To domowe piece, czyli „kopciuchy”, odpowiadają za tzw. niską emisję pyłów zanieczyszczajacych powietrze. A niska emisja jest najbardziej niebezpieczna dla zdrowia. Eksperci są zgodni – trzeba "kopciuchy" wyłączyć. Dużo mówią o tym również rządzący. Ale niewiele poza mówieniem z tego wynika

Po ataku smogu na Polskę i medialnej burzy zanieczyszczeniem powietrza zajął się rząd na specjalnym posiedzeniu 17 stycznia. Pomijając słuszną retorykę walki o czyste powietrze, zapadły dwie konkretne decyzje – przyspieszenie rozporządzeń, które wprowadzą ostre wymagania na piece węglowe i na jakość paliwa stałego (głównie węgla) sprzedawanego dla odbiorców indywidualnych.  Maja być gotowe do kwietnia, ale i tak zaczną obowiązywać od 2018 r.

Połowa zanieczyszczeń z pieców

Smog w Polsce przyczynia się do niemal 50 tys. przedwczesnych śmierci. Głównymi winowajcami są tzw. pyły zawieszone w powietrzu, czyli drobne cząsteczki powstałe w wyniku spalania, które na co dzień wdychamy.

Najgroźniejsze są cząsteczki PM2,5 (o średnicy 2,5 mikrona) ponieważ szybko wnikają z płuc do krwiobiegu. Szkodliwe są również większe cząsteczki – PM10.

Według Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej procesy spalania paliw poza przemysłem (czyli głównie domowe „kopciuchy”) odpowiadają za 50 proc. zanieczyszczeń atmosfery pyłami PM2,5 i za 49 proc. zanieczyszczeń pyłami PM10. Następny w kolejności transport drogowy to tylko 9 proc. krajowej emisji pyłu.

Mniej więcej tyle samo  pyłu PM10 pochodzi z sektora produkcji i transformacji energii (9 proc. emisji krajowej), procesów spalania w przemyśle (8 proc.) oraz procesów produkcyjnych (8 proc.). Ale m. in. ze względu na sposób wprowadzania zanieczyszczeń do powietrza (np. wysokie kominy elektrowni), położenie przemysłowych źródeł emisji z dala od obszarów z zabudową mieszkaniową, mają mniejszy wpływ na zanieczyszczenie powietrza pyłem PM10 niż ogrzewanie budynków i transport samochodowy.

Wynika z tego, że jeżeli chcemy walczyć ze smogiem, to powinniśmy postawić przede wszystkim na walkę z kopciuchami.

Chaotyczna wymiana „kopciuchów”

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska od 2015 roku realizuje program „Kawka”, dzięki któremu osoby wymieniające stare piece na nowe, bardziej ekologiczne, dostają dofinansowanie.

NFOŚiGW w rozmowie w OKO.press podkreśla, że dzięki programowi wymieniono 34 tys. „kopciuchów”. Niewiele, ale zawsze coś. Ale „Kawka” wbrew oczekiwaniom ekspertów nie będzie kontynuowana. Dlaczego?

„W pierwszej połowie 2016 dokonaliśmy dokładnego przeglądu wszystkich naszych programów, żeby zorientować się jak one są efektywne. Jest niecelowe, żeby Narodowy Fundusz prowadził taki program z perspektywy Warszawy. NFOŚiGW finansuje projekty i przedsięwzięcia w zakresie ogólnokrajowym i ponadregionalnym.

Znacznie bardziej praktyczne i racjonalne jest sprowadzenie tego na poziom samorządu i regionów, ponieważ tam jest znacznie lepsze rozpoznanie potrzeb.” – stwierdza rzecznik NFOŚiGW Sławomir Kmiecik.

Program „Kawka” ma więc zostać zastąpiony przez nowy program „Region”. Problem w tym, że w „Regionie” przewiduje się o wiele mniejsze środki.

Według informacji, które OKO.press dostało z Narodowego Funduszu, obecnie program „Kawka” realizuje 22 umowy na kwotę 174 mln zł, a cały program „Region” (który ma zastąpić trzy inne programy, w tym „Kawkę”, „Prosumenta” dotującego Odnawialne Źródła Energii, oraz program „Ryś” dotujący termoizolację budynków) w 2017 roku ma mieć budżet 200 mln zł, z czego ponad 110 mln zł na OZE i termoizolację.

Wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz mówiła w Polskim Radio 17 stycznia, że na dofinansowanie wymiany pieców będą mogli liczyć tylko najubożsi. „Zakładamy, że wsparcie dla tych, którzy będą chcieli wymienić piece, musi być dla najuboższych; można liczyć nawet do 80 proc. przy wcześniejszej termomodernizacji.” Dotychczas kryterium dochodowe nie było stosowane.

Zapytaliśmy o szczegóły Ministerstwo Rozwoju. Rzecznik odesłał OKO.press do  Ministerstwa Środowiska. Z ministerstwa środowiska w kwestii dopłat do wymiany pieców skierowano nas do NFOŚ-u. Tymczasem rzecznik Narodowego Funduszu… nie chce komentować wypowiedzi wiceminister i odsyła do Ministerstwa Środowiska.

Trudno uniknąć wrażenia, że rząd po prostu nie wie co robi.

Sam pomysł tak dużych dopłat (do 80 proc.) OKO.press ocenia pozytywnie. Za sporą część niskiej emisji odpowiadają uboższe gospodarstwa domowe. A te nie stać na wymianę kotła na bardziej nowoczesny, który uniemożliwia w dodatku spalanie śmieci i odpadków.

Dopłaty do kotłów to nie wszystko

W Polsce jest około 3,5 mln do 5 mln kotłów o najniższym standardzie, czyli kopciuchów. Jak twierdzi Piotr Siergiej, ekspert Polskiego Alarmu Smogowego, w kraju rocznie wymienia się około 200 tys. pieców. Większość nie spełnia żadnych norm jakości bo w Polsce żadne nie oobowiązują .

„Cywilizowanym standardem jest 40-50 miligramów pyłów zawieszonych na jeden metr sześcienny tego, co wydobywa się z komina podczas spalania. Tymczasem „kopciuchy” dają kilkaset, do nawet 1200 miligramów pyłów PM2,5 i PM10” – wyjaśnia Piotr Siergiej.

Ponaglone przez rząd Ministerstwo Rozwoju zapowiada rozporządzenie wyznaczające standard emisyjności kotłów. Według projektu rozporządzenia, od początku 2018 roku na polskim rynku będą mogły być sprzedawane i montowane jedynie kotły tzw. piątej klasy parametrów emisyjności, czyli emitujące poniżej 60 mikrogramów na metr sześcienny. Rozporządzenie ma dotyczyć wszystkich kotłów poniżej 500 kW. Dokument jest w Rządowym Centrum Legislacji.

Problem w tym, że piece piątej klasy emisji to piece drogie. Koszt ich zakupu waha się od 7 do kilkunastu tysięcy zł. Kopciuchy są kilka razy tańsze. I to jest spory problem – wielu gospodarstw domowych na taki wydatek po prostu nie będzie stać.

Zainstalowane kopciuchy będą więc nadal legalnie kopcić, a w dodatku nie można wykluczyć, że zapowiedź wycofania ich z rynku spowoduje zwiększony popyt w najbliższych miesiącach. Czyli problem kopciuchów wcale się nie zmniejszy, a wręcz może się dramatycznie wzrosnąć.

Najlepszym przykładem – pisze „Wyborcza” – jest Małopolska. W ubiegłym roku w samym Krakowie zlikwidowano ponad 5 tys. „kopciuchów”.  A w tym samym czasie w całym województwie przybyło 13 tys. kotłów niespełniających żadnych standardów emisyjnych.

Po wtorkowym posiedzeniu rządu ma być przyspieszone wydanie rozporządzenia w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe – ma być gotowe do końca kwietnia 2017.

Wśród rekomendacji znalazło się również wprowadzenie rozporządzenia dotyczącego jakości paliw stałych. W tej chwili nie obowiązują normy dotyczące jakości węgla, którym pali się w kopciuchach. A im gorsze paliwo tym bardziej truje. Jest jeszcze jedna zależność – im gorsze tym tańsze.

„Polacy do ogrzewania kupują co roku ok. 10 mln ton paliwa. Ponad milion ton stanowi właśnie muł. Nie chce go przemysł, na rynek zachodni nie wolno go sprzedawać, więc kopalnie pozbywają się go za grosze na rynku rodzimym” – pisze Dominika Wantuch w „Wyborczej”.

Czyli poprawę jakości powietrza Polacy odczują dopiero gdy znikną z gospodarstw domowych kopciuchy. Przy obecnym zaangażowaniu rządu OKO.press nie jest w stanie obliczyć ile lat, czy dziesięcioleci to zajmie.

Abonament na wolność słowa

Przychodzi OKO do lekarza...
Chcesz, byśmy nadal pilnowali zdrowia Polaków?

Analityk nierówności społecznych i rynku pracy związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, prekariusz, autor poczytnego magazynu na portalu Facebook, który jest adresowany do tych, którym nie wyszło, czyli prawie do wszystkich.
W OKO.press pisze o polityce społecznej i pracy.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press