Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaDawid Zuchowicz / Ag...
11 czerwca 2020

Prawica demonizuje, Lewica zarzuca "oszustwo wyborcze". Sprawdzamy, co się stało z Deklaracją LGBT

"Po wyborach Polska będzie albo biało-czerwona albo tęczowa" - grzmi prawica. Lewica zarzuca Rafałowi Trzaskowskiemu, że choć podpisał Deklarację LGBT, to nie zrealizował żadnego z jej punktów. Sprawdzamy, jak jest naprawdę

Hostel interwencyjny dla młodzieży LGBT, miejski monitoring przestępstw z nienawiści, dodatkowe zajęcia z edukacji seksualnej w stołecznych szkołach - to główne punkty "Deklaracji LGBT", którą prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał w lutym 2019 roku.

Program polityki równościowej dedykowanej nieheteronormatywnym i transpłciowym mieszkańcom stolicy, Trzaskowski przedstawiał jako realizację wyborczego hasła: "Warszawa otwarta, różnorodna i tolerancyjna".

Politycy PiS wykorzystali "Deklarację", by wzbudzić moralną panikę. Idealny straszak na czas wyborczego maratonu. Ostrzegali przed "seksualizacją dzieci", demonizowali programy edukacyjne mówiąc o "zajęciach z masturbacji dla czterolatków", wytykali wymyślone "tęczowe tramwaje" i zarzucali, że Trzaskowski "segreguje"obywateli.

Dziś Deklaracja jak bumerang wróciła do publicznej debaty. 10 czerwca prezydent Andrzej Duda zaprezentował "Kartę Rodziny" — homofobiczną odpowiedź na warszawski dokument:

  • zakaz małżeństw i adopcji dzieci dla par jednopłciowych;
  • zakaz propagowania "ideologii LGBT" w instytucjach publicznych;
  • edukacja seksualna tylko w domach.

"Polska po wyborach będzie biało-czerwona albo tęczowa" - tak wybór między Dudą a Trzaskowskim widzi Jacek Karnowski.

"Wiadomości" TVP jeszcze bardziej sugestywnie, bo obrazem, pokazują, że walka toczy się między nuklearną heteronormatywną rodziną, a drag queen o fioletowych włosach.

Lewica: Deklaracja LGBT jest tylko na papierze

Temat Deklaracji podchwyciła też Lewica. "To prawda, że podpisał, ale nie zrealizował żadnego punktu w tej sprawie. Prawica ma pretensje, że podpisał, a lewica mówi: co z tego, skoro nie zostało nic zrealizowane" - mówił 10 czerwca lider SLD Włodzimierz Czarzasty.

Za to Anna Maria Żukowska w "Polskim Radiu 24" zarzuciła Trzaskowskiemu "oszustwo wyborcze". "Po prostu ich olał" - mówiła rzeczniczka Lewicy.

Nie zrealizował absolutnie nic z podpisanej z wielką pompą deklaracji LGBT+. W stolicy miały powstać centrum społeczności LGBT, stanowisko pełnomocnika ds. osób związanych z tym środowiskiem, hostel dla nich. Nic z tych rzeczy nie ma
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Polskie Radio,10 czerwca 2020

Deklaracja: martwa czy raczkuje?

Z 12 postulatów do tej pory prezydent zrealizował jeden (i pół, ale o tym dalej). Symbolicznie ważny, bo taki, o który społeczność osób LGBT walczyła od wielu lat. Chodzi o objęcie Parady Równości patronatem miasta. W czerwcu 2019 roku pierwszy raz w historii to prezydent otwierał tęczowy pochód.

"Nie każdy musi chodzić na Paradę Równości, ale każdy powinien szanować prawa mniejszości — to jest niesłychanie istotne. To nie ma nic wspólnego z tym, czy ktoś jest liberalny, czy konserwatywny — tu chodzi o prawa człowieka. W otwartych miastach musimy tego przestrzegać" - mówił Trzaskowski do 30 tys. tłumu zebranego przy placu Defilad.

Chodzi m.in. o:

  • stworzenie hostelu interwencyjnego dla osób LGBT+ zagrożonych kryzysem bezdomności np. dla młodzieży wyrzuconej z domu przez homofobicznych rodziców;
  • wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej zgodnej ze standardami WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) do każdej szkoły;
  • stworzenie miejskiego systemu wsparcia dla osób LGBT+ doświadczających przestępstw z nienawiści (wraz z mechanizmem raportowania skali zjawiska);
  • otwarcie centrum spotkań dla osób LGBT+ (jego program będzie tworzony z i przez społeczność LGBT+);
  • powołanie pełnomocniczki lub pełnomocnika Prezydenta ds. społeczności LGBT+;
  • objęcie patronatem prezydenta m.st. Warszawa Parady Równości.

Larum podniosło się w sierpniu 2019 roku, gdy na sesji Rady Miasta wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska poinformowała, że w budżecie na rok 2020 nie będzie pieniędzy na realizację "Deklaracji".

Prawica ogłosiła zwycięstwo: "presja ma sens", "ratusz wycofuje się z ideologicznego dokumentu".

"Kolejny fejk" - napisała na Facebooku Aldona Machnowska-Góra, koordynatorka biura kultury stołecznego magistratu.

I wyjaśniała: "Ratusz ani Prezydent nie wycofuje się z wspierania mniejszości i ochrony praw człowieka, nie wycofuje się z walki z dyskryminacją i przemocą, nie wycofuje się z tego, czego oczekują społeczności LGBT i co zostało zapisane w Deklaracji, m.in. realizujemy kolejny etap programu »Szkoła przyjazna prawom człowieka. Jak przeciwdziałać wykluczeniu i przemocy w szkole«, który w ubiegłym roku z powodzeniem przeprowadziliśmy we wszystkich szkołach na Ochocie, teraz będzie w 3 dzielnicach Wilanowie, Woli i w Wawrze”.

Program działań antydyskryminacyjnych, dotyczących praw człowieka liczymy więc jako pół, bo nie obejmuje wszystkich szkół w Warszawie. Poza tym, faktycznie, póki co zapisy "Deklaracji" są martwe.

Prezydent zobowiązał się, że wszystkie 12 punktów zrealizuje do końca kadencji, czyli 2023 roku. Stowarzyszenie "Miłość Nie Wyklucza", które współpracowało z miastem przy tworzeniu polityki, w oficjalnym oświadczeniu pisało, że brak środków na rok 2020 nie jest dla nich zaskoczeniem. Budżet był bowiem ustalany już w 2018 roku, czyli przed wprowadzeniem "Deklaracji". Pisali też, że przygotowanie programu edukacyjnego, czy stworzenie centrum kultury po prostu trwa.

Z drugiej strony, wyrażali obawy związane z brakiem współpracy między organizacjami społecznymi a ratuszem przy wdrażaniu "Deklaracji".

Jak jest teraz?

"Brakuje woli politycznej"

"Trwają rozmowy nad najważniejszym punktem, czyli stworzeniem hostelu dla osób LGBT" - mówi OKO.press Hubert Sobecki ze Stowarzyszenia "Miłość Nie Wyklucza" i dodaje, że są one na "wstępnym etapie". W rozmowach z ratuszem aktywiści dowiedzieli się też, że nie uda się powołać pełnomocniczki ds. społeczności LGBT przy Prezydencie, czyli zrealizować jednego z 12 punktów.

"Cieszymy się, że w ratuszu są osoby, którą chcą nam pomóc. To, co nas blokuje, to brak woli politycznej. Urzędnik nie zrobi niczego, jeśli nie będzie czuł, że ma plecy. Dlatego przyjmowanie rezolucji anty-LGBT ma efekt mrożący, bo działa w dół.

My potrzebujemy trochę ciepła z góry"

- tłumaczy Sobecki i dodaje, że nie zamierza się poddawać. "Robimy to od 10 lat, gdybyśmy nie byli cierpliwi to pewnie już dawno nie byłoby nas w Polsce".

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne