Słowacja i Węgry zablokowały 20. pakiet sankcji wobec Rosji, a rząd Viktora Orbána zapowiedział sprzeciw wobec unijnej pożyczki dla Ukrainy, opiewającej na 90 mld euro. Powód: wstrzymanie dostaw ropy z Rosji przez terytorium Ukrainy po rosyjskim ataku na rurociąg „Przyjaźń”
Bratysława i Budapeszt zaostrzają w ten sposób politykę sceptycyzmu wobec Kijowa, jednocześnie podtrzymując wyjątkowo ciepłe w porównaniu do unijnej średniej stosunki z Moskwą.
Najważniejszym punktem pakietu sankcji była blokada morskich dostaw rosyjskiej ropy i utrudnienie funkcjonowania tak zwanej „floty cieni”. To przestarzałe jednostki, których właścicieli trudno jednoznacznie zidentyfikować, pływające pod innymi niż rosyjską banderami i transportującymi rosyjskie surowce.
Surowce są główną osią sporu pomiędzy Węgrami i Słowacją a innymi krajami Wspólnoty. Oba kraje po wojnie podtrzymywały kontrakty na dostawy rosyjskiej ropy przez rurociąg „Przyjaźń”, które do 2022 roku stanowiły o zdecydowanej większości surowca przerabianego w tamtejszych rafineriach. W 2025 roku wartość ta w obu krajach wynosiła ok. 80 proc. Odbiorcą w obu przypadkach jest de facto jedno przedsiębiorstwo – państwowy, węgierski MOL, który kontroluje słowacki Slovnaft. Zarówno Orbán, jak i premier Słowacji Robert Fico przekonują, że bez rosyjskiej ropy sobie nie poradzą, a utrzymywanie dostaw jest kwestią bezpieczeństwa energetycznego.
Problem w tym, że pod koniec stycznia rosyjskie ataki uszkodziły ukraińską część „Przyjaźni”, a rosyjska ropa od niemal miesiąca nie płynie na Słowację i Węgry. Rurociąg jest wciąż poważnie uszkodzony i wymaga długotrwałych napraw – informowali 20 lutego przedstawiciele Ukrtransnafty, operatora ukraińskiej części „Przyjaźni”.
„Obecnie na różnych etapach są prace związane z ekspertyzami, stabilizacją stanu technicznego systemu oraz usuwaniem skutków wrogiego uderzenia. Prace awaryjno-odtworzeniowe prowadzone są z udziałem wyspecjalizowanych jednostek technicznych oraz specjalistycznego sprzętu” – oświadczały władze przedsiębiorstwa. Kijów jest pewien, że Rosjanie celowo uderzyli w rurociąg. Nie może zaskakiwać, że nie przekonuje to wykonujących przyjazne wobec Kremla ruchy Orbána i Ficy.
Obaj uznali, że przerwa w dostawach jest nieuzasadniona, oskarżając Ukraińców o „polityczny szantaż”.
Póki dostawy nie wrócą, będziemy blokować sankcje wobec Rosji – uznali szefowie rządów w Bratysławie i Budapeszcie.
„Dwa państwa członkowskie UE zostały narażone na ryzyko z powodu ich decyzji” – mówił Viktor Orbán, przekonując o winie Ukraińców i wzywając Komisję Europejską do interwencji. Na Słowacji rząd ogłosił stan wyjątkowy i przekazał Slovnaftowi ładunki ropy z rezerw strategicznych. Te mają też być naruszone przez Węgry, które grożą Ukrainie odwetowym wstrzymaniem przesyłu gazu i ropy przez swoje terytorium.
Oba kraje ratują się też zwiększeniem przesyłu przez rurociąg Adria, umożliwiającemu transportowanie ropy pochodzącej z tankowców docierających do Chorwacji.
„Bezpieczeństwo dostaw energii do kraju nigdy nie powinno być kwestią ideologiczną. Dlatego oczekujemy, że Chorwacja, w przeciwieństwie do Ukrainy, nie będzie zagrażać bezpieczeństwu dostaw ropy naftowej na Węgry i Słowację z powodów politycznych” – wezwał szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó. Ależ nie ma problemu – odpowiedzieli mu Chorwaci. Co więcej, problemu nie było i do tej pory.
Mimo to Węgrzy, zamiast starać się zwiększać przesył z Bałkanów, decydowali się na dalsze opieranie się na rosyjskich dostawach.
Chorwaci oferowali Węgrom i Słowacji pomoc już w lipcu 2024 roku, gdy Ukraina wstrzymała przesył z Rosji przez własne sankcje nałożone na koncern Łukoil.
„Chorwacja podkreśla gotowość do zwiększenia dostaw ropy do obu państw, co mogłoby w pełni pokryć zapotrzebowanie dwu działających tam rafinerii. Publicznie zadeklarował to 1 sierpnia chorwacki premier Andrej Plenković w liście skierowanym do szefów rządów Węgier i Słowacji oraz przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen. Węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó uznał jednak tę ofertę za »niewiarygodną«” – czytamy w analizie Ośrodka Studiów Wschodnich.
Słowacja i Węgry miały pięć lat na zmianę nastawienia. Obudziły się jednak z ręką w nocniku i próbują się ratować, jednak nie musi to oznaczać trwałego odwrotu od rosyjskiej ropy – mówi nam Ilona Gizińska, analityczka OSW specjalizująca się w polityce Węgier.
- Scenariusz trwałej zmiany kierunku dostaw jest dziś bardziej prawdopodobny niż w poprzednich latach, ale nie jest przesądzony. Budapeszt liczy, że po zakończeniu wojny relacje Zachodu z Rosją wrócą na dawne tory, w związku z czym dywersyfikacja źródeł dostaw gazu i ropy nie jest konieczna. Obecny kryzys – związany z ryzykiem zakłóceń tranzytu przez Ukrainę oraz napięciami politycznymi wokół rosyjskich dostaw – zwiększa presję na Budapeszt, by realnie przetestować alternatywy. Kluczowe znaczenie będzie miała trwałość zakłóceń oraz decyzje na poziomie UE – jeśli ograniczenia staną się systemowe, utrzymanie obecnego poziomu zależności może okazać się trudne – zaznacza ekspertka w rozmowie z OKO.press. Jak dodaje, węgierski MOL przez ostatnie lata próbował sięgać po dostawy z innych kierunków i rozpoznawać rynek. Nie był jednak w tym zbytnio zdeterminowany.
- Grupa MOL rozpoczęła dostosowywanie swojej rafinerii do przetwarzania szerszego wachlarza gatunków ropy oraz zwiększyła wykorzystanie alternatywnego kierunku dostaw przez rurociąg Adria. Jednocześnie jednak rosyjski surowiec nadal dominuje w imporcie, a w części okresów jego udział nawet wzrastał ze względu na korzystne warunki cenowe rosyjskiej ropy i związane z tym zyski dla koncernu MOL. Udział rosyjskiej ropy w imporcie na Węgry utrzymywał się w ostatnich latach na poziomie ok. 70–80 proc. całkowitego wolumenu dostaw ropy naftowej, a kluczową dla Węgier infrastrukturą pozostaje tranzyt południową nitką rurociągu „Przyjaźń”- wyjaśnia Gizińska.
Związki węgierskiego sektora energetycznego z Rosją sięgają poza dostawy „Przyjaźnią”. To zależny od Kremla Rosatom rozbudowuje węgierską elektrownię jądrową Paks. Tak mocne uzależnienie od Rosji jest krótkowzroczne, jednak może przynosić tymczasową korzyść. Chętnych na surowiec z tamtego kierunku ubywa. Kreml nie może liczyć na utrzymanie popytu w Indiach, które na początku roku, tuż przed podpisaniem umowy handlowej z Unią Europejską, ogłosiły odwrót od ropy z tamtego kierunku.
W styczniu 2026 rosyjskie wpływy z handlu na rynku naftowym wyniosły 5,12 mld dolarów, co oznacza spadek o 50 proc. względem tego samego miesiąca w zeszłym roku. Ponadto ukraińskie ataki utrudniają funkcjonowanie tamtejszych rafinerii, które straciły niemal 20 proc. mocy przerobowych. Baryłkę rosyjskiej ropy Urals można było dostać o nawet 20 dolarów taniej, niż ten sam ładunek pochodzącej z Morza Północnego ropy Brent – podawał Polski Instytut Ekonomiczny.
Na ruch Węgier w sprawie antyrosyjskich sankcji wpływa również krajowy kontekst polityczny. 12 kwietnia odbędą się tam wybory parlamentarne.
W kampanii rządzący w Budapeszcie Fidesz próbuje przedstawiać Ukrainę jako państwo nieprzyjazne.
Partia Orbána przekonuje, że jest gwarantem bezpieczeństwa, a nieprzychylne wobec Moskwy ruchy mogą wciągnąć państwa europejskie w wojnę – mimo że 19 poprzednich pakietów sankcyjnych, wsparcie finansowe dla walczącej Ukrainy, rozszerzanie ograniczeń na import węglowodorów i wciągnięcie na listę persona non grata wielu ważnych dla Kremla osobistości nie sprowadziło na Unię Europejską rosyjskiej agresji. Ponadto Węgrzy, podobnie jak Słowacy, nie powinni „płacić za wojnę” – twierdzą rządzący. Sprzeciw wobec sankcji wpisuje się więc w przedwyborczą narrację Orbán.
- Narracja o „ochronie Węgier przed skutkami wojny” i krytyka sankcji jako źródła problemów gospodarczych są istotnym elementem mobilizacji elektoratu Fideszu. W krótkim okresie – do wyborów – koszt polityczny wyraźnego ustępstwa mógłby być wysoki, zwłaszcza że przekaz antyeskalacyjny i sceptyczny wobec wsparcia Ukrainy jest silnie eksponowany. Dlatego bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz utrzymania twardej retoryki wewnątrz kraju przy jednoczesnym pozostawieniu przestrzeni do kompromisu na poziomie unijnym, jeśli pozwoli to rządowi przedstawić ewentualne ustępstwo jako obronę interesu narodowego – ocenia Ilona Gizińska.
Trwałą zmianę mogłaby przynieść zmiana polityczna na najwyższych szczeblach węgierskiej władzy, na którą wskazują sondaże. Te sugerują zwycięstwo ugrupowania TISZA pod wodzą Pétera Magyara.
- Kluczowe znaczenie będzie miała także sytuacja polityczna po wyborach w kwietniu. Jeśli Viktor Orbán utrzyma się u władzy, można oczekiwać kontynuacji pragmatycznego utrzymania współpracy z Rosją tak długo, jak będzie to możliwe. Z kolei ewentualne przejęcie władzy przez opozycyjną partię TISZA mogłoby oznaczać większą determinację w kierunku dywersyfikacji, zwłaszcza w kontekście deklarowanego ograniczania zależności energetycznej od Rosji i silniejszej koordynacji z polityką UE – podsumowuje Gizińska.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze