0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Federico PARRA / AFPFot. Federico PARRA ...

W niedzielę Juan Pablo Guanipa, antychavistowski polityk i bliski współpracownik Maríi Coriny Machado, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla, wyszedł z więzienia, w którym przebywał od maja ubiegłego roku.

Były wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego został wtedy aresztowany w ramach fali aresztowań wymierzonych w sojuszników liderki opozycji. Minister spraw wewnętrznych reżimu, Diosdado Cabello, przekonywał wówczas, że Guanipa jest jednym z domniemanych „liderów” „siatki terrorystycznej”, która planowała „sabotaż” wyborów.

Teraz według agencji EFE po wyjściu zza krat Guanipa wsiadł na motocykl i poprowadził karawanę pojazdów do kilku więzień, aby wesprzeć rodziny więźniów politycznych, którzy nadal przebywają za kratami. Od ponad miesiąca – gdy Amerykanie schwytali dyktatora Nicolasa Maduro, rodziny uwięzionych czuwają pod aresztami w całym kraju. Guanipa zatrzymał się też na placu Madariaga, by świętować z tłumem sympatyków swoje uwolnienie. Towarzyszył mu m.in. inny zwolniony więzień polityczny profesor Jesús Armas, były dyrektor organizacji pozarządowej Ciudadanía Sin Límites (Obywatelstwo bez Granic).

„Wenezuela ma prawo być krajem wolnym i demokratycznym. Zgadzam się, że powinien nastąpić proces pojednania narodowego, ale z prawdą na pierwszym planie” – mówił Guanipa do zgromadzonych.

„Dziś, z większą siłą niż kiedykolwiek wcześniej, mówimy im z godnością, że nas nie złamali, że nie będziemy posłuszni i że od teraz czeka nas nieustanna walka, aż osiągniemy wolność. Dopóki Maria Corina Machado nie zostanie prezydentem Wenezueli i dopóki prawo każdego Wenezuelczyka do głosowania i wszelkie prawa człowieka nie będą respektowane” – krzyczał do tłumu prof. Armas.

Nim nastała północ reżim zareagował

Coraz śmielsze wystąpienia polityków opozycji sprowokowały reżim do działania. Tuż przed północą syn Guanipy oraz sama Machado poinformowali, że pod domem polityka zjawiła się grupa „uzbrojonych mężczyzn” w cywilnych ubraniach. Grozili mu bronią, a potem wyprowadzili go i zabrali w nieznanym kierunku. ”Żądam natychmiastowego dowodu życia i obarczam reżim odpowiedzialnością za wszystko, co stanie się z moim ojcem. Dość tych represji” – napisał syn Guanipy na platformie X.

A przebywająca na wygnaniu liderka opozycji, przemawiając przed Międzyamerykańską Komisją Praw Człowieka w Waszyngtonie, określiła wydarzenie jako demonstrację „terroru„ chavizmu. I kontynuowała: ”Jaka była zbrodnia Juana Pablo? Mówienie prawdy".

Dopiero kilka godzin później w odpowiedzi na zarzuty polityków opozycji Prokuratura Generalna Wenezueli ogłosiła, że „środek ostrożności” związany ze zwolnieniem polityka został uchylony. Powodem ma być „potwierdzone nieprzestrzeganie warunków” nałożonych przez sąd. Prokuratura zażądała aresztu domowego dla przedstawiciela opozycji.

„Są ludzie, którzy myślą, że są ponad prawem. Uważają się za lepszych, że mogą robić, co chcą. Nie są” – powiedział Cabello, szef MSW, który przed dwoma laty osobiście kierował operacją policyjną, która doprowadziła do schwytania Guanipy.

Wszystko to wydarzyło się kilka dni po tym, jak Zgromadzenie Narodowe (kontrolowane przez chavistów) przyjęło projekt ustawy o amnestii, pojednaniu i zjednoczeniu narodowym. I to już w pierwszym czytaniu.

„To niepokojący precedens. Aresztowanie Guanipy można interpretować jako sygnał, że oferowana przez chavizm amnestia nie jest amnestią pełną, lecz raczej częściową i warunkową. Czyli nastąpi pod warunkiem, że osoby zwolnione z więzienia nie będą wypowiadać się publicznie, nie będą uczestniczyć w działalności politycznej ani demonstracjach oraz nie będą swobodnie przemieszczać się po terytorium Wenezueli, pod groźbą ponownego pozbawienia wolności, jeśli naruszą którykolwiek z tych warunków” – mówi w rozmowie z OKO.press Alejandro Linares Mendoza, wenezuelski dziennikarz z Caracas.

Przeczytaj także:

Nowa amnestia, stare zwyczaje

Formalnie nowe prawo jeszcze nie weszło w życie, ale reżim uwolnił już blisko 400 osób uwięzionych z powodów politycznych. Obecnie – jak zapowiedział przewodniczący Jorge Rodriguez (brat tymczasowej prezydentki Delcy Rodriguz) – projekt ustawy jest konsultowany „z różnymi sektorami”. Potem Zgromadzenie Narodowe będzie debatowało nad ustawą drugi raz, choć jej przyjęcie to tylko formalność.

Projekt nie został udostępniony, znane jest tylko kilka dokumentów. Wiadomo, że nowe prawo zakłada masowe ułaskawienia obejmujące okres od 1999 (a więc jeszcze za czasów Hugo Chaveza) do 2026 roku – obejmie więc wszystkie masowe protesty, które wstrząsnęły krajem w latach 2007, 2014, 2017, 2019 i 2024. W ich wyniku zginęły dziesiątki osób, a tysiące zostały aresztowane.

Wedle założeń z więzień wyjdą osoby skazane za protesty przeciwko władzy. Amnestia obejmuje zarzuty podżegania do nielegalnych działań, stawiania oporu władzy, niszczenia mienia, buntu, zdrady i nielegalnego posiadania broni, a nawet „wyrażania opinii” w mediach społecznościowych. Warunkiem koniecznym jest, aby czyny te zostały popełnione w kontekście protestów politycznych. Objęci amnestią więźniowie mają odzyskać też status osób niekaranych.

Nowe prawo zakłada też, że pracownicy sektora publicznego zwolnieni z przyczyn politycznych odzyskają stanowiska. Ustawa gwarantuje też „bezpieczny i swobodny powrót przed prześladowaniami” Wenezuelczykom przebywającym za granicą. Znosi też zakazy nałożone na urzędników publicznych z powodów politycznych w latach 1999–2026. Przepis ten jest szczególnie istotny, bo do tego grona zalicza się choćby María Corina Machado, liderka opozycji i laureatka Pokojowej Nagrody Nobla. Reżim odebrał prawa wyborcze i zakazał kandydowania w wyborach prezydenckich przed dwoma laty.

Jak pisaliśmy w OKO.press, krytycy chavizmu alarmowali, by ustawę czytać między wierszami.

Ich zdaniem nowe prawo stanowi tylko „fasadę normalności dla Waszyngtonu”.

Prawo wyklucza z amnestii osoby ścigane lub skazane za poważne naruszenia praw człowieka, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne, umyślne zabójstwo, ale także za m.in. korupcję i handel narkotykami.

Tyle że przypadek Guanipy – jednego z trzydzieściorga uwolnionych w niedzielę (spośród nich sześć osób to bliscy współpracownicy Machado) pokazuje, że reżim chce kontrolować uwalnianych więźniów politycznych. Tajemnicą poliszynela jest, że polityka zatrzymano z powodu jego wystąpienia.

„Amnestia oznacza zapomnienie, unieważnienie postępowań sądowych, uchylenie wyroków, a nawet uchylenie przepisów, które ułatwiają nadużycia. Dlatego osoba, która została zwolniona po udzieleniu amnestii lub na mocy środka amnestyjnego, nie powinna wracać do więzienia, a tym bardziej za skorzystanie z przysługującego jej prawa do publicznego wyrażania swoich opinii” – komentuje Linares.

Zdaniem dziennikarza z Caracas to nie tylko „pośrednia wiadomość z ostrzeżeniem” do innych więźniów politycznych, którzy wyszli za krat.

"Aresztowanie Guanipy można interpretować jako walkę frakcyjną w samym chavizmie. Od dłuższego czasu chavizm nie jest strukturą monolityczną, a raczej organizacją polityczną, która ma kilku wewnętrznych liderów, kilka tendencji.

  • Z jednej strony stoją rodzeństwo Rodríguez.
  • Z drugiej szef MSW Diosdado Cabello. Jego frakcja robi wszystko, co w jej mocy, aby utrudnić proces amnestii, wręcz storpedować go" – kończy Linares.

Jak podkreśla wielu ekspertów, pierwszym krokiem do realnej transformacji demokratycznej powinna być reforma systemu wyborczego połączona z ogłoszeniem wyborów. Zgodnie z prawem Rodríguez została powołana na trzy miesiące jako tymczasowa prezydentka. Ten okres można jeszcze przedłużyć o kolejne 90 dni za zgodą Zgromadzenia Narodowego. Ale później Wenezuela powinna ogłosić wybory. Tyle że w wywiadzie dla konserwatywnego amerykańskiego portalu Newsmax Rodriguez przewodniczący Zgromadzenia Narodowego stwierdził, że

wybory „nie są planowane w krótkiej perspektywie”. Bo priorytetem rządu jest osiągnięcie „pełnej stabilności”.
;
Na zdjęciu Szymon Opryszek
Szymon Opryszek

Reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i Szkoły Ekopoetyki. Pisze na temat praw człowieka, kryzysu klimatycznego i migracji. Za cykl reportaży „Moja zbrodnia, to mój paszport” nagrodzony w 2021 roku Piórem Nadziei Amnesty International. Jako reporter pracował w Afryce, na Kaukazie i Ameryce Łacińskiej. Autor książki reporterskiej „Woda. Historia pewnego porwania”, (Wydawnictwo Poznańskie, 2023). Wspólnie z Marią Hawranek wydał książki „Tańczymy już tylko w Zaduszki” (Wydawnictwo Znak, 2016) oraz „Wyhoduj sobie wolność” (Wydawnictwo Czarne, 2018). Mieszka w Krakowie.

Komentarze