0:00
Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja GazetaAgnieszka Sadowska /...
03 września 2020

"Jestem przeciwnikiem nepotyzmu" - deklaruje Sasin, ale o kolesiostwie nie wspomina. Ma powody

Jacek Sasin zadeklarował dziś, że jest "przeciwnikiem nepotyzmu" i nie będzie go tolerował w swoim ministerstwie. A nominacje, za którymi stoją koneksje rodzinne, "będą korygowane". Nie wspomniał jednak o walce z kolesiostwem. Tak się jednak składa, że odkąd jest w rządzie, intratne posady w państwowych instytucjach i spółkach dostają kolejni jego koledzy

Wydrukuj

"Jestem absolutnie przeciwnikiem nepotyzmu. Staram się tutaj, w Ministerstwie Aktywów Państwowych, doprowadzić do tego, żeby tego typu sytuacji nie było.

Nie zawsze to się udaje, ponieważ nie wszystkie decyzje zapadają tutaj, w ministerstwie" - mówił 3 września Jacek Sasin w programie Roberta Mazurka w RMF FM.

Dziennikarz pytał go o powołanie stryja prezydenta Andrzeja Dudy do rady nadzorczej kontrolowanej przez państwo spółki PKP Cargo. Wicepremier przekonywał, że Antoni Duda ma odpowiednie kwalifikacje by pełnić tę funkcję i nie zawdzięcza nominacji prezydentowi - z wnioskiem o powołanie go do rady wystąpił bowiem nie prezydent, tylko wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski, czyli zastępca Sasina w ministerstwie.

Sasin zapewnił również, że władze Ministerstwa Aktywów Państwowych nie będą "tolerować nepotyzmu rozumianego w ten sposób, że ktoś dostaje intratne posady w spółkach - w zarządach czy w radach nadzorczych - tylko i wyłącznie dlatego, że jest rodziną posła, czy jakiegoś polityka".

"Nawet jeśli się tego typu sytuacje zdarzają - bo się zdarzają, to muszę z przykrością powiedzieć - to będą korygowane" - przekonywał.

I deklarował, że "skorygowana" zostanie decyzja dotycząca syna posła PiS Grzegorza Matusiaka - Nikodema. Jak pisał portal money.pl, został on prezesem spółki należącej do grupy KGHM. Sasin tłumaczył, że decyzja nie zapadła w jego ministerstwie i dowiedział się o niej z mediów. Jego zdaniem na taki nepotyzm nie można się godzić.

Wicepremier nie wspomniał jednak ani słowem o innej pladze towarzyszącej rządom PiS - kolesiostwie. A tak się składa, że odkąd Sasin jest w rządzie, kolejni jego przyjaciele, koledzy i znajomi dostają intratne posady w państwowych instytucjach i kontrolowanych przez państwo spółkach.

Błyskotliwe kariery kolegów wicepremiera opisała kilka miesięcy temu w tygodniku "Polityka" Anna Dąbrowska. Przypominamy jej tekst, dodając od siebie epilog - listę kolejnych stanowisk dla znajomych Sasina.

Tak Jacek Sasin rozdaje stołki

Szefem gabinetu został przyjaciel z wyrokiem, a jego żona prezesem państwowej spółki. Awans do zarządu otrzymała była dyrektorka biura poselskiego z wątpliwym dyplomem. Kogo jeszcze awansuje wicepremier Jacek Sasin, minister aktywów państwowych?

Przyjaciel dyrektorem gabinetu ministra

Ryszard Madziar, szef gabinetu politycznego ministra Sasina, na Facebooku chętnie dzieli się zdjęciami dokumentującymi jego pracę. Pod koniec stycznia pojechał z wicepremierem na Forum Ekonomiczne do Davos. Za oknem zaśnieżone szczyty, na stoliku kawa, a przy niej Sasin z Madziarem i opis „w przerwie między spotkaniami”.

Gdy po katastrofie smoleńskiej Jacek Sasin stracił posadę w Pałacu Prezydenckim, zaczął zarabiać na życie w ratuszu w Wołominie. Młody burmistrz Ryszard Madziar zrobił go swoim pełnomocnikiem do spraw społecznych z pensją 8 tys. zł, dał też pracę wielu jego znajomym. W 2014 r. przegrał jednak wybory. Ale Sasin nie zapomniał o przyjacielu: rok później, po zwycięstwie PiS, odwdzięczył się, awansując Madziara na pełniącego obowiązki szefa mazowieckiego oddziału Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa, z pensją 137 tys. zł rocznie.

Kiedy wreszcie Sasin otrzymał tekę wicepremiera i stał się jednym z najpotężniejszych ministrów w rządzie PiS, zrobił Madziara szefem swojego gabinetu. I to pomimo ciążącego na nim wyroku.

Najbliższy współpracownik Jacka Sasina został skazany w procesie karnym przez sąd w Wołominie na 12 tys. zł grzywny za pomówienie urzędującej pani burmistrz. Sasin tłumaczył, że wyrok nie jest żadną przesłanką formalnoprawną uniemożliwiającą objęcie stanowiska, poza tym wyrok nie jest prawomocny i został przez jego współpracownika zaskarżony. Teraz już wiadomo, że Madziar przegrał w kolejnej instancji i wyrok się uprawomocnił. Sąd napisał w uzasadnieniu o „przestępczym działaniu oskarżonego”, a stopień jego winy uznał za „znaczny”. To nie koniec jego kłopotów, które jednak ani na nim, ani na wicepremierze nie robią większego wrażenia.

Bezprawny mandat?

Kilka godzin przed wylotem do Davos, 23 stycznia, Madziar tłumaczył się przed radą miejską Wołomina, gdzie też jest radnym. Jeden z mieszkańców poinformował wojewodę i komisarza wyborczego, że radny mieszka w sąsiednim Radzyminie, więc powinien zrzec się mandatu radnego wołomińskiego. Prawo jest jasne: możesz być radnym tylko tam, gdzie mieszkasz. Rada miejska została zobowiązana do wyjaśnienia sprawy, a

dowody przeciwko Madziarowi są poważne. Fotograficzne: Madziar rano wychodzi z domu w Radzyminie, po południu podjeżdża pod dom ministerialnym samochodem. Są też świadkowie, którzy go tam codziennie widują.

Sam zresztą niechcący przyznał się do winy, bo na przekazie pocztowym z 14 stycznia za zwrot kosztów sądowych dla burmistrz, z którą przegrał proces, wpisał adres zamieszkania - Radzymin. Upierał się jednak, że ten dom tylko wynajmuje, ale tam nie mieszka. W minionym tygodniu w piśmie do przewodniczącego rady wciąż nie przyznał się do mieszkania w Radzyminie, tylko poprosił o ujawnienie osoby, która na niego doniosła.

Żona przyjaciela prezeską

Jolanta Madziar, podobnie jak jej mąż dziś radną powiatu wołomińskiego, miała kiedyś zarejestrowaną działalność „Pośrednictwo Finansowe”, ale od prawie trzech lat - o czym do tej pory było cicho -

jest prezeską państwowej spółki Rondo (spółka córka PGZ), właściciela budynku mieszkalno-handlowego przy rondzie Wiatraczna w Warszawie. W oświadczeniu majątkowym zeznała, że zarabia tam rocznie 168 tys. zł,

ma też do dyspozycji służbowy samochód. Razem z nią w Rondzie posadę dostała też Dorota Penger. Była specjalistką do spraw administracyjnych - z pensją 72 tys. zł rocznie i radną PiS w Wołominie. W listopadzie poinformowała na Facebooku, że „zgodnie z zapisami ustawy o służbie cywilnej musiałam w związku z nowymi wyzwaniami złożyć rezygnację z pełnienia funkcji radnej”. Penger została… dyrektorem biura ministra Jacka Sasina.

Z domu kultury na Narodowy

Dowody na to, że dla ludzi z otoczenia wicepremiera Sasina wygrana PiS pięć lat temu oznaczała naprawdę „dobrą zmianę”, są w ich oświadczeniach majątkowych. Niektórzy odeszli z samorządu, bo przepisy zakazują łączenia pewnych funkcji z mandatami radnych.

„Są tacy, którzy odeszli z samorządu, aby nie musieć składać oświadczeń majątkowych, bo dysproporcja między ich zarobkami sprzed PiS a dziś, może być dla wielu porażająca” - mówi osoba dobrze rozeznana w awansach ludzi z otoczenia Sasina. Szczególnie u dwóch bliskich współpracowniczek polityka. Dziś obie - Sylwia Matusiak i Marzena Małek - ze swoich dochodów mogą być zadowolone.

Małek, od kierowniczki biblioteki gminnej w Radzyminie, przez starszego specjalistę w kancelarii Andrzeja Dudy i dyrektorkę MDK, awansowała w 2018 r. do zarządu PL.2012+, państwowej spółki zarządzającej Stadionem Narodowym.

W poprzedniej kadencji samorządowej była jeszcze radną PiS w sejmiku wojewódzkim i tam sprawdziliśmy jej zarobki. W oświadczeniu majątkowym za 2015 r. napisała, że w MDK zarobiła 46 tys. zł, w Pałacu Prezydenckim 14 tys. zł - to razem 60 tys. zł na rękę. W wywiadzie dla lokalnej prasy podczas kampanii wyborczej w 2015 r. mówiła: „Jestem w tej chwili szefem sztabu kampanii wyborczej posła Jacka Sasina i głównie w to się angażuję. Zajmuję się również pracą na rzecz kultury ogólnopolskiej (…). Pracuję w tym, na czym się znam”.

Kiedy PiS wygrało wybory, Małek zaczęła znać się na czymś więcej. Już w 2016 r. przeszła na Narodowy, na wicedyrektora ds. sprzedaży korporacyjnej, z roczną pensją 162 tys. zł.

W lipcu 2018 r. wchodzi do zarządu spółki i w listopadowych wyborach do sejmiku już nie startuje. Z oświadczenia złożonego na koniec kadencji dowiadujemy się jedynie, że przez dwa miesiące w zarządzie zarobiła 40 tys. zł. „Marzena mówiła ostatnio, że miała kilka propozycji politycznych, ale zostaje w biznesie, i że Stadion to już dla niej za mało” - opowiada nasz informator.

Gigantyczne zarobki w NBP i CPK

Sylwia Matusiak w grudniu trafiła do zarządu Centralnego Portu Komunikacyjnego i zarabia tu 44 tys. zł miesięcznie.

Wcześniej z politycznego klucza została zatrudniona w 2016 r. w NBP, krótko po tym jak szefem banku został Adam Glapiński. Najpierw jako dyrektorka departamentu, potem doradczyni prezesa. Do NBP trafiła jako czynna działaczka polityczna, była radną powiatu wołomińskiego, przez rok też wiceburmistrzynią podwarszawskich Marek. W 2018 r. na krótko została szefową Centrum Informacyjnego Rządu, ale szybko przeniosła się do kierowania działem komunikacji Giełdy Papierów Wartościowych. Karierę w PiS zaczynała w 2003 r. od pracy w biurze prasowym w klubie parlamentarnym, a za prezydentury Lecha Kaczyńskiego była wicedyrektorką biura prasowego Pałacu. Później zarządzała biurem poselskim Jacka Sasina, zarabiała też jako asystentka europosła Krasnodębskiego.

Osoby z jej dawnego otoczenia mówią wprost: „Sylwia idzie tam, gdzie się zarabia, w Kancelarii Premiera była na chwilę, do momentu wyszukania jej lepiej płatnego stanowiska. Tak trafiła do GPW, a teraz do CPK.” Porównaliśmy jej pierwsze i ostatnie oświadczenie majątkowe, które złożyła jako radna:

w 2014 r. Matusiak zarobiła 68 tys. zł, zaś w 2017 r. na umowie o pracę w NBP - 434 tys. zł. Teraz w zarządzie CPK zarobi jeszcze więcej.

Dziennikarzom wp.pl odpisała kilka tygodni temu: „Nie patrzę na moją pracę jako na kolejne szczeble kariery. Po prostu pracuję i zawsze gram drużynowo”.

„Faktem jest, że stawia na drużynę, która za nią wykona całą robotę. Tak było na przykład w biurze prasowym PiS, kiedy robił za nią Krzysiek Łapiński. Wiadomo było, że kiedy Jacek zostanie ministrem od aktywów, to aktywa Sylwii znacznie się poszerzy” - słyszymy od osoby związanej z partią. Dodaje, że Matusiak postawiła kilka lat temu na kredyt we frankach 320-metrowy dom i musi go spłacać. Nasz rozmówca zauważa, że pomimo wielkich zarobków nie ma oszczędności, bo dopóki PiS jest u władzy, korzysta z możliwości, aby spłacić jak największą część kredytu.

W samorządzie i w zarządzie

Latem dwa lata temu, zaraz po kryzysie z nagrodami dla ministrów, Jarosław

Kaczyński oświadczył, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”. Dodał, że ci, którzy są zatrudnieni w państwowych spółkach, „nie będą kandydowali na żadnym szczeblu samorządu”. Ale i od tej reguły, dla niektórych, prezes zrobił wyjątek.

Na przykład dla Roberta Perkowskiego, przyjaciela Sasina, wieloletniego burmistrza podwarszawskich Ząbek, aktualnie przewodniczącego rady powiatu wołomińskiego i od kwietnia 2019 r. wiceprezesa zarządu PGNiG. Na pracę w powiecie, jak relacjonują radni, nie ma już wiceprezes za dużo czasu. Po wymianie w styczniu całego kierownictwa państwowej spółki gazowej Perkowski, jako jedyny obok reprezentantki pracowników, zachował swoje miejsce w zarządzie. „Wiadomo było, że jego przyjaciel Sasin go uratuje.

Jako burmistrz Ząbek Robert zarabiał ok. 11 tys. zł, dziś w PGNiG ok. 74,5 tys. zł miesięcznie” - mówi nasz rozmówca z Ząbek.

[Ze sprawozdania PGNiG za 2019 rok wynika, że od marca do grudnia 2019 zarobił 698 tys. zł - przyp. red.]

Do PGNiG na głównego specjalistę w Departamencie Nadzoru Korporacyjnego za Perkowskim poszedł też młody (rocznik 1992) zastępca burmistrz Ząbek Kamil Kowaleczko. Na ulotce wyborczej rekomendował go Sasin „jeden z moich najbardziej zaufanych współpracowników”, a Perkowski napisał, że „gdy patrzę na Kamila, to widzę siebie, bo byłem w podobnym wieku, kiedy zostałem wybrany na burmistrza Ząbek”.

Kiedy pytamy o najbliższych ludzi Sasina, wielu wskazuje też Marka Pietrzaka, byłego radnego powiatu wołomińskiego, który w ostatnich wyborach samorządowych już nie wystartował. Pietrzak jest prawnikiem, ale z prywatnej praktyki nie czerpał nigdy wielkich zysków. Z państwowej już tak i to w dość imponującym tempie: w 2016 r. trafił do rady nadzorczej Polskiego Radia dla Ciebie, w kolejnym do rady nadorczej KGHM, a latem 2018 r. na fotel prezesa Orlen Asfalt.

Z jego ostatniego oświadczenia jako radnego na koniec kadencji 2018 r. wynika, że w dwóch radach nadzorczych państwowych spółek zarabiał 15 tys. zł miesięcznie i do tego ok. 30 tys. zł w Orlenie.

Warto też wspomnieć, że od połowy 2016 r. prezesem Radia Dla Ciebie jest Tadeusz Deszkiewicz. Kiedy Sasin dekadę temu znalazł pracę u młodego burmistrza Madziara, to na stanowisku naczelnika wydziału promocji i kultury zatrudnili właśnie Deszkiewicza (byłego szefa promocji w ratuszu rządzonym przez Lecha Kaczyńskiego i speca od komunikacji społecznej w NBP pod rządami Sławomira Skrzypka).

Szansa na prezesa PGE

Z Wołominem był też swego czasu związany Wojciech Dąbrowski. W 2011 r. Madziar zrobił go wiceprezesem miejskiej ciepłowni, a PiS prezesem PGE Energii Ciepła SA. Do tego doszły rady nadzorcze Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych i Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Za pierwszych rządów PiS był wojewodą (Sasin jego zastępcą), ale stracił funkcję za jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu.

Teraz, z poparciem Sasina, stara się o fotel prezesa całej Grupy Kapitałowej PGE. I jak twierdzą nasze źródła w PiS, ma na awans spore szanse. Nasi rozmówcy uważają też, że razem z Dąbrowskim awansować może Krzysztof Kuśmierowski, dziś dyrektor pionu produkcji PGE Energia Ciepła, dla którego też, odkąd rządzi PiS, znalazło się miejsce w kilku radach nadzorczych, m.in. w PGE Paliwa. Kluczem do tej kariery też jest Wołomin i znajomość z Sasinem, bowiem Kuśmierowski był prezesem Miejskiego Zakładu Oczyszczania w Wołominie, oczywiście za czasów burmistrza Madziara.

Jeden z naszych rozmówców, który prywatnie dobrze zna Sasina, jest przekonany, że dla jego otoczenia najbliższe miesiące będą czasem awansów w państwowych spółkach i zarobków, jakich do tej pory nie mieli.

Po MBA w jednej szkole

Śledząc ich kariery, zauważyliśmy, że kilkanaście osób związanych z Sasinem skończyło w ostatnich trzech latach studia podyplomowe Master of Business Administration (MBA) w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie.

To m.in. opisani już wyżej: Sylwia Matusiak, Marzena Małek, Ryszard Madziar, Kamil Kowaleczko, Marek Pietrzak, Robert Szydlik (wicestarosta wołomiński), a także Janusz Tomasz Czarnogórski (szef MPWiK w Ząbkach), Bożena Krupa (szefowa PUP w Wołominie) i kilkoro innych.

Okazuje się, że do 2017 r., aby wejść do rady nadzorczej spółki Skarbu Państwa trzeba było spełnić jeden z warunków: zdać bardzo trudny państwowy egzamin, być radcą prawnym, adwokatem, biegłym rewidentem lub mieć doktorat z prawa albo ekonomii.

PiS otworzył szeroko bramę do rad nadzorczych, dopisując do ustawy możliwość dla tych, którzy mają dyplom MBA. Jednocześnie partia rządząca nie zadbała już o to, aby uregulować rynek MBA, a jak się okazuje, dyplom dyplomowi nierówny.

Ludzie od Sasina zdobywali te dyplomy w Wyższej Szkole Menedżerskiej (WSM), której rektorem przez pięć lat do 2018 r. był Paweł Czarnecki. Od ponad roku jest rektorem nowej szkoły w Warszawie Collegium Humanum - Szkoła Główna Menedżerska.

Jak pisał tygodnik „Wprost” w 2015 r.: „Czarnecki udowodnił, że w ciągu dziesięciu lat można bez przeszkód zrobić karierę od doktora do profesora”, ale tytuły zdobywając przede wszystkim na słowackich uczelniach. Ministerstwo polskie przepisało mu np. słowacki dyplom z pracy socjalnej na polską profesurę z nauk społecznych.

W WSM i CH-SGM nie jest trudno zdobyć MBA: 200 godzin, dwa semestry, 10 tys. zł.

Sylwia Matusiak weszła w listopadzie 2018 r. (do stycznia 2020, kiedy awansowała do zarządu) do rady nadzorczej CPK właśnie dzięki dyplomowi MBA uzyskanemu w WSM.

W Akademii Leona Koźmińskiego, która posiada m.in. prestiżową międzynarodową akredytację Association of MBAs, trzeba się uczyć przez 500 godzin, przez cztery semestry, a za najwyższą jakość kształcenia zapłacić ponad 60 tys. zł. Bo MBA to ciężkie studia.

Rektor Czarnecki argumentuje w rozmowie z ­POLITYKĄ, że Collegium Humanum oferuje wysoką jakość kształcenia przez praktyków biznesu i jednocześnie otwiera się na studentów z mniejszym portfelem. Na dyplomach wcześniej WSM, a dziś Collegium Humanum – Szkoła Główna Menedżerska, rektor Czarnecki drukował logo Apsley Business School in London, z którą współpracuje.

Marek Pietrzak z RN KGHM i prezes Orlen Asfalt pisze na stronach spółek, że MBA zrobił właśnie w WSM Apsley Business School of London. Brzmi dobrze, ale sprawdziliśmy, że ta londyńska szkoła ma zaledwie ośmioletnią historię, ostatnie aktualności na swojej stronie internetowej opublikowała w marcu rok temu i mieści się w mało reprezentatywnym ciasnym lokalu.

Potwierdza to osoba, która spotkała się z właścicielem tej szkoły na miejscu, w Londynie. „Ustawodawca, stwarzając możliwość wejścia do rad nadzorczych absolwentom MBA, być może nie przewidział, że będą się tworzyć programy tych studiów, które nie spełniają międzynarodowych standardów jakości ustalanych przez instytucje akredytujące. To powinno zostać prawnie uregulowane” - mówi prof. Jan Nowak, dyrektor programów MBA w IBD Business School. A może właśnie przewidział i nie uregulował?

Teraz albo już nigdy

Ludzie z PiS są przekonani, że Sasin zawdzięcza awans Mateuszowi Morawieckiemu. Gdy ten został premierem, zrobił Sasina szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów, później wicepremierem, a w nowym rozdaniu jeszcze ministrem od aktywów państwowych.

Morawieckiemu potrzebne jest zaplecze partyjne i ufa, że dzięki Sasinowi je zbuduje. Dla Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS, Sasin też jest wygodny, bo zawsze był lojalny, z pokorą znosił tak długie czekanie na ministerialny awans. Sasin wie, że przygląda mu się Mariusz Kamiński, szef MSWiA i koordynator służb specjalnych. Panowie za sobą nie przepadają. CBA długo prześwietlało oświadczenia majątkowe Sasina.

Kamiński i jego ludzie widzą w Sasinie kadrowego, który upycha swoich ludzi po spółkach z nadzieją, że mu się odwdzięczą. „To są ludzie, którzy w normalnych rynkowych warunkach, ze swoimi kompetencjami, w życiu nie zarobiliby takich pieniędzy. Przez najbliższe pół roku będą awansować na jeszcze lepsze posady i już przebierają nogami. Za rządów PO-PSL też dbano o swoich, ale nie na taką skalę i nie tak zuchwale” - ocenia osoba, która dobrze orientuje się w układach Sasina. A wpływy wicepremiera będą tylko rosnąć.

Post scriptum OKO.press

W kwietniu 2020 roku OKO.press ujawniło, że przyjaciele Sasina dostali kolejne posady w państwowych spółkach:

  • Ryszard Madziar został powołany do rady nadzorczej Totalizatora Sportowego. Według portalu wp.pl za jedno posiedzenie rady w miesiącu otrzymuje 10,4 tys. zł brutto.
  • Marzena Małek została członkiem rady nadzorczej Lotos Lab - spółki z grupy Lotos, zajmującej się m.in. badaniami produktów naftowych. Dzień wcześniej ogłoszono, że zrezygnowała z członkostwa w radzie nadzorczej Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Wyszkowie. Nowe obowiązki nie przeszkodziły jej jednak w zachowaniu posady członka zarządu spółki PL.2012+.
  • Roberta Perkowskiego powołano do rady nadzorczej EuRoPol GAZ,
  • a Wojciech Dąbrowski został prezesem Polskiej Grupy Energetycznej.

Już po naszej kwietniowej publikacji

  • Kamil Kowaleczko został członkiem rady nadzorczej Euro-Eko - spółki powiązanej z Agencją Rozwoju Przemysłu,
  • Marka Pietrzaka powołano do rady nadzorczej Alior Banku,
  • a Krzysztofa Kuśmierowskiego - do rady PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna.

Artykuł Anny Dąbrowskiej opublikowany został w nr 8/2020 tygodnika "Polityka".

Wstęp, tytuł, śródtytuły i post scriptum pochodzą od redakcji OKO.press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne