5 września 2017 Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, które akceptuje tezę o rzekomej zemście Wojskowych Służb Informacyjnych na Antonim Macierewiczu w latach 2006-07. Wedle tej tezy, ofiarą WSI miał paść też prawicowy dziennikarz Wojciech Sumliński, którego prokurator do końca oskarżał o korupcję

Postanowienie Sądu Najwyższego kończy jedną z bardziej zawikłanych spraw, która swój początek miała za pierwszych rządów PiS. Rozgrzewała ona prawicowych publicystów, gdy Polską rządziła PO z PSL. Dała też przyczynek do ataku na Bronisława Komorowskiego, który w tym procesie został przesłuchany jako świadek. I w jakimś stopniu przyczyniła się do jego przegranej w wyborach prezydenckich w 2015 roku (przed nimi Wojciech Sumliński wydał głośną książkę, w której sugerował związki Komorowskiego z WSI).



Oskarżenie o korupcję

Przypomnijmy: Sumliński został oskarżony o to, że na przełomie 2006 i 2007 roku, za rządów koalicji PiS-LPR-Samoobrona,

powoływał się na wpływy w komisji weryfikacyjnej WSI i za łapówkę (200 tys. zł) podjął się załatwienia pozytywnej weryfikacji dla pułkownika Leszka Tobiasza, byłego oficera WSI.

Według prokuratury Sumliński i Aleksander Lichocki (były agent komunistycznej Wojskowej Służby Wewnętrznej, poprzedniczki WSI) mieli być pośrednikami, przez których Tobiasz chciał dotrzeć do członków komisji weryfikacyjnej. Szefem komisji był wówczas Antoni Macierewicz.

Dziennikarz, jak twierdziła prokuratura, pomógł w zorganizowaniu spotkania Tobiasza z historykiem Leszkiem Pietrzakiem, członkiem komisji weryfikacyjnej. Głównymi dowodami prokuratury były zeznania i nagrania zrobione przez Tobiasza oraz wyjaśnienia Lichockiego, który przyznał się i poszedł na współpracę ze śledczymi.

Sumliński się nie przyznał. Według jego linii obrony – funkcjonariusze WSI wymyślili łapówkę, a cała historia była prowokacją, która miała uderzyć w komisję weryfikacyjną i w niego.

Choć miał zażyłe relacje z Lichockim (byłym agentem WSW) – tłumaczył, że prowadził z nim grę, bo chciał uzyskać informacje o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. W obronę wzięły go prawicowe media. Przekonywały, że Sumliński padł ofiarą intrygi pułkownika Tobiasza.

Tyle, że Sumliński i Lichocki byli podsłuchiwani przez służby, w tym przez Centralne Biuro Antykorupcyjne Mariusza Kamińskiego. I na podstawie materiałów zebranych przez CBA zrobiono im jeszcze jedną sprawę – o ustawienie awansu w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

W grudniu 2015 roku Sądu Rejonowego Warszawa-Wola uniewinnił Sumlińskiego, ale Lichockiego skazał na cztery lata więzienia.

Sędzia przyjął, że Lichocki zgodził się na łapówkę od pułkownika Tobiasza, ale pieniądze zatrzymał dla siebie, a nie przekazał dalej, członkom komisji weryfikacyjnej. Sumlińskiego zaś oczyścił, uznając, że dziennikarz został pomówiony.

Zeznania Tobiasza i Lichockiego sędzia uznał za niewiarygodne. Przyjął, że Tobiasz nie był zainteresowany weryfikacją przed komisją, tylko nagraniem rozmów. Postawił tezę, że Tobiasz i Lichocki uczestniczyli w nielegalnej grze operacyjnej przeciwko członkom komisji weryfikującej WSI, która miała uwikłać ich w korupcję i skompromitować.

Sędzia przyjął też, że członek komisji – historyk Leszek Pietrzak spotykał się z Tobiaszem ponieważ podjął z nim grę, by wyciągnąć od niego informacje o działalności WSI. Według niego całą „aferę” chcieli wykorzystać politycy PO.

Dowodów na spisek byłych agentów WSI i WSW wymierzonych w komisję weryfikacyjną, ani udział PO w sprawie sędzia jednak nie podał.



Wycofana kasacja

We wtorek SN zakończył tę sprawę, oddalając kasację obrońcy Aleksandra Lichockiego i kasację prokuratora złożoną na jego korzyść. Uznał za bezzasadne zarzuty, że sądy pierwszej instancji i odwoławczy – które skazały Lichockiego na 4 lata więzienia – dokonały błędnych ustaleń.

Sąd Najwyższy nie badał zasadności uniewinnienia Sumlińskiego. Bo jak ujawniliśmy wcześniej w OKO.press, naczelnik mazowieckiego wydziału zamiejscowego departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej na polecenie przełożonych wycofał kasację prokuratury (która była na niekorzyść Sumlińskiego).

Wcześniej Andrzej Michalski – prokurator prowadzący sprawę i autor kasacji, odmówił jej wycofania. Prokuratura chciała również wycofać kasację na korzyść Lichockiego. Nie udało się to, bo musiałaby mieć na to jego zgodę, a nie miała.

Gdy OKO.press ujawniło sprawę polecenia wycofania z SN kasacji wobec Sumlińskiego, Prokuratura Krajowa zapewniała, że nie było żadnych nacisków w tej sprawie, a kasację wycofano, bo uznano ją za niezasadną.



Sąd Najwyższy: teza o prowokacji wynikała z procesu

5 września SN w ustnym uzasadnieniu postanowienia wyjaśniał, że sąd pierwszej instancji prawidłowo uzasadnił swój wyrok z tezą o prowokacji wymierzonej w Antoniego Macierewicza.

Co może oznaczać, że akceptuje też uniewinnienie Sumlińskiego.

SN uznał, że bezzasadny jest zarzut prokuratora z kasacji – że sędzia uniewinniając Sumlińskiego dopasował dowody do tezy o prowokacji WSI. Sąd stwierdził, że taka teza wynikła z przeprowadzonego procesu.

To orzeczenie kończy proces. Teraz sąd powinien wezwać Lichockiego do odbycia kary. Czy tak się stanie – nie wiadomo, bo były agent WSW jest poważnie chory.

Obrońca Sumlińskiego w procesie karnym mec. Waldemar Puławski jest teraz jednym z zastępców Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry. Zajmuje się pionem wojskowym.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Masz cynk?