0:00
Prawa autorskie: Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.plCezary Aszkielowicz ...
25 sierpnia 2022

Rzeko, nic się nie stało! Za Tuska też ginęły ryby. Propaganda ma pomysł, jak odwrócić uwagę od Odry

Zamiast skupić się na poszukiwaniu winnych śmierci Odry, rząd wynajduje zanieczyszczenia rzek, do których doszło za rządu Donalda Tuska. "Gdzie raporty, analizy?" - zastanawia się ministra klimatu. Raporty są, analizy są. Wystarczy 5 minut poszukiwań w internecie

Wydrukuj

26 sierpnia minie miesiąc od pierwszych doniesień o martwych rybach w Oławie. Niemal dwa miesiące od podobnego problemu na Kanale Gliwickim. Teorii wokół katastrofy na Odrze było sporo: od przyduchy, czyli zmniejszonej ilości tlenu w wodzie, przez niepotwierdzoną później rtęć, aż po finalną hipotezę: algi złote.

Algi złote pierwszy raz w Polsce

Jak pisaliśmy w OKO.press, zakwity alg rzadko zdarzają się w rzekach. Jeśli już do nich dochodzi, to w wysokich temperaturach. Ułatwiają to znacząco nawozy sztuczne, które spływają z pól do rzek. Sinice i glony co prawda wolą wody stojące i zasolone. Ale na Odrze nie brakuje zapór, kanałów i zbiorników, gdzie ruch wody jest niemal żaden. Zasolenie mógł zapewnić zrzut wód z kopalni.

Co więcej, algi złote nigdy wcześniej nie zostały zaobserwowane w Polsce. Wiemy jednak, że wydzielają toksyny, szkodliwe przede wszystkim dla ryb i mięczaków. Niewykluczone jednak, że katastrofę spowodowała kumulacja kilku czynników - a nie jedynie obecność alg złotych.

Wokół katastrofy ekologicznej na drugiej co do wielkości polskiej rzece wciąż jest bardzo dużo znaków zapytania. Wciąż nie wiemy, kto, kiedy i gdzie wpuścił do Odry duże ilości zasolonej wody. Wiemy za to, że straty dla ekosystemu są ogromne, a wędkarze i strażacy wyłowili z rzeki wiele kilkunasto-, a nawet kilkudziesięcioletnich ryb. Poza rybami w wodzie żyją przecież jeszcze małże i kijanki, których cierpienia nie widać gołym okiem - możliwe, że nigdy nie poznamy prawdziwej skali katastrofy.

Szukanie winnego

Wielokrotnie pisaliśmy, że rząd zareagował z ogromnym opóźnieniem. Premier Morawiecki o martwych rybach w Odrze dowiedział się 10 sierpnia, a Niemcy zostali powiadomieni dzień później. Państwowy Instytut Weterynaryjny początkowo odmawiał przyjęcia próbek z ryb, tłumacząc się rzekomym brakiem odczynów. Odczyny odnalazły się dopiero, kiedy wokół Odry wybuchła medialna burza.

Próbki wody zaczęto pobierać na początku sierpnia. Nie przyniosły żadnych odpowiedzi. Teraz jednak, kiedy na horyzoncie pojawiła się prawdopodobna teoria, potwierdzona wynikami badań z laboratoriów w Polsce, Niemczech, a także Czechach, rząd zaczyna szukać winnych i odwracać narrację do góry nogami.

Pierwszymi winnymi byli Niemcy i marszałek województwa lubuskiego Elżbieta Polak, która od niemieckiego ministra dowiedziała się o podwyższonych wynikach rtęci w jednej z próbek. Rząd próbował też przekonać opinię publiczną, że katastrofa ma przyczyny naturalne.

Teraz propaganda wpadła na nowy pomysł: znaleźć podobną rzeczną historię, która wydarzyła się za czasów, kiedy premierem był Donald Tusk.

Jak Tusk zabił ryby w Bugu

“Badamy i porównujemy podobne kryzysy na rzekach jak na Odrze. 2009 Bug i Narew 200 ton śniętych ryb. Przyczyna podana wtedy oficjalnie to najprawdopodobniej przyducha. Gdzie są raporty, badania, analizy tej katastrofy?” - pisała ministra klimatu Anna Moskwa na Twitterze.

“W 2009 roku media pisały, że z Bugu wyłowiono miliony śniętych ryb (200 ton). Czy wtedy aktywiści robili marsze »Martwego Bugu«? Czy wtedy zagraniczne media polskojęzyczne zrobiły panikę na cały kraj? Nie. Była cisza" - to poseł Prawa i Sprawiedliwości Kazimierz Smoliński na Albicli.

Wiceminister klimatu i środowiska Jacek Ozdoba w rozmowie z portalem dorzeczy.pl przekonywał, że „większe śnięcie ryb było w 2009 roku. Gdzie są badania, wyniki?”.

Europosłanka Anna Zalewska w telewizji wPolsce.pl: “Chciałabym zapytać, co ukrywał Donald Tusk w 2009 roku, gdy mieliśmy do czynienia z katastrofą ekologiczną na Bugu. Wtedy jako opozycja zachowywaliśmy się odpowiedzialnie”.

Z kolei doradca prezydenta Paweł Sałek uspokajał w porannej rozmowie w Polskim Radiu 24, że podobne sytuacje zdarzają się w Niemczech i Szwajcarii.

Było za Tuska, jest na Zachodzie, problem rozwiązany, można się rozejść.

Sęk w tym, że nowy pomysł rządu na odwracanie kota ogonem można obalić krótkim, nawet nieszczególnie pogłębionym przeszukaniem internetu.

Gdzie te raporty?

Cofnijmy się do 2009 roku. Na Bugu i jego dopływach - Włodawce i Krznie - pojawiły się martwe ryby, a mieszkańcy skarżyli się na nieprzyjemny zapach zgnilizny.

Pierwsze doniesienia pojawiły się pod koniec czerwca 2009. Tu od razu można odpowiedzieć na pytanie ministry Moskwy: “Gdzie są raporty?”. Jeden z takich raportów przygotował Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Lublinie i można go bardzo łatwo znaleźć w internetowych wyszukiwarkach.

W prawie 30-stronicowym opracowaniu Inspektorat informuje szczegółowo, kto, kiedy i co zgłaszał, a także jak WIOŚ na te zgłoszenia reagował. I tak dowiadujemy się, że pierwsze próbki z Krzny pobrano 28 czerwca, po zgłoszeniu zanieczyszczenia rzeki. 30 czerwca WIOŚ podał: “W dniu 30.06.2009 r. grupa terenowa dokonała oględzin terenu oraz poboru trzech prób wody z rzeki. Na powierzchni wody występowały opalizujące plamy. Nie stwierdzono śnięcia ryb. Wyniki badań wykazały niską zawartość tlenu rozpuszczonego w wodzie” - to fragment raportu.

Wojewoda reaguje, służby badają wodę

1 lipca urzędnicy pisali o nieprzyjemnym zapachu i rybach masowo wypływających wzdłuż brzegów. Po kilku dniach martwe ryby pojawiły się w Bugu. WIOŚ skontaktował się zarówno ze stroną ukraińską, jak i białoruską, informując o problemie.

Podobne doniesienia docierały znad Narwi. “W czwartek (9 lipca 2009) wyławiano ryby z Narwi w województwie podlaskim. Połów odbywał się w kilku miejscowościach. Straż szacuje, że tylko jednego dnia wyłowiono około tony śniętych ryb” - podawał "Kurier Poranny".

W internecie można znaleźć komunikat wojewody mazowieckiego z 10 lipca 2009. Czytamy w nim, że prewencyjnie zamknięto kąpieliska na Bugu i Zalew Zegrzyński na Narwi pod Warszawą. “Trwa akcja odławiania i utylizacji martwych ryb. Badania wykluczyły zagrożenie bakteriologiczne.

Nie ma niebezpieczeństwa skażenia ujęć wody pitnej na Mazowszu. Koordynacją działań zajmuje się zespół roboczy, powołany dziś przez Jacka Kozłowskiego wojewodę mazowieckiego, na posiedzeniu Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Najważniejsze jest teraz usuwanie martwych ryb.

Biorą w nim udział państwowa i ochotnicza straż pożarna, WOPR, Straż Rybacka, członkowie związków wędkarskich i Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej. Wojewoda przekaże 10 dodatkowych łodzi i 5 motorówek, a także maski z magazynów Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. Potrzebny jest też dodatkowy sprzęt (metalowe podbieraki, osęki, rękawice). Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska zadeklarował wsparcie finansowe tym samorządom, które nie będą go mogły kupić we własnym zakresie” - czytamy.

“Od razu, jak się tylko dowiedziałem, pojechałem nad rzekę” - mówił “Wyborczej” Jacek Kozłowski, ówczesny wojewoda mazowiecki.

Za mało tlenu w rzece

Również 10 lipca warszawski WIOŚ opublikował pierwsze wyniki badania wody z Narwi i Bugu.

“Minimalna progowa zawartość tlenu w wodzie powinna wynosić, ze względu na życie ryb, co najmniej 4 mg O2/dm3. Wyniki badań tlenu rozpuszczonego wykazują jego największe stężenie 4,96 O2/dm3 – (124 proc. minimalnej dopuszczalnej granicy) w wodach Narwi powyżej Zalewu Zegrzyńskiego przed dopływem Bugu. Zarówno Bug jak i Rządza (dopływ Narwi - od aut.) posiadają wody praktycznie odtlenione o śladowej zawartości rozpuszczonego tlenu: 0,06 mg O2/dm3 i 0,32 mg O2/dm3 – odpowiednio 1,5 proc. i 8,0 proc. wartości progowej” - poinformował WIOŚ.

Z komunikatów dowiadujemy się również, że śmierć ryb była związana z intensywnymi opadami, “które wywołały gwałtowne obszarowe spływy dużych ilości zanieczyszczeń organicznych z rolniczo użytkowanych terenów”. W ten sposób do rzek trafiła duża ilość materii organicznej, która wywołała procesy beztlenowe, nasilone dodatkowo przez wysoką temperaturę. Mówiąc inaczej: ryby się w tej wodzie po prostu udusiły.

Winny? Człowiek

"Już wcześniej mieliśmy do czynienia z dużym zanieczyszczeniem tych wód, spowodowanym m.in. spływającymi nawozami, małym natlenieniem. Mamy niestety za dużo terenów uprawnych w bezpośrednim sąsiedztwie zbiorników. Fachowo nazywamy to antropopresją, czyli zbyt dużym wpływem człowieka na wody” - mówił wtedy ichtiolog prof. Paweł Oglęcki.

W rozmowie z portalem wędkuję.pl podkreślał również, że takie sytuacje pokazują, jak bardzo potrzebna jest zmiana polityki gospodarowania wodami w Polsce.

Polityka, jeśli się zmieniła, to na jeszcze gorsze. Rząd próbuje odwrócić uwagę od Odry, wyciągając historie sprzed 13 lat, a zapomina o tym, że do dziś nie wiemy, co stało za katastrofą w Baryczy. Do której doszło w 2020 roku.

Śmierć Baryczy

1 lipca 2020 roku łowiący ryby w Baryczy wędkarze zgłosili służbom, że woda w rzece ma czarny kolor i gnijący zapach. To samo zaobserwował również pracownik Stawów Milickich, który patrolował brzeg rzeki. Natychmiast zdecydowano o zamknięciu wszystkich dopływów do rezerwatu, by dziwnie wyglądająca woda nie wlała się na ten cenny obszar.

Informacja o sytuacji została przekazana do dolnośląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i Wód Polskich. Tego samego dnia pobrano próbki wody. Wykluczono zagrożenie chemiczne, ale wykryto, że w wodzie niemal nie było tlenu. Zanieczyszczenie objęło 60-kilometrowy odcinek rzeki. Mogły tam zginąć nawet wszystkie ryby i inne zwierzęta wodne.

W lokalnych mediach pojawiały się różne hipotezy - w tym wylew ścieków z chlewni, dostanie się do wody nawozów organicznych i azotowych z pól uprawnych, a także zrzut ścieków z oczyszczalni w miejscowości Odolanów. Żadna z nich się nie potwierdziła.

Ministerstwo Środowiska i ówczesny szef resortu Michał Woś nie zainteresowali się tematem. 9 lipca 2020 roku OKO.press podało, że na ich stronach internetowych nie znalazła się nawet najmniejsza wzmianka o Baryczy.

Sejmik pomaga rzece

W sierpniu 2020 organizacja WWF pisała, że mieszkańcy pierwsze filmiki z zanieczyszczeniami płynącymi do Baryczy umieszczali w internecie już w czerwcu. “Instytucje państwowe opieszale rozpoczęły działania i do dziś nie znamy konkretnych ustaleń. Według WIOŚ zanieczyszczenia pochodzą ze spływów z terenów rolniczych - z podtopionego obornika, zalegającego siana i zgniłej roślinności. Instytucja potwierdza informacje o dużych zanieczyszczeniach w rejonie ubojni, lecz ocenia ich oddziaływanie jako niewielkie. Może dlatego, że inspektorzy WIOŚ pobrali próbki z kanału ubojni prawie po miesiącu od pierwszych sygnałów o przedostającym się stamtąd zanieczyszczeniu…”

WWF wspomina również, że finalnie Baryczy pomógł dolnośląski samorząd. Sejmik Województwa przekazał około 400 tys. zł na zakup pomp natleniających, które wsparły odradzanie się rzeki.

O Baryczy propaganda nie pamięta. Nie pamięta również o ostrzeżeniach, jakie Polsce wysyłała Komisja Europejska.

1183 aglomeracje bez systemu zbierania ścieków

Przypomniała o tym posłanka Polski 2050 Hanna Gil-Piątek. W swojej interpelacji, wysłanej do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, pisze o wezwaniu, jakie KE skierowała do władz Polski w 2018 roku - chodziło o nieprawidłowe odprowadzanie ścieków komunalnych do rzek.

“14 maja 2020 r. Komisja Europejska przekazała Polsce swoją uzasadnioną opinię, w której wskazała wprost: w Polsce 1 183 aglomeracje nie posiadają systemu zbierania ścieków komunalnych. Ponadto w 1 282 aglomeracjach ścieki komunalne wprowadzane do systemów zbierania nie podlegają odpowiedniemu oczyszczaniu przed odprowadzeniem. Wreszcie Polska nie zapewniła w 426 aglomeracjach bardziej rygorystycznego oczyszczania ścieków komunalnych wprowadzanych do systemów zbierania i odprowadzanych na obszary wrażliwe" - pisze posłanka. Dodaje również, że przez bezczynność władz KE 9 lutego 2022 skierowała skargę na Polskę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Cytuje też ostrzeżenia KE, według których dostawanie się nieoczyszczonych ścieków do rzek może powodować zagrożenie dla ekosystemu i mieszkańców.

“[Ścieki] zawierają takie składniki pokarmowe jak azot i fosfor, które mogą zanieczyszczać wody słodkie i środowisko morskie, ponieważ sprzyjają nadmiernemu wzrostowi alg, które hamują rozwój innych organizmów – proces ten zwany jest eutrofizacją" - ostrzegała Komisja.

W maju 2022 Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, czy Polska zrobiła jakieś postępy w gospodarce ściekami. Odpowiedź? “NIK ocenia negatywnie działania organów administracji publicznej i jednostek przez nie nadzorowanych w zakresie zapewnienia zbierania ścieków komunalnych i ich prawidłowego oczyszczania”.

Izba wylicza również, że za bezczynność w tej sprawie grozi nam nałożona przez TSUE kara w wysokości 6 mld euro.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne