Czy banan jest produktem włoskim, a od jedzenia go zależy bycie patriotą? Choć brzmi to niedorzecznie – w faszystowskich Włoszech owoc ten miał stanowić symbol włoskiej potęgi kolonialnej, a jego konsumpcja była wyrazem wiary w sens posiadania terenów zamorskich.
Banana w małej, lokalnej skali uprawia się dziś na Sycylii. Jego odmiana, tzw. Comune di Sicilia, jest mniejsza, miększa i mocno przypomina odmianę kubańską, zwaną Orinoco. Uprawa ta jest jednak zjawiskiem marginalnym i drastycznie kontrastuje ze statusem, jaki zyskiwał banan we Włoszech od 1930 roku.
Dokładnie wtedy w Cremonie urodził się Giampaolo Dossena, włoski pisarz i jeden z pierwszych popularyzatorów gier słownych we włoskich dziennikach. W opublikowanym w 2007 roku zbiorze wspomnień pt. Mangiare banane (Jeść banana) autor wraca pamięcią do swojej młodości:
„Jedzenie banana było czynem patriotycznym; świadczyło o zaufaniu do produktów z naszych kolonii i związanej z nim działalności handlowej (…) Rano dostawałem monetę i kupowałem banana w sklepie, który znajdował się w połowie drogi między domem a szkołą. Nazywał się Casa della Banana – Banane (Dom Banana – Banany) (…) Tak samo robiły inne dzieci. Biedni i antyfaszyści nie jedli bananów”.
Jak to się stało, że w kraju makaronu i pizzy taką popularność zyskała kiść żółtego, zakrzywionego owocu i co antyfaszyzm ma z tym wspólnego?
W latach 20. i 30. XX wieku większości Włochów doskwierał głód. Kraj pod rządami faszystowskiej dyktatury Benito Mussoliniego należał do najbardziej zacofanych w Europie, a złą sytuację pogorszył jeszcze Wielki Kryzys z 1929 roku – miliony ludzi straciły pracę, rosły ceny zboża, utrudniając wysiłki Mussoliniego do osiągnięcia samowystarczalności w produkcji tego surowca (tzw. bitwa o zboże).
Kampania ryżowa, która miała przekonać Włochów, by zastąpili makaron ryżem, szła jak po grudzie, bo południowcy nie chcieli go jeść. Dodatkowo w 1935 roku w wyniku inwazji Włoch na Etiopię Liga Narodów nałożyła na faszystowskie państwo sankcje. Sytuacja żywieniowa ludności była w opłakanym stanie.
W tę właśnie pustkę trafił banan, produkt włoskiej kolonii w Somalii w Afryce. Nie był to jednak owoc po prostu sprowadzony zza mórz; uprawa banana w Somalii wiązała się z budową całej infrastruktury od podstaw. W 1920 roku, 50 km od północ od Mogadiszu, założono kolonię rolniczą Vilaggio Duca degli Abruzzi (dzisiejszy Jawhar), rozbudowano sieć kolejową, siłą zagoniono do pracy lokalną siłę roboczą, sprowadzono białych kolonistów i zorganizowano całą logistykę transportowo-produkcyjną. Krótko mówiąc: reżim miał obrazek, którym mógł się pochwalić.
Banana od początku zaprojektowano tak, by ukazać Włochy jako potęgę kolonialną. Biorąc pod uwagę pogarszającą się sytuację gospodarczą, utrzymywanie zamorskich posiadłości stawało się coraz bardziej dyskusyjne. Propagandowe filmy wyładowanych bananami ciężarówek zmierzających w stronę portu miały tłumić te wątpliwości, a zaangażowanie aparatu ideologicznego faszystowskiego państwa w promocję owocu dotykało wręcz zagadnień metafizycznych.
Kiedy brakuje zboża, brakuje też chleba. Zmyślono więc somalijską legendę, według której banan jest chlebem bogów, tak jakby brak chleba naszego powszedniego dało się zastąpić wyłącznie poprzez odwołanie do siły wyższej. Banan jest oczywiście najzdrowszym, co można zjeść; jest pyszny, lekkostrawny, odpowiedni dla seniorów i ludzi z problemami żołądkowymi, a matki powinny nim karmić swoje dzieci.
W wydaniu jednego z najstarszych włoskich magazynów kulinarnych, La Cucina Italiana, z 1 czerwca 1934 roku, poza rytualnymi peanami na cześć banana znajdziemy też kilka ciekawych przepisów. Banan somalijski w sosie octowym ma być pysznym dodatkiem do dziczyzny. Z kolei po ugotowaniu w solonej wodzie banana z pokrojonym w kostkę jabłkiem, dodaniu świeżego selera i wymieszaniu wszystkiego z majonezem – otrzymujemy fantastyczną sałatkę.
W sukurs tym rozkoszom dla podniebienia przychodzi muzyka. Do klasyki neapolitańskiej piosenki należy dziś napisana w tym samym roku Banane gialle (Żółte banany). W tekście Enza Bonagury podmiot liryczny zachwyca się pięknem śniadej sprzedawczyni bananów z Mogadiszu, której lepiej wyznać wszystko tysiącami pocałunków.
W radiu zaś Enzo Fusco tenorem śpiewa Tango delle banane, zapewniając, że to owoc wyborny i wyśmienity, o smaku subtelnym i delikatnym, za którym szaleją kobiety i dziewczęta na całym świecie.
Do tych protoerotycznych fantazji reżimu należy dodać plakaty Spółki Akcyjnej Włoskich Bananów (Società Anonima Banane Italiane), która reklamuje swój produkt, zestawiając go z ideałem włoskiego kolonisty – ciało białego mężczyzny odwzorowuje perfekcyjne cechy włoskiego imperializmu, a jego postawa i wyraz twarzy sugerują, że somalijski banan to owoc pyszny i pożywny.
Wszystkie te wysiłki natury politycznej i ekonomicznej łączy jeden cel: w potężnym imperium wzdłuż Apenin, od Niziny Padańskiej po Morze Jońskie, banan – choć produkowany we wschodniej Afryce – miał się stać owocem włoskim, godnym statusu mocarstwa z tradycją starożytnego Rzymu. Aby jednak zyskać taki status, Włosi nie tylko musieli poznać jego walory smakowo-zdrowotne, ale przede wszystkim trzeba było ich nauczyć, jak go jeść.
Banan był oczywiście produktem całkowicie nowym, nieznanym, więc należało go „oswoić”. W lipcowym numerze La Cucina Italiana z 1930 roku w rubryce „Nowoczesna gospodyni” autorka pisze, że banana należy ugryźć bez użycia sztućców, ma on pewnego rodzaju ochronną osłonę w swojej własnej skórce, którą należy odwinąć w dół, i na której w związku z tym – zamiast na miąższu – opierają się kciuk i palec wskazujący, dzięki czemu nie wymagają one później mycia.
Instrukcja ta uzupełniona jest trzy miesiące później o kolejne wskazówki. Banan nie powinien mieć kontaktu z metalem. Dlatego, gdy lewa ręka go trzyma, prawa opuszcza (odwija) skórkę; miąższ musi być zjadany małymi kęsami. (...) Niezależnie od kształtu i wielkości, banan nie jest soczysty.
Nowoczesność i innowacyjność, jaką cieszy się nowy produkt na rynku, idealnie współgra z ideologią futuryzmu, która zbratała się z włoskim faszyzmem. Jako że nurt ten miał zrywać z tradycją i przeszłością, a radykalnie zwracać się ku przyszłości i osiągnięciom naukowym, z czasem podporządkował sobie – poza literaturą czy architekturą – także kuchnię.
Jeśli sałatka bananowa z selerem w majonezie wydaje się dziwna, to dlatego, iż czołowi włoscy futuryści, jak Filippo Tommaso Marinetti, Fedele Azari czy Ernesto Piccinelli, widzieli w nich postęp, dynamizm i siłę. W ramach kampanii wytoczonej przeciwko makaronowi, którego spożywanie miało „tłumić entuzjazm” i powodować depresję, Marinetti w swoim dziele Cucina Futurista w zamian proponuje na przykład łączenie banana z serem gruyère czy anchois. Mieszanki tego rodzaju miały angażować zmysły i zmieniać fizjologię Włochów powołanych do wojowania.
Choć z dzisiejszej perspektywy brzmi to wszystko tak absurdalnie, jak absurdalny był wkraczający w każdą dziedzinę życia faszyzm, trzeba przyznać, że w ramach raczkującej włoskiej industrializacji i dyskusyjnej modernizacji produkcja banana z punktu widzenia rynku wewnętrznego stanowiła swoiste osiągnięcie.
Od założenia w 1920 roku kolonii rolniczej niedaleko Mogadiszu do 1939 roku Somali Włoska osiągnęła produkcję 32 tysięcy ton bananów rocznie przeznaczanych na eksport, realizując cel hiperwydajności w produkcji. Choć banan nie rozwiązał problemów żywnościowych Włochów, to zaangażowanie reżimu i regulacja cen sprawiły, że był on tańszy od innych owoców, a więc dostępny dla szerokich mas ludności.
W całym kraju wyrosły wspomniane przez Giampaola Dossenę Case della Banana – punkty sprzedaży owocu z kolonii, a banan do czasu wojny domowej w Somalii stanowił kluczowy element jej gospodarki i kultury kulinarnej.
Wszystko to osiągnięto oczywiście na drodze całkowitego wyzysku czarnej ludności. Problemem włoskiego kolonizatora nie były ani ziemia, ani kapitał – bo tych było pod dostatkiem – lecz praca. Wielu Somalijczyków posiadało własne gospodarstwa rolne i wcale nie paliło się do pracy na plantacjach, inni zaś odmawiali jej w ramach antykolonialnego sprzeciwu. Nowe władze przymusowo kierowały więc ludzi z pobliskich wiosek do pracy w ramach płatnej pańszczyzny. Poza groźbami fizycznymi, jedną z metod kolonizatora było nałożenie corocznej daniny na chatki, co w praktyce zmuszało ich mieszkańców do przenoszenia się na plantacje.
Wsparcie ze strony państwa oraz nachalna promocja „owocu imperium” miały efekt polaryzacyjny. Produktu stworzonego przez faszyzm w ramach oporu naturalnie nie chcieli jeść przeciwnicy systemu. Politycznie motywowana niechęć do banana nie stała się jednak aż tak silnym symbolem, jak konsumpcja obrzydzanego przez reżim makaronu, a jej znaczenie – podobnie jak samego owocu – zanika wraz z końcem dyktatury i kolonializmu.
Koniec włoskiego banana jest definitywny w październiku 1964 roku, kiedy po serii afer korupcyjnych Ministerstwo Finansów zamyka założoną jeszcze przez Mussoliniego Agencję Monopolu Bananów. Jak podsumowuje Enzo Laforgia, autor książki Quando il fascismo dettava la dieta (Kiedy faszyzm dyktował dietę): banany wreszcie stały się wolne.
Jak na ironię, 66 lat po zamknięciu agencji krótkie marzenie faszystowskiej dyktatury o bananie made in Italy spełnia dziś demokratyczna republika. Oto bowiem w październiku 2025 roku wielki międzynarodowy koncern Chiquita w ramach współpracy z sycylijską spółdzielnią Alba Bio posadziła na Sycylii 20 000 organicznych sadzonek, a pierwsze w dziejach banany uprawiane przemysłowo na terenie Włoch mają trafić do sklepów jeszcze w tym roku.
Nie chodzi jednak bynajmniej o patriotyzm ani mocarstwowe ambicje, lecz o globalne ocieplenie – ruch światowego producenta bananów podyktowany jest postępującą tropikalizacją klimatu południowych Włoch, gdzie poza bananami coraz częściej uprawia się także mango czy awokado.
Tym samym Włochy po raz pierwszy w historii mogą zostać republiką bananową – bo o ile w dobie obfitości banana brakowało republiki, o tyle w 80. rocznicę jej uchwalenia ilość banana bezprecedensowo rośnie.
Tłumacz języka włoskiego, redaktor, korektor, autor bloga o historii i antropologii kuchni włoskiej, Ślązak z rodziny górniczej
Tłumacz języka włoskiego, redaktor, korektor, autor bloga o historii i antropologii kuchni włoskiej, Ślązak z rodziny górniczej
Komentarze