych opadów, susz, cyklonów tropikalnych, a także upałów. Tych ostatnich doświadcza już większość naszej planety - m.in. Ameryka Północna, Europa, Australia, duże obszary Ameryki Łacińskiej, zachodnia i wschodnia część Afryki Południowej, Syberia, Rosja i duże obszary Azji.

Raport nie jest oderwanym od rzeczywistości dokumentem „klimatystów”, jak lubią deprecjonować ustalenia naukowe rodzimi denialiści. Będzie mieć wpływ na politykę i społeczeństwa na świecie i w UE, i co za tym idzie – w Polsce.

“Kolejny raport IPCC pokazuje ponad wszelką wątpliwość, że to my jesteśmy odpowiedzialni za zmianę klimatu. Za coraz dotkliwsze susze, pożary, powodzie i huragany możemy winić tylko samych siebie lub nasze rządy. Polski rząd uchyla się od oficjalnego ogłoszenia celu neutralności klimatycznej, ulegając presji lobby węglowego, skazując obywateli na ucieczkę miejsc pracy i zielonych inwestycji, zapaść przemysłu, wzrost cen energii, a wreszcie spowolnienie gospodarki” – mówi Paweł Czyżak, szef działu klimatu i energii w Fundacji Instrat.

“Trzeba pamiętać, że osiągnięcie neutralności klimatycznej zatrzyma wzrost temperatury, ale nie doprowadzi do jej spadku. Im szybciej cel ten osiągniemy, tym mniej będzie tragicznych skutków zmian klimatu.

Czy na pewno chcemy, żeby w łódzkiem co lato brakowało wody w kranie, gdańską starówkę zalał Bałtyk, a wielkopolskie jeziora zamieniły się w pustynię? Za brak działań na rzecz ochrony klimatu winę ponosi nasz rząd.

Polska coraz bardziej oddala się od Europy, kwestionując ustalenia naukowców i międzynarodowe porozumienia, a jednocześnie uzależniając się od importu surowców ze Wschodu” – dodaje Czyżak.

Punkty krytyczne

Rosnące temperatury zwiększają też ryzyko przekroczenia tzw. punktów krytycznych klimatu. „Po ich przekroczeniu zmiany następujące w ziemskim układzie klimatycznym będą wymykać się spod naszej kontroli: działające w przyrodzie sprzężenia zwrotne będą popychać je w stronę nowego, odmiennego stanu równowagi. Określenie <<równowaga>> kojarzy nam się pozytywnie, ale niestety w tym przypadku chodzić może np. o sytuację, w której zniknie większość lądolodu grenlandzkiego, a poziom morza podniesie się o kilka metrów” – wyjaśnia portal “Nauka o klimacie”.

“Jak zawsze, trzeba tutaj pamietać że wszystkie analizy są oparte o scenariusze warunkowane poziomem gazów cieplarnianych w atmosferze, i to czy (i który z nich) będzie przypominać nasza prawdziwa przyszłość, zależy od naszych decyzji i działań. Nasze przywiązanie do paliw kopalnych jest trochę jak nałóg nikotynowy - nawet jeśli nie udało nam się rzucić palenia dzisiaj, jutro albo w ciągu pięciu lat, pozbycie się nałogu w dowolnym momencie życia niesie ze sobą korzyści zdrowotne w porównaniu z tego nałogu utrzymaniem” – podsumowuje Florek.

Udostępnij:

Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: <a href="https://twitter.com/WojciechKosc"> https://twitter.com/WojciechKosc</a>

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne