"Wolność kobiety, choć jest wartością chronioną konstytucyjnie, nie może przesądzać o pozbawieniu życia dziecka poczętego, u którego stwierdzono prawdopodobieństwo upośledzenia lub choroby. Podobnie komfort psychiczny kobiety, który może doznać uszczerbku na skutek urodzenia [takiego] dziecka" - ogłosił marszałek Sejmu. Przeciw było dwoje posłów

Mimo, że od początku roku o aborcji jest głośno, głosowanie w komisji ustawodawczej 28 lutego 2018 przeszło niezauważone. A jego skutki mogą być poważne.

Sejmowa komisja ustawodawcza przegłosowała stanowisko w sprawie wniosku, który do Trybunału Konstytucyjnego złożyło kilku posłów PiS. Posłowie wnioskowali o uznanie jednej z przesłanek do legalnej aborcji za niezgodną z konstytucją. Komisja sejmowa w imieniu całego Sejmu poparła ich argumentację. Tylko dwie osoby były przeciw.

Głosami 10 do 2 sejmowa komisja – obradująca pod kierunkiem posła Stanisława Pięty z PiS (na zdjęciu razem z przewodniczącym komisji Markiem Astem) uznała, że przerywanie ciąży ze względu na wady lub nieuleczalne choroby płodu jest niezgodne z konstytucją i tym samym wsparła posłów PiS, którzy taki wniosek złożyli do Trybunału Konstytucyjnego.

Szczegółowo o wniosku posła Wróblewskiego pisaliśmy tutaj. Stanowisko Sejmu jest już na stronie TK. Jako pierwszy napisał o nim „Dziennik Gazeta Prawna”.

Przeciwko uznaniu przesłanki za niekonstytucyjną zagłosowały dwie osoby. Jacek Protasiewicz, poseł Unii Europejskich Demokratów, jako jedyny, głośno protestował:

„Nie zgadzam się z argumentem przedstawionym przez panią poseł, że art. art. 71 ust. 2 konstytucji, który brzmi: „Matka przed i po urodzeniu dziecka ma prawo do szczególnej pomocy władz publicznych, której zakres określa ustawa”, można wywieść argument, że w konstytucji da się z tego artykułu określić moment, w którym powstaje życie, które jest przedmiotem bardzo poważnego sporu natury aksjologicznej”.

Na tym sprzeciw się zakończył. Poza Jackiem Protasiewiczem przeciw stanowisku głosowała jeszcze jedna osoba, nie udało nam się ustalić, kto [aktualizacja: drugą osobą głosującą była posłanka PO, Ewa Drozd]. W sekretariacie komisji dowiedzieliśmy się, że na listę obecności wpisało się 29 posłów – czyli brakowało tylko jednej osoby.

Ale w głosowaniu wzięło udział tylko 12 osób. To by oznaczało, że aż 17 osób z głosowania wyszło. Tego samego dnia we wcześniejszych głosowaniach komisji wzięło udział 20 posłów.

Dlaczego Sejm w ogóle wypowiedział się w sprawie wniosku do TK? Bo jest stroną postępowania, gdy oceniana ma być konstytucyjność ustawy. Obowiązuje zasada, że jedną ze stron jest zawsze organ, który wydał kwestionowany akt normatywny. Gdy ktoś skarży rozporządzenie to stroną jest minister, który je wydał; gdy ktoś skarży ustawę, to Sejm.

Stanowisko, o którym mowa, to tzw. pismo procesowe Sejmu, które przeszło wewnętrzną procedurę: zostało przygotowane w BAS, dyskutowane i przegłosowane w komisji sejmowej, podpisane przez Marszałka Sejmu.

Wniosek do TK i jego poparcie przez Sejm to już kolejna próba zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. 16 marca pisaliśmy o tym, że po ponagleniu biskupów Sejm przyspieszył prace nad ustawą „Zatrzymaj aborcję” – 19 marca zaopiniuje ją komisja sprawiedliwości i praw człowieka. Z tego powodu w niedzielę w całym kraju odbędą się protesty przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej.

Jednocześnie do Sejmu trafił nowy projekt Instytutu Ordo Iuris, zgodnie z którym płód otrzymuje status pacjenta na równi z osobami już urodzonymi:

Godność człowieka i prawna ochrona – od poczęcia

Komisja ustawodawcza stwierdziła, że: „art. 4a ust. 1 pkt 2 oraz art. 4a ust. 2 zdanie pierwsze ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży jest niezgodny z art. 30 w związku z art. 38 Konstytucji oraz z art. 38 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji”.

Innymi słowy, prawo do przerwania ciąży, gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”, jest niezgodne z art. 30 i 38 Konstytucji, które brzmią:

Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

Art. 38 Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.

Posłowie dowodzą, że ochrona życia i godności człowieka zaczyna się już od poczęcia. W związku z tym

wszystkie zapisy konstytucyjne dotyczące ochrony życia i godności człowieka obejmują okres prenatalny. Nawet, jeżeli nie jesteśmy w stanie określić, kiedy życie się zaczyna (choć posłowie przekonują, że od połączenia komórki jajowej i plemnika), to wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść życia.

Posłowie posiłkują się tu orzeczeniem TK z 28 maja 1997 r.:”Wartość konstytucyjnie chronionego dobra prawnego, jakim jest życie ludzkie, w tym życie rozwijające się w fazie prenatalnej, nie może być różnicowana. Brak jest bowiem dostatecznie precyzyjnych i uzasadnionych kryteriów pozwalających na dokonanie takiego zróżnicowania w zależności od fazy rozwojowej ludzkiego życia. Od momentu powstania życie ludzkie staje się więc wartością chronioną konstytucyjnie. Dotyczy to także fazy prenatalnej”.

Płód równie ważny jak matka, bo oboje są ludźmi

A skoro w fazie prenatalnej mamy już do czynienia z człowiekiem, nie możemy go dyskryminować ze względu na chorobę: „Różnicowanie ochrony prawnej człowieka ze względu na uprawdopodobniony zły stan zdrowia lub występowanie wad genetycznych płodu prowadzi do różnicowania wartości człowieka”.

A zatem: „Stosowanie zakwestionowanego przepisu prowadzi do selekcyjnego podejścia do wartości człowieka i nie znajduje uzasadnienia w perspektywie konstytucyjnego obowiązku ochrony godności ludzkiej, naruszając tym samym art. 30 w związku z art. 38 Konstytucji”.

Posłowie przyznają, że istnieją sytuacje, w których ochrona życia dziecka poczętego nie jest bezwzględna, ale „działania pozwalające na przerwanie ciąży muszą być absolutnie i bezwzględnie konieczne dla ochrony równorzędnych wartości tj. dla ochrony życia matki”.

Nieuleczalna choroba płodu nie może być zatem powodem do legalnej aborcji:

„Wolność kobiety, choć jest to jedna z podstawowych wartości chronionych konstytucyjnie, to nie może ona przesądzać o pozbawieniu życia dziecka poczętego, u którego stwierdzono prawdopodobieństwo upośledzenia lub choroby zagrażającej jego życiu. Podobnie należy ocenić komfort psychiczny kobiety, który może doznać uszczerbku na skutek świadomości prawdopodobieństwa urodzenia upośledzonego dziecka. Na gruncie przesłanki eugenicznej

życie niepełnosprawnego dziecka poczętego konkuruje z bliżej nieokreślonym dobrem kobiety, które w istocie stanowi wartość niższą niż życie ludzkie”.

Z gwałtu też trzeba będzie rodzić?

Posłowie wskazują wprost, że każda przesłanka do przerwania ciąży jest niekonstytucyjna, o ile nie chroni życia matki.

Oznacza to, że następna w kolejce może być przesłanka dotycząca gwałtu/kazirodztwa, bo urodzenie dziecka z gwałtu nie zagraża życiu matki.

Uzasadnieniem tej przesłanki byłoby raczej zdrowie psychiczne, czyli „komfort psychiczny”. W świetle tej argumentacji przedstawionej przez Sejm może się okazać niewystarczające.

Warto zwrócić uwagę, że posłowie wielokrotnie powoływali się na orzeczenie TK z 28 maja 1997 r., które pozwoliło ówczesnemu Sejmowi zaostrzyć ustawę antyaborcyjną. Przewodniczącym składu orzekającego był prof. Andrzej Zoll, zdecydowany przeciwnik prawa do aborcji.

Trybunał  Konstytucyjny w 1997 roku dał przykład

Zoll był też autorem propozycji nowelizacji kodeksu karnego z 2013 r., która zastępowała pojęcie „przerwanie ciąży” „spowodowaniem śmierci dziecka poczętego”. Nowy kodeks miał też karać kobiety za dokonanie aborcji płodu zdolnego do samodzielnego życia, zakazywał sprzedaży antykoncepcji awaryjnej oraz proponował kary dla lekarzy za nieumyślne uszkodzenie płodu (np. podczas badania).

  • Zobacz, jak w 1997 roku zmieniono prawo za pomocą Trybunału

    W 1993 roku – mimo ogromnego sprzeciwu społecznego (co widać w sondażach z tamtego okresu, o których piszemy tutaj) – drastycznie zaostrzono przepisy dotyczące aborcji. Od tej pory można było legalnie przerwać ciążę jedynie w trzech przypadkach: gdy jest zagrożone życie lub zdrowie matki, gdy płód jest uszkodzony, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa.

    W 1996 roku ustawę zliberalizowano. Zezwolono na przerywanie ciąży także wtedy, gdy „kobieta ciężarna znajduje się w ciężkich warunkach życiowych lub trudnej sytuacji osobistej”. Preambuła nowej ustawy brzmiała: „Uznając, że życie jest fundamentalnym dobrem człowieka, a troska o życie i zdrowie należy do podstawowych obowiązków państwa, społeczeństwa i obywatela; uznając prawo każdego do odpowiedzialnego decydowania o posiadaniu dzieci oraz prawo dostępu do informacji, edukacji, poradnictwa i środków umożliwiających korzystanie z tego prawa, stanowi się, co następuje”. W artykule 1 zastrzegano jednak, że „Prawo do życia podlega ochronie, w tym również w fazie prenatalnej w granicach określonych w ustawie”.

    Ustawa nie przetrwała długo. Na wniosek 37 senatorów Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył w maju 1997 zgodność z Konstytucją czwartej przesłanki (trudna sytuacja kobiety). I uznał, że zapis jest niezgodny z Konstytucją. Ustawa wróciła do stanu z 1993 roku.

    Udało się więc zaostrzyć ustawę, mimo, że w parlamencie większość miała ciągle koalicja SLD-PSL – ta sama, która wcześniej ustawę zliberalizowała.

    TK wydał wyrok tuż przed wyborami 1997 roku, w których zwyciężyła konserwatywna AWS.

    Przewodniczącym składu orzekającego był prof. Andrzej Zoll. Troje sędziów zgłosiło wnioski odrębne: Wojciech Sokolewicz, Zdzisław Czeszejko-Sochacki, Lech Garlicki. W składzie 12 sędziów znalazła się tylko jedna kobieta.

Prezes przychylny

Wniosek o zbadanie zgodności z Konstytucją ustawy antyaborcyjnej złożył 27 października 2017 do TK Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS. Poseł zapewnił, że prezes Kaczyński „życzliwie odnosi się” do tego pomysłu:

„Od początku kadencji staram się zabiegać o ochronę życia. Zdecydowana większość koleżanek i kolegów z PiS ma, myślę, podobne zdanie. (…) Jarosław Kaczyński jest przeciwko aborcji eugenicznej. (…) Prezes Kaczyński znał moje stanowisko, wiedział o pracy, a także, myślę, życzliwie się do tego odnosi”.

Podobne deklaracje składali najważniejsi politycy PiS, np. premier Beata Szydło. Prezydent Duda obiecał, że podpisze ustawę zaostrzającą przepisy antyaborcyjne.

Jeżeli poseł Wróblewski ma rację i prezes Kaczyński wniosek do TK popiera, to zaostrzenie ustawy jest już niemal pewne. Już raz zmiana prawa za pomocą TK się powiodła.

Niech sędziowie zdecydują

Przeciwnikiem obarczania sędziów odpowiedzialnością za stanowienie prawa aborcyjnego jest prof. Marcin Matczak, z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego. W listopadowym Tygodniku Powszechnym ocenił takie działanie jednoznacznie:

„Uważam ich działanie za złe w sensie moralnym.

Regulacja prawna aborcji należy do grupy najbardziej kontrowersyjnych zagadnień społecznych. Jedynym sposobem radzenia sobie z takimi kontrowersjami jest ich rozstrzygnięcie przez głosowanie w transparentnym procesie demokratycznym”.

Matczak przytacza przykład sędziego Sądu Najwyższego USA, Antonina Scali. Mimo że Scalia był zadeklarowanym, ortodoksyjnym katolikiem (z dziewięciorgiem dzieci, z których jedno zostało księdzem), uważał, że jeżeli konstytucja nie proponuje jasnego rozwiązania w kwestii moralnej, sędziowie nie mogą o tym decydować.

Prof. Matczak przytacza słowa sędziego: „bez względu na to, czy uważasz, że zakaz aborcji jest dobry, czy też, że jest zły, bez względu na to, jakie jest twoje stanowisko w tej sprawie, moja jedyna uwaga jest następująca: konstytucja nic o tym nie mówi. Pozostawia to demokratycznej decyzji”.

Dlaczego więc polscy parlamentarzyści tak chętnie pozbywają się tego problemu? Matczak przedstawia trzy powody, z których każdy, jego zdaniem, jest „moralnie naganny”.

  • posłowie wiedzą, że społeczeństwo nie popiera zmiany ustawy (co widać bardzo wyraźnie w sondażach m.in. realizowanych na zlecenie OKO.press. Więcej o tym w tekście tutaj);
  • skoro posłowie udają się z tą kwestią do TK, zamiast zagłosować w Sejmie, muszą być pewni, że Trybunał zadecyduje po ich myśli. „Nielegalnie przejęty przez obecną większość Trybunał jest tej większości całkowicie posłuszny, dlatego chętnie wykorzystuje go ona do realizacji swoich politycznych planów. Częste w ostatnim czasie składanie wniosków do TK przez przedstawicieli rządzącej większości jest anomalią. Rolą Trybunału jest obrona mniejszości niereprezentowanej aktualnie w parlamencie, nie zaś realizowanie politycznych planów większości”;
  • decyzja TK pokaże, że regulacje prawne w kwestii aborcji w Polsce są niewłaściwe z powodów „obiektywnych” – w powodu niekonstytucyjności ustawy. „W takiej sytuacji konieczność zmiany regulacji wydaje się nieunikniona, dokonywana poza wolą polityczną posłów.

W domyśle: nie wińcie nas, wińcie konstytucję, my nie mieliśmy żadnego wyboru. A może nawet: wińcie sędziów – to narracja, do której obecna większość nas przyzwyczaiła”.

Prof. Matczak uważa, że to posłowie powinni – w normalnym procesie demokratycznym – podjąć decyzję o aborcji. A skoro jednak złożyli wniosek do TK, to jak powinni zachować się sędziowie? Odpowiedź Matczaka zaskakuje:

sędzia-katolik powinien wycofać się ze sprawy i nie brać udziału w rozpatrywaniu wniosku – bo nie będzie bezstronny.

„Jeśli natomiast uważa, że może być w takiej sytuacji bezstronny, to albo niepoważnie traktuje pełnienie funkcji sędziego, albo niepoważnie traktuje swój katolicyzm. Tertium non datur”.

Piekło kobiet

Wyrok TK zgodny ze stanowiskiem Sejmu oznacza w praktyce likwidację legalnej aborcji w Polsce. Aborcja ze względu na wady i nieuleczalne choroby płodu to absolutna większość wszystkich zabiegów – w ostatnich latach ok. 95 proc.:

Jednocześnie, wbrew narracji środowisk anti-choice, to wcale nie zespół Downa jest najczęstszą przyczyną decyzji o aborcji. Szczegółowe dane znajdziesz tutaj:


OKO pilnuje praw kobiet. Codziennie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli i mogły działać dalej.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Masz cynk?