Do 435 tys. wzrosła liczba dzieci, które żyją poniżej minimum egzystencji. Powód: brak waloryzacji świadczeń rodzinnych. „Politykom brakuje wyobraźni” – komentuje prof. Ryszard Szarfenberg
W 2025 roku niemal dwa miliony Polek i Polaków żyło w skrajnym ubóstwie, czyli poniżej granicy minimum egzystencji — wynika z najnowszych danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny.
Odsetek osób, których nie stać na realizację podstawowych, niezbędnych do przeżycia potrzeb jak jedzenie czy zdrowie, wyniósł 5,3 proc. Rok wcześniej skrajne ubóstwo było na podobnym poziomie (5,2 proc.). W przypadku jednoosobowego gospodarstwa domowego granica skrajnego ubóstwa wynosiła pod koniec 2025 r. 1037 zł miesięcznie.
Problem widać wyraźniej gdzie indziej.
Na podstawie ogólnych danych GUS Europejska Sieć Przeciwdziałania Ubóstwu (EAPN Polska) obliczyła, ile polskich dzieci żyje w ekstremalnie trudnych bytowo warunkach. Z jej szacunków wynika, że skrajne ubóstwo wśród dzieci w ciągu roku wzrosło aż o 20 proc. W 2024 roku dzieci żyjących poniżej minimum egzystencji było 364,2 tys., w 2025 – 435 tys., czyli o 71 tys. więcej. To nadal mniej niż w 2023 roku, gdy skrajne ubóstwo było na szokująco wysokim poziomie i dotykało ponad pół miliona dzieci.
Dlaczego jednak w ostatnich latach dane dotyczące skrajnego ubóstwa spadają, żeby zaraz potem znów wzrosnąć?
Jak przypomina prof. Ryszard Szarfenberg z Uniwersytetu Warszawskiego, wzrost wskaźników w 2023 roku był drastyczny, bo zaniedbano waloryzację 500 plus i zasiłków rodzinnych na dzieci. „Mimo bardzo wysokiej inflacji, nie było reakcji ze strony państwa. Ochronna funkcja świadczeń była bardzo osłabiona” – tłumaczy ekspert.
„W 2024 roku rząd podniósł zasiłek wychowawczy z 500 do 800 zł. Co się stało? Mieliśmy wyraźny spadek skrajnego ubóstwa dzieci, bo na wzroście skorzystały najmocniej najbiedniejsze rodziny” – ocenia prof. Szarfenberg.
Nietrudno ustalić więc prosty wzór: waloryzacja świadczeń wyciąga z ubóstwa, jej brak — pogarsza sytuację materialną najuboższych rodzin. I z tego właśnie wynika tąpnięcie w 2025 roku.
„Przypominam, że zasiłki rodzinne są na tym samym poziomie od 2016 roku. Zasiłek wychowawczy niezmiennie wynosi 800 zł. A przecież oba świadczenia podlegają erozji. Oczywiście nie tak gwałtownej, jak w latach 2022-2023, gdy inflacja była wysoka, ale inflacja wciąż jest i nadal zjada te środki” – tłumaczy prof. Szarfenberg.
Jak wylicza prof. Szarfenberg, na początku funkcjonowania programu świadczenie 800 plus stanowiło 37 proc. płacy minimalnej, dziś jest to 20 proc.
„Nie waloryzując świadczenia wychowawczego, rząd ponosi porażkę. Jeśli politycy mówią, że nie mogą stale podnosić świadczeń, bo są w procedurze nadmiernego deficytu, bo potrzebują milionów na armię, to dlaczego nie podnoszą zasiłku rodzinnego? To byłoby 100 razy tańsze i skorzystałyby na tym tylko najbiedniejsze rodziny” – mówi ekspert.
„Politykom brakuje wyobraźni. Proporcjonalny uniwersalizm w świadczeniach polega na tym, że mamy filar powszechny, z którego mogą korzystać wszyscy oraz selektywny, skierowany do najuboższych. Oba świadczenia muszą się ze sobą łączyć” – dodaje.
Aktualnie system świadczeń jest nieskoordynowany. Świadczenie wychowawcze przysługuje na każde dziecko do ukończenia 18 r.ż. bez względu na dochód rodziny. Wynosi ono 800 zł miesięcznie i jest zarządzane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.
Za to zasiłek rodzinny zależy od dochodu, który nie może przekraczać 674 zł na członka rodziny (lub 764 zł, jeśli w rodzinie jest dziecko z niepełnosprawnością). I wynosi:
Do zasiłku przysługują również różnego rodzaju dodatki, np. z tytułu samotnego wychowywania dziecka (193 zł miesięcznie). Rząd dąży do integracji zasiłku rodzinnego z pomocą społeczną.
Według sieci EAPN lepsze byłoby połączenie obu świadczeń i zautomatyzowanie całego systemu wsparcia rodzin w ramach ZUS. „Docelowo powinniśmy mieć część powszechną, czyli dzisiejsze 800 zł, oraz część proporcjonalną, która rośnie wraz ze spadkiem dochodu. Natomiast integracja zasiłków z pomocą społeczną pomaga rodzinom, które już z tej pomocy korzystają. Nie rozszerza jednak puli osób uprawnionych do wsparcia” – mówi prof. Szerfenberg.
W 2025 roku odsetek ubóstwa relatywnego wśród Polek i Polaków wzrósł nieznacznie — z 13,3 do 13,5 proc. Granica ubóstwa relatywnego jest wyznaczana jako 50 proc. przeciętnych miesięcznych wydatków gospodarstw domowych. Dla gospodarstwa jednoosobowego odpowiadało to pod koniec 2025 r. kwocie 1332 zł miesięcznie. Pozwala to wskazać osoby, których poziom konsumpcji jest znacząco niższy od przeciętnego.
Największy wzrost dotyczył natomiast odsetka osób spełniających kryteria dochodowe uprawniające do korzystania z pomocy społecznej. To tzw., wskaźnik ubóstwa ustawowego. Po podniesieniu progów dochodowych od stycznia 2025 r. znacznie więcej osób kwalifikowało się do pomocy — wskaźnik wzrósł z 2,6 proc. do 8,1 proc.
Do końca 2024 r. prawo do świadczeń z pomocy społecznej przysługiwało osobom samotnym z dochodem nieprzekraczającym 776 zł miesięcznie, a w gospodarstwach wieloosobowych – 600 zł na osobę. Obecnie limity wynoszą odpowiednio 1010 zł oraz 823 zł na osobę.
Dla porównania, progi skrajnego ubóstwa obliczane przez Instytut Pracy i Praw Socjalnych wynosiły pod koniec 2025 roku:
To pokazuje, że mimo podniesienia progów, nadal część osób, które żyją poniżej granicy umożliwiającej przetrwanie, nie może liczyć na pomoc państwa.
Według raportu Poverty Watch w 2025 r. takich osób w Polsce było ok. 975 tysięcy.
Prof. Szarfenberg zwraca jednak uwagę, że wystarczyło podnieść próg dochodów uprawniający do korzystania z pomocy społecznej ledwie o 30 proc., żeby liczba osób, kwalifikujących się świadczeń wzrosła czterokrotnie.
„Dzięki podniesieniu progów zlikwidowaliśmy skandaliczną sytuację, w której poziom ubóstwa skrajnego był wyższy niż ustawowego. Oznaczało to, że ponad połowa osób żyjących w skrajnym ubóstwie nie była warta pomocy państwa” – mówi prof. Szarfenberg. „Jeśli rząd nie wprowadzi dorocznej waloryzacji, setki tysięcy osób znów wypadną z systemu wsparcia” – dodaje.
Teraz waloryzacja progów odbywa się co trzy lata, a koszty życia rosną nieubłaganie co roku. Resort rodziny chciał dorocznej waloryzacji. Projekt w tej sprawie jest gotowy, ale nigdy nie trafił do wykazu prac rządu. Hamulcowym zmian jest bowiem Ministerstwo Finansów, które twierdzi, że rozwiązanie jest zbyt kosztowne. A mowa o 700 mln zł rocznie.
Biorąc pod uwagę, że polska gospodarka jest warta 4 biliony zł, powinniśmy mówić, że to zaledwie 700 mln zł. Dla porównania, powszechne świadczenie wychowawcze, o którym pisaliśmy wyżej, kosztuje budżet państwa co roku 61-62 mld zł.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Komentarze