0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Piotr Skornicki / Agencja GazetaPiotr Skornicki / Ag...

Czernikowo to niewielka gmina wiejska pod Toruniem w województwie kujawsko-pomorskim. Mieszka w niej 9 tys. osób, w samej wsi - 3 tys. 28 października o miejscowości usłyszała cała Polska. To właśnie tam do protestujących przechodzących obok plebanii przy kościele św. Bartłomieja wyszedł proboszcz. W rękach trzymał myśliwski sztucer. Z relacji policji wynika, że groził nie tylko mijającym go mieszkańcom, ale też funkcjonariuszom.

Jak poinformował "Poza Toruń" 53-letni mężczyzna został zatrzymany, a policja zabezpieczyła sześć sztuk broni. Wobec księdza toczy się postępowanie ws. użycia gróźb karalnych wobec policjantów. Grożą mu nawet 2 lata więzienia. Od duchownego odcięła się już kuria. Biskup włocławski Wiesław Mering podjął decyzję o zawieszeniu księdza w obowiązkach proboszcza aż do czasu wyjaśnienia sprawy.

"Zachowanie księdza proboszcza było niedopuszczalne, dalekie od ewangelicznych zasad, i w diecezji włocławskiej nie ma na nie zgody"

- czytamy w oficjalnym komunikacie.

Opinia publiczna skupiając się na niebezpiecznym ekscesie z udziałem księdza zapomniała jednak odnotować, że 28 października w Czerniakowie odbył się pierwszy w historii gminy protest. Na ulice wyszło co najmniej 250 osób. Co uruchomiło mieszkańców do zrywu?

Krzyk bezsilnych i bezbronnych

"Sami siebie zaskoczyliśmy" - mówi OKO.press Sylwia, mieszkanka gminy Czernikowo. "Nawet w czasach komuny na strajk jeździło się do większych miast. Tym razem chciałyśmy pokazać, że wszędzie, nawet w małych społecznościach, są kobiety, które wyrażają sprzeciw" - mówi Monika, inna uczestniczka protestu.

Mieszkańcy gminy, tak jak w wielu miejscach w Polsce, na spacer ulicami wsi skrzyknęli się na facebooku. "Zapraszałyśmy znajomych i rodzinę, udostępniałyśmy wydarzenie, ale chętnych nie było wielu. Dla naszego pokolenia 30-latków to pierwszy taki masowy zryw. Muszę przyznać, że podchodziłam z dużą niepewnością do tego protestu, ale odzew był niesamowity" - opowiada Sylwia.

Na ulicach zgromadziło się co najmniej 250 osób. Ludzie przynieśli transparenty z logiem strajku, protestujące na maseczkach miały narysowane błyskawice. Część osób wzięła też parasolki. "Niektórzy dołączali w trakcie. Można powiedzieć, że każdy brał ze sobą to, co akurat miał pod ręką" - opowiada Sylwia.

Przeczytaj także:

Manifestacja była spokojna. Nie było przemówień, ale ludzie ośmielili się do skandowania haseł. Młodsi woleli: "Jebać PiS". Starsi dystansowali się od wulgaryzmów. Chętniej wykrzykiwali: "Wolność słowa, wolność dla kobiet", "Wara od mojej macicy", "Walczcie z wirusem nie z kobietami, "Czernikowo jest kobietą".

"Byli wszyscy, starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni, rolnicy i ci, którzy pracują we Włocławku czy Toruniu" - opowiada Sylwia. Co ich połączyło? "Ogólny wkurw. Dla kobiet kluczowa jest aborcja, szczególnie dla tych, które mają doświadczenie ciąży i macierzyństwa. Rolnicy są wściekli po ogłoszeniu Piątki Kaczyńskiego. Chyba wszyscy widzą też nieudolność i cynizm tej władzy. Wybory Sasina, wadliwe respiratory, przekręty, dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, bezprawne zatrzymania".

Monika też uważa, że w ludziach wybuchło napięcie, które długo ukrywali. "Wszyscy martwią się o byt. Są zdołowani epidemią, izolacją, niepewnością, a rząd dodatkowo odbiera nam, kobietom, ale też całym rodzinom, wolność decydowania o sobie w zgodzie z własnymi sumieniem. Nikt nie ma prawa czuć się więziony. Władza poszła tak daleko, że ludzie sięgnęli po ostateczność. Bo tym dla nas, na wsi jest wyjście na ulice. Także język tych manifestacji, często bardzo bezpośredni i podstawowy, jest tego wyrazem. To nie wulgarność, to krzyk bezsilnych i bezbronnych".

"Kobiety znów będą zdane same na siebie"

Sylwia nie była zaskoczona wyrokiem. "To jak miecz Damoklesa wiszący nad głową" - mówi. Najpierw było rozgoryczenie, potem przyszła złość. "Rządzący chyba nie zdawali sobie sprawy, co zrobili. Dziś krzyczą o wulgarnych nastolatkach, zapominając, że młodych to też dotyczy. Nawet jeśli jeszcze dziś nie potrzebują aborcji, to niedługo być może będą. I co? Mają nie wyrażać swoich opinii? Niby dlaczego? Gdy rządowi wygodnie to mówi o nich "dzieci". A za chwilę nazywa ich wandalami i zastrasza nastoletnie organizatorki strajków".

Monika wciąż nie może uwierzyć, że wprowadzono tak drakońskie prawo. "Pierwsza myśl? Że majętne kobiety będą wyjeżdżać za granicę, a te, które nie mają środków, znów będą zdane same na siebie. Przecież wiemy, co dzieje się w takich rodzinach. Związki się rozpadają, kobiety popadają w depresję, dzieci cierpią. Nikt im nie pomaga, nikt się nimi nie interesuje. Przeciwnicy zarzucają nam, że my tylko o tej aborcji. Nie, my mówimy szerzej o polityce społecznej. O tym, że państwo ludzi porzuca. A choć ja jestem za prawem do wyboru, to cała sprawa nie jest zero jedynkowa".

Sylwia również jest zwolenniczką liberalizacji prawa aborcyjnego. Na ulice równie mocno wypchnęła ją niechęć do "Pana Kaczyńskiego" i rządu. "Mam dosyć tego, jakich ludzi obsadzają na stanowiskach. Mam dosyć tego, jak rozmontowali edukację i naukę. Dziś minister Czarnek zapowiada represje wobec uczelni, które przyłączyły się do strajku - skandal. Rzecznikiem Praw Obywatelskich ma zostać poseł, który chce torturować kobiety - skandal".

Ksiądz zamordysta

Większość protestujących o ataku księdza na manifestujących i policję dowiedziała się po zakończeniu protestu. "Zdążyliśmy minąć plebanię i wtedy on wyskoczył ze sztucerem. Widziały to głównie osoby, które szły na końcu pochodu. Akurat ludzie szli też na różaniec, wśród nich dzieci" - opowiada Monika. "Może ksiądz poczuł się zagrożony, a może zachęcony orędziem Kaczyńskiego?" - dodaje Sylwia.

Jak słyszymy, proboszcz to osoba, której nie da się nie znać. Stał się też bohaterem wielu tekstów prasowych. Już w 2013 roku tygodnik "Polityka" opisywał jak dyscyplinuje mieszkańców, by dokładali się do wydatków kościoła. Na tacę pieniądze wrzuca się w kopertach podpisanych imieniem i nazwiskiem, żeby można było oceniać wkład konkretnych wiernych. A lista potrzeb nigdy się nie kończy. "Ciągnie z ludzi, jak się da" - komentowali mieszkańcy.

Jak słyszmy, z kościoła uczynił swój prywatny folwark. A plebania wygląda jak cyrk. "Dookoła nastawiał krasnali, bo je kocha. Jest też wiatrak i rzeźby świętych. A w środku trofea myśliwskie" - mówi nam jeden z mieszkańców.

"Moja ulubiona anegdota? Gdy w biuletynie parafialnych ogłoszeń napisał, że wyborcy Palikota są wrzodem, który należy usunąć z ciała parafii. Kościół prowadził zamordystycznymi metodami, nie jednemu zaszedł za skórę, ale na wsi każdy z księdzem próbuje żyć, bo trzeba. Nieważne, co masz w sercu. Do tej pory oddzielaliśmy wiarę od kościoła, ale chyba dalej tak się nie da" - mówi Sylwia.

"To na pewno smutne dla członków parafii. Przecież część z nich spacerowała w tym pochodzie, chodziła do niego na msze. Jak muszą się czuć?" - dodaje Monika.

Teraz mieszkańcy mają obawy, czy proboszcza na pewno spotka taka sama kara, jaka spotkałaby szarego obywatela. "Gdybym ja wyszła z bronią w ręku na tłum protestujących i funkcjonariuszy, to policja powaliłaby mnie na glebę, skuła i szybko przewiozła do aresztu. Z księdzem tak nie było. Mam nadzieję, że sprawiedliwość go dosięgnie. Zbyt długo był ponad prawem" - komentuje Sylwia.

Protestują też ci, którzy wybrali PiS

Ale incydent z księdzem nie zniechęcił mieszkańców do protestów. "Nie damy się zastraszyć, w piątek o 18:00 organizowany jest kolejny przemarsz" - mówi Monika. "Słyszałam, że już ludzie myślą o zakupie megafonu. To pokazuje, ile energii w nas to wyzwoliło. Młodzi tego nie zapomną. Już zawsze będą mieli świadomość, że w ważnych sprawach można też wychodzić na ulice" - dodaje Sylwia.

Monika ma nadzieję, że może mieszkańcy wsi trochę bardziej otworzą się też przed sobą, ze swoimi problemami. "Na wsi, gdzie wszyscy się znają, raczej mówi się o tym, co miłe. Ludzie wciąż boją się okazywać słabość, tak jesteśmy wychowani. Może teraz nie będziemy już się bali?".

Sylwię cieszy też jedność, którą czuje z całym krajem. "Nie chodzi mi tylko o duże miasta, wiadomo, że tam strajkują. Najbardziej budujące są obrazki z mniejszych miejscowości i wsi, bo one nie pozostawiają złudzeń rządzącej partii.

To nie młodzi, wykształceni, z metropolii stanęli przeciwko nim, tylko ci, którzy według statystyk ich wybrali".

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i usługach publicznych.

Przeczytaj także:

Komentarze