Z informacji OKO.press wynika, że 12 polskich metropolii przygotowuje wspólny pozew przeciwko rządowi i MEN. Jak zdradził prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski będą domagać się zwrotu kosztów za wprowadzenie nieprzemyślanej reformy edukacji. Warszawa zażąda nawet 80 mln zł. Gdyby do pozwu dołączyły wszystkie miasta rachunek sięgałby kilkuset milionów

O pozwie przeciwko rządowi i MEN prezydent Rafał Trzaskowski przebąkiwał już w grudniu 2018. 26 lutego 2019 roku ujawnił, że stolica nie jest sama. „Rozmawiamy o tym również z innymi miastami z Unii Metropolii Polskich. Chcemy przygotować wspólny pozew” – powiedział w TOK.FM. Jak dowiaduje się OKO.press, do spotkania Unii, czyli przedstawicieli 12 największych miast, doszło 18 lutego. Nie wiemy jeszcze, czy wszystkie miasta (zobacz mapę) przyłączą się do pozwu.

Wiemy za to, że będą domagać się zwrotu kosztów jakie musiały ponieść, żeby wprowadzić tzw. reformę edukacji. Z danych przygotowanych dla OKO.press przez warszawskie Biuro Edukacji wynika, że

w latach 2017-2018 stołeczny magistrat wydał na to ponad 53 mln zł. Subwencja oświatowa z budżetu państwa pokryła niecałe 7 proc. kosztów – dokładnie 3,5 mln zł. Netto – prawie 50 mln.

A to nie koniec wydatków, bo w 2019 roku samorządy muszą przygotować szkoły średnie do przyjęcia tzw. podwójnego rocznika, czyli absolwentów ósmych klas szkoły podstawowej i trzecich klas likwidowanych gimnazjów. W Warszawie będzie to aż 44 tys. uczniów i uczennic – o 25 tys. więcej niż w rekrutacji 2018 roku.

Stołeczny magistrat przygotował rekordowo wysoki budżet na edukację w 2019 roku: 5 mld zł. Według szacunków Biura Edukacji samo przyjęcie podwójnego rocznika będzie kosztować dodatkowo na pewno więcej niż 15 mln zł, a może nawet 30 mln zł.

Jaki duży może być pozew?

Nie wiemy dokładnie, bo miasta dopiero liczą. Skoro Warszawa ma domagać się ok. 80 mln zł, cała suma pozwu może sięgnąć dobrych kilkuset milionów. Z zebranych przez OKO.press informacji wynika, że sam koszt przygotowania szkół średnich do przyjęcia podwójnego rocznika (bez wydatków na szkoły podstawowe i dostosowanie budynków gimnazjów do nowych funkcji) wynosi na przykład:

  • w Bydgoszczy – 5 mln zł;
  • w Lublinie – 12 mln zł;
  • we Wrocławiu – 10 mln zł.

Warszawa. Wielkie koszty niepotrzebnej reformy

Lwią część edukacyjnych budżetów miast pochłonęły wydatki na dostosowanie szkół podstawowych do potrzeb uczniów klas siódmych i ósmych oraz przygotowanie gimnazjów przekształcanych w szkoły podstawowe do przyjęcia najmłodszych – uczniów klas I-VI.

Dorota Łoboda warszawska radna i przewodnicząca Komisji Edukacji mówi OKO.press: „W szkołach podstawowych trzeba było stworzyć pracownie fizyczno-chemiczne, wyposażyć biblioteki w lektury, a także kupić większe meble, tak by czternasto- i piętnastolatkowie nie cisnęli się w przedszkolnych ławeczkach i krzesełkach.

Świetlice likwidowanych gimnazjów trzeba było wyposażyć w materiały dla najmłodszych, zbudować place zabaw, dostosować toalety do wzrostu maluchów. Część pieniędzy poszło też na zatrudnienie nauczycieli”.

Największym wyzwaniem 2019 roku jest dla miasta wynajęcie przestrzeni – w styczniu 2019 roku magistrat podał, że w szkołach ponadpodstawowych wciąż brakuje 1/3 potrzebnych miejsc (14 tys. z 44 tys.).

Planowane jest wynajęcie dodatkowych sal – m.in. od uczelni wyższych. By zmieścić uczniów miasto wypowiedziało też umowy wszystkim podmiotom zewnętrznym, które wynajmowały pomieszczenia w szkołach średnich. A to oznacza utratę przychodów.

Drugim problemem są kadry. Przed wrześniem 2019 – szczególnie w liceach – albo trzeba będzie zatrudnić więcej nauczycieli, albo dać nadgodziny już pracującym. W jednym i drugim scenariuszu potrzebne są ogromne pieniądze. A chętnych do pracy brakuje. We wrześniu 2018 roku w Warszawie było aż 1,6 tys. wakatów.

By zachęcić nauczycieli – szczególnie młodych – do pracy w szkołach, miasto zaplanowało podwyżki dla stażystów (od 250 do 270 zł brutto). Nauczyciele w stolicy mogą też liczyć na najwyższe w kraju dodatki motywacyjne – średnio 600 zł miesięcznie.

Radna Łoboda: stawiamy kontenery, co mamy robić?

Niezależnie od starań samorządu sytuacja w szkołach – szczególnie podstawowych – jest napięta. Dorota Łoboda, mówi OKO.press: „Wczoraj po zgłoszeniu rodziców odwiedziłam szkołę, w której

lekcje odbywały się dosłownie wszędzie, nawet w przyziemiu. Jedną szatnię – boks o wymiarach 2 na 3 metry  – dzielą między siebie uczniowie czterech klas.

Lekcje w stołówkach i w szkolnych bibliotekach czy zajęcia sportowe na korytarzach to w zasadzie codzienność. Dzieci w czytelni na lekcji historii zamiast siedzieć w ławkach, polegują na dywanach i piszą na prowizorycznych podkładkach”.

Jak mówi Łoboda, dyrekcje zwracają się do miasta z prośbą o postawienie kontenerów obok szkolnych budynków. W pośpiechu udało się postawić takie moduły w szkole przy ul. Mścisławskiej, w kolejce czeka m.in. szkoła nr 52 na Targówku, która w latach 50. zbudowana została na potrzeby 350 dzieci. Dziś uczy się tam przeszło 1000 uczniów i uczennic.

Tymczasem wielu rodziców jest oburzonych, że dzieci miałyby uczyć się w kontenerach. „Protestują i proszą nas o rozbudowę szkół. Zaplanowaliśmy budowę 14 nowych szkół podstawowych, ale one nie powstaną przecież »od ręki«. A potrzeby rodziców, dzieci i nauczycieli są palące. Oni, co zrozumiałe, czekać nie chcą.

I w ten sposób powstają konflikty. Rodzice są źli na dyrekcje, dyrekcje na samorządy dzielnicowe, a samorządy dzielnicowe na radę miasta”.

Łoboda tłumaczy, że to, co miasto może zrobić – bez dodatkowych środków od rządu – to „gasić pożary”.

„Na oświatę w Warszawie w 2019 roku wydamy rekordowe 5 mld zł, ale ten budżet nie jest przecież z gumy. Choćbyśmy chcieli, nie możemy rozbudować każdej przepełnionej warszawskiej szkoły”.

Najbardziej frustrujące dla miasta są arytmetyczne kalkulacje MEN. Na papierze wszystko się zgadza: ilość miejsc w szkołach odpowiada ilości uczniów. W rzeczywistości, stare szkoły podstawowe są wypełnione po brzegi, a nowe – tworzone z likwidowanych gimnazjów – często mają wolne przestrzenie. Rodzice nie chcą posyłać dzieci do szkół bez historii i bez zgranego grona pedagogicznego.

„A tego nie da się stworzyć w ciągu roku czy dwóch” – mówi Łoboda.


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Masz cynk?