Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Źródło: PxhereŹródło: Pxhere

Najpierw jest gorączka. Albo ból przy oddawaniu moczu. Albo kaszel, który brzmi jak setki innych kaszli słyszanych każdej jesieni. Matka podaje dziecku lek przeciwgorączkowy. Starszy mężczyzna mówi, że „pewnie go coś bierze”. Ktoś po zabiegu czuje się po prostu wyraźnie gorzej niż wczoraj. W takich momentach sepsa najczęściej nie przypomina medycznego dramatu. Przypomina raczej coś znajomego, oswojonego, chwilowo niepokojącego, ale takiego, co za chwilę opanujemy.

I może właśnie dlatego jest tak podstępna. Sepsa nie wchodzi do życia pacjenta z hukiem, a „tylnymi drzwiami”. Przez chwilę wygląda jak infekcja, którą da się przeczekać, rozchodzić, jeszcze poobserwować. Problem w tym, że bywa chorobą sekund ukrytych w godzinach. Z zewnątrz wszystko może wydawać się jeszcze względnie zwyczajne, podczas gdy w środku organizm zaczyna już wpadać w stan biologicznego chaosu.

Sepsa wciąż jest jednym z tych pojęć, które większość ludzi zna, ale niewielu naprawdę rozumie. Nadal bywa mylona z dawnym, uproszczonym określeniem „zakażenie krwi”, choć współczesna medycyna opisuje ją inaczej: jako zagrażającą życiu dysfunkcję narządową wywołaną rozregulowaną odpowiedzią organizmu na zakażenie. WHO ujmuje to podobnie i podkreśla, że sepsa może prowadzić do wstrząsu, niewydolności wielonarządowej i śmierci, jeśli nie zostanie szybko rozpoznana i leczona.

Przeczytaj także:

To nie bakteria zabija

W wyobraźni laików groźny bywa przede wszystkim drobnoustrój: bakteria, wirus, grzyb. Tymczasem w sepsie problemem jest nie tylko sam intruz, ale odpowiedź organizmu, który chce się go pozbyć. Układ odpornościowy, który miał walczyć z zakażeniem, zaczyna działać jak armia prowadząca ostrzał także na własne pozycje. Naczynia stają się bardziej przepuszczalne, krążenie zaczyna zawodzić, narządy dostają mniej tlenu, rośnie ryzyko uszkodzenia nerek, płuc, mózgu, serca. To już nie jest zwykła infekcja. To moment, w którym całe ciało zaczyna się rozpadać.

Właśnie dlatego sepsa tak źle znosi uproszczenia. Nie wygląda jak jedna choroba i nie przebiega jak jedna choroba. U jednego pacjenta zacznie się od zapalenia płuc, u drugiego od zakażenia dróg moczowych, u kolejnego od infekcji skóry albo przewodu pokarmowego. CDC przypomina, że to właśnie płuca, przewód pokarmowy, układ moczowy i skóra należą do najczęstszych punktów wyjścia zakażeń prowadzących do sepsy.

Objawy też bywają nieoczywiste: lepka skóra, splątanie, silny dyskomfort, gorączka albo przeciwnie – uczucie zimna, szybkie tętno, duszność. W praktyce nie ma jednego alarmowego sygnału, który zawsze się zapala.

Dlatego lekarze mówią o sepsie z pewnym rodzajem profesjonalnego respektu. Nie tylko dlatego, że jest śmiertelna, ale dlatego, że potrafi wymknąć się prostym schematom. Mass General Brigham podaje, że w Stanach Zjednoczonych sepsa dotyczy 1,7 mln dorosłych rocznie, a co najmniej 350 tys. z nich umiera w szpitalu lub trafia do hospicjum. Stan sepsy jest przyczyną 1 na 3 zgony szpitalne.

Międzynarodowe wytyczne Surviving Sepsis Campaign dla dzieci zalecają, by przy podejrzeniu wstrząsu septycznego leczenie przeciwdrobnoustrojowe rozpocząć jak najszybciej, najlepiej w ciągu godziny od rozpoznania sepsy. U dzieci z prawdopodobną sepsą bez wstrząsu mówi się o możliwie szybkiej diagnostyce i rozpoczęciu terapii najlepiej w ciągu 3 godzin, jeśli podejrzenie się potwierdzi. Sam fakt, że medycyna formułuje takie zalecenia, pokazuje powagę sytuacji: tutaj nie ma przestrzeni do namysłu.

To zresztą jeden z najbardziej dramatycznych paradoksów sepsy. Żeby leczyć ją dobrze, trzeba działać szybko. Ale żeby działać szybko, trzeba podejmować ryzykowne decyzje. Lekarz musi myśleć jednocześnie o źródle zakażenia, wynikach badań, funkcji narządów, płynoterapii, ciśnieniu, oddychaniu, antybiotykoterapii, a czasem także o pilnym zabiegu. Sepsa to dla lekarza test działania pod presją, i to presją wyjątkowo niewdzięczną: bo w pierwszych godzinach łatwo pomylić ją z wieloma innymi stanami.

Sepsa to nie relikt przeszłości

Mogłoby się wydawać, że skoro sepsa zaczyna się od infekcji, to recepta powinna być prosta: znaleźć przyczynę i wyeliminować ją. Tyle, że kiedy sepsa już się rozwinie, nie walczy się wyłącznie z patogenem. Walczy się także o utrzymanie perfuzji narządów, prawidłowego oddychania, ciśnienia, równowagi metabolicznej, a czasem o dosłowne usunięcie źródła zakażenia z ciała pacjenta. CDC podkreśla, że szybkie leczenie obejmuje nie tylko odpowiednie leki, ale też utrzymywanie przepływu krwi do narządów; czasem potrzebna jest operacja, by usunąć zakażoną tkankę.

Co więcej, nie każdej śmierci związanej z sepsą da się zapobiec wyłącznie lepszą organizacją opieki. W analizie opublikowanej w JAMA Network Open badacze ocenili, że sepsa była obecna w ponad połowie hospitalizacji zakończonych zgonem lub wypisem do hospicjum, ale większość tych przypadków dotyczyła pacjentów z bardzo ciężkimi chorobami współistniejącymi. Autorzy uznali, że duża część tych zgonów była mało prawdopodobna do uniknięcia wyłącznie dzięki lepszej opiece szpitalnej. To nie uniewinnia systemu, ale przypomina, że sepsa często dotyka organizmy mocno osłabione.

Mimo iż sepsa bywa opisywana jak rzadkie powikłanie, liczby pokazują co innego. Analiza The Lancet z 2020 roku mówi o 48,9 mln przypadków sepsy i 11 mln zgonów związanych z sepsą na świecie w 2017 roku – to ok. 20 proc. wszystkich zgonów globalnie. Prawie połowa szacowanych przypadków dotyczyła dzieci poniżej 5. roku życia.

Nowsze szacunki są jeszcze bardziej niepokojące. Według danych Global Burden of Disease przywoływanych w 2025 roku przez Global Sepsis Alliance i IHME, w 2021 roku mogło dojść do 166 mln przypadków sepsy i 21,4 mln zgonów związanych z sepsą. Tych liczb nie należy wrzucać do jednego worka z wcześniejszą analizą bez zastrzeżeń metodologicznych, ale kierunek jest jasny: sepsa nie jest reliktem dawnej medycyny. To nadal jeden z największych problemów zdrowotnych świata, a lata pandemii najpewniej odwróciły część wcześniejszych korzystnych trendów.

Prawda czy fałsz?

Sepsa to zakażenie krwi.

Sprawdziliśmy

Tak mówi się o niej potocznie, ale to spore uproszczenie. Sepsa jest groźną reakcją całego organizmu na zakażenie - taką, w której układ odpornościowy zaczyna działać chaotycznie i uszkadzać własne narządy.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Dzieci szczególnie zagrożone

Przez lata sepsa kojarzyła się wielu osobom głównie z pacjentami starszymi i ciężko przewlekle chorymi. To tylko część prawdy. Najnowsze dane pokazują, że problem ogromnie mocno dotyczy także pediatrii. Badanie omówione przez Harvard Pilgrim Health Care Institute objęło 3,9 mln hospitalizacji pediatrycznych z lat 2016-2023. Sepsę stwierdzono w 1,3 proc. z nich, czyli mniej więcej u jednego na 75 hospitalizowanych dzieci. Śmiertelność wewnątrzszpitalna wśród dzieci z sepsą wyniosła 10,1 proc., a sepsa była obecna w 17,8 proc. hospitalizacji zakończonych zgonem. Autorzy oszacowali ponad 18 tys. przypadków i ponad 1800 zgonów rocznie wśród hospitalizowanych dzieci w USA. Co szczególnie niepokojące, między 2016 a 2022 rokiem nie widać było wyraźnej poprawy.

Te dane są ważne także dlatego, że opierają się na nowszym, bardziej rygorystycznym podejściu do definiowania sepsy u dzieci. W 2024 roku w JAMA opublikowano kryteria Phoenix, które definiują pediatryczną sepsę przez zagrażającą życiu dysfunkcję narządową w przebiegu zakażenia. Phoenix Sepsis Score miał lepiej identyfikować dzieci rzeczywiście zagrożone zgonem niż starsze, szersze kryteria.

W Polsce problemem jest nie tylko sama sepsa, ale też to, jak słabo ją mierzymy. Prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat mówiła w 2024 roku, że brak elektronicznego rejestru powoduje niedoszacowanie zapadalności. W obiegu funkcjonują bardzo różne liczby: ok. 35 tys. przypadków rocznie, ale też nawet 100 tysięcy. Przywoływane przez nią badania prof. Andrzeja Küblera wskazywały, że sepsę ma co trzeci pacjent trafiający na intensywną terapię. Sama rozpiętość tych szacunków pokazuje, że polski system nadal nie widzi problemu z wystarczającą ostrością.

Najbardziej konkretne dane historyczne pochodzą z raportu NIK „Zakażenia w podmiotach leczniczych”. Według danych NFZ w okresie objętym kontrolą liczba osób hospitalizowanych z powodu sepsy wyniosła 51 537, podczas gdy dane PZH mówiły jedynie o 2640 przypadkach. W latach 2015-2017 do końca pierwszego półrocza hospitalizowano też 8844 pacjentów pediatrycznych w wieku 0-18 lat z rozpoznaniem sepsy. To liczby sprzed kilku lat, ale dobrze pokazują zarówno skalę zjawiska, jak i chaos sprawozdawczy, który utrudnia sensowną ocenę sytuacji.

Między sepsą a antybiotykoopornością

Współczesna walka z sepsą rozgrywa się jeszcze na jednym polu: między koniecznością szybkiego leczenia a rosnącym problemem antybiotykooporności. W pierwszych godzinach lekarze często muszą działać szeroko, zanim poznają dokładnego sprawcę zakażenia. To ratuje życie, ale zarazem wpisuje się w szerszy kryzys oporności drobnoustrojów. Antybiotyki pozostają krytycznie ważne w leczeniu infekcji prowadzących do sepsy, ale ich użycie sprzyja także rozwojowi oporności; infekcje wywołane opornymi patogenami bywają trudne albo wręcz niemożliwe do leczenia.

Dlatego tak wielkie nadzieje wiążą się dziś z diagnostyką. Przeglądy z 2025 roku pokazują szybki rozwój biomarkerów sepsy i narzędzi diagnostycznych, ale wspólny wniosek pozostaje ostrożny: postęp jest powolny, nadal nie mamy jednego testu, który sam rozwiązałby problem wczesnego rozpoznawania. Sepsa jest zbyt złożonym zespołem, by dało się ją bez reszty zamknąć w jednym laboratoryjnym wskaźniku.

Równie mało widowiskowa, a bardzo ważna pozostaje kwestia szybkiego usuwania źródła zakażenia. Badanie opublikowane w JAMA Surgery wykazało, że procedury przeprowadzone w ciągu 6 godzin od początku pozaszpitalnej sepsy wiązały się z niższym ryzykiem 90-dniowej śmiertelności. To pokazuje, że przyszłość leczenia nie leży wyłącznie w „lepszym leku”, ale też w sprawniejszym działaniu całego systemu – od rozpoznania po decyzję proceduralną.

Trzeba pamiętać też, że sepsa nie kończy się zawsze wraz z wypisem ze szpitala. Coraz więcej badań dotyczy tego, co dzieje się później. Publikacja we Frontiers in Medicine opisuje zespół postseptyczny jako wieloukładowe następstwo sepsy, związane z przewlekłym osłabieniem, zaburzeniami poznawczymi, przewlekłym stanem zapalnym, większą podatnością na kolejne infekcje i pogorszeniem jakości życia.

Europejskie badania pokazują podobny obraz: przeżycie sepsy wiąże się z szerokim spektrum nowych zaburzeń, a ok. 1/4 pacjentów doświadcza funkcjonalnej zależności. To znaczy, że nawet tam, gdzie lekarze pokonują ostrą fazę choroby, rachunek bardzo często nie kończy się na wypisie. Sepsa zabija dosłownie, ale potrafi też zostawić po sobie długi cień.

Dlaczego sepsa nie przestanie zabijać?

Nadal zbyt często jest o krok przed nami. Przed rozpoznaniem. Przed procedurą. Przed wynikami badań. Przed spokojem, który lubi nowoczesna medycyna. Sepsa potrafi zacząć się niewinnie, a po kilku godzinach dotyczyć już nie jednego narządu, lecz całego rozsypującego się organizmu. Uderza najmocniej w ludzi najmłodszych, najstarszych i najbardziej obciążonych, ale nie oszczędza też tych, którzy jeszcze chwilę wcześniej wydawali się po prostu przeziębieni albo po zabiegu trochę słabsi.

A jednak sepsa nie jest nieuleczalna. Nie zatrzyma jej jeden technologiczny cud, tylko szybsze rozpoznanie, lepsza diagnostyka, sprawniejsze leczenie zakażenia i system, który nie gubi pacjenta w tych najważniejszych godzinach. Bo sepsa wciąż zabija nie tylko dlatego, że bywa gwałtowna, ale też dlatego, że zbyt często reagujemy na nią za późno.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Marcin Powęska
Marcin Powęska

Biolog, dziennikarz popularnonaukowy, redaktor naukowy Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER). Autor blisko 10 000 tekstów popularnonaukowych w portalu Interia, ponad 50 publikacji w papierowych wydaniach magazynów „Focus", „Wiedza i Życie" i „Świat Wiedzy". Obecnie publikuje teksty na Focus.pl.

Komentarze