Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plSławomir Kamiński / ...
10 grudnia 2021

Słowa Marine Le Pen o Ukrainie to nie „wypadek". Francuska populistka od lat wspiera Putina

Mateusz Morawiecki zapewnia, że wypowiedź Marine Le Pen o „rosyjskiej strefie wpływu" w Ukrainie to efekt braku rozeznania w polityce wschodniej. Ale nowa sojuszniczka PiS doskonale wie, o czym mówi. Od dawna realizuje w Europie agendę Kremla

Marine Le Pen, szefowa francuskiej partii Zjednoczenie Narodowe, którą rząd PiS przyjął w ubiegłym tygodniu z honorami w Warszawie, udzieliła wywiadu dziennikowi “Rzeczpospolita”. Stwierdziła w nim jednoznacznie, że Ukraina “należy do strefy wpływów Rosji".

“Próbując naruszyć tę strefę wpływów, tworzy się napięcia, lęki i dochodzi się do sytuacji, jakiej dziś jesteśmy świadkami” - powiedziała Le Pen.

Odniosła się w ten sposób do narastającego napięcia na granicy rosyjsko-ukraińskiej. Rosja zgromadziła tam w ostatnich miesiącach ok. 100 tys. żołnierzy i - jak podają amerykańskie media - może wkrótce być gotowa do zbrojnej interwencji. USA i większość państw Europy wezwały Władimira Putina do deeskalacji.

Jak pisał w OKO.press Witold Głowacki, wywiad Le Pen, z którą rząd PiS planuje zawrzeć strategiczny eurosceptyczny sojusz, postawił Mateusza Morawieckiego w niewygodnym położeniu.

„Nie musimy się we wszystkim zgadzać” - tłumaczył Morawiecki na konferencji prasowej po wizycie Le Pen 6 grudnia 2021 roku.

Jeżeli ktoś, jadąc bardziej na Zachód Europy, nie do końca rozumie specyfikę wschodu, ja się temu nie dziwię. Ja też nie znam specyfiki sytuacji w Afryce Północnej.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Briefing prasowy,06 grudnia 2021

Problem w tym, że Marine Le Pen nie tyle “nie zna się” na specyfice wschodu i szuka informacji u specjalistów z PiS. Szefowa ZN oraz jej partia od lat świadomie i entuzjastycznie realizują w UE rosyjską agendę.

Prorosyjskie dziedzictwo Le Pena

Nazwa “Zjednoczenie Narodowe” (fr. Rassemblement national) funkcjonuje dopiero od 2018 roku. Wcześniej partia ta nazywała się Front Narodowy (fr. Front national), a założył ją w 1972 roku ojciec Marine - Jean-Marie Le Pen.

We francuskiej polityce Le Pen ojciec to synonim skrajnej prawicy. W budowę jego partii zaangażowani byli działacze organizacji neofaszystowskiej “Nowy Porządek” (fr. Ordre nouveau). Sam Le Pen wielokrotnie wygłaszał poglądy rasistowskie i antysemickie. Jeszcze w 2009 roku mówił publicznie, że komory gazowe w obozach koncentracyjnych to “detal historii”.

Zmiana nazwy partii miała pomóc Marine, która przejęła władzę w FN w 2011 roku, odciąć się od kłopotliwego “dorobku” ojca. I pozwolić wskoczyć w sondażach na wyższy pułap.

Nowa liderka nigdy nie zeszła jednak z prorosyjskiej ścieżki wytyczonej przez Jeana-Marie.

Zauroczenie Le Pena Rosją zaczęło się jeszcze pod koniec lat 60., gdy do Paryża przyjechał wysłany przez ZSRR kontrowersyjny malarz Ilia Głazunow. Miał przypodobać się francuskim władzom, malując portrety polityków. Uwiecznił m.in. Le Pena i jego ówczesną żonę - i tak nawiązała się przyjaźń.

Potem polityk i artysta kilkakrotnie spotykali się w Rosji. Le Pen poznał tam ultranacjonalistę Władimira Żyrinowskiego - najpewniej sterowanego przez KGB i znanego m.in. z wypowiedzi antypolskich. Podczas jednego ze spotkań, w 1996 roku, politycy mieli dyskutować m.in. o nacjonalistycznym sojuszu europejskich “sił patriotycznych”.

Jean-Marie Le Pen przez lata opowiadał się za tzw. koncepcją eurazjatycką (“borealną”), w której Europa miałaby połączyć siły właśnie z Rosją. Potem otwarcie wspierał nacjonalistyczną i agresywną politykę Władimira Putina, gdy ten doszedł do władzy. Po aneksji Krymu w 2014 roku stwierdził, że zawsze był to “rosyjski region”. I że Putin po prostu “demokratycznie zaakceptował decyzję ludności Krymu, by powrócić do ojczyzny”.

Prezydent Putin, mimo ideologicznego pokrewieństwa z Le Penem, nigdy się z nim nie spotkał. Taki ruch mógłby zirytować władze Francji, dla których Le Pen senior pozostawał persona non grata.

Marine Le Pen oswaja Putina

Putin początkowo trzymał na dystans także Marine Le Pen, gdy ta przejmuje stery we Froncie Narodowym. Marine natomiast nie trzymała na dystans Putina. Jeszcze w 2011 roku udzieliła wywiadu rosyjskiemu dziennikowi “Kommiersant”, w którym deklarowała, że “podziwia” prezydenta Rosji.

W programie przygotowanym na wybory prezydenckie w 2012 roku Le Pen kilkakrotnie wspomina o konieczności odnowienia strategicznej współpracy z Rosją. M.in. w zbrojeniach i w energetyce.

Kraj ten nazywa “europejskim partnerem” Francji. I podobnie jak przez lata Jean-Marie proponuje utworzenie “paneuropejskiej unii suwerennych narodów”, z Rosją włącznie, ale bez Turcji. A także osi współpracy Paryż-Berlin-Moskwa, przy jednoczesnym opuszczeniu przez Francję dowództwa zintegrowanego NATO.

Po przegranych wyborach Marine i inni członkowie Frontu Narodowego regularnie odwiedzają Moskwę. Podczas wizyty w 2013 roku Le Pen przyjmują na miejscu przewodniczący Dumy Siergiej Naryszkin i Aleksiej Puszkow, wówczas szef komisji spraw zagranicznych. Plotka głosi, że podczas jednej z wizyt spotkała się także z Putinem - ale w sekrecie i “po koleżeńsku”.

Wreszcie w marcu 2017 roku, na kilka dni przed kolejnymi wyborami prezydenckimi, Le Pen, która znów kandyduje, zostaje oficjalnie przyjęta przez prezydenta Rosji. Ich wspólne zdjęcia obiegają cały świat, a wydźwięk jest jasny: Putin stawia w wyścigu po prezydenturę właśnie na Le Pen.

Kandydatka mówiła potem w wywiadzie dla BBC, że Unia Europejska powoli się kończy. A Europa i NATO popełniają błąd, alienując Rosję i próbując naruszać jej "strefę wpływów" w Ukrainie. "Rosja zmierza w dobrym kierunku" - zapewniła.

Wybory ostatecznie przegrywa w drugiej turze z Emmanuelem Macronem.

Wytrwale po stronie Rosji

Do spotkania Le Pen-Putin nie doszłoby, gdyby nie wytrwałe zacieśnianie stosunków między FN a otoczeniem prezydenta Rosji. Jak ustalił tygodnik “L’Obs” jeszcze w 2014 roku Marine i jej siostrzenica Marion Maréchal-Le Pen zostały oficjalnie przyjęte w rosyjskiej ambasadzie z okazji święta niepodległości Rosji.

W tym samym roku Putin anektuje Krym i stymuluje ruchy separatystyczne w Donbasie. Marine Le Pen podobnie jak jej ojciec broni Rosji w wywiadach. Mówi, że w aneksji “nie było nic nielegalnego”, tłumaczy, że odbyło się tam referendum. Podkreśla, że Krym należy do Rosji i nigdy nie był ukraiński. W latach 2014-2015 działacze FN regularnie odwiedzają okupowane przez Rosję ukraińskie terytoria i wspierają separatystów.

Najpewniej w ramach podzięki za wsparcie jeszcze w 2014 roku Front Narodowy i powiązane z nim organizacje otrzymują pożyczki z instytucji finansowych związanych z Rosją. Sprawę opisali dziennikarze śledczy z portalu Mediapart. Marine Le Pen tłumaczy potem, że partia musiała szukać finansowania za granicą, bo francuskie banki odmawiały jej kredytu.

Niedługo po przelewach na zjeździe FN w Lyonie zjawiają się jako goście honorowi rosyjscy politycy. W tym prominentny członek partii Putina Jedna Rosja, wiceprzewodniczący Dumy Andriej Isajew. Jak pisał portal “EU Observer”, Isajew wygłosił na spotkaniu płomienne przemówienie rozpoczynające się od słów “drodzy towarzysze”. Potępił w nim m.in. “niekonstytucyjny przewrót” w Ukrainie, czyli wydarzenia Euromajdanu.

Sympatie prorosyjskie FN (dziś ZN) widać także w Parlamencie Europejskim. Eurodeputowani partii Marine Le Pen w głosowaniach i debatach opowiadali się przeciwko sankcjom gospodarczym dla reżimu Putina i umowie stowarzyszeniowej między UE a Ukrainą. Głosowali także za odrzuceniem raportu o antyunijnej propagandzie Rosji.

Przykłady można by mnożyć. W obliczu tak intensywnych relacji z Rosją ostatnie słowa Le Pen o "rosyjskiej strefie wpływu" to z całą pewnością nie efekt "braku rozeznania" w polityce wschodniej. We Francji zbliżają się kolejne wybory prezydenckie, a szefowa FN ma w nich poważnego konkurenta, populistę i rusofila Érica Zemmoura, który już spodobał się Putinowi. Prorosyjskich wypowiedzi Le Pen wkrótce usłyszymy więc pewnie jeszcze więcej.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne