Prawa autorskie: AFPAFP
21 czerwca 2022

Realny wzrost płac już na minusie, inflacja z nawiązką zjada podwyżki. Nadciąga recesja?

Płace w maju rosły wolniej niż w kwietniu, a ich wzrost pierwszy raz spadł poniżej poziomu inflacji. „Taka sytuacja, oprócz tego, że powoduje pogarszanie się sytuacji materialnej pracowników, dodatkowo zwiększa ryzyko wystąpienia recesji" - mówi dr Michał Możdżeń, ekonomista z UJ

Politycy PiS przez długie miesiące zbywali dane o coraz wyższej inflacji tym, że to prawda, ale płace rosną jeszcze szybciej. I mieli trochę racji – rzeczywiście dane o wzroście płac w sektorze przedsiębiorstw cały czas były powyżej inflacji. Aż do maja.

W maju 2022 wzrost płac wyniósł 13,5 proc. To wysoki wzrost, ale nie można na niego patrzeć bez uwzględnienia warunków makroekonomicznym. A tutaj najważniejszym czynnikiem jest wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych. Realny wzrost płac otrzymujemy, gdy od nominalnego wzrostu odejmiemy właśnie wskaźnik inflacji.

Okazuje się, że w ujęciu realnym raz pierwszy w tym cyklu ekonomicznym znajdujemy się pod kreską.

Realne płace o 0,4 proc. w dół

Inflacja w maju wyniosła 13,9 proc., więc realnie płace spadają o 0,4 proc. Gdy wyłączymy anomalię pierwszych miesięcy pandemii, to mamy z takim zjawiskiem do czynienia po raz pierwszy od stycznia 2013 roku. Czas pandemii jest wyjątkowy i trudno go porównywać do innych sytuacji. Wówczas sami zatrzymaliśmy gospodarkę, a po przystopowaniu nastąpiło szybkie i mocne odbicie. Na początku 2020 roku realny wzrost płac wynosił 2,8 proc., w grudniu – 2,6 proc.

W latach 2012-2013 płace pod kreską utrzymywały się ponad pół roku. Bardzo możliwe, że znów będziemy mieli do czynienia z taką sytuacją. Chociaż dziś jest inaczej niż dekadę temu. Wówczas mieliśmy bardzo niską dynamikę płac oraz stosunkowo niską inflację. Dzisiaj oba wskaźniki są wysokie. Ale płace zaczynają hamować – w kwietniu mieliśmy wzrost o 14,1 proc. A inflacja wciąż się nie zatrzymuje. A to sprawia, że mamy z najwyższym spadkiem płac realnych miesiąc do miesiąca od bardzo dawna – o 2,1 punktu procentowego.

Koniec ze spiralą

Najpewniej zakończy to na jakiś czas debatę o tym, czy mamy do czynienia ze „spiralą-płacowo cenową”. To sytuacja, w której pracownicy otrzymują wysokie podwyżki ze względu na wysoką inflację, a w konsekwencji mamy więcej gotówki w gospodarce, która zwiększa poziom inflacji, więc pracownicy domagają się kolejnych podwyżek, i tak w kółko. Jeżeli rzeczywiście wzrost pensji przekracza wzrost wydajności, wówczas szybki wzrost płac jest rzeczywiście niebezpieczny i potencjalnie prowokuje taką spiralę. Część ekonomistów uważała, że już teraz mamy do czynienia z taką sytuacją. Spadek wzrostu płac może wskazywać, że nigdy z taką spiralą nie mieliśmy do czynienia.

„Dzisiejsza dane od GUS wskazują, że wciąż nie da się na polskim rynku pracy dostrzec symptomów »spirali płacowo-cenowej«, która historycznie powodowała duże trudności z opanowaniem inflacji” – mówi dla OKO.press dr Michał Możdżeń, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie – „Ponadto spadek płac realnych, poza 2020 rokiem nie notowany od stycznia 2013 roku (czyli w czasie, kiedy notowaliśmy minimalne spadki realnego PKB rok do roku), wskazuje, że pracownicy są w stanie kupować, bez zadłużania się, coraz mniej dóbr i usług (oczywiście coraz więcej środków przeznaczając na drożejące paliwa, energię i żywność). Taka sytuacja, oprócz tego, że powoduje pogarszanie się sytuacji materialnej pracowników, dodatkowo zwiększa ryzyko wystąpienia recesji”.

Hamujemy

Czy to wszystko oznacza, że nasza rozgrzana gospodarka zaczyna hamować?

„Hamujemy. A płace to nie jedyny wskaźnik, który pokazuje, że polska gospodarka zwalnia po dwóch-trzech rozpędzonych kwartałach” – komentuje dla OKO.press Andrzej Kubisiak, wicedyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego – „Ludzie realizowali odroczony w kryzysowym roku popyt, firmy budowały zapasy, koniunktura po lockdownach szalała. To się kończy. To w części pokłosie działań Rady Polityki Pieniężnej i podwyższania stóp procentowych.

Cykl podwyżek zaczął się w październiku, a podręcznikowo potrzeba właśnie około trzech kwartałów, by reakcje rynkowe zaczęły być wyraźne”.

Przypomnijmy, że po długich miesiącach oporu Rada Polityki Pieniężnej dopiero w październiku 2021 zaczęła podnosić stopy procentowe, wpływając na koszt kredytu, a więc mówiąc potocznie, koszt pieniądza w gospodarce. Obecnie stopa referencyjna wynosi 6 proc., ale nikt nie ma wątpliwości, że to nie koniec. Ekonomiści banku ING napisali dziś na Twitterze:

„W kontekście dzisiejszych danych w lipcu RPP będzie się wahać między podwyżką o 50 pb lub 75 pb. Wysoki szacunek czerwcowego CPI i kształt projekcji mogą przemawiać za wyższym ruchem. Istotna też presja ze strony podwyżek Fed i EBC”.

"W sektorze przedsiębiorstw idzie ochłodzenie"

Mówimy tu o ogólnej sytuacji makroekonomicznej, ale są to naczynia połączone i sytuacja makro ma przełożenie na podwyżki lub ich brak.

Andrzej Kubisiak: „Widzimy słabsze odczyty z przemysłu, wyraźnie spadają nastroje producentów. Sytuacja finansowa przedsiębiorstw się zmienia, zapasy już nie są tak duże jak kilka miesięcy temu. Koszty finansowania przedsiębiorstw idą do góry — to ściśle związane ze stopami procentowymi i wyższym kosztem pieniądza.

W ostatnich miesiącach wyniki sprzedażowe firm zaczęły dołować. W najbliższych miesiącach firmy będą planować mniej zatrudnień.

Jeśli bieżący biznes nie wygląda już tak dobrze, to plany rekrutacyjne też będą ograniczane. To może nieco zmniejszyć presję płacową, bo jeśli nie będzie tak dużo ofert, to walka o pracownika się zmniejszy. Dlatego dynamika płac pewnie przyhamuje, chociaż dalej może być na dwucyfrowym poziomie.

W sektorze przedsiębiorstw idzie ochłodzenie, ale nie spodziewam się znaczącego wzrostu bezrobocia. Raczej uspokojenia nastrojów i stabilizacji. Na razie część firm wciąż czeka na to, co się wydarzy w najbliższych miesiącach. W cenach energii, na rynku gazu, w międzynarodowym handlu wciąż mamy dużą niepewność. W tej sytuacji wiele firm będzie raczej robić przegląd inwestycji i z części rezygnować niż zatrudniać na potęgę”.

To dane dla 40 proc. rynku pracy

Aby zorientować się, jak potencjalnie trudna jest sytuacja płacowa w najbliższych miesiącach, musimy uświadomić sobie jeszcze jedną rzecz. Dane, o których mówimy, nie dotyczą całej gospodarki. Mówimy o sektorze przedsiębiorstw – firmach zatrudniających powyżej dziewięciorga pracowników. Dotyczą około 40 proc. rynku pracy, a średnia płaca w tym sektorze jest wyższa niż wśród wszystkich pracowników. Wśród wszystkich pracowników ujemna dynamika płac najpewniej pojawiła się już wcześniej. A wiele grup jest pod kreską od dawna. To choćby urzędnicy, którym rząd odmawia godnych podwyżek. W tym roku ich płace wzrosły o 4,4 proc. (ale kwota bazowa pozostała zamrożona, wzrósł tylko fundusz płac, więc podwyżki mogą być nierówne), w przyszłym rząd proponuje 7,8 proc. To za mało, by zrównoważyć wpływ inflacji.

Szczególnie że – jak już wspominaliśmy – ta wciąż nie chce się zatrzymać.

„W naszym modelu przewidujemy górkę inflacyjną w trzecim kwartale w okolicy 16 proc., płace nie będą rosnąć tak szybko” – mówi nam Andrzej Kubisiak – „Więc rzeczywiście możemy się spodziewać przynajmniej kilku miesięcy realnego spadku płac. Główne pytanie brzmi, jak szybko uda się zapanować nad inflacją. Ale nadchodzące spowolnienie powinno też w końcu wpłynąć na poziom cen i spowolnienie jego wzrostu”.

Bardzo możliwe jednak, że zanim to nastąpi, przynajmniej do końca roku pozostaniemy w sferze realnego spadku płac. Dla PiS to sytuacja, z którą partia jeszcze się nie mierzyła.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne