Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Mateusz Mirys / OKO.pressIl. Mateusz Mirys / ...

To nie jest zagadka epidemiologiczna. Odra po prostu robi to, do czego została stworzona: błyskawicznie wykorzystuje luki w odporności populacyjnej. WHO przypomina, że to jedna z najbardziej zakaźnych chorób na świecie – jedna osoba może zarazić nawet kilkanaście kolejnych, a wirus potrafi unosić się w powietrzu lub utrzymać się na powierzchniach do 2 godzin.

Wirus, który nie wybacza

Odra jest chorobą wirusową przenoszoną drogą powietrzną. Zaczyna się często jak mocniejsze przeziębienie: gorączka, kaszel, katar, zapalenie spojówek. Dopiero potem pojawia się charakterystyczna wysypka, zwykle startująca na twarzy i schodząca w dół ciała.

Problem w tym, że odra to nie tylko wysypka. WHO wymienia powikłania, które potrafią przewrócić przebieg choroby do góry nogami: zapalenie płuc, ciężka biegunka z odwodnieniem, zapalenie mózgu, a nawet utrata wzroku. Do tego dochodzi mniej intuicyjny efekt: po przechorowaniu odry układ odpornościowy może zostać osłabiony w sposób, który zwiększa podatność na inne infekcje. To tak, jakby organizm dosłownie zapomniał jak bronić się przed znanymi patogenami.

Nie ma celowanego leku, który zatrzymałby namnażanie wirusa i skrócił chorobę tak, jak antybiotyk potrafi wyciszyć część infekcji bakteryjnych. W praktyce lekarze leczą więc to, co odra robi organizmowi: pilnują nawodnienia, łagodzą gorączkę i ból, kontrolują oddech, monitorują saturację, a gdy pojawiają się powikłania – reagują jak na ostrą chorobę płuc czy mózgu.

Jeśli dojdzie do nadkażenia bakteryjnego (np. zapalenia płuc lub ucha), wchodzą antybiotyki, ale one nie działają na sam wirus odry – są gaszeniem pożaru roznieconego niejako przy okazji. W ciężkich przypadkach potrzebna bywa hospitalizacja, tlenoterapia, a czasem intensywna opieka, zwłaszcza u małych dzieci i osób z obniżoną odpornością.

Odra jest mistrzem wykorzystywania luk – jeśli w populacji spada odsetek osób uodpornionych, wirus szybko znajduje grupy, w których może się rozprzestrzeniać niemal bez przeszkód. Wtedy ostatnią deską ratunku pozostaje odporność populacyjna zbudowana szczepieniami: ona nie tyle łagodzi przebieg choroby u pojedynczej osoby, ile przede wszystkim odcina wirusowi drogę między ludźmi. To różnica między pojedynczymi przypadkami a ogniskiem, które w kilka tygodni potrafi wciągnąć setki osób, uruchomić kwarantanny i dołożyć kolejne obciążenie szpitalom.

Przeczytaj także:

Europa traci status „wolna od odry”

W styczniu 2026 r. WHO potwierdziła, że sześć państw nie jest już uznawanych za wolnych od odry (formalnie: straciły status eliminacji transmisji endemicznej). Chodzi o: Wielką Brytanię, Hiszpanię, Austrię, Armenię, Azerbejdżan i Uzbekistan.

To sformułowanie bywa mylące, bo nie oznacza, że odra nagle pojawiła się po latach ciszy. WHO opiera się na kryterium transmisji: aby utrzymać status eliminacji, kraj musi nie mieć ciągłej lokalnej transmisji tego samego szczepu wirusa przez co najmniej 12 miesięcy. Jeśli wirus wraca i potrafi krążyć bez przerwy przez rok, status przepada.

Mechanizm jest brutalnie prosty: odra jest pierwsza w kolejce do powrotu, gdy spada wyszczepialność. WHO podkreśla, że do utrzymania bezpieczeństwa potrzebny jest poziom szczepień przekraczający 95 proc. (zwłaszcza dwiema dawkami). Kiedy wskaźniki spadają poniżej tej granicy – nawet jeśli średnia krajowa nie wygląda źle – wystarczą lokalne „dziury” (dzielnice, gminy, konkretne grupy), by zapoczątkować reakcję łańcuchową.

Dlaczego to się dzieje? To efekt trzech nakładających się kryzysów.

Pierwszy to kryzys zaufania. Po pandemii COVID-19 w wielu krajach wzrosła odporność społeczna na argumenty medyczne – i to nie tylko w niszach internetu, ale także w realnych decyzjach rodziców.

Drugi to kryzys dostępności i logistyki. Nawet przy braku twardej niechęci do szczepień, system potrafi przegrywać na prostych rzeczach: terminach, kolejkach, braku wygodnych punktów szczepień.

Trzeci to kryzys nierówności, czyli geografia podatności. Odra nie potrzebuje większości. Potrzebuje skupisk osób nieuodpornionych. WHO i UNICEF zwracają uwagę, że w Regionie Europejskim (Europa + Azja Środkowa) dzieci poniżej 5. roku życia stanowiły ponad 40 proc. przypadków, a ponad połowa chorych wymagała hospitalizacji. To jest obraz ognisk, które uderzają w najmłodszych i w tych, którzy wypadli z rutyny systemu.

USA: przypadki rosną lawinowo, szczepienia nie

Amerykański przykład pokazuje, jak szybko sytuacja może wymknąć się spod kontroli nawet w kraju, w którym szczepionka jest dostępna od ręki. W Karolinie Południowej liczba przypadków w jednym ognisku wzrosła do 789 (stan na 27 stycznia 2026). To już poziom, który w praktyce zaczyna obciążać lokalne służby sanitarne i placówki medyczne logistyką kwarantann, dochodzeń epidemiologicznych i zabezpieczania ekspozycji.

Reuters podaje, że ognisko trwa od października i koncentruje się w północno-zachodniej części stanu (m.in. okolice Greenville i Spartanburga). Wśród zakażonych 695 osób było niezaszczepionych, 14 miało tylko jedną dawkę szczepionki przeciw MMR (Measles, Mumps, Rubella, czyli odrze, śwince i różyczce), 20 było w pełni zaszczepionych, a u 60 status nie był znany. Równolegle setki osób obejmowano kwarantanną i izolacją.

To ważne, bo Karolina Południowa nie jest anomalią, tylko soczewką, przez którą widać szerszy problem. Według danych CDC, w 2026 roku (do 22 stycznia) potwierdzono już 416 przypadków w 14 jurysdykcjach, a zdecydowana większość z nich była powiązana z ogniskami rozpoczętymi jeszcze w 2025 roku. CDC podaje, że w całym 2025 roku USA zgłosiły 2255 potwierdzonych przypadków i 49 ognisk (w definicji CDC: co najmniej trzy powiązane przypadki), a aż 89 proc. zachorowań było związanych z ogniskami. To jest charakterystyczny podpis epidemii w kraju o „łatanym” poziomie odporności populacyjnej: nie pojedyncze incydenty, tylko łańcuchy transmisji, które potrafią żyć własnym życiem.

Widać to było już na początku 2025 roku w dużym, wielostanowym ognisku w bliskich, zamkniętych społecznościach o niskiej wyszczepialności. W raporcie CDC (MMWR) opisano, że od 1 stycznia do 17 kwietnia 2025 odnotowano 800 przypadków, z czego 82 proc. wiązało się z ogniskiem w Nowym Meksyku, Oklahomie i Teksasie; 11 proc. chorych wymagało hospitalizacji, a zgłoszono też trzy zgony.

Szczepienia rozchodzą się nierówno, bo krajowe średnie maskują lokalne dziury. CDC informuje, że wyszczepialność MMR wśród amerykańskich przedszkolaków spadła do 92,5 proc. w roku szkolnym 2024-2025 (z 95,2 proc. w 2019-2020), a ok. 286 tys. dzieci chodziło do szkoły bez dokumentacji ukończenia serii MMR. Rosną też zwolnienia – do 3,6 proc. (około 138 tys. dzieci) w tym samym roku szkolnym.

Organizacja społeczna KFF zwraca uwagę, że to nie są spadki kosmetyczne: w roku 2024-2025 aż 39 stanów było poniżej celu 95 proc., a 16 stanów spadło poniżej 90 proc. W świecie odry różnica między 95 proc. a 92 proc. to nie trzy punkty procentowe. To różnica między szczelną zaporą a siatką z oczkami, przez które wirus bez trudu się przeciska.

Na koniec warto doprecyzować coś, co często bywa nadużywane w dyskusjach: fakt, że w Karolinie Południowej część przypadków dotyczyła osób w pełni zaszczepionych, nie jest dowodem nieskuteczności szczepionki – raczej dowodem skali ekspozycji, gdy wirusa jest dużo i krąży intensywnie.

CDC podaje, że dwie dawki MMR są w ok. 97 proc. skuteczne w zapobieganiu odrze (jedna dawka w około 93 proc.), a zakażenia przełomowe mogą się zdarzać, zwłaszcza w środku dużego ogniska. Innymi słowy: szczepionka nie czyni osobę kuloodporną na wirusa, ale w skali populacji to jedyna rzecz, która potrafi odebrać odrze paliwo. Bez wysokiego i równomiernego poziomu szczepień USA będą wracać do tego samego punktu: kolejne ogniska, kolejne kwarantanny i kolejne fale zachorowań, które zaczynają przypominać stały element krajobrazu, a nie incydent.

Polska: lampka alarmowa już miga

W Polsce odra długo była rzadkością. Dane NIZP PZH pokazują, że w 2024 r. odnotowano 134 zachorowania i że 49,3 proc. przypadków wiązało się z hospitalizacją z powodu powikłań. To wciąż liczby nieporównywalne z największymi ogniskami w Europie, ale trend ma znaczenie: wirus wraca wtedy, gdy ma gdzie krążyć.

Najważniejszy wskaźnik ryzyka jest jednak prosty i bezlitosny: wyszczepialność. Przekrojowa analiza „Odra w Polsce w latach 2022-2023” pokazuje, że w 2023 roku poziom zaszczepienia pierwszą dawką MMR wynosił 91,8 proc., a drugą dawką 88,2 proc. – czyli wyraźnie poniżej progu 95 procent. Co gorsza, różnice regionalne są duże: w niektórych województwach wskaźniki dla drugiej dawki spadały w okolice 80 proc., a to już jest poziom, na którym odra nie tyle może, ile musi znaleźć paliwo.

Do tego dochodzi zjawisko uchyleń od szczepień. NIK raportował wzrost odmów/uchyleń z ok. 40 tys. w 2018 r. do ponad 87 tys. w 2023 r., co w praktyce oznacza rosnącą pulę dzieci bez pełnej ochrony. Jeśli ta dynamika się utrzyma, Polska może wejść w scenariusz znany z innych krajów: najpierw pojedyncze ogniska i przypadki zawleczone, później coraz częstsze łańcuchy transmisji w gminach o niskiej wyszczepialności, a na końcu presja na szpitale pediatryczne i oddziały zakaźne.

W Polsce nie stosuje się monowalentnej szczepionki „tylko na odrę” – szczepi się preparatem skojarzonym MMR (odra, świnka, różyczka). Schemat w Programie Szczepień Ochronnych to pierwsza dawka w 13-15 miesiącu życia i druga dawka w 6. roku życia. Na rynku dostępne są szczepionki trójwalentne M-M-RVAXPRO, Priorix, Priorix-Tetra. Po dwóch dawkach skuteczność ochrony jest bardzo wysoka (rzędu ~ 98-99 proc. w danych edukacyjnych NIZP PZH) – jedna dawka zostawia część osób z niedostateczną odpornością, a odra nie jest chorobą, która akceptuje margines błędu.

Prawda czy fałsz?

Polska jest wolna od odry, jako społeczeństwo jesteśmy na nią odporni

Sprawdziliśmy

Od kilku lat z powodu obniżającej się wyszczepialności odra potrafi u nas krążyć na tyle długo, by mówić o powrocie transmisji endemicznej. Nie zmieni się to, dopóki wyszczepialność będzie poniżej progu bezpieczeństwa

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Gdy państwo nie umie przypilnować profilaktyki

WHO szacuje, że w 2024 r. na świecie zmarło na odrę około 95 tys. osób, głównie niezaszczepione lub niedostatecznie zaszczepione dzieci poniżej 5. roku życia. W tym samym czasie globalne wskaźniki szczepień nie domknęły tarczy: pierwszą dawkę otrzymało ok. 84 proc. dzieci, a dwie dawki – ok. 76 proc.

Z perspektywy Europy sygnał ostrzegawczy jest równie wyraźny. WHO/UNICEF podawały, że w Regionie Europejskim w 2024 roku zgłoszono 127 350 przypadków zachorowań – najwięcej od 1997 roku. A według zestawienia NIZP PZH w 2024 roku na całym globie zgłoszono 359 521 przypadków odry.

Co dalej? Najbardziej prawdopodobny scenariusz na kolejne lata nie wygląda jak pandemia odry. Bardziej przypomina serię powracających pożarów: ogniska w miejscach o niskiej wyszczepialności, a potem dogaszanie ich kwarantannami, akcjami szczepień i hospitalizacjami dzieci, które nie powinny w ogóle trafiać na oddział.

Konsekwencje są mierzalne.

Po pierwsze, rośnie ryzyko dla niemowląt (zanim dostaną pierwszą dawkę), osób z niedoborami odporności i pacjentów, którzy nie mogą się zaszczepić.

Po drugie, rosną koszty systemowe: izolacje, kwarantanny, dochodzenia epidemiologiczne, testy, zamykanie szkół i przedszkoli, absencje rodziców.

Po trzecie, wraca ryzyko zgonów – rzadkich w krajach o dobrym dostępie do leczenia, ale jednak realnych, co widać już w dyskusjach o utrzymaniu statusu eliminacji w różnych państwach.

Odra jest brutalnie szczera: pokazuje, czy państwo umie przypilnować podstawowej profilaktyki. I coraz częściej odpowiedź jest przecząca.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Marcin Powęska
Marcin Powęska

Biolog, dziennikarz popularnonaukowy, redaktor naukowy Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER). Autor blisko 10 000 tekstów popularnonaukowych w portalu Interia, ponad 50 publikacji w papierowych wydaniach magazynów „Focus", „Wiedza i Życie" i „Świat Wiedzy". Obecnie publikuje teksty na Focus.pl.

Komentarze