Jeszcze do wczoraj PiS twierdził, że niemożliwa jest sejmowa debata nad obywatelskim wnioskiem o referendum ws. reformy edukacji, który podpisało 910 tys. Polek i Polaków. Jednak dziś (20 czerwca) rano Kancelaria Sejmu poinformowała ZNP, że Sejm zajmie się wnioskiem... wieczorem.

Od 20 kwietnia, przez równo dwa miesiące marszałek Sejmu blokował sejmową debatę nad wnioskiem o referendum ws. reformy edukacji. Nikt nie spodziewał się, że dyskusja ma szansę odbyć się przed wakacjami 2017 roku. Dorota Łoboda, pełnomocniczka Komitetu Referendalnego, przedstawicielka inicjatywy „Rodzice przeciw reformie” mówi OKO.press:

„Jeszcze wczoraj w oficjalnym mailu Kancelaria Sejmu  informowała, że nie ma ma mowy o umieszczeniu debaty nad referendum w porządku obrad 20 czerwca”.

O zmianie decyzji ZNP otrzymał informację 20 czerwca 2017 r. o godz. 10:19 – tuż przed konferencja prasową ws. zwolnień nauczycieli w związku z reformą. Według prezesa związku, Sławomira Broniarza chodziło o zaskoczenie: „Po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, w której informację o debacie otrzymujemy tego samego dnia. Z reguły Kancelaria Sejmu informowała nas o tym minimum dwa tygodnie wcześniej. Jesteśmy tym zaskoczeni, ale oczywiście przygotowani do dyskusji. Szkoda, że to odbywa się w tak skandalicznych okolicznościach.

Marszałkowi wyraźnie zależało na tym, żeby zaskoczyć nauczycieli. Może liczył, że zrezygnujemy z tego i pokażemy, że nie jesteśmy gotowi”.

Zaskoczenie miało mieć też dodatkowy wymiar. Na jutro (21 czerwca 2017) ZNP przygotowało pikietę przed Sejmem – pod hasłem „Żądamy referendum”.

Jednak z pewnością informacja o podjęciu przez Sejm tematu referendum nie przykryła najnowszych danych dot. zwolnień nauczycieli, które 20 czerwca przed Kancelarią Premiera zaprezentowało ZNP. Na reformie straciło już prawie 31,5 tys. nauczycieli i nauczycielek.



Po krętactwach Zalewskiej Polacy odwracają się od reformy

Dziś wieczorem w Sejmie w imieniu Komitetu Referendalnego głos zabierze Dorota Łoboda. W przemówieniu skupi się na kolejnych zapowiedziach bez pokrycia  min. Zalewskiej:

  • reforma jest skonsultowana;
  • nauczyciele nie stracą pracy;
  • dzieci nie zauważą różnicy;
  • wprowadzimy nowoczesne podstawy programowe.

Łoboda mówiła OKO.press, że im więcej szczegółów ujawniał MEN, tym więcej niechęci wobec reformy wykazywali obywatele: „Przekłamania min. Zalewskiej sprawiły, że zmienił się stosunek Polaków i Polek do reformy. Okazało się, że to kolos na glinianych nogach; że reforma jest szkodliwa. Ministerstwo dozowało nam informacje. Długo nie wiedzieliśmy, jak będzie funkcjonować siatka szkół, ani jak sformułowane zostaną podstawy programowe.

Teraz, gdy wiemy jakie są jej konsekwencje, społeczeństwo nie chce reformy. Będę udowadniać, że można ją jeszcze zatrzymać”.

Referendum utopi reformę

Łoboda ma rację. Poparcie dla reformy topnieje. Z marcowego sondażu IPSOS dla OKO.press wynika, że tylko 27 proc. badanych chciałoby reformy w tym roku i w obecnym kształcie. A to oznacza, że od grudnia 2016 do marca 2017 ubyło 5 pkt proc. zadeklarowanych zwolenników i zwolenniczek reformy.

Kolejne 30 proc. domagałoby się dyskusji i przełożenia o rok, a 34 proc. nie chciałoby wprowadzać reformy w ogóle.

Jeśli dojdzie do referendum i będzie ono wiążące, czyli frekwencja wyniesie ponad 50 proc., reforma przepadnie. Według sondażu OKO.press z marca 2017 – 52 proc. Polaków głosowałoby przeciw, a 43 za (reszta by nie poszła). W sondażu  Kantar Millward Brown z 24-25 kwietnia 2017 , już 60 proc. respondentów zadeklarowało głosowanie przeciw reformie, za było 37 proc.

„Zamrażarka” marszałka Kuchcińskiego

20 kwietnia 2017 roku, gdy Komitet Referendalny przekazywał marszałkowi wniosek o referendum, ten stwierdził, że „wola obywateli jest najważniejsza”.  Jednak bardzo szybko okazało się, że do debaty nie ma zamiaru dopuścić, a opinię publiczną zwodził wysyłając sprzeczne komunikaty. Dokładnie dwa miesiące zajęło mu liczenie głosów i opiniowanie złożonego wniosku.



Sejm uchwałę w sprawie przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego podejmuje bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Marszałek Sejmu nie może odmówić przyjęcia wniosku o referendum, gdy zebrano wymaganą liczbę podpisów (500 tys.).

Ale regulamin Sejmu, do którego odsyła ustawa, nie narzuca marszałkowi żadnych terminów.

W poprzedniej kadencji, w marcu 2014 roku Sejm odrzucił wniosek o referendum edukacyjne (popierany przez PiS) w sprawie obowiązku szkolnego dla sześciolatków.


Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym