Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Skąd Polski Komitet Olimpijski pod wodzą Radosława Piesiewicza ma pieniądze?

  1. Od Zondacrypto.
  2. Stąd, że prezes Piesiewicz bardzo lubi szkolenia.
  3. Stąd, że prezes udaje Greka, choć powinien raczej udawać Chińczyka.

Wszystkie powyższe odpowiedzi są prawdziwe, choć należy zaznaczyć, że tylko, jeśli mówimy o pieniądzach samego PKOl. Kwestia prywatnych pieniędzy Radosława Piesiewicza jest znacznie prostsza. Co nie znaczy, że mniej kontrowersyjna. Ale o tym później.

Przeczytaj także:

Czy prezes PKOl broni się, czy żali?

Żeby wyjaśnić awanturę, jaka rozpętała się pomiędzy prezesem PKOl a rzecznikiem Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Jackiem Dobrzyńskim i samym ministrem koordynatorem Tomaszem Siemoniakiem, trzeba wrócić do poniedziałkowej (20 kwietnia 2026) konferencji prasowej.

Wszystko zaczęło się, kiedy Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz na specjalnie zwołanym briefingu ogłosił, że nie zamierza zrywać umowy sponsorskiej z Zondacrypto, giełdą krytowalut.

I już na początku można popaść w konfuzję. Czy Piesiewicz właściwie tłumaczy się z tego, dlaczego zawarł umowę ze spółką, w sprawie której prokuratura wszczęła kilka dni temu śledztwo, oraz dlaczego (w domyśle „niestety”) ma związane ręce, by kontakty z nią natychmiast ukrócić? Czy jednak staje w obronie Zondacrypto?

Z jednej strony bowiem prezes PKOl twierdził, że

„mamy do czynienia ze zmasowaną nagonką na tę firmę (Zondacyrpto – przyp. red.) i też powstaje pytanie, komu to jest na rękę?”.

Dodatkowo podkreślał, że Zondacpryto jako sponsor generalny płaci PKOl pieniądze, więc dlaczego miałby zrywać umowę.

„Wszystkie świadczenia ze strony sponsora są realizowane, a zerwanie umowy wiąże się z zapłatą kar umownych, na które PKOl nie stać”

– mówił Piesiewicz podczas konferencji.

Z drugiej jednak strony klienci Zondacrypto nie mogą odzyskać swoich pieniędzy. Olimpijczycy, którym sponsor miał wypłacić nagrody, też ich nie mają. Prokuratura zaczęła działać, a premier Tusk ujawnia, że dostał od ABW informacje, jakoby Zondacrypto zamieszana była w kontakty z rosyjską mafią.

To wszystko spowodowało, że prezes PKOl w poniedziałek zrzucał winę na ABW, że go nie poinformowała. Winę – a to znaczy, że jednak prezes PKOl przyznaje, że coś w tej sytuacji jest nie w porządku.

Ostatecznie trudno uznać, jakie jest stanowisko prezesa w tej sprawie, dlatego zostawmy ten wątek. Bo jest wątek inny – ważniejszy.

Zamiłowanie do szkoleń

W ramach zrzucania winy na ABW Radosław Piesiewicz powiedział mediom, że on nawet zwracał się do ABW, zanim podpisał umowę sponsorską z Zondacyrpoto, ale ABW do dziś nie raczyła mu odpowiedzieć.

Problem w tym, że najwyraźniej w piśmie skierowanym do ABW PKOl pisał po chińsku, bo ABW zupełnie nie zrozumiała treści tego pisma. Służby specjalne nie zrozumiały, że PKOl pyta o wiarygodność i ewentualne ryzyka związane z nawiązaniem współpracy z giełdą kryptowalut Zondacyrpto.

Kiedy w poniedziałek wieczorem, już po konferencji prasowej PKOl, Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych, odszukał owo pismo, a następnie opublikował jego treść na platformie X.com, jasne się stało, że to jednak nie język chiński był przeszkodą, ale fakt, że w owym piśmie nie padło ani pytanie o Zondacyrpto, ani nawet słowo „kryptowaluty”.

PKOl jedynie informuje ABW, że „planuje poszerzenie kręgu sponsorów” i „rozpatruje współpracę z zagranicznymi podmiotami”. A w związku z tym pyta Agencję, czy ktoś mógłby przeszkolić kierownictwo PKOl z ewentualnych ryzyk związanych ze współpracą z firmami oferującymi „niestandardowe usługi”.

To nie było pytanie o to, czy ABW nie ma przypadkiem jakichś niepokojących informacji na temat firmy Zondacrypto. To było pytanie, czy Agencja nie zechciałaby zrobić szkolenia w PKOl.

View post on Twitter

Na podstawie tego pisma Minister Koordynator Służb Specjalnych Tomasz Siemoniak, jak i jego rzecznik oskarżyli Piesiewicza o kłamstwo i manipulację.

Ale uwagę należy tu zwrócić na coś innego – nie dało się zwrócić do ABW w bardziej zanonimizowany sposób. PKOl napisał o dopiero „rozpatrywaniu nawiązania współpracy”, nie użył nazwy własnej firmy ani nawet nie sprecyzował charakteru jej działalności. A już wtedy musiał dokładnie znać te szczegóły.

Pismo PKOl do ABW datowane jest na 17 października 2025 roku. To był piątek. Piesiewicz skarży się, że ABW mu na pismo nie odpowiedziała, ale on wcale na tę odpowiedź nie czekał.

Zaledwie pięć dni później, w środę 22 października, PKOl podpisał umowę sponsorską z Zondacrytpo. I to podpisał ją w Monako, gdzie mieszka prezes Zondy Przemysław Kral. Trzeba tam było więc jeszcze dolecieć. I kupić wcześniej bilety lotnicze.

To wszystko powoduje, że pismo do ABW miało charakter pozorowany. Miało jedynie zostać odnotowane, że PKOl zwrócił się w „tej sprawie” do ABW, przy czym „ta sprawa” została tak opisana, że dla ABW to była inna sprawa. Sprawa prośby o szkolenie.

Zresztą Jacek Dobrzyński twierdzi, że i tego ABW nie zignorowało, bo po tym enigmatycznym liście funkcjonariusz ABW próbował się kontaktować z wyznaczonym przez Piesiewicza pracownikiem PKOl, ale próby te były nieskuteczne.

To prowadzi do jeszcze jednego wniosku – skoro PKOl uznał, że warto jednak stworzyć sobie taką „dupokrytkę”, to znaczy, że miał wątpliwości co do wiarygodności Zondacrypto. Już wtedy najwyraźniej miał obawy, że mogą z tego wyjść kłopoty.

Zresztą te obawy nie były bezpodstawne. Już wtedy media opisywały, że w przeszłości Zondacyrpto kryje się historia tajemniczego zaginięcia, prawdopodobnie porwania, założyciela tej giełdy kryptowalut. Że w jej historii pojawiają się wątki mafii paliwowej i ludzie skazani za morderstwo.

Dlaczego prezes PKOl nadal jest prezesem?

Kłopoty mają dziś klienci, którzy nie mogą odzyskać swoich pieniędzy, a którzy mogli powierzyć swoje pieniądze Zondacrypto, bo uznali, że firma, której ogromne logo świeci nad siedzibą Polskiego Komitetu Olimpijskiego, musi być przecież wiarygodna.

Kłopoty mają polscy olimpijczycy, którzy otrzymali od sponsora generalnego nagrody za swoje osiągnięcia w postaci wirtualnych tokenów i nie mogą ich zamienić na pieniądze.

Kłopotów za to zdaje się nie mieć sam Radosław Piesiewicz jako prezes PKOl. Lista zarzutów wobec niego jest dość długa i to od dawna – słaby wynik medalowy polskiej reprezentacji na igrzyskach, niejasności dotyczące finansowania przygotowań polskich sportowców, wysyłanie na olimpiadę działaczy, choć ledwo wystarczało pieniędzy na wysyłanie sportowców. A teraz jeszcze problemy z głównym sponsorem.

A mimo to Piesiewicz, który jako nominat PiS objął stanowisko w PKOl w 2023 roku, nie obawia się wcześniejszego odwołania. W lutym 2025 roku prezesi 27. polskich związków sportowych w specjalnym liście apelowali do Piesiewicza, by złożył dymisję. Głucha cisza.

W marcu tego samego roku prezes PKOI odwołał posiedzenie zarządu, na którym miało odbyć się głosowanie w sprawie jego przyszłości. Poradził sobie z zagrożeniem całkiem łatwo.

W międzyczasie Prokuratura Regionalna w Gdańsku wszczęła przeciw niemu śledztwo dotyczące podejrzenia malwersacji finansowych w latach 2022-2024. Ma chodzić o wystawianie fikcyjnych faktur VAT na kwotę 9,3 mln zł oraz nadużycie uprawnień, co miało doprowadzić PKOl do wielomilionowych strat.

Niemal rok później, zaledwie dwa miesiące temu, zgromadzono w tej sprawie 58 tomów akt głównych, a śledztwo przedłużono do 3 września 2026 roku, sprawa więc jest w toku.

A Radosław Piesiewicz nadal zajmuje fotel prezesa PKOl, bo kolejnej poważnej próby odwołania go już nie było.

To dlatego, że statut PKOl zakłada bardzo trudną do przebrnięcia ścieżkę odwołania. W uproszczeniu może to zrobić Walne Zgromadzenie, ale trzeba je najpierw zwołać. A żeby je zwołać, potrzeba większości w zarządzie PKOl, który liczy aż 59 członków. Tymczasem Piesiewicz ciągle ma tam wielu stronników.

Ile zarabia prezes?

Liczbę przyjaciół Radosława Piesiewicza w zarządzie PKOl mieliśmy okazję zweryfikować ostatnio, zaledwie w pod koniec lutego 2026 roku. To wtedy zarząd PKOl przegłosował podwyżkę pensji dla Radosława Piesiewicza z 41 tys. zł brutto do 58,5 tys. zł brutto miesięcznie. Dodajmy, że żaden poprzedni prezes PKOl nie pobierał wynagrodzenia.

Dodatkowo podwyżka została uchwalona przez zarząd w czasie, gdy właśnie umowę sponsorską z PKOl o wartości 5 mln zł rocznie wypowiedziała Grupa Polsat, a wypłaty nagród pieniężnych dla polskich medalistów były zagrożone.

Radosław Piesiewicz tłumaczył się w mediach, że on zawsze mówił jasno, że za darmo to on pracować nie będzie, a w ogóle, co komu do tego, skoro jego wynagrodzenie nie jest wypłacane ze środków budżetowych.

Skoro nie z publicznych pieniędzy, to ze środków pozyskiwanych od sponsorów. A sponsorem generalnym jest Zondacrypto.

Liczba przyjaciół prezesa Piesiewicza w PKOl może zostać ponownie zweryfikowana już w ciągu kilku dni, bo z końcem kwietnia mija termin wypłaty kolejnej transzy pieniędzy dla PKOl przez Zondacrypto z tytułu zobowiązań sponsorskich.

I bardzo możliwe jest, że ten przelew już do PKOl już nie dotrze. Wtedy może zabraknąć zarówno pieniędzy na pensję prezesa Piesiewicza, jak i głosów w zarządzie PKOl, by prezesem pozostał.

Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.

Komentarze