Legendarny działacz "Solidarności" nie będzie ukarany za wyrywanie się policji podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej. Kary chciała prokuratura. Stołeczny sąd orzekł jednak, że czyn Frasyniuka ma znikomą szkodliwość społeczną i umorzył sprawę

Taki wyrok wydał Sąd Okręgowy w Warszawie, który we wtorek 3 marca 2020 prawomocnie zakończył sprawę oskarżenia przez prokuraturę Władysława Frasyniuka.

Działacz podziemnej „Solidarności” był oskarżony o naruszenie nietykalności dwóch policjantów ochraniających miesięcznicę smoleńską 10 czerwca 2017 roku. Frasyniuk, wraz z grupą kilkuset osób – w tym z Obywatelami RP – stanął wtedy na trasie pochodu smoleńskiego, by w ten sposób zaprotestować przeciwko zawłaszczaniu przestrzeni publicznej przez PiS i przeciwko niekonstytucyjnej ustawie o zgromadzeniach (która uprzywilejowała miesięcznice smoleńskie).

Do blokady przemarszu jednak nie doszło, bo policja usunęła wcześniej z ulicy uczestników kontrmiesięcznicy, w tym Frasyniuka. Wszystkich potem otoczono i długo spisywano. To wtedy, zdaniem prokuratury, Frasyniuk miał naruszyć nietykalność dwóch funkcjonariuszy.

Niezasadne kajdanki dla Frasyniuka

Jak wynika z aktu oskarżenia, jednego policjanta Frasyniuk kopnął w czasie, gdy wynoszono go za ręce. Drugiego policjanta szturchnął barkiem, gdy próbował przedrzeć się przez kordon policji otaczający obywateli wyniesionych z trasy przemarszu miesięcznicy.

Za to Frasyniukowi prokuratura zrobiła sprawę karną. By postawić mu zarzuty zatrzymano go w jego mieszkaniu we Wrocławiu po godzinie 06:00 rano i skutego kajdankami przewieziono do prokuratury (Frasyniuk celowo w ramach nieposłuszeństwa obywatelskiego nie stawiał się na wezwania śledczych). Potem sąd orzekł, że skucie go kajdankami było niezasadne.

Wyrok w sądzie pierwszej instancji w sprawie oskarżenia za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów zapadł w lipcu 2019 roku. Stołeczny sąd rejonowy orzekł, że Frasyniuk naruszył nietykalność, ale warunkowo umorzył sprawę na rok próby z powodu niskiej szkodliwości społecznej czynu. Sąd uznał jednak, że ta szkodliwość nie jest na tyle niska, by wyłączyć odpowiedzialność karną Frasyniuka.

Od tego wyroku odwołała się prokuratura, żądając kary oraz obrońcy – wnosząc o uniewinnienie lub całkowite umorzenie sprawy. Frasyniuk w procesie przekonywał bowiem, że stosował bierny opór.

Sąd okręgowy zmienia wyrok

We wtorek 3 marca Sąd Okręgowy w Warszawie, działając jako sąd odwoławczy, wydał prawomocne orzeczenie. Sędzia Urszula Myśliwska uchyliła wyrok pierwszej instancji i umorzyła sprawę z powodu znikomej szkodliwości czynu Władysława Frasyniuka. Sąd co do zasady zgodził się z wyrokiem sądu rejonowego i ustaleniem przebiegu sprawy. Inaczej jednak ocenił stopień społecznej szkodliwości.

Sędzia Urszula Myśliwska w ustnym uzasadnieniu wyroku podkreślała, że nie ma przyzwolenia na naruszanie nietykalności cielesnej policjantów, ale każda sprawa musi być oceniana indywidualnie. „A priori nie można zakładać, że każde naruszenie tej nietykalności jest przestępstwem” – zaznaczała sędzia.

Uznała, że zarzucane Frasyniukowi czyny faktycznie miały miejsce, co potwierdzają nagrania z kontrmiesięcznicy oraz zeznania policjantów. Uznała też, że jego zachowanie wypełnia znamiona przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej policjantów. Ale sąd orzekł, że to nie było przestępstwo, bo czyn Frasyniuka nie spowodował negatywnych następstw dla policjantów. Nie uderzył też w ważne wartości społeczne. Czyli nie był szkodliwy społecznie.

Sędzia Urszula Myśliwska

Sędzia w uzasadnieniu wyroku zaznaczała, że początkowo policjanci sami nie czuli się w żaden sposób poszkodowani, ani nie uważali, że Frasyniuk ich zaatakował. Bo nie złożyli od razu na niego zawiadomienia.

Z uzasadnienia wyroku sądu można wnioskować, że do złożenia skarg nakłonili ich przełożeni. Bo policjanci nie złożyli ich od razu.

Sprawie tej też nadano wysoką rangę. Bo jak zauważył sąd w uzasadnieniu wyroku, śledztwo prowadziła nie prokuratura rejonowa, która zajmuje się takimi sprawami, tylko Prokuratura Okręgowa w Warszawie. I co zaskakujące, zajmował się tym wydział do zwalczania przestępczości gospodarczej.

Sąd odwoławczy umarzając sprawę nie zbagatelizował prawnej ochrony policjantów. Uznał jedynie, że czyn Frasyniuka nie był wybrykiem chuligańskim. Sędzia zaznaczała, że jego zachowanie wynikało z przebiegu demonstracji. Był tam tłum i emocje. Sędzia uzasadniała, że Frasyniuk chciał się przedrzeć do swojej grupy i nie chciał być wyniesiony przez policję. Więc wierzgał nogami.

Sąd rozważał, czy można zakwalifikować to jako obywatelskie nieposłuszeństwo. Oceniał czy Frasyniuk realizował społecznie uzasadniony cel oraz czy był z jego strony brak agresji i przemocy. I uznał, że o ile cel społeczny był – obywatele z kontrmiesięcznicy bronili konstytucji – to jednak naruszono nietykalność policjantów.

Obrońcy Władysława Frasyniuka podczas ogłaszania wyroku. Na pierwszym planie adwokat Piotr Schramm.

Frasyniuk będzie miał jeszcze jeden proces

Za próbę blokady miesięcznicy z 10 czerwca 2017 roku Frasyniuk miał jeszcze wytoczone przez policję dwie sprawy o wykroczenie. Pod koniec kwietnia 2018 roku sąd umorzył postępowanie wobec niego i grupy osób. Stołeczna policja stawiała im po dwa zarzuty złamania kodeksu wykroczeń: opóźnienia o kilka minut pochodu smoleńskiego oraz niezastosowania się do wezwań o rozejście się.

Ale stołeczny sąd orzekł, że zachowanie uczestników blokady nie nosiło znamion wykroczenia. Sąd uznał próbę zablokowania miesięcznicy przez legendę „Solidarności” i pozostałe osoby za dopuszczalną formę protestu przeciwko prawu uchwalonemu przez PiS.

Sąd też po raz pierwszy ocenił wtedy, że wytaczanie procesów za antyrządowe protesty „nie ma uzasadnienia i stanowi nieproporcjonalną reakcję państwa”, które może zniechęcać do protestów. Orzeczenie to wydał sędzia Łukasz Biliński.

Wyrok ten został potem uchylony do ponownego rozpoznania. Sprawa czeka na wyznaczenie terminu.

Władysław Frasyniuk miał też jeszcze sprawę o wykroczenie. W kwietniu 2018 roku sąd wyłączył do odrębnego rozpoznania zarzut wprowadzenia w błąd policjanta. Frasyniuk dla żartu podczas legitymowania – już po wyniesieniu przez policję – podał mu nie swoje dane. Mówił, że nazywa się „Jan Józef Grzyb”. To był jego pseudonim z czasów PRL-u. Ale policja na żartach się nie poznała. Sąd rejonowy uniewinnił jednak Frasyniuka w sierpniu 2018 roku. Wyrok wydał sędzia Łukasz Biliński. Wyrok ten utrzymał w mocy sąd odwoławczy.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

  1. Wojciech M.

    No, tym Grzybem Frasyniuk mocno pograł pisowi na nosie… Widać, stare pseudonimy ich wkurw…ją, bo tak bardzo PiS nie chce być PRLem, a wychodź na to, że jest…

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press