Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaDawid Zuchowicz / Ag...
29 marca 2020

Samorządy w czasie epidemii: „Lecimy po bandzie, bo nie możemy doczekać się rządowych rozwiązań”

Dziś samorządy gaszą pożary w ochronie zdrowia i edukacji. Po epidemii chcą rozruszać gospodarkę inwestycjami publicznymi. Brakuje im jednak wsparcia rządu. Co będzie jeśli go nie dostaną? „Czeka nas radykalne obniżenie jakości życia. W zakresie usług będziemy musieli cofnąć się o kilkanaście lat” - mówi OKO.press Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich

"Nie boję się przyznać, że lecimy po bandzie. Działamy na granicy przepisów, bo nie możemy doczekać się prawa, które pozwoli nam od dołu, blisko ludzi zarządzać kryzysem", mówi OKO.press Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Co nas czeka, jeżeli państwo nie wesprze samorządów? "Rezygnujemy z przedsięwzięć rozwojowych mających długokresową perspektywę. Radykalnie obniża się jakość życia.

W zakresie usług będziemy musieli cofnąć się o kilkanaście lat. W pierwszej kolejności zredukujemy zajęcia dodatkowe w szkołach, pieniądze na kulturę i sport. Do góry skoczą też ceny tych, z których zrezygnować nie sposób: transport zbiorowy czy wywóz śmieci".

Cała rozmowa z Markiem Wójcikiem:

Anton Ambroziak, OKO.press: Samorządy, nie czekając na rząd, wdrażają własne plany ratunkowe: część kupuje aparaturę do testów molekularnych, inni inwestują w sprzęt ochronny dla personelu medycznego, jeszcze inni szykują się na gospodarcze skutki lockdownu, wprowadzając poduszki bezpieczeństwa dla przedsiębiorców czy pracowników. Ceną jest chaos?

Marek Wójcik, Związek Miast Polskich: Proszę pamiętać, że działamy pod ogromną presją czasu. Podejmujemy działania niezbędne dla ratowania zdrowia i życia ludzi. Często zastępując władze centralne.

Nie boję się przyznać, że lecimy po bandzie. Działamy na granicy przepisów, bo nie możemy doczekać się prawa, które pozwoli nam od dołu, blisko ludzi zarządzać kryzysem.

O tym, jak wygląda komunikacja z władzami centralnymi, najlepiej świadczy fakt, że antykryzysowe projekty ustaw opracowane przez rząd dostaliśmy dopiero wczoraj po południu, a już dziś są one procedowane w Sejmie. Dialog to fikcja.

W Niemczech władze lokalne odgrywają ogromną rolę w wyhamowaniu epidemii. Szeroki program testowania prowadzony niezależnie od władz centralnych szybko pozwala wychwycić zakażonych, a także osoby potrzebujące hospitalizacji. A to sprawia, że odsetek śmiertelności u naszych sąsiadów jest wyjątkowo niski na tle państw UE, a ochrona zdrowia póki co nie łapie zadyszki. Czy u nas model decentralizacji też mógłby zadziałać?

Samorządowcy wykazują się pełną dyspozycyjnością do wykonywania zadań dotyczących ograniczenia skutków koronawirusa. Mamy jednak poważne wątpliwości dotyczące dysproporcji między tym czego się od nas oczekuje, a jakie mamy do dyspozycji środki, siły, narzędzia i kompetencje.

Podam przykład. Jeśli wojewoda zleca miastu organizację miejsca przeznaczonego do izolacji pacjentów z koronawirusem, to ja pytam jak mamy zagwarantować, że w tym miejscu będzie np. personel medyczny? Nie mamy kompetencji, żeby kogokolwiek tam oddelegować, nie mamy środków, żeby zapłacić za dodatkową pracę.

Samorządowcy narzekają też, że mają mało czasu na wykonanie odgórnych zarządzeń, czasem nowe procedury muszą wdrażać w jedną noc. Od pierwszego rozporządzenia kryzysowego widać też, że rząd odbiera samorządom kolejne kompetencje i przekazuje je w ręce wojewodów. To dobra czy zła strategia?

Uważam, że zupełnie niepotrzebnie rząd zmienia przepisy o charakterze ustrojowym. Chyba najbardziej kontrowersyjny zapis dotyczy możliwości przekazania przez wojewodę zarządzania gminną, drugiej gminie. To znaczy, jeśli wojewoda stwierdzi, że urząd samorządowy jest niewydolny z powodu zagrożenia epidemicznego, to może polecić realizowanie jego zadań urzędowi innej gminy. To złe rozwiązanie, będziemy jako Związek Miast Polskich, wnioskowali o jego wykreślenie.

Co najbardziej szwankuje?

Ochrona zdrowia. Koronawirus odsłania wszystkie słabości systemu. Brakuje personelu, zabezpieczenia i procedur, dlatego co chwila praca naszych szpitali staje. Dobrze, że mamy odrobinę więcej czasu, że epidemia rozwija się ciut wolniej niż w innych krajach, ale i tak wydaje mi się, że przygotowania na szczytowy moment zachorowalności idą za wolno.

Ale za mało mówi się też o tym, jak wielkim problemem jest dla nas edukacja. Dlaczego? Bo zostaliśmy z nią sami, bez żadnych wytycznych. Nie wiemy jak rozliczyć dotacje dla szkół i przedszkoli niepublicznych, jak wynagradzać pracowników przedszkoli publicznych. Nie wiemy ani co zrobić z nadgodzinami, ani jak potraktować wszystkich tych, którzy fizycznie nie mają możliwości pracować: psychologów, logopedów, bibliotekarzy, pedagogów, nauczycieli szkolnych świetlic.

Jeśli MEN dalej będzie chować głowę w piasek, dojdzie do sytuacji, w której każdy samorząd będzie szukał własnej interpretacji, ryzykując pomyłki, które w przyszłości słono mogą kosztować.

Nie rozumiemy też dlaczego MEN nie odwołał egzaminów dla uczniów klas ósmych szkoły podstawowej. Bez większego problemu można podjąć decyzję, żeby tegoroczna rekrutacja do szkół ponadpodstawowych odbywała się w oparciu o konkurs świadectw. Po co stawiać młodzież w tak trudnej sytuacji i narażać ich na niepotrzebny stres?

A wybory?

Jasno mówimy, że organizacja wyborów prezydenckich to bezpośrednie narażenie zdrowia i życia Polek i Polaków. Ale to nie wszystko.

Do 26 kwietnia 2020 roku mamy przeprowadzić wybory uzupełniające lub referenda o odwołanie burmistrza w 64 gminach w Polsce.

Jak to się ma do decyzji o ograniczaniu gromadzenia się? To wymaga podjęcia natychmiastowej decyzji o rezygnacji z ich przeprowadzania do czasu opanowania epidemii koronawirusa.

Budżety będą szczuplejsze nie tylko przed nadzwyczajne obciążenia, ale też starty finansowe związane z kryzysem gospodarczym. Upadek firm, to straty w przychodach. Kraków już dziś szacuje deficyt na pół miliarda zł. Jakie są wasze prognozy?

Pół miliarda w Krakowie, ale tylko przy założeniu, że lockdown potrwa do 12 kwietnia. Dziś nie jesteśmy w stanie oszacować strat, ale myślę, że wszyscy powinniśmy przygotować się na scenariusz dłuższego zamknięcia. Musimy też myśleć o życiu po epidemii. Ono będzie inne, ale będzie.

Na pewno będziemy mieć znaczące ubytki z wpływów CIT i PIT, dlatego już dziś proponujemy rządowi by stworzył subwencję wyrównawczą, która nie tyle uzupełni braki w budżecie, ile pozwoli na rozruszanie gospodarki. Gdy przedsiębiorcy będą lizać rany, my możemy wystartować z zamówieniami publicznymi, głownie inwestycjami infrastrukturalnymi.

Można będzie dzięki temu ratować, a nawet tworzyć nowe miejsca pracy. Ale żeby to zrobić, potrzebujemy pieniędzy.

Potrzebujemy też przepisów, które pozwolą nam wspierać przedsiębiorców. Dziś jeśli wprowadzimy ulgę na podatek od nieruchomości, to osłabimy naszą pozycję w wyliczaniu subwencji wyrównawczej, czyli de facto dostaniemy mniej pieniędzy. Nie może być tak, że jeśli próbujemy pomagać, to obrywamy podwójnie.

Apelowaliście też, by samorządy były objęte ochroną w rządowej "tarczy antykryzysowej".

Na pewno chcę pochwalić rząd za propozycję zmiany w ustawie o finansach publicznych, która

pozwoli nam bardziej się zadłużać i realizować budżet poza rygorem "zrównoważenia" do 2025 roku.

Dzięki temu będziemy mogli rozłożyć skutki kataklizmu na 6 lat.

Ale wszędzie gdzie w ustawach mowa o kwotach, brakuje źródeł finansowania. A fundusz inwestycyjny dla samorządów w wysokości 30 mld zł nie pozwoli rozgrzać gospodarki. To wszystko za mało.

Jak wygląda czarny scenariusz? Nie ma pieniędzy na inwestycje, wydatki bieżące? Czeka nas fala bankructw?

Po pierwsze, rezygnujemy z przedsięwzięć rozwojowych mających długookresową perspektywę. Po drugie, radykalnie obniża się jakość życia.

W zakresie usług będziemy musieli cofnąć się o kilkanaście lat. W pierwszej kolejności zredukujemy zajęcia dodatkowe w szkołach, pieniądze na kulturę i sport. Do góry skoczą też ceny tych, z których zrezygnować nie sposób: transport zbiorowy czy wywóz śmieci.

Wolę jednak skupić się na scenariuszu optymistycznym, a on zakłada przetrwanie, czyli utrzymanie dzisiejszego standardu życia.

I właśnie dlatego mam nadzieję, że rządzący w końcu zauważą rolę, którą w tej całej układance odgrywają samorządowcy. Dobrze byłoby zacząć od zwykłego "dziękuję" za naszą pracę i odpowiedzialność. Prosimy też o to, by rząd korzystał z naszych podpowiedzi, bo to my jesteśmy blisko ludzi i ich problemów oraz mamy konkretne propozycje, jak je rozwiązywać.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne