Ukraina nadal nie wznawia przesyłu ropy z Rosji do Europy Środkowej. Rurociąg „Przyjaźń” wymaga napraw – twierdzą Ukraińcy. To szantaż – grzmią Słowacy i Węgrzy. A ci ostatni wzmacniają napięcie i zatrzymują bankową furgonetkę z transportem pieniędzy do Ukrainy.
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietySłowacja i Węgry to ostatnie kraje, które w Europie chcą kurczowo trzymać się rosyjskiej ropy. Jest czytelne, jaka logika prześwieca rządzącym oraz obecnemu w obu krajach koncernowi MOL. Po pierwsze, po ropę z Rosji nie ustawiają się kolejki, jest mocno przeceniona, dzięki czemu można utrzymywać niższe ceny na stacjach. To z pewnością ułatwia utrzymywanie władzy populistom z obu krajów. Po drugie, do tamtejszych rafinerii można ją łatwo sprowadzać za pomocą rurociągu Przyjaźń, a instalacje w Bratysłatwie i Százhalombatta są dobrze przystosowane do przerobu rosyjskiego surowca.
Fico i Orbán często powtarzają, że tych rafinerii nie da się łatwo przystosować do przerobu innych gatunków ropy, że byłoby to kosztowne, wreszcie – że Słowacja i Węgry musiałyby poszukać nowych dostawców i przystosować się do nowej drogi transportu surowca.
Pod koniec stycznia stało się jasne, jak krótkowzroczna może być strategia. Przebiegający przez Ukrainę odcinek rurociągu „Przyjaźń” przestał działać. Jak informowali Ukraińcy: przez rosyjski atak, który uderzył w jego instalacje. Jak z coraz większą pewnością powtarzają Fico i Orbán: przez nieuzasadniony upór Ukraińców, którzy celowo zatrzymują rosyjskie dostawy. Operator ukraińskiej sieci przesyłowej utrzymywał do tej pory, że pracuje nad naprawą i po jej dokończeniu niezwłocznie włączy przesył. Napięcie na linii Kijów – Budapeszt – Bratysława mimo to rośnie, co z pewnością ma związek z nadchodzącymi wyborami na Węgrzech.
Oba kraje ustawiają się w coraz ostrzejszej opozycji do Kijowa, blokując 20. pakiet sankcji na Rosję i sprzeciwiając się udzieleniu Ukrainie unijnej pożyczki, opiewającej na 90 mld euro. W kampanii rządzącego Fideszu Ukraina jest pokazywana jako państwo wrogie, a Viktor Orbán jako polityk, który nie da wciągnąć Węgier w wojnę. Wobec zatrzymanych dostaw ze wschodu węgierski rząd zdecydował o zablokowaniu przesyłu surowców w drugą stronę.
Okazało się jednak, że to nie ostatni krok Węgier w kierunku ostrej dyplomatycznej eskalacji. W piątek (6.03) węgierscy antyterroryści zatrzymali na swoim terytorium pracowników ukraińskiego Oszczadbanku, przewożących z austriackiego oddziału banku Raiffeisen 40 milionów dolarów amerykańskich, 35 milionów euro i 9 kg złota. Służby przekazały, że zatrzymanie związane jest z podejrzeniem prania brudnych pieniędzy. Zdaniem Ukraińców podobne transporty mają miejsce niemal co tydzień i do tej pory nie budziły wątpliwości Węgrów. Orbán odpowiedział w państwowym radiu, że jego kraj został zmuszony do pokazania siły, i że będzie zatrzymywał tranzyt przebiegający przez Węgry do Ukrainy.
Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha stwierdził, że Węgrzy wzięli siedmiu pracowników banku jako zakładników.
“Jeśli to jest ta siła, o której mówił premier Viktor Orbán, to jest to siła grupy przestępczej. To terroryzm państwowy i wymuszenia” – ocenił Sybiha.
Piątkowe wydarzenia mogą znacznie utrudnić dogadanie się trzech stron sporu, choć wcześniej prezydent Wołodymyr Zełenski — choć niechętnie — dopuszczał przywrócenie przesyłu „Przyjaźnią”.
„Jeśli na szali jest pożyczka w wysokości 90 miliardów euro, to Ukraina mogłaby naprawić »Przyjaźń« w ciągu półtora miesiąca, chociaż obiektywnie nie widać żadnych powodów, by to robić – ani pod względem technicznym, ani pod względem zapewnienia bezpieczeństwa. Będę szczery: moim zdaniem, jak i zdaniem wielu europejskich przywódców, ten rurociąg nie powinien zostać naprawiony” – stwierdził Zełenski.
- Trudno powiedzieć, co dokładnie dzieje się na ukraińskim odcinku rurociągu “Przyjaźń”. Nie ma dokładnego komunikatu, jakie jego części zostały uszkodzone. Póki tego nie ma, trudno powiedzieć, jak długo mogłaby zająć naprawa. Może być tak, że w sprawie swoją rolę odgrywają kwestie polityczne – ocenia w rozmowie z OKO.press dr Michał Paszkowski, analityk rynku surowców z Instytutu Europy Środkowej.
Premier Słowacji Robert Fico stwierdził, że instalacje „Przyjaźni” są sprawne i że dokładnie widać to na zdjęciach satelitarnych, do których dotarły słowackie służby specjalne. „Zełenski uważa, że może szantażować Słowację i Węgry, choć nie do końca wiem, co chce tym uzyskać” – mówił szef rządu w Bratysławie. Zdjęciami satelitarnymi, które mają przedstawiać działające prawidłowo instalacje rurociągu, podzielił się później w mediach społecznościowych Viktor Orbán.
Po amerykańskim ataku na Iran Węgrzy i Słowacy przekonują, że są w potrzasku – bo nie otrzymują rosyjskiej ropy, a transport z krajów Zatoki Perskiej utrudnia praktyczna blokada Cieśniny Ormuz. Dlatego Bratysława i Budapeszt naciskają na Komisję Europejską, by ta wymogła na Ukraińcach wznowienie przesyłu. Wywierają też presję na Chorwatów, by ci dopuścili transport ropy pochodzącej z rosyjskich przez rurociąg Adria.
- MOL naciska na transport rosyjskiej ropy do terminala w Omišalj w Chorwacji i dalej rurociągiem Adria do rafinerii w Bratysławie i Százhalombatta. To skomplikowana sytuacja, a spółka JANAF, która kontroluje tę infrastrukturę, prowadzi analizy prawne i zastanawia się, czy ma prawo przyjąć te rosyjskie ładunki – mówi dr Paszkowski. – Rafineria, by działać, musi cały czas mieć dostawy do poziomu stu procent swojej wydajności. Każda jest też zoptymalizowana technicznie pod konkretny gatunek ropy. Słowacy i Węgrzy rozbudowywali swoje moce przerobowe, by jak najbardziej wydajnie przerabiać ropę rosyjską. Zmiana gatunku może wpłynąć na koszt działalności i marżę – twierdzi ekspert.
Nie oznacza to jednak, że zmiana używanego surowca zupełnie nie wchodzi w grę. Transporty ropy do Europy z krajów Zatoki Perskiej są też wciąż możliwe. Surowiec trafia do nas między innymi z terminalu w Janbu w Arabii Saudyjskiej, znajdującego się nad Morzem Czerwonym, stosunkowo niedaleko Kanału Sueskiego. Naftoport jest stosunkowo bezpieczny dzięki oddaleniu od południowej części Półwyspu Arabskiego i Jemenu, gdzie działa atakujący transporty przechodzące przez Morze Czerwone Ruch Huti. W ostatnich latach zdarzył się jeden atak na Janbu, który jednak nie przeszkodził w dalszym działaniu terminala. W transporcie surowca na Stary Kontynent pomaga też egipski rurociąg i tamtejsza baza logistyczna Sidi Kerir.
- Nie ma mowy w tym przypadku o wstrzymaniu dostaw, a Polska ma strategiczne rezerwy, które mogą wystarczyć na 90 dni. Są też sygnały wśród członków Międzynarodowej Agencji Energii, do której należymy, by można było kolektywnie uwolnić te zapasy. Tak było w 2022 roku, po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę – mówi nam Paszkowski.
Nie jest więc tak, że się nie da. Da się, ale z pewnością będzie drożej niż w przypadku mocno przecenionej rosyjskiej ropy.
- Z technicznego punktu widzenia na pewno lepiej przerabiać ten gatunek ropy, który się dobrze zna i utrzymuje stałe dostawy. Nie znaczy to jednak, że nie da się przystosować tych zakładów do zmiany kierunków dostaw. Były już zresztą dostawy nierosyjskiej ropy do rafinerii na Słowacji i Węgrzech. Chodzi jedynie o wolę polityczną i kwestie finansowe – wyjaśnia Paszkowski.
Surowiec z Rosji w pierwszym tygodniu marca nie był odporny na cenowe zwyżki, ale wciąż kosztował o wiele mniej niż będąca wyznacznikiem światowych stawek ropa Brent z Morza Północnego. Jej cena doszła w piątek do ponad 90 dolarów za baryłkę. Rosyjski odpowiednik – ropa Urals – osiągnął cenę 71 dolarów. To oficjalna rynkowa stawka, jednak eksperci twierdzą, że w rzeczywistości różnica w cenie może przekraczać nawet 30 dolarów na baryłce.
W spięciu pomiędzy Budapesztem, Bratysławą a Kijowem chodzi więc o pieniądze. Ich waga jest jednak różna.
W przypadku Słowacji i Węgier chodzi o utrzymanie niskich cen na stacjach, co ma zapewnić spokój rządzącym. To argument szczególnie ważny dla Orbána, który według sondaży w kwietniowych wyborach może stracić władzę na rzecz partii TISZA Pétera Magyara.
W przypadku Ukrainy chodzi o pieniądze, które są bezwzględnie potrzebne, aby państwo mogło przetrwać w wojennych warunkach. Warunki Węgrów i Słowaków są trudne do przyjęcia. Kijów może liczyć na odebranie unijnej pożyczki po odblokowaniu transportu rosyjskiej ropy do Europy Środkowej – a zatem pozwalając Rosji na dalszy zarobek, finansujący wojenną machinę Kremla.
Pat trwa, a obie strony stosują wyjątkowo ostrą retorykę. Prezydent Zełenski wyraził nadzieję, że nikt w UE nie będzie blokował pożyczki, dzięki której Ukraina będzie mogła nadal się bronić.
„W przeciwnym razie przekażemy adres tej osoby naszym siłom zbrojnym, naszym chłopakom. Niech może do tej osoby zadzwonią i przemówią do niej po swojemu” – mówił Zełenski w czwartek. Minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó odebrał te słowa jako oczywistą groźbę skierowaną do węgierskiego premiera. Zaledwie kilkanaście godzin później Węgrzy zatrzymali przedstawicieli ukraińskiego banku, mimo że ci mieli zezwolenie na transport pieniędzy i kruszców.
Na udzielenie pożyczki Ukrainie muszą zgodzić się wszystkie kraje Unii Europejskiej. Ursula von der Leyen zapowiada, że mimo wszystko będzie szukała alternatywnych sposobów na wsparcie Ukrainy tymi funduszami.
„Dostarczymy tę pożyczkę w ten czy inny sposób. Mówiąc wprost: mamy inne opcje, i z nich skorzystamy” – stwierdziła szefowa Komisji Europejskiej.
Zmiany w tekście: pierwotnie błędnie podano, że Janbu znajduje się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W rzeczywistości to saudyjskie miasto.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze