Prawa autorskie: Iwona Burdzanowska / Agencja Wyborcza.plIwona Burdzanowska /...
18 listopada 2022

61 proc. badanych uważa, że miejsce lekcji religii jest w parafii. 7 proc. nie chce ich nigdzie

Wyprowadzenie religii ze szkół popierają praktycznie wszyscy. Starsi, młodsi, mieszkający na wsi, żyjący w mieście. Zwolennikami katechezy w szkole są teoretycznie głosujący na PiS. Ale i tu widać wyraźny podział

W najnowszym sondażu Ipsos dla OKO.press postanowiliśmy zapytać Polki i Polaków o to, gdzie powinny odbywać się lekcje religii.

Podobne pytanie zadawaliśmy w lutym 2019 roku i grudniu 2020. Między tymi dwiema datami zauważyć się dało ogromny spadek poparcia dla religii w szkołach.

Luty 2019 to jeszcze czas tuż przed publikacją filmu "Tylko nie mów nikomu" braci Sekielskich, który wstrząsnął opinią publiczną i przed kampanijną nagonką na osoby LGBT+, w którą ochoczo zaangażował się Kościół. Grudzień 2020 to z kolei czas Strajku Kobiet.

Trend spadkowy poparcia dla religii w szkole, tak zauważalny po jesieni 2020 roku, został utrzymany. W naszym najnowszym sondażu dodaliśmy bowiem możliwość odpowiedzi, że religia nie powinna być nigdzie nauczana, której nie było wcześniej, a którą wybrało 7 proc. ankietowanych.

Zgoda niezależnie od wieku

Parafia wygrywa ze szkołą we wszystkich grupach wiekowych:

  • wśród osób w wieku 18-29 lat to 62 proc. do 23 proc.
  • wśród osób 30-39 lat to 54 proc. do 30 proc.
  • wśród osób w wieku 40-49 lat to 64 proc. do 30 proc.
  • wśród osób 50-59 lat to 73 proc. do 20 proc.
  • wśród osób w wieku 60 i więcej lat to 57 proc. do 36 proc.

Na pierwszy rzut oka najbardziej liberalną grupą są pięćdziesięciolatkowie. Nie jest to jednak pełny obraz. Dwudziestolatkowie oraz trzydziestolatkowie nadrabiają wysoką ilością wskazań, że religia nie powinna być nigdzie nauczana (odpowiednio - 13 proc. i 15 proc.). Pomimo przedstawiania w mediach kwestii obecności religii w szkole jako problemów wielkomiejskiej klasy średniej, wysokie poparcie dla religii w parafii widać we wszystkich grupach, niezależnie od miejsca zamieszkania.

W metropoliach powyżej 500 tysięcy mieszkańców parafia wygrywa ze szkołą stosunkiem 62 proc. do 17 proc. (dużo wskazań także na nigdzie, bo aż 17 proc.). Ale trend widać też nawet na wsi, gdzie różnica nie jest tak duża, ale gdzie i tak szkoła przegrywa z parafią 41 proc. do 51 proc.

Różnice w odpowiedziach widać jedynie w grupach podzielonych pod względem wykształcenia. Wśród osób z wykształceniem wyższym religia w parafii wygrywa z religią w szkole stosunkiem (69 proc. do 18 proc.). Wśród osób z wykształceniem średnim to 63 proc. do 27 proc., zasadniczym zawodowym - 59 proc. do 35 proc. Trend odwraca się dopiero w grupie badanych z wykształceniem podstawowym, gdzie więcej wskazań uzyskała religia w szkole (47 proc.), a nie religia w parafii (42 proc.). Doszło tu do trudnej do wyjaśnienia anomalii, ponieważ odwrócenie trendu w tej grupie wydaje się zbyt gwałtowne. Zwłaszcza że jeszcze w naszym badaniu z grudnia 2020 roku w tej grupie wygrywała opcja parafii stosunkiem 68 proc. do 30 proc. Jedną z hipotez może być to, że w tej grupie wyjątkowo popularna jest partia Prawo i Sprawiedliwość (59 proc.), która zawsze była wyjątkowo klerykalna, ale od czasu Strajków Kobiet dodatkowo promuje narrację straszącą atakami na kościół, niszczeniem religii i wiary. Być może strach skutecznie przywiązał ich bazę wyborczą do religii w szkołach.

Szybko się laicyzujemy

Z sondażu OKO.press wyłania się obraz polskiego społeczeństwa jako dosyć zgodnego co do tego, że religię należy wyprowadzić ze szkół. Nie zawsze tak było. W latach 1991-1994 i 2007-2008 CBOS regularnie pytał „Czy religia powinna być nauczana w szkołach publicznych, czy też nie?”. Odsetek odpowiedzi „tak” wahał się w latach 90. między 53 proc. a 57 proc. W latach dwutysięcznych był jeszcze wyższy – w 2007 roku – 72 proc., w 2008 – 65 proc.

Ta zmiana stosunku do miejsca nauczania religii w ostatnich latach skorelowana jest oczywiście z postępującym procesem laicyzacji społeczeństwa, który bardzo dynamiczny jest zwłaszcza w najmłodszych grupach wiekowych.

W ciągu ostatnich 20 lat odsetek Polek i Polaków deklarujących się jako wierzący spadł o 10 pkt. proc., z 94 do 84 proc., ale praktykujących regularnie jest już mniej niż połowa z nas (spadek z 70 do 42 proc.) — to najważniejsze wnioski z lipcowego raportu CBOS "Polski pejzaż religijny — z dalekiego planu".

Zmianę najbardziej widać wśród najmłodszych. W 1992 roku regularny udział w praktykach religijnych deklarowało prawie 3/4 osób w wieku 18-24 lata. Dziś jest to mniej niż jedna na cztery osoby.

Jak zaznacza CBOS, największy wpływ na podtrzymywanie religijności wśród młodych mają rodzice, a szczególnie matka. Jakie miejsce zajmuje szkoła? Z badań wynika, że nieobowiązkowe, ale wciąż domyślne lekcje religii, wybiera coraz mniej osób.

CBOS bada deklarację uczestnictwa w zajęciach wśród uczniów szkół ponadpodstawowych od 2010 roku. Przed dwunastu laty w grupie 17-19 lat aż 93 proc. badanych uczęszczało na lekcje religii.

W 2018 roku ten odsetek spadł do 70 proc., a w 2022 — do 54 proc.

Przemiany te znajdują potwierdzenie w danych udostępnianych przez samorządy. Rekord pobił ostatnio Wrocław, którego władze przekazały, że w szkołach ponadpodstawowych na religię chodzi zaledwie 18,5 proc. uczniów i uczennic.

Religię w szkołach popierają tylko wyborcy PiS

Najbardziej krytyczne wobec obecności religii w szkole są dwie najbardziej progresywne obyczajowo grupy wyborców, czyli elektorat Lewicy (79 proc. za parafią) oraz Koalicji Obywatelskiej (78 proc. za parafią). W obu tych elektoratach dobry wynik uzyskała opcja "nigdzie" (odpowiednio - 14 proc. i 12 proc.). Również wśród wyborców i wyborczyń PSL-u opcja "parafii" bije na głowę "szkołę" stosunkiem 72 proc. do 14 proc. To ciekawe, biorąc pod uwagę częste deklaracje i gesty polityków PSL mające świadczyć o dużym przywiązaniu do religii. Nie brak w tej postawie jednak miękkiego antyklerykalizmu. Jak mówił bowiem w wywiadzie dla OKO.press lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz: "W sprawach wiary będziemy słuchać każdego wikarego, w sprawach polityki nie będziemy słuchać żadnego biskupa. I tym się zasadniczo różnimy od PiS. My chcemy wyprowadzić politykę z kościoła".

Wyborcy i wyborczynie PiS utożsamiają się z przekazem partii, który wyrażono jasno w programach z roku 2015 i 2019 - „nauka katolicka nie ma żadnej konkurencji” i „można jej przeciwstawić tylko nihilizm”. Aż 50 proc. popiera lekcje religii w szkołach. To najwyższy wynik nie tylko wśród elektoratów, ale też wśród prawie wszystkich przekrojów socjoekonomicznych. Tylko jedna grupa badanych popiera mocniej religię w szkołach - osoby regularnie uczestniczące w nabożeństwach (53 proc.). W tej grupie jednak aż 44 proc. jest za religią w parafiach. Wśród wyborców PiS takie rozwiązanie popiera również duża grupa, bo 43 proc.

Można zatem powiedzieć, że religia w szkole, co dla polityków PiS i hierarchów kościelnych jest sprawą niepodlegająca dyskusji, nawet dla wyborców PiS nie jest oczywista.

Warto odnotować także zdecydowane poparcie dla religii w parafiach (60 proc.) wśród wyborców Konfederacji, czyli partii składającej się ze środowisk obyczajowo bardzo konserwatywnych, postulujących wręcz budowę państwa wyznaniowego.

PiS chce kijem zagonić na lekcje

Prawo i Sprawiedliwość oczywiście zauważa coraz większą niechęć społeczeństwa wobec lekcji religii w szkołach. Widzą także odpływ uczniów z tych zajęć. Minister edukacji Przemysław Czarnek zamierza zatem zainterweniować i dać uczniom i uczennicom wybór: religia lub etyka. Pierwsze zmiany miały wejść w życie we wrześniu 2023, ale ministerstwo mówi dziś, że jest na etapie "prac koncepcyjnych". Jak wielokrotnie pisaliśmy, to oczywiście fałszywa alternatywa, bo brakuje nauczycieli, którzy mogliby uczyć etyki w szkołach. Reforma taka mogłaby się zatem skończyć na niejako przymusowej katechezie:

Na wyraźną zmianę postaw reaguje za to opozycja. Ograniczenie lekcji religii w szkołach znajduje się w agendzie Koalicji Obywatelskiej oraz Polski 2050. Najbardziej radykalne rozwiązanie proponuje Lewica, która chce jej całkowitego wyprowadzenia ze szkół. Nie jest to jednak takie proste, bo w konkordacie istnieją zapisy mówiące o tym, że jeśli są chętni, to państwo musi zapewnić naukę religii w szkole. Pytanie, czy to okno "chętnych" wystarczyłoby, by lekcje religii całkowicie wyniosły się ze szkół, czy nie należałoby raczej wypowiedzieć konkordatu lub renegocjować jego zapisy.

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne