02 października 2022

Sabotaż na Nord Stream - gigantyczny wyciek metanu nie zaszkodzi klimatowi. Ale jest inne zagrożenie

O ile sam wyciek klimatowi nie zagrozi, to jest on symptomem pogarszającego się – nomen omen – klimatu na rzecz wspólnego działania, by kryzys klimatyczny opanować. Zagrożone są poza tym inne rury, gazowce i zbiorniki

Ukraina, Unia Europejska, USA i NATO z jednej strony, Rosja z drugiej, oskarżają się wzajemnie o sprawstwo sabotażu gazociągów Nord Stream 1 i 2. Tymczasem z uszkodzonych podmorskich rur ulotnił się metan w prawdopodobnie największym w historii wycieku tego gazu.

Do uszkodzenia trzech z czterech nitek obydwu gazociągów doszło między 26 a 28 września 2022 w tzw. wyłącznych strefach ekonomicznych Danii i Szwecji. Szacunki dotyczące ilości gazu w uszkodzonych nitkach wahają się; Duńczycy ocenili je nawet na ok. 780 mln metrów sześciennych, co miało poskutkować ulotnieniem do atmosfery między 200 tys., a 400 tys. ton metanu. To więcej niż w przypadku wycieku w Aliso Canyon w Kalifornii w roku 2015, kiedy do atmosfery przedostało się ok. 100 tys. ton metanu.

Metan groźny, ale nietrwały

Metan to groźny gaz cieplarniany, niemniej jego wkład w dotychczasowy – od czasów rewolucji przemysłowej – wzrost temperatury Ziemi wynosi mniej więcej 0,3°C z ok. 1,2°C ocieplenia, z jakim mamy już do czynienia. Głównym czynnikiem szybkiego ocieplania się klimatu jest dwutlenek węgla.

„Szacuje się, że w wyniku działalności człowieka w ubiegłym roku do atmosfery zostało wyemitowanych 36 mld ton dwutlenku węgla; w tym samym okresie wyemitowano około 640 mln ton metanu. Czas przebywania metanu w atmosferze wynosi około dziewięciu lat, podczas gdy część emitowanego dziś dwutlenku węgla będzie ogrzewać planetę przez tysiące lat” – czytamy w analizie amerykańskiej Narodowej Agencji Badania Oceanu i Atmosfery (National Oceanic and Atmospheric Administration, NOAA).

Naukowcy są jednak zaniepokojeni szybkim tempem wzrostu emisji metanu – w 2013 roku wyniosły „tylko” połowę zeszłorocznych, ok. 330 mln ton. Niemniej pojedynczy – nawet największy w historii – wyciek tego gazu nie przyspieszy w żaden znaczący sposób kryzysu klimatycznego, mówi OKO.press Piotr Florek, polski klimatolog pracujący w brytyjskim MetOffice (odpowiedniku naszego IMGiW).

Wpływ na klimat znikomy

“Bezpośredni wpływ tego wycieku metanu na globalny klimat jest znikomy. W atmosferze już znajduje się około 5,5 mld ton metanu, według różnych szacunków w wyniku wycieku uciekło tego gazu może kilkaset tysięcy ton. Więc choć może to być największy punktowy wyciek metanu w historii i choć da się go wykryć satelitarnie - co generalnie nie jest takie proste - to w skali nawet całkowitych globalnych emisji ze źródeł przemysłowych, rolnictwa czy innych wycieków jest to niewiele” – mówi Piotr Florek.

„Przeliczając na zmiany średniej temperatury globalnej i nawet biorąc pod uwagę wysoką wartość tzw. potencjału cieplarnianego metanu, wyszłoby mniej niż dziesięciotysięczna część stopnia Celsjusza. Zatem większe znaczenie ma sama awaria – czy sabotaż - i to, co z tego zdarzenia wynika dla infrastruktury gazowej i szerzej energetycznej oraz konsumpcji gazu i innych paliw kopalnych w kolejnych dekadach” – dodaje Florek.

Czy to oznacza, że emisje metanu możemy zlekceważyć? Nie. Postępujące ocieplenie grozi nam gwałtownym przyspieszeniem emisji metanu ze zmarzlin Rosji, Kanady i Alaski. A to grozi tzw. dodatnim sprzężeniem zwrotnym, czyli sytuacją, w której rosnąca temperatura przyspiesza uwalnianie metanu, co z kolei przyspiesza wzrost temperatury, a ten z kolei – dalsze emisje metanu.

Na razie sytuacja jest „pod kontrolą”, ale – mówi Florek – „emisje metanu ze zmarzliny są bardzo prawdopodobnym i silnym sprzężeniem zwrotnym które może spowodować dodatkowe ocieplenie w przyszłości”.

Ale wzrasta świadomość zagrożenia, jakie niesie roztajanie zmarzliny, oraz – co jest sprawą dużo pilniejszą – tzw. niezadeklarowane emisje metanu z gazociągów w wyniku awarii, niedbalstwa bądź, jak najpewniej okazało się na Bałtyku, sabotażu.

Innymi istotnym źródłem metanu jest rolnictwo, a konkretnie krowy, u których metan jest produktem ubocznym trawienia (fachowo rzecz ujmując za portalem „Nauka o klimacie” jest to „emisja metanu pochodzącego z fermentacji materii organicznej we wnętrznościach przeżuwaczy).

Globalna redukcja o 30 proc.?

W trakcie ONZ-owskiego szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow w 2021 roku ponad 100 krajów podpisało porozumienie pod nazwą „Global Methane Pledge”, zobowiązując się do redukcji emisji metanu o 30 proc. do roku 2030 względem poziomu z roku 2020.

Porozumienie już na starcie okazało się ułomne, bo nie podpisały go Indie, Chiny i Rosja, aczkolwiek Chiny złożyły wspólną deklarację redukcji w porozumieniu z USA.

Realizacja Global Methane Pledge może zmniejszyć przewidywane do 2050 roku globalne ocieplenie o 0,28°C, oceniają naukowcy. Biorąc pod uwagę drastyczne różnice w skutkach ocieplenia o 1,5°C, a 2°C – to bardzo dużo.

Każda rura i gazowiec może być celem

Sam wyciek metanu ze zniszczonych nitek Nord Stream 1 i 2 nie będzie groźny dla klimatu. Niemniej prawdopodobny sabotaż infrastruktury gazowej może mieć inne złe skutki i jest właściwie memento, że odpowiedzią na kryzys energetyczny nie jest dalsze inwestowanie w infrastrukturę paliw kopalnych, byle pochodziły z krajów o minimalnie choćby lepszej reputacji niż Rosja.

„Każdy statek, platforma wiertnicza czy terminal LNG, których budowa właśnie przyspiesza, by uniezależnić się od rosyjskich dostaw, może być celem [ataku]. Kto twierdzi, że gaz jest niskoemisyjną czy tanią odpowiedzią na kryzys energetyczny, powinien zastanowić się nad wpływem sabotażu i konieczności ochrony [infrastruktury gazowej] przez wojsko na ostateczny koszt” – pisze portal Climate Home News, przypominając ataki na instalacje naftowe i gazowe w wielu zapalnych punktach globu: w Syrii, Mjanmie, czy Jemenie.

Robert Tomaszewski z think-tanku Polityka Insight spekuluje wręcz, że – jeśli sprawcą sabotażu Nord Stream był Kreml – celem może stać się także i polsko-duńsko-norweski gazociąg Baltic Pipe. „Wybuchy na Nord Stream mogą być sygnałem, że Rosja ma możliwości uderzenia w podwodne gazociągi, głównie w te łączące Europę z Norwegią” – powiedział Tomaszewski TOK FM.

Wojna Rosji przesuwa akcenty w debacie na temat przyszłości energetycznej świata – a więc także i dalszego przebiegu kryzysu klimatycznego, pisze portal Inside Climate News.

„Ta wroga dynamika stanowi poważne zagrożenie dla globalnych wysiłków na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych (…). W połączeniu z rosnącymi kosztami klęsk żywiołowych spowodowanych ociepleniem klimatu utrudnia to międzynarodową współpracę akurat wtedy, gdy naukowcy twierdzą, że jest to najbardziej potrzebne, aby zapobiec katastrofalnemu globalnemu ociepleniu do końca wieku” – czytamy.

Tymczasem ze 193 krajów-sygnatariuszy Porozumienia Paryskiego – według którego globalny wzrost temperatury ma zostać ograniczony do poniżej 2°C do końca wieku – bardziej zdecydowane plany redukcji emisji przedstawiło zaledwie 19.

Odpowiedzią na spotęgowany wojną zastój powinien być – według wielu - zdecydowany zwrot w kierunku energii odnawialnej, przede wszystkim słonecznej i wiatrowej.

Ta wizja również nie jest wolna od sporów, a jedną z ich głównych osi jest rola energetyki jądrowej w zdominowanym przez odnawialne źródła energii miksie energetycznym – to jednak temat na osobny artykuł.

Udostępnij:

Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: <a href="https://twitter.com/WojciechKosc"> https://twitter.com/WojciechKosc</a>

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne