Według niektórych związkowców Tomasz zwolniony z IKEI padł "ofiarą strategii marketingowej firmy" lub "lobby LGBT". To absurd. "Na Zachodzie determinacja w walce z homofobią jest niesiona na związkowych sztandarach" - mówi OKO.press socjolożka Julia Kubisa. "Podzieleni pracownicy, to słabi pracownicy, a homofobia pracowników dzieli"

W obronę pracownika IKEI zwolnionego przez pracodawcę za homofobiczny komentarz zawierający biblijne życzenie śmierci zaangażowali się nie tylko politycy PiS, ale i niektóre związki zawodowe.

  • Przeczytaj wpis, za który został zwolniony Tomasz

    Komentarz pracownika umieszczony w wewnętrznej sieci firmy zawierał cytaty ze Starego Testamentu mówiące o śmierci, jaka powinna spotkać osoby jednej płci współżyjące ze sobą: „Akceptacja i promowanie homoseksualizmu i innych dewiacji to sianie zgorszenia. Pismo Święte mówi: »Biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia, lepiej by mu było uwiązać kamień młyński u szyi i pogrążyć go w głębokościach morskich«. A także: »Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość.

    Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew spadnie na nich«”.

    Komentarz ów był odpowiedzią na pismo skierowane do wszystkich pracowników firmy, w której pracodawcy z okazji Międzynarodowego Dnia Przeciwko Homo- Bi- i Transfobii przypominali o potrzebie „wzajemnego szacunku”.

Szef NSZZ „Solidarność” Piotr Duda uznał zachowanie pracodawcy za skandaliczne. Niestety, ta propaganda dotycząca LGBT wchodzi już na zakłady pracy i takie wnioski z tego, że trzeba faktycznie podjąć działania” – mówił na antenie TVP Info. 

Jako ofiarę wolnego rynku i samowolki firm przedstawił pracownika IKEI również Jarosław Niemiec z Zarządu Zakładowego Związku Zawodowego „Przeróbka”. W lewicowym magazynie „Nowy Obywatel” stwierdził, że pracownik został zwolniony, bo nie wykonywał „strategii marketingowej firmy”.

Prawna analiza sytuacji nie pozostawia wątpliwości. Polski Kodeks pracy nie przyzwala na dyskryminację ze względu na orientację seksualną, a pracodawca musi dbać o bezpieczeństwo wszystkich pracowników. W innym przypadku, sam mógłby się narazić na proces. Kodeks pracy zezwala też, by wobec grup narażonych na dyskryminację pracodawca prowadził działania wyrównawcze.

I nikogo to nie dziwi, gdy firma ma specjalne programy dla rodziców. Wciąż problemem są jednak działania skierowane do osób LGBTQ.

Pokazała to też sprawa wrocławskiej fabryki „Volvo”. W czerwcu na ekranach stołówki zakładowej pojawiły się komunikaty o możliwości dołączenia do firmowego stowarzyszenia „LGBTQ”. Okoniem stanęły „Solidarność” i „Solidarność ’80” stwierdzając, że fabryka to nie miejsce na „promowanie społeczności LGBTQ”.

Bogusław Jurgielewicz, przewodniczący zakładowej „Solidarności”, na antenie TVP info przekonywał, że: „wszyscy pracownicy powinni wykonywać swoją pracę na równych zasadach, równych prawach i nikt nie powinien być promowany w żaden sposób, aby inne grupy mające rodziny i dzieci nie czuły się dyskryminowane”.

O zachowaniu polskich związków zawodowych rozmawiamy z dr Julią Kubisą z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.


Anton Ambroziak, OKO.press: Zachodnie związki zawodowe traktują prawa osób LGBTQ jako element praw pracowniczych. Skąd w Polsce ta wrogość lub obojętność? 

Julia Kubisa: Uogólniając, prawa osób nieheteroseksualnych wciąż nie są widziane jako element praw człowieka, które są związane z prawami pracowniczymi – że walka z homofobią w miejscu pracy to ochrona praw pracowniczych. Cały czas pokutuje przeświadczenie, że jest to „obyczajówka”. Sprawa prywatna, którą zostawiasz za drzwiami zakładu pracy.

To oczywiście kłóci się z globalnymi trendami. Aktywna działalność różnych organizacji i instytucji na rynku pracy na rzecz osób LGBT, to odpowiedź na głębokie przemiany społeczne i instytucjonalne.

Gdy coraz częściej wysyłany jest sygnał, że równość małżeńska to rozwiązanie prawne, które jest możliwe; że równouprawnienie to nie martwe hasło z dokumentów międzynarodowych, różne organizacje – w tym firmy – orientują się, że działanie na rzecz społeczności LGBT leży w ich interesie.

Często pod adresem sektora prywatnego pada zarzut „pinkwashingu”. Firmy chwalą się politykami równościowymi, ale równolegle w nosie mają normy pracy czy stabilność zatrudnienia. W rezultacie – jak twierdzą krytycy – programy dla LGBT przykrywają prawdziwe problemy, a tym samym oddalają nas od rdzenia walki związkowej. 

Oczywiście, fantastycznie byłoby, gdyby sprawy łamania praw pracowniczych zyskały taką uwagę jak ten przypadek. Zresztą, związki na całym świecie zgodzą się, że sprawa praw pracowniczych jest marginalizowana. Ale w polskim kontekście szczególnie łatwo aplikować – często bezpodstawnie – zarzut pinkwashingu.

Spójrzmy chociażby na skład Parad Równości. Na Zachodzie oprócz firm w przemarszach biorą udział reprezentacje uniwersytetów i przedstawicielstwa najróżniejszych związków zawodowych. W Polsce oddają pole sektorowi prywatnemu, więc łatwo rzucać oskarżenia o pinkwashing, powierzchowne wykorzystywanie idei wsparcia dla prywatnych zysków.

Poza firmami nie widzimy nikogo z rynku pracy i edukacji kto otwarcie mówiłby: zależy nam na tym, by osoby LGBTQ czuły się bezpiecznie.

Z pewnością stoi za tym zachowawczość oraz przekonanie, że to sprawa prywatna. A przecież, dobrze wiemy, że każdy z nas do pracy przynosi też życie rodzinne. Dzieje się to za każdym razem, gdy wspominamy o „mężu”, „żonie”, „dzieciach”, „partnerach”.

Na pewno w przełamaniu tego impasu nie pomaga prawny absurd, w którym żyjemy. Gdy świat z przytupem ruszył naprzód, w Polsce wciąż nie ma nawet ustawy o związkach partnerskich.

Może nie ma związków partnerskich, ale Kodeks pracy rozpoznaje dyskryminację ze względu na orientację seksualną już od 2004 roku. Wraz z nowymi przepisami pojawiły się też konkretne rekomendacje dla związków zawodowych, takie jak publikacja Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, które instruktażowo tłumaczyły, że przeciwdziałanie dyskryminacji w zatrudnieniu to jedno z wyzwań, które przed nimi stoją. Czy związki zawodowe zauważyły swoją rolę? 

Już wiele lat temu z pomysłu Jana Guza zainspirowanego działalnością brytyjskich związków zawodowych w OPZZ pojawił się pełnomocnik ds. gejów i lesbijek.

W Wielkiej Brytanii związki dbają o to, by wysyłać czytelny komunikat: miejsce w związku jest dla każdego. Szczególnie akcentują problem podwójnych wykluczeń związanych z pochodzeniem etnicznym, płcią, orientacją seksualną czy niepełnosprawnością.

W ZNP działa też sekcja ds. równości…

Faktycznie, wśród dużych „graczy” związkowych ZNP ma w swojej historii także wystąpienia wspierające osoby LGBT. Jeśli chodzi o mniejsze inicjatywy to możemy wymienić Inicjatywę Pracowniczą, która w samym profilu organizacji, ma wpisaną niedyskryminację.

W przypadku dyskryminacji na rynku pracy osoby LGBTQ prędzej zwrócą się jednak do organizacji pozarządowych. Dlatego że związki są nieprzychylne, czy dlatego że w polskiej świadomości „związek zawodowy” to wciąż nie jest coś co brzmi dumnie?

To nie tylko kwestia kulturowa. Podstawowe pytanie brzmi: czy masz możliwość zgłosić się do związku zawodowego? Czy związek zawodowy jest w twoim miejscu pracy?

Związki zawodowe działają głównie w przemyśle i sektorze publicznym. Sektor usługowo-prywatny jest nieuzwiązkowiony. Odpowiedzi należy szukać w polskiej ustawie o związkach zawodowych.

Z drugiej strony – geje, lesbijki, osoby transpłciowe są wszędzie. Także w przemyśle i sektorze publicznym. Dlatego myślę, że związki mają do wykorzystania duży potencjał.

I zagraniczne związki zawodowe ten potencjał wykorzystują. Europejska Konfederacja Związków Zawodowych (ETUC) nie tylko wydała stanowisko, które lobbuje za przyjęciem dyrektyw niedyskryminacyjnych w UE, ale sama posiada koordynatorów odpowiedzialnych za przeciwdziałanie dyskryminacji, w tym ze względu na płeć, orientację seksualną i tożsamość płciową, pracowników migracyjnych i należących do mniejszości etnicznych, a także niepełnosprawnych. 

To właśnie mnie zastanawia. Jak to jest, że w międzynarodowych organizacjach takich jak ETUC czy ITUC determinacja w walce z homofobią jest niesiona na sztandarach? Warto dodać, że do tych międzynarodowych konfederacji należą polskie związki zawodowe. Także te, które głośno mówią o „propagandzie LGBT”.

Związki zawodowe wydają jasne stanowiska, organizują grupy wsparcia dla pracowników LGBTQ, biorą udział w Paradach Równości.

W brytyjskim związku zawodowym sektora publicznego UNISON działają rozbudowane struktury zrzeszające osoby LGBT, a przez cały czerwiec związek obchodził okrągłą rocznicę wydarzeń w Stonewall. Francuski związek CGT regularnie wydaje oświadczenia przeciwko homofobii. Elementem programu norweskiego LO jest rozpoznanie specyfiki sytuacji osób LGBT w miejscu pracy tak, by móc wspólnie przeciwdziałać homofobii. I tak dalej.

Te działania są różne, od tworzenia specjalnych struktur do publikowania wyrazów solidarności, ale przekaz jest jeden – związki zawodowe są miejscem przyjaznym osobom LGBT, a walka z homofobią w miejscu pracy jest elementem walki o prawa pracownicze. Jest to element szerszej działalności związków zawodowych na rzecz równości i różnorodności w miejscu pracy.

I jest to też dobra odpowiedź na zarzut pinkwashingu.

Te organizacje związkowe, o których wspominam, już dawno zrozumiały, że podzieleni pracownicy to słabi pracownicy. Homofobia jest jednym ze sposobów dzielenia pracowników i osłabiania praw pracowniczych.

Wszyscy ci, którzy tak chętnie bronią zwolnionego pracownika IKEI w akronimie „LGBT” widzą zestaw literek, które kojarzą się z jakąś dziwną, sekretną organizacją. Ale ten skrót oznacza przede wszystkim konkretne osoby, które odczytały to „biblijne życzenie śmierci”. Trudno nie brać tego siebie i nie czuć zagrożenia. Jestem poruszona tym, że tak łatwo można odczłowieczać, zapomnieć o ludziach.

Na facebooku piszesz, że czekasz na inne głosy związkowców. Myślisz, że atmosfera polityczna sprzyja otwartości?

W całej dyskusji dużo jest fantazji, także opartej na uprzedzeniach, a mało wiedzy. A sytuacja zyskała tak duży rozgłos właśnie dlatego, że rząd prowadzi kampanię poniżającą i odczłowieczającą osoby nieheteroseksualne i transpłciowe.

Mimo to czekam na inne głosy związkowe, chociażby po to, żeby pokazać, że ruch związkowy nie jest monolitem. Jest różnorodny i jakaś jego część jest przyjazna i postępowa.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykazać się podstawową empatią i uznać, że w końcu mamy rok 2019 i kwestia praw człowieka jest bezdyskusyjna.


OKO.press pilnuje ABC praw LGBT+
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press