W subtropikalnym włoskim klimacie Ticino w 1957 roku wydarzyła się rzecz szczególna. Za sprawą łagodnej zimy drzewa jeszcze bardziej niż zwykle obrosły w swoje charakterystyczne owoce: długie nitki spaghetti. Sytuację uwiecznił reportaż BBC. Nie słyszeliście o tym? To dziwne
Ticino jest najbardziej wysuniętym na południe kantonem Szwajcarii, gdzie klimat nabiera już śródziemnomorskiego charakteru. Wśród alpejskich szczytów, palm i jezior wyraźnie zaznaczają się wpływy sąsiadujących Włoch: włoski jest tu językiem urzędowym, a na terenie kantonu działa wspierana przez władze samorządowe organizacja Sapori del Ticino a Tavola (Smaki Ticino przy stole), która stawia sobie za cel ochronę regionalnej kuchni, opartej na lokalnych produktach.
W subtropikalnym włoskim klimacie Ticino w 1957 roku wydarzyła się rzecz szczególna. Wiosna nadeszła nadspodziewanie szybko i drzewa zakwitły dwa tygodnie wcześniej niż zwykle. Za sprawą łagodnej zimy spustoszenia nie zdążyły dokonać pasożytnicze ryjkowce, co przełożyło się na znacznie zwiększone plony wśród lokalnych hodowców, którzy każdego marca błagają naturę, by mrozy nie okazały się zbyt silne, gdyż znacząco psują one smak ich najważniejszego produktu. Jego ceny stają się wówczas niekonkurencyjne.
Tym samym drzewa jeszcze bardziej niż zwykle obrosły w swoje charakterystyczne owoce: długie nitki spaghetti. Zwyczajowo zaskoczenie budzi fakt, że wszystkie nitki mają dokładnie tę samą długość – to wynik ogromnych wysiłków przy specyficznej hybrydyzacji drzew. Osuszone w alpejskim słońcu, jak zawsze smakowały wyśmienicie.
Wyjątkową skalą zbiorów zainteresowała się telewizja BBC. W reportażu zrealizowanym na granicy szwajcarsko-włoskiej, u brzegów Jeziora Lugano, widzimy kobiety zbierające długie owoce spaghetti, kładzione na specjalnych kocach, na których suszą się, nim trafią do lokalnej restauracji jako ulubiony przysmak mieszkańców i turystów.
Narratorem reportażu został Richard Dimbleby, znany dziennikarz i prezenter, który swoim rozpoznawalnym głosem tłumaczy nam, że Drzewa Spaghetti, choć charakterystyczne dla krajobrazu Ticino, dla lokalnej gospodarki nie mają aż tak wielkiego znaczenia, jak dla pozostałych części Niziny Padańskiej – tam rośnie ich o wiele więcej, a ich status wychodzi dalece poza biznes rodzinny.
„Dla miłośników tego dania nie ma nic lepszego niż prawdziwe spaghetti z własnego ogródka!” – kończy Dimbleby, gdy w restauracji Taddei podaje się talerze pełne świeżo zerwanego i ugotowanego makaronu.
Nieco ponadtrzyminutowy reportaż The Swiss Spaghetti Harvest okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Koszt jego produkcji wyniósł zaledwie 100 funtów. Wyemitowano go w najdłużej nadawanym na świecie programie informacyjnym „Panorama” (wówczas liczącym dopiero cztery lata), dzięki czemu aż osiem milionów Brytyjczyków dowiedziało się o wyjątkowo obfitych zbiorach spaghetti z 1957 roku. W wyniku tak licznej widowni następnego dnia do telewizji zadzwoniły setki widzów. Wszyscy z tym samym pytaniem: jak wyhodować Drzewo Spaghetti we własnym ogródku?
Przygotowani operatorzy dawali bardzo konkretną odpowiedź: „Włóżcie gałązkę spaghetti do sosu pomidorowego i miejcie nadzieję na najlepsze!”.
Pomysłodawcą The Swiss Spaghetti Harvest okazał się Charles de Jaeger – austriacki operator brytyjskiej stacji, zainspirowany słowami nauczyciela z jego szkoły: „Zawsze mówił do nas: »Jesteście tak głupi, że uwierzylibyście w spaghetti rosnące na drzewach«. Od tamtej pory nosiłem się z zamiarem zrobienia o tym materiału. Próbowałem przez kilka lat. Dopiero gdy pracowałem dla »Panoramy«, dostałem zgodę na jego realizację” – wspominał w książce Petera Haya Canned Laughter. The Best Stories from Radio and Television's Golden Years (Śmiech z puszki. Najlepsze historie ze złotych lat radia i telewizji).
Odcinek „Panoramy”, w którym nadano reportaż, prowadzący ją Dimbleby zakończył słowami: „A teraz życzymy Państwu dobrej nocy w ten pierwszy dzień kwietnia”. Kilkadziesiąt lat później telewizja CNN określiła reportaż jako „największą mistyfikację kiedykolwiek podaną przez renomowaną telewizję”.
Był to jeden z pierwszych żartów primaaprilisowych w historii telewizji.
W stojącą na bardzo wysokim poziomie profesjonalną realizację brytyjskiego reportażu zaangażowany był sam szwajcarski urząd turystyczny. W lutym 1957 roku de Jaeger zwrócił się do Alberta Kunza, odpowiedzialnego za promocję w londyńskim biurze Szwajcarskiego Narodowego Biura Turystyki. „Niektóre sceny musieliśmy powtarzać kilka razy, bo aktorzy nie mogli wytrzymać ze śmiechu” – wspomina Kunz w rozmowie z portalem swissinfo.ch.
Do londyńskiego biura urzędu turystycznego, które, podobnie jak BBC, zostało zalane telefonami, dotarł wyjątkowo interesujący list. Jego autor donosił, że gdzieś w Nizinie Padańskiej widział plantację Drzew Spaghetti, na których nie dość, że rosły makaronowe nitki, to na dodatek rosły... poziomo. Autor listu twierdził, że roślina ta ma nawet swoją łacińską nazwę: Spaghetti horizontalis. W odpowiedzi biuro odpisało, że jej szwajcarską odmianę nazywano nieco inaczej, bo Spaghetti verticalis.
Londyńskie biuro jednak w przeciwieństwie do BBC przyjęło inną strategię komunikacyjną: mówiło prawdę – spaghetti nie rosną na drzewach, a cała historia jest mistyfikacją, zostawiając telefonujących Brytyjczyków wyraźnie rozczarowanych.
Czy dorośli Brytyjczycy okazali się głupsi od austriackich uczniów ze wspomnień de Jaegera, a wiara w spaghetti rosnące na drzewach wynikała jedynie z ignorancji? Można mieć wątpliwości. Te miał podobno sam sir Ian Jacob – dyrektor generalny BBC, którego nie poinformowano wcześniej o planowanym dowcipie.
Jak relacjonuje Kunz, dyrektor był zdziwiony do tego stopnia, że musiał sprawdzić pochodzenie spaghetti w encyklopedii. Jeśli zatem chcielibyśmy przeciętnemu odbiorcy brytyjskiej telewizji przypisać głupotę, prawdopodobnie musielibyśmy uwzględnić również jej szefa.
Wydaje się, że bardziej zgodne z rzeczywistością jest inne wyjaśnienie. Reportaż, poza aspektem humorystycznym, ma bowiem również dodatkową wartość: jest doskonałym świadectwem swoich czasów. Pokazuje on, że pod koniec lat 50. makaron w Wielkiej Brytanii był produktem wciąż na tyle egzotycznym, że wiedza o jego wytwarzaniu daleka była od oczywistości. Choć dziś wydaje się to nieco zabawne, a nawet trochę szokujące, nie ma w tym nic dziwnego – w 1957 roku Włochy wchodziły dopiero w okres powojennego wzrostu, a prymat ich kuchni na światowej scenie był jeszcze pieśnią relatywnie odległej przyszłości.
Wiarygodność reportażu wzmacniało dodatkowo kilka innych czynników, które z dzisiejszej perspektywy umykają uwadze. U progu lat 60. telewizja wciąż była nowym wynalazkiem, co oznacza, że budziła nieporównanie większe zaufanie niż współcześnie. Możliwość oglądania po raz pierwszy obrazu tworzyła to, co wiele lat później zostanie zawarte w takich zdaniach, jak „widziałem w internecie” czy – bardziej współcześnie – „tak twierdzi ChatGPT”.
Obraz był źródłem prawdy. Wiarygodności dodawała mu również postać Dimbleby, a więc znanego, cenionego dziennikarza, którego głos towarzyszył wszystkiemu: od D-Day – lądowania aliantów w Normandii, po koronację królowej Elżbiety. Jego autorytet budził zaufanie niewiele mniejsze niż sama telewizja. Z kolei „Panorama” była na tyle poważnym programem informacyjnym, że mało kto zakładał, iż można by w nim stroić sobie żarty, zwłaszcza że do „obchodów” Prima Aprilis w owym czasie telewizji jeszcze nie wykorzystywano.
Historia ta stała się również inspiracją dla pierwszego żartu primaaprilisowego w dziejach telewizji australijskiej. Dziesięć lat po słynnym materiale o Drzewie Spaghetti stacja telewizyjna z Melbourne, HSV7, wyemitowała reportaż o sycylijskich imigrantach z Palermo, którzy rzekomo rozwijali uprawę spaghetti w stanie Wiktoria.
Według tej historii przedsięwzięcie imigrantów odnosiło sukcesy aż do 1967 roku, w którym to zbiory miały zostać zdziesiątkowane przez tajemniczego Troglodytes pasta, czyli tzw. robaka spaghetti. Rzekomy szkodnik miał wyjadać makaronowe „owoce” od środka, co wzbudziło poważne obawy australijskich władz przed rozprzestrzenieniem się tej niezwykłej plagi.
Materiał HSV7 przez dekady zajmował pierwsze miejsce na liście produkcji generujących najwięcej listów i zapytań od widzów. Jego autor Dan Webb przez The Sydney Morning Herald nazwany „jedną z pierwszych twarzy telewizji”, musiał osobiście odpowiadać na tysiące kartek korespondencji.
De Jaeger stworzył opowieść, która przetrwała znacznie dłużej niż sam żart. Historia o Drzewach Spaghetti do dziś jest regularnie przypominana przez BBC przy okazji Prima Aprilis, doczekała się ona swojej australijskiej kontynuacji, a jej fragmenty nieustannie pojawiają się w książkach, filmach dokumentalnych i opracowaniach poświęconych historii mediów.
Dowcip o szwajcarskich zbiorach spaghetti udał się właśnie dlatego, że poza humorem opowiada również o sile obrazu, zaufaniu do mediów i naszych skłonności do wiary nawet w największe absurdy, jeśli tylko zostaną one odpowiednio opakowane.
Reakcje na historię o Drzewach Spaghetti bywają porównywane do paniki, jaką wywołało słuchowisko Wojna światów Orsona Wellsa pod koniec lat 30., kiedy to poprzez radio wielu słuchaczy miało uwierzyć w inwazję istot z Marsa. Zarówno atak obcych przybyszów, jak i spaghetti rosnące na drzewach, choć z dzisiejszej perspektywy zabawne, w jakimś sensie pozostają aktualne do dziś – odsłaniają bowiem mechanizmy, które nie zmieniły się od dziesięcioleci: raczkującą telewizję i jej moc oddziaływania zastąpiły media społecznościowe i realistyczne materiały generowane przez sztuczną inteligencję, które tak wielu z nas kupuje bez zastanowienia. Ewoluowały narzędzia, lecz psychologia odbioru informacji pozostała zaskakująco podobna.
Primaaprilisowy żart okazał więc się czymś o wiele więcej niż jedną z najbardziej udanych mistyfikacji telewizyjnych XX wieku. Po pierwsze przeczy on intuicyjnemu przekonaniu, jakoby kuchnia włoska stanowiła od wieków kulinarny punkt odniesienia dla całego rozwiniętego świata.
Przede wszystkim jednak – i prawdopodobnie wbrew intencjom jego twórców – stał się on niezamierzonym laboratorium społecznym, w którym jeszcze przed słynnym eksperymentem Milgrama i niewiele lat po eksperymencie Ascha mogliśmy zobaczyć, jak silnie ulegamy mocy autorytetu i jak łatwo ufamy przekazom pochodzącym z uznanych źródeł.
Być może właśnie dlatego The Swiss Spaghetti Harvest do dziś pojawia się w podręcznikach historii mediów i na zajęciach z edukacji medialnej.
Tłumacz języka włoskiego, redaktor, korektor, autor bloga o historii i antropologii kuchni włoskiej, Ślązak z rodziny górniczej
Tłumacz języka włoskiego, redaktor, korektor, autor bloga o historii i antropologii kuchni włoskiej, Ślązak z rodziny górniczej
Komentarze