Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl
06 grudnia 2021

Morawiecki musi się tłumaczyć ze słów Le Pen o Ukrainie. To główny skutek zjazdu skrajnej prawicy

Le Pen: "Ukraina należy do rosyjskiej strefy wpływów". Morawiecki: "Spotykamy się i będziemy się spotykać - i możemy różnić się w niektórych sprawach"

Marine Le Pen, szefowa francuskiego Zjednoczenia Narodowego na łamach „Rzeczpospolitej” z 6 grudnia podzieliła się z czytelnikami prokremlowskimi tezami na temat kryzysu na linii Rosja-Ukraina. Zrobiła to w momencie, w którym Rosja zgromadziła na granicy z Ukrainą około 100 tysięcy żołnierzy z doborowych jednostek. I na dzień przed poświęconymi kwestii Ukrainy rozmowami Biden-Putin. Teraz więc ze słów Le Pen musi się tłumaczyć Mateusz Morawiecki – bo to przecież na zaproszenie jego partii liderka francuskiej skrajnej prawicy gościła w Polsce.

„Jestem zaszczycona powitaniem, jakiego udzieliły mi polskie władze” – mówiła w sobotę 4 grudnia w Warszawie Marine Le Pen. Szefowa Zjednoczenia Narodowego i kandydatka na prezydenta Francji przyjechała do stolicy Polski na zaproszenie PiS razem z szefami 11 innych partii radykalnej prawicy z różnych krajów Europy od Prawdziwych Finów przez Fidesz i Ligę Północną aż po Braci Włochów.

Sam zjazd skrajnej prawicy zakończył się niemal bez konkluzji. Nie ogłoszono powstania wspólnej frakcji eurosceptyków, padły jedynie deklaracje o wspólnym „przeciwstawianiu się federalizmowi” w ramach Unii Europejskiej.

Prorosyjskie tezy Le Pen

Za to Marine Le Pen wyjechała z Warszawy, zostawiając PiS-owi wyjątkowo kłopotliwy prezent. Był nim wywiad, którego udzieliła „Rzeczpospolitej”.

Liderka francuskiej skrajnej prawicy ogłosiła na łamach polskiego dziennika opinii, że „Ukraina należy do sfery wpływów Rosji”.

Na tym nie koniec.

„Próbując naruszyć tę strefę wpływów, tworzy się napięcia, lęki i dochodzi się do sytuacji, jakiej dziś jesteśmy świadkami” – mówiła Le Pen, tym samym sugerując, że za zgromadzenie u granic Ukrainy przez Rosję ok. 100 tysięcy żołnierzy w dwóch zgrupowaniach armijnych gotowych do szybkiego rozwinięcia szyku bojowego, odpowiadają nie Kreml a Ukraina i Unia Europejska. „W tej sprawie Unia odegrała rolę strażaka-piromana” – nie pozostawiła zresztą wątpliwości Le Pen.

To tezy zgodne z propagandą Kremla i doskonale wpisujące się w proputinowską retorykę, której Le Pen używa od lat. Szefowa Zjednoczenia Narodowego uznała na przykład aneksję Krymu, której dokonała Rosja, za całkowicie legalną. A przed francuskimi wyborami prezydenckimi w 2017 roku, w których kandydowała, wystąpiła w roli adwokatki Putina w wywiadzie dla BBC.

„Nie mamy powodu, żeby rozpoczynać nową zimną wojnę z Rosją. Doprowadziliśmy do tego, że nie dotrzymaliśmy porozumienia z Rosją po drugiej wojnie światowej, bo w ostatnich latach Stany Zjednoczone uzbrajały przy pomocy NATO kraje przy rosyjskiej granicy i to było odczuwane przez Rosję jako forma wrogości” – mówiła wtedy Le Pen. W tej samej rozmowie z BBC wygłosiła zresztą po raz pierwszy tezę, że "Ukraina jest częścią rosyjskiej strefy wpływów". „To jest fakt - tak samo jak Kanada jest częścią amerykańskiej strefy wpływów” – dowodziła.

Tym razem Marine Le Pen mówiąc o „o rosyjskiej strefie wpływów”, postawiła w co najmniej kłopotliwej sytuacji goszczące ją właśnie z honorami na partyjnej imprezie władze Polski. Jednym z głównych założeń polskiej polityki wschodniej pozostaje bowiem wspieranie suwerenności Ukrainy i dążeń tego kraju do zbliżenia z Zachodem, Unią Europejską i NATO. Nie zmieniło się to — przynajmniej w sferze deklaracji — również za rządów PiS.

Nie da się jednak przekonująco działać na rzecz Ukrainy pod rękę z głoszącą putinowską propagandę Marine Le Pen.

Morawiecki się tłumaczy

Podczas konferencji prasowej, która miała być pierwotnie poświęcona sytuacji na granicy — a była niemal pozbawiona treści innej niż ta wynikająca z dziennikarskich pytań — Mateusz Morawiecki został zapytany, jak odnosi się do słów Marine Le Pen, które padły w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.

„Nie musimy się we wszystkim zgadzać. Jeżeli ktoś, jadąc bardziej na Zachód Europy, nie do końca rozumie specyfikę wschodu, ja się temu nie dziwię. Ja też nie znam specyfiki sytuacji w Afryce Północnej. O tym najlepiej porozmawiać z naszymi przyjaciółmi z Włoch, Hiszpanii i Portugalii. Zresztą rozmawiałem właśnie z szefem partii Vox Santiago Abascalem na ten temat. Spotykamy się i będziemy się spotykać — i możemy różnić się w niektórych sprawach. Tak jest właśnie w tej sprawie” – tak tłumaczył się Morawiecki.

Teraz zaś, próbując się zdystansować od słów Le Pen o Ukrainie, Morawiecki jednym tchem zadeklarował przy okazji, że uważa lidera skrajnie prawicowej hiszpańskiej partii Vox za autorytet w kwestiach dotyczących problemów Afryki Północnej. To bardzo wymowne stwierdzenie polskiego premiera, zważywszy, że hiszpańska prokuratura uruchomiła już kilka śledztw ze względu na podżeganie przez Vox do nienawiści w stosunku do imigrantów – także z Afryki Północnej.

Sojusz radykałów

Morawiecki, który od soboty unikał publicznych wypowiedzi na temat zjazdu skrajnej prawicy zorganizowanego na zaproszenie PiS, tym razem wziął się też za tłumaczenie całej tej inicjatywy.

„Różnimy się, ale jednocześnie musimy mieć sojusz partii, które chcą silnej Unii Europejskiej siłą państw członkowskich. A nie scentralizowanej wokół… właśnie, należy sobie zadać pytanie wokół jakiego państwa? Walczymy o nasze prawa i będziemy dalej walczyć” – mówił Morawiecki.

Wyłożył też samą ideę montowanego przez PiS sojuszu europejskich radykałów: „My na poziomie Unii Europejskiej jesteśmy atakowani na bardzo niskim poziomie, poniżej pasa, przez instytucje europejskie i niektóre kraje. W związku z tym poszukujemy sojuszników w walce przeciw federalizacji i centralizacji Europy. Czy chcemy, żeby Europa była zarządzana z jednego miejsca, czy chcemy suwerennego państwa polskiego? Dlatego w sobotę spotkaliśmy się z przedstawicielami różnych partii patriotycznych, konserwatywnych i prawicowych, partii, które chcą, żeby Europa była Europą ojczyzn. I chcą Europy silnej siłą państw członkowskich. I my także tego chcemy” – mówił Morawiecki.

Wspierać go zaś w tym mają następujące ugrupowania polityczne:

  • Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement national) – Francja
  • Liga Północna (Lega) – Włochy
  • Fidesz – Węgry
  • Vox – Hiszpania
  • Bracia Włosi (Fratelli d’Italia) – Włochy
  • Wolnościowa Partia Austrii (Freiheitliche Partei Österreichs) – Austria
  • Interes Flamandzki (Vlaams Belang) – Belgia
  • Duńska Partia Ludowa (Dansk Folkeparti) – Dania
  • Estońska Konserwatywna Partia Ludowa (Eesti Konservatiivne Rahvaerakond) – Estonia
  • Partia Finów/Prawdziwi Finowie (Perussuomalaiset) – Finlandia
  • Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (Lietuvos lenkų rinkimų akcija) – Litwa
  • Narodowo-Chłopska Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna (Partidul Național Țărănesc Creștin Democrat) – Rumunia
  • Greckie Rozwiązanie (Ellinikí Lýsi) – Grecja

Nowy sojusz europejskich radykałów to specyficzny mix nowych populistów, "tradycyjnych" ugrupowań nacjonalistycznych i alt-rightowej skrajnej prawicy. Koktajl o dość wybuchowym charakterze. Nowych okazji do tłumaczenia się ze słów, deklaracji i czynów swych nowych politycznych sojuszników Morawiecki może więc mieć już w niedalekiej przyszłości sporo.

Wschodnia niekonsekwencja PiS

Niespełna tydzień przed zwołanym przez PiS szczytem euroceptycznych radykałów w Warszawie, w poniedziałek 29 listopada Morawiecki zorganizował spotkanie z szefami wszystkich klubów parlamentarnych poświęcone geopolitycznej sytuacji Polski. Trwało ono 3 godziny - i zdaniem uczestników z opozycji miało dość merytoryczny przebieg. W dużej mierze dotyczyło właśnie Ukrainy. Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu z PiS, mówił na nim, że jeśli dojdzie do rosyjskiego ataku, Zachód może nie wesprzeć Ukrainy i pozostawić ją w rękach Rosji - zaznaczmy przy tym, że słowa te padły w tonie troski.

Tak było w poniedziałek - a już w sobotę czołowi politycy PiS występowali razem ze znaną z prorosyjskich poglądów Marine Le Pen, która w dodatku nie omieszkała podzielić się z polskim dziennikiem swą opinią na temat "rosyjskiej strefy wpływów", w której miałaby znajdować się Ukraina - co jest zresztą obiegowym argumentem zachodnich zwolenników "pozostawienia Ukrainy w rękach Rosji".

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne