Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja GazetaAgnieszka Sadowska /...
31 sierpnia 2021

"Rząd wyeliminuje społeczną i medialną kontrolę" - mec. Wawrykiewicz o stanie wyjątkowym

"Kiedy w zeszłym roku były ewidentne przesłanki, stan nadzwyczajny nie został wprowadzony. A w sytuacji, kiedy nie ma takiego zagrożenia, rząd go wprowadza, żeby móc ograniczyć dopływ informacji" - mówi OKO.press Michał Wawrykiewicz, adwokat, współzałożyciel inicjatywy Wolne Sądy

Agata Szczęśniak, OKO.press: Czy rząd ma podstawę i powód, by wprowadzić stan wyjątkowy?

Michał Wawrykiewicz, Wolne Sądy: Patrząc na przesłanki konstytucyjne i ustawowe, nie znajduję w obecnej sytuacji przyczyn, by wprowadzić stan wyjątkowy. To, co mówił Mariusz Kamiński, nie przekonało mnie. Konstytucja i ustawa o stanie wyjątkowym mówią wyraźnie, że stan wyjątkowy można wprowadzić w sytuacji szczególnego zagrożenia. Co jest ważne: chodzi o zagrożenie, które nie może być usunięte przez użycie zwykłych środków konstytucyjnych, czyli za pomocą policji, straży granicznej czy wojska. Czyżby sytuacja była tak niebezpieczna, że te służby mogły nie podołać zadaniom?

Na granicy jest malutka grupka uchodźców, nie sądzę, żeby oni mogli stanowić poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa czy obywateli. Gdzie jest więc to szczególne niebezpieczeństwo, grożące naszemu państwu?

Wydaje się, że jedyną przyczyną decyzji o wprowadzeniu stanu wyjątkowego jest możliwość ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich. Swobody poruszania się, wolności słowa, komunikowania się, zgromadzeń, interwencji posłów czy organizacji społecznych itd. Przez wolność słowa mam na myśli dostęp mediów do relacjonowania zdarzeń na granicy, interwencji poselskich. To jest moim zdaniem motywacja rządzących do wprowadzenia bardzo poważnych restrykcji.

To pokazuje instrumentalne korzystanie z narzędzi konstytucyjnych. Kiedy w zeszłym roku były ewidentne przesłanki, stan nadzwyczajny nie został wprowadzony. [Chodziło wówczas o stan klęski żywiołowej w związku z epidemią - przyp. red.] A w sytuacji, kiedy nie ma takiego zagrożenia, rząd go wprowadza, żeby móc ograniczyć dopływ informacji.

Bo sytuacja jest niewygodna dla rządzących. Sytuacji na granicy przygląda się opinia publiczna na całym świecie. Rząd chce dać sobie możliwość bardzo surowego postępowania w pasie przygranicznym. Wprowadzić stan strachu przed wyimaginowanym zagrożeniem.

Jak zmierzyć, czy zagrożenie jest szczególne?

Rządzący muszą mówić, że to jest szczególne zagrożenie. Bo o tym mówi ustawa.

Ale zagrożenie jest kompletnie niesprecyzowane, moim zdaniem wyimaginowane. Mówią, że z drugiej strony może być użyta broń. Może dysponują wiedzą, która nie jest przekazywana społeczeństwu? Ale wątpię, żeby istniało aż takie zagrożenie.

Dochodzi tam do niestosowania się do kodeksu granicznego Schengen, który nakazuje w takiej sytuacji dopuszczenie osób znajdujących się na granicy do przejścia, umożliwienie im złożenia wniosku o azyl. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego i polskiego mamy bardzo długą listę naruszeń.

Mariusz Kamiński podkreślał, że ograniczenia nie dotkną mieszkańców pasa przygranicznego. Czy tak będzie?

Dla rządu problematyczne są media, interwencje z posłów, organizacji pozarządowych, pomocy humanitarnej, samorządu adwokackiego. To jest ten problem, z którym borykają się rządzący. Pewnie mieszkańców nie dotkną istotne restrykcje, choć nie do końca, zapewne zostanie ograniczona swoboda przemieszczania się, kontaktów z rodzinami. To będzie znaczyło, że nie będą mogli odwiedzać ich znajomi, krewni.

Poza tym samo wprowadzenie stanu nadzwyczajnego powoduje, że siły policyjne przemieszczają się na tym terytorium, ma się wrażenie konfliktu zbrojnego, jakiegoś poważnego zagrożenia, trwogi, ministrowi wymsknęło się nawet „stan wojenny”. To freudowska pomyłka. Może będzie ograniczona komunikacja telefoniczna, internetowa. Stan wyjątkowy dotknie więc zapewne też mieszkańców.

Restrykcje faktycznie będą dotyczyły tylko pasa przygranicznego?

W treści rozporządzenia musi zostać ściśle oznaczony teren, na którym ogłaszany jest stan wyjątkowy. Ten pas będzie terenem zamkniętym, do którego nie będzie dostępu osób z zewnątrz, mediów, posłów. Rząd skutecznie wyeliminuje społeczną i medialną kontrolę nad tym obszarem.

Minister Kamiński podkreślał, że chodzi o ochronę granic Unii Europejskiej.

Ochrona granic może być uzasadniona i jest uprawnieniem, a nawet zobowiązaniem rządu. Nie znamy skali rzeczywistego zagrożenia. Ale żeby wprowadzić stan wyjątkowy, muszą istnieć przesłanki – i to szczególne. Tu nie zostały wylistowane jakiekolwiek zagrożenia. Czy chodzi o tę grupę 32 uchodźców? Inne grupy uchodźców? Jakie?

W decyzji o wprowadzeniu stanu wyjątkowego pewną rolę odgrywa Sejm. Jaką?

W ciągu 48 godzin prezydent musi przedstawić Sejmowi to kuriozalne rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Sejm może je uchylić bezwzględną większością głosów. Tego nie należy się spodziewać.

Jaka może być reakcja międzynarodowa na decyzję rządu?

Z pewnością reakcja będzie. Będzie pokazywać, że polski rząd nie stosuje się do standardów konstytucyjnych. Wykracza daleko poza ramy określone w kryteriach prawa europejskiego, po raz kolejny pokazuje się jako rząd autokratyczny, nieszanujący praw i wolności, niestosujący się do wyroków i zabezpieczeń międzynarodowych.

Czy jest jakieś pole do reakcji dla obywateli?

Systemowo nie widzę instrumentu prawnego, który by umożliwiał zatrzymanie takich poczynań. Jednak w sytuacjach indywidualnych, gdy ten stan wyjątkowy będzie naruszał czyjeś prawa, gdyby media chciały się tam dostać, posłowie, adwokaci albo organizacje obywatelskie — interweniować, wtedy będzie możliwość odwołania się do sądu w sprawie faktycznych działań ze strony władz. Sądy będą mogły chociażby zastosować rozproszoną kontrolę konstytucyjna takiego rozporządzenia Prezydenta. Myślę, że prędzej czy później kontrola tej sytuacji znajdzie się w sądach.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne