0:00
0:00

0:00

PiS planuje oskładkowanie wszystkich umów zlecenie – potwierdza to wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Zmiany mają wejść już od stycznia 2021. W „Gazecie Wyborczej” tekst na ten temat opatrzono początkowo tytułem, który nazywał dodatkowe składki „haraczem”. Tytuł szybko zmieniono i została „danina”. Krytykowanie każdego nowego podatku lub daniny ma w III RP długą tradycję. Ale jednoznaczna krytyka nowego pomysłu rządu niekoniecznie jest uzasadniona.

Do 2016 roku od umów zlecenie w większości przypadków odciągane składki ZUS. Pracownik musiał wówczas robić to samemu, jeśli chciał odkładać na emeryturę. Nie każdego było na to stać.

Zysk na rękę mniejszy niż dobrowolne ubezpieczenie

Fakt, że ludzie nie mogą odłożyć na emeryturę, generuje problemy. Rosnąca liczba osób z emeryturą poniżej świadczenia minimalnego wynika po części z tego, że takie umowy przez lata nie podlegały obowiązkowym składkom. Pracodawcy mówili swojemu pracownikowi, że zlecenie opłaca mu się bardziej niż umowa o pracę, bo dostanie więcej na rękę. Pracownik musiał przez to albo samemu opłacić składki, albo z nich zrezygnować. A zysk na takiej operacji niekoniecznie przewyższał koszt opłacenia składek.

Przeczytaj także:

W 2015 roku (przed zmianami w prawie związanymi ze składkami od zlecenia) wynagrodzenie minimalne wynosiło 1750 złotych. W przypadku umowy o pracę dawało to około 1275 złotych netto. Na umowie zlecenie pracownik zyskiwał około 200 złotych. A nie jest to kwota, która pozwala na opłacenie dobrowolnego ubezpieczenia w ZUS.

Coraz więcej głodowych emerytur

Łatwo wyobrazić sobie, że przy zarobkach w wysokości niecałych 1500 złotych netto, pracownik raczej niechętnie odda co miesiąc dodatkowe kilkaset złotych. Zwyczajnie nie będzie miał z czego. A trzeba pamiętać, że umowy zlecenie dotyczą przede wszystkim najmniej zarabiających.

Według danych Ministerstwa Finansów zasada jest prosta – im wyższy dochód, tym mniej umów cywilnoprawnych.

Ludzie przez lata zostali zmuszeni do podejmowania tak trudnych decyzji. Niepłacenie składek kończyło się tym, że w momencie odejścia na emeryturę, łączny czas okresów składkowych nie przekraczał wymaganych 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn. A to skutkowało bardzo niskimi świadczeniami.

Obecnie wiemy o 333 tys. osób, które pobierają mniejszą emeryturę niż minimalna. Jeszcze w 2016 roku było to tylko 111 tys. osób. W 2029 roku ta liczba ma przekroczyć 600 tys. Nie wszystkie z tych osób to te, które nie płaciły składek z przymusu. Część np. nie musiała pracować – miała bogatego partnera.

Z pewnością jednak głównym problemem jest właśnie nieopłacanie składek.

Pracodawcy nadużywają umów zlecenie

Dr Janina Petelczyc z Katedry Ubezpieczenia Społecznego Szkoły Głównej Handlowej zwraca jeszcze uwagę na inny problem.

„Lepiej jest, kiedy umowy są oskładkowane, bo wtedy mamy lepszą ochronę socjalną wyższe i świadczenia z ubezpieczeń społecznych. Ale powstaje pytanie, czy duża część z tych umów nie powinna być po prostu umowami o pracę” – komentuje dr Petelczyc dla OKO.press.

I dalej tłumaczy:

„Nawet w pełni oskładkowana umowa zlecenie nie daje takich samych praw pracowniczych jak umowa o pracę. Nie ma na przykład płatnego urlopu; po wyroku Trybunału Konstytucyjnego można się zrzeszać w związkach zawodowych, ale nie jest to ani oczywiste, ani związki nie mogą walczyć o niektóre prawa pracownicze tych osób, bo one z umów zlecenia po prostu nie wynikają.

Dlatego większym problemem jest nadużywanie umów zlecenie w momencie, kiedy tak naprawdę należy się umowa o pracę”.

Pełne oskładkowanie zleceń - stary pomysł

Nie jest też tak, że rząd rzucił się do nakładania obowiązku odprowadzania składek od takich umów w momencie, gdy przyszedł kryzys i rząd uznał, że potrzebuje pieniędzy. Mówiło się o tym od dawna.

Plany pełnego oskładkowania zleceń znalazły się w Wieloletnim Planie Finansowym na lata 2019-2020. To dokument Ministerstwa Finansów, który określa najważniejsze plany budżetowe na kolejne lata. Rząd widział w tym jednak temat niewygodny politycznie i nie było pośpiechu. W lutym 2020 „Rzeczpospolita” pisała, że to jeden z tematów do odmrożenia po wyborach prezydenckich. Miało się tak stać już w czerwcu, ale w marcu dotarła do nas pandemia i cały kalendarz polityczny się zmienił.

A i w samym prawie dotyczącym składek od umów zlecenie były zmiany sugerujące, że to prawo będzie się rozszerzać. Najpierw płacono składki tylko od pierwszej umowy. Pracodawca mógł to obejść w ten sposób, żeby podpisać najpierw umowę na niską kwotę, a resztę należnej pensji na drugiej umowie. Obecnie ten system poprawiono i składki obowiązkowo trzeba płacić tylko do wysokości płacy minimalnej.

Unikanie składek - „na dłuższą metę zły pomysł"

Dr Petelczyc: „Jeśli ma się umowę zlecenie na pensję minimalną i trzy inne umowy, nawet na np. łącznie 50 tys. złotych, to od tej reszty nie trzeba odprowadzać składek. Nie jest to dokładnie to samo co ucieczka w szarą strefę, gdzie oficjalne dostaje się jedną kwotę, a pod stołem inną, ale de facto funkcjonuje to czasem bardzo podobnie.

To oczywiście na krótką metę wydaje się lepsze, bo ma się więcej pieniędzy do ręki, ale w dłuższej perspektywie nieoskładkowane umowy to jest zły pomysł.

I nie chodzi tylko o ubezpieczenie emerytalne czy rentowe, ale też o wypadkowe. Na umowie zlecenie można już też opłacać świadczenie chorobowe - to akurat jest dobrowolne, ale daję ochronę w przypadku zachorowania oraz uprawnienia związane z urlopem rodzicielskim”.

Skok na kasę?

Jak w przypadku wielu reform w polskiej polityce gospodarczej ostatniej dekady – jak np. walka ze zbyt wysoką luką VAT – zmiany te zapoczątkował rząd PO-PSL. PiS po prostu je rozwija.

Dlatego zarzut ze strony krytyków pomysłu, że rząd skacze teraz w ten sposób na naszą kasę, jest chybiony. Wyżej pokazaliśmy, że to też działanie dobre dla pracowników i zaplanowane wcześniej. A dla budżetu nie będą to niewyobrażalne kwoty.

W aktualizacji programu konwergencji (dokument przygotowywany dla Komisji Europejskiej o stanie polskich finansów) na lata 2019-2022 ministerstwo zaplanowało:

  • ograniczenie unikania płacenia składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe – zysk w wysokości 2,54 mld zł
  • działania ZUS uszczelniające system składek - 1,7 mld zł

A co z budżetem Funduszu Ubezpieczeń Społecznych? To z niego wypłacane są emerytury. W momencie, gdy koszty są większe od przychodów, państwo dotuje Fundusz. W budżecie za 2018 rok zaplanowano 46,6 mld zł dotacji do FUS. Dzięki bardzo dobrym wpływom ze składek zmniejszono ją ostatecznie o 10,8 mld. Dopłacono więc mniej niż 10 proc. budżetu państwa. W 2019 roku zaplanowano niższą dotację – 38,9 mld. ZUS w planie na 2020 zakładał jeszcze mniej – 33,5 mld.

Na 2020 rok Fundusz prognozował wydatki w okolicach 250 mld złotych.

W pandemii FUS obciążono ogromnymi kosztami

Lepsze wpływy w ostatnich latach to po części efekt dotychczasowego ozusowania części umów cywilnoprawnych, zwiększonej aktywności cudzoziemców na polskim rynku pracy i zwiększający się poziom zatrudnienia.

To nie znaczy, że FUS miał szansę być samowystarczalny w najbliższym czasie. Przed kryzysem analitycy prognozowali, że rosły będą zarówno wpływy jak i wydatki. Analitycy ZUS przewidywali, że wpływy w 2024 wynosić będą w zależności od przyjętego założenia między 74 a 86 proc. wydatków.

Przez kryzys wszystkie te przewidywania przestają mieć znaczenie.

Dr Petelczyc: „W tym roku dziura budżetowa w FUS oczywiście będzie większa niż sądziliśmy. Ale duża część tarczy antykryzysowej przeszła właśnie przez ZUS. To ogromne zwolnienia ze składek, a także różne świadczenia, np. postojowe dla osób na umowach cywilnoprawnych, w tym o dzieło, dla osób prowadzących działalność gospodarczą, czy też dodatkowy zasiłek opiekuńczy. Szacowanie dziury w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na podstawie tego roku jest więc niesprawiedliwe. Fundusz obciążono ogromnymi kosztami”.

;

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze