0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Franciszek Mazur / Agencja GazetaFranciszek Mazur / A...

„Wśród działających w Polsce służb brakowało odpowiednika Federalnej Służby Ochrony Federacji Rosyjskiej” - ironizuje w analizie dla OKO.press Piotr Niemczyk, były wiceszef Zarządu Wywiadu UOP, wieloletni ekspert sejmowej komisji ds. służb specjalnych i doradca ministra spraw wewnętrznych, a także wykładowca przedmiotów związanych z bezpieczeństwem państwa na kilku uczelniach wyższych.

***

W ostatnich latach Biuro Ochrony Rządu, podlegające MSWiA, miało kilka spektakularnych wpadek. Wystarczy wymienić aferę podsłuchową, gdy w pomieszczeniach kontrolowanych przez tę służbę podsłuchiwano najważniejszych polityków w kraju oraz serię wypadków z udziałem limuzyn BOR wiozących m.in. prezydenta Andrzeja Dudę i ówczesną premier - Beatę Szydło.

Ale Biuro działało w obecnym kształcie od 2001 roku. I to bardziej profesjonalne i skutecznie niż wskazywałyby wpadki opisywane w mediach.

Jednak do tego, aby dostarczać przełożonym naprawdę ciekawych informacji, brakowało mu prawa do podsłuchiwania, podglądania, grzebania w poczcie elektronicznej i werbowania agentów. Wkrótce to ma się zmienić.

Zgodnie z przyjętą w grudniu przez parlament ustawą o Służbie Ochrony Państwa, BOR zostanie zlikwidowany, a w jego miejsce powstanie SOP - kolejna służba z uprawnieniami do czynności operacyjno-rozpoznawczych, czyli po prostu inwigilacji obywateli.

Najwięcej kontrowersji budzą zawarte w niej przepisy pozwalające SOP na prowadzenie agentów i instalowanie podsłuchów. Głównie dlatego, że na ich podstawie

kontrolę operacyjną będzie można uruchomić wobec każdego przeciwnika politycznego: polityka opozycji parlamentarnej, działacza którejś z inicjatyw społecznych czy konkurenta wewnątrz partii rządzącej.

Stosowanie obserwacji wobec Obywateli RP i Ryszarda Petru latem 2017 roku, w czasie gdy odbywały się protesty przeciwko wprowadzanej przez PiS „reformie” sądownictwa, wskazuje, że polityczni dysponenci policji nie mają specjalnych hamulców. A to oni będą nadzorować także nową służbę, czyli SOP.

Przeczytaj także:

Dyskretna „ochrona” opozycji czyli inwigilacja

Zgodnie z artykułem 3 nowej ustawy (ust.1 pkt d) do zadań Służby Ochrony Państwa należy ochrona „innych osób ze względu na dobro państwa”. Osoby te są wskazywane przez ministra spraw wewnętrznych - czyli dziś przez Mariusza Błaszczaka.

Powodem przyznania „ochrony” mogą być dowolne informacje świadczące o zagrożeniu, w tym praktycznie niesprawdzalne i niekoniecznie prawdziwe doniesienia agentów lub uzyskane w inny sposób w trakcie pracy operacyjnej.

Przypomnijmy, że inwigilacja Obywateli RP i Petru w czasie manifestacji lipcowych, uzasadniana była przez policję właśnie koniecznością ich ochrony.

Zgodnie z nową ustawą o SOP, każda osoba aktywna publicznie może mieć przyznaną ochronę. „Chroniony” nie musi o tym wiedzieć ponieważ decyzja w tej sprawie może być niejawna. Powołując się na potrzebę zapewnienia mu bezpieczeństwa, SOP będzie mogła prowadzić w jego otoczeniu czynności operacyjno-rozpoznawcze.

Decyzja o uruchomieniu „ochrony” może więc oznaczać de facto zgodę na inwigilację - zarówno „ochranianego” polityka czy społecznika, jak i osób współpracujących z nim, a nawet tylko kontaktujących się z nim.

Łatwo wyobrazić sobie sytuację, gdy SOP, powołując się np. na groźby w internecie, kierowane pod adresem któregoś z polityków opozycji, obejmie go „ochroną”. Będzie, bez jego zgody i wiedzy, obserwować jego i wszystkie osoby, z którymi polityk się zetknie.

Ochrona, z której nie można zrezygnować

Ochrona przydzielona osobie wskazanej przez ministra spraw wewnętrznych, może się składać z dwóch elementów

  • ochrony fizycznej i
  • rozpoznania zagrożeń metodami operacyjnymi.

Z ochrony fizycznej można zrezygnować, ale z operacyjnej nie. Artykuł 5 ustawy mówi jasno, że:

„osoby objęte ochroną SOP (…) mogą, informując o tym SOP, czasowo zrezygnować z ochrony, z wyłączeniem działań mających na celu pozyskanie informacji dotyczących bezpośrednich zagrożeń względem osób objętych ochroną”.

Gdy wskazane przez ministra osoby zostaną już objęte „ochroną”, SOP będzie „obserwować i rejestrować przy użyciu środków technicznych obraz zdarzeń” z udziałem tych osób w miejscach publicznych, a także „w miejscach zamieszkania osób ochranianych, w zakresie uzgodnionym z tymi osobami i niezbędnym do realizacji zadań”.

I znów: łatwo sobie wyobrazić, że nagrywani będą zarówno ludzie z otoczenia „ochranianych", jak i całkiem przypadkowe osoby. Już dziś – za sprawą policji, która filmuje przebieg wszystkich zgromadzeń publicznych, na przesłuchania do prokuratury wzywani są ludzie, którzy tylko na chwilę przyłączyli się do antyrządowych manifestacji w okolicach Sejmu lub Pałacu Prezydenckiego i wznosili okrzyki takie jak np. „Lech Wałęsa” czy „konstytucja”. Nie byli ani organizatorami tych protestów ani działaczami organizacji, które je organizowały.

Ale SOP będzie mogła nie tylko biernie przyglądać się wydarzeniom z udziałem osób "chronionych", lecz również w nie ingerować.

Zgodnie z art. 39 ustawy o SOP, komendant tej służby może w sytuacji rzeczywistego lub tylko prawdopodobnego zagrożenia uniemożliwiać jakąkolwiek łączność w rejonie przebywania osoby „chronionej”, a także w rejonie Sejmu i Senatu.

Czyli np. włączyć sprzęt zagłuszający podczas manifestacji, w której będzie brał udział "ochraniany".

Czynności operacyjne

Na podstawie nowej ustawy, SOP będzie miała prawo do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych w przypadku podejrzeń:

  • o przygotowywanie przestępstw związanych z bezpieczeństwem osób chronionych,
  • o planowanie zamachu terrorystycznego,
  • o działanie zorganizowanej grupy przestępczej oraz
  • dotyczących nieprawidłowości w szeregach samej SOR (przede wszystkim korupcji i „przecieków” informacji).

W takich przypadkach służba może wykonywać wszelkie działania, włącznie z kontrolą operacyjną, pobieraniem danych telekomunikacyjnych i werbowaniem oraz prowadzeniem agentów. Jej funkcjonariusze mogą posługiwać się dokumentami potwierdzającymi fałszywą tożsamość.

Co ważne, mimo, że ustawa zabrania werbowania między innymi dziennikarzy, zakaz ten jest łatwy do uchylenia przez ministra spraw wewnętrznych (w innych służbach na taki werbunek zgodę musi wyrazić premier).

Na podstawie nowej ustawy, SOP będzie mogła też pobierać dane identyfikacyjne oraz inne, nawet bardzo wrażliwe, informacje o dowolnych osobach, tylko dlatego, że - jak mówi się w żargonie służb - „przechodzą w sprawie” wszczętej w związku z zapewnieniem bezpieczeństwa któregokolwiek z chronionych polityków lub obiektów.

Po co ta Służba Ochrony Państwa?

Tak pojemne zdefiniowanie zadań SOP i udostępnienie jej tak wielu narzędzi świadczyć może o tym, że zadania nowej instytucji nie będą ograniczać się tylko do stereotypowo pojmowanej ochrony osób publicznych. Można spodziewać się działań o charakterze rozpoznawczym i prewencyjnym, dość luźno związanych z ochroną VIPów. Tym bardziej, że liczba funkcjonariuszy ma wyraźnie wzrosnąć - z około 2 tys. obecnie w BOR do 3 tys. w SOP, po wejściu w życie ustawy.

Skoro nowe zadania SOP to przede wszystkim te związane z czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi, można przyjąć, że prawie tysiąc funkcjonariuszy trafi do pionu o takim charakterze. To mniej więcej tylu, ilu liczy całe CBA czy Służba Kontrwywiadu Wojskowego.

Budżet SOP ma być wyraźnie większy od przeznaczonego dla niektórych służb specjalnych, mających znacznie szersze zadania. W 2018 roku wyniesie on 228 mln zł, a w następnych latach średnio po ponad 340 mln. Dla porównania: Agencja Wywiadu ma dostać 189 mln zł, CBA - 198 mln zł, SKW - 237 mln zł, SWW - 264 mln zł, a ABW – 633 mln.

Podsumowując: powołanie nowej służby, o uprawieniach szerszych niż te, które miał BOR, wydaje się być efektem rosnących ambicji ministra Błaszczaka. Powstanie SOP nie zwiększy bezpieczeństwa obywateli, nawet tych objętych ochroną. Efektem będzie raczej chaos oraz marnotrawienie sił i środków, na cele nie związane z zagrożeniami dla osób publicznych lub instytucji. SOP będzie także dublować działania prowadzone przez inne służby (np. policję w zakresie zwalczania przestępczości zorganizowanej i ABW w zakresie zwalczania terroryzmu).

Co istotne, BOR nie ma dziś kadr doświadczonych w pracy operacyjnej. SOP będzie więc musiała „podkupić” funkcjonariuszy w innych służbach, czyli oderwać doświadczonych oficerów od spraw prowadzonych dotychczas.

Co najbardziej niepokojące: ustawa nie wyklucza - znów mówiąc językiem służb - "zakładania spraw" pozornych, nie wynikających z rzeczywistych zagrożeń lecz służących celom politycznym. Niektóre z osób publicznych mogą zostać objęte "ochroną" nie dlatego, że rzeczywiście coś im grozi, ale dlatego że deklarują, się jako przeciwnicy polityki partii rządzącej, a polityczni decydenci będą chcieli wiedzieć, co robią i co dzieje się w ich środowiskach.

Oznaczałoby to zaangażowanie sił i środków do realizacji zadań de facto sprzecznych z prawami człowieka i ochroną prywatności.

Rozpoznanie środowiska osób podejrzanych o zamiar rzucania w rządzących jajkami czy pomidorami będzie tak samo ważne i intensywne jak działania wobec rzeczywiście groźnych przestępców. W przeciwnym razie dowódcy SOP będą posądzani o niewystarczająca troskę o bezpieczeństwo osób chronionych.

Ze względu na posiadane narzędzia i cele działania, SOP powinna znaleźć się na liście służb specjalnych. Na tej liście jednak się nie znalazła. Nie będzie więc podlegać ani kontroli ze strony Kolegium Służb Specjalnych ani jej szef nie będzie musiał tłumaczyć się z jej działań przed ministrem koordynatorem służb specjalnych. Nie będzie też podlegała nadzorowi sejmowej komisji ds. służb - jedynego gremium, w którym politycy opozycji mają minimalny dostęp do wiedzy o aktywności operacyjnej państwa. Może o to właśnie chodzi przy jej tworzeniu?

;
Piotr Niemczyk

Wykładowca Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. Były dyrektor Biura Analiz i Informacji Urzędu Ochrony Państwa, współorganizator Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej i ekspert sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.

Komentarze