0:00
03 kwietnia 2020

Sprzedają salony kosmetyczne za 20 tys. zł. Po decyzji rządu branża w stanie krytycznym

"Cholerny wniosek mogę złożyć. I co dalej?" - pyta właścicielka salonu kosmetycznego z Otwocka. "Skąd pewność czy i kiedy mi go rozpatrzą? I czy dostanę pieniądze albo zwolnienie z ZUS? Jak mam podejmować decyzję o utrzymaniu salonu w takiej niepewności?"

Wydrukuj

"Sprzedam dobrze działający od 10 lat salon fryzjersko-kosmetyczny z dużym gronem stałych klientów i stroną internetową" - cena 8 tys, Warszawa. Ogłoszenie dodane o 01:00 w nocy 2 kwietnia 2020. Ktoś inny sprzedaje za 20 tys., jeszcze ktoś za 50. "Pilnie odstąpię salon kosmetyczno-masażowy". Ogłoszeń jest wiele - wrzucane pod koniec marca i na początku kwietnia.

"Ludzie próbują się ratować, sprzedają gotowe salony za bezcen. W Krakowie widziałam oferty w pełni wyposażonych salonów za 10 - 20 tys."

- mówi OKO.press Kinga, menadżerka salonu kosmetycznego.

31 marca rząd wprowadził nowe ograniczenia w związku z walką z koronawirusem, m.in. zawieszenie działalności salonów fryzjerskich, kosmetycznych i tatuażu. Pracownicy i właściciele, którzy już wcześniej mieli obniżone obroty, a ostatnie oszczędności wydawali na środki higieny, znaleźli się w krytycznej sytuacji. Rządowa tarcza antykryzysowa ich nie przekonała.

Jak pisaliśmy w OKO.press, już widać, że tarcza nie spełniła jednego z głównych celów – nie dała pracownikom i przedsiębiorcom wiary, że ze wsparciem państwa przetrwają trudne czasy.

"Mam 6 tys. samego ZUS, a oni mi 5 tys. kredytu oferują? Mam na tym przeżyć 3 miesiące? Jak mam się ratować? Mogę sprzedać samochód, jasne, ale kto mi go teraz kupi? - pyta nas M., właścicielka salonu kosmetycznego w Otwocku.

Dlaczego nie mogę właśnie ja?

M. jest kosmetologiem, prowadzi działalność od 30 lat. Jej salon oferuje usługi kosmetyczne, fryzjerskie, ale też konsultację podologa czy masaże limfatyczne. Przychodziły tam też osoby z problemami z krążeniem, stopą cukrzycową.

"Podolog, która u mnie pracuje, nie wiedziała, czy jest na liście usług objętych zakazem, a sanepid oczywiście nie umiał jej odpowiedzieć - miała pytać ministra. W końcu okazało się, że może pracować, ale nie u mnie, tylko w gabinecie lekarskim. A w czym ja jestem gorsza?".

M. tłumaczy, że zadbała o to, żeby warunki w jej salonie były bezpieczne. "Sposób pracy konsultowałam z panią z sanepidu, która prowadzi u nas kontrolę od 16 lat. Od trzech tygodni nie przyjmowałyśmy klientów z ulicy, tylko umówionych i sprawdzonych. Prawnik pomógł mi ułożyć pytania: czy nie kaszle, czy nie ma gorączki..." - wyjaśnia.

Pracownicy i klienci mieli zapewnione maseczki (400 zł za 50 sztuk) i przyłbice ochronne, pracownice dodatkowo mają czepek, fartuch, rękawiczki. 153 metry kwadratowe, 9 osób i 9 klientów.

"Mamy nawet lampę sterylizującą UV-C, taką samą, jakimi w szpitalach odkaża się pomieszczenia po operacjach. Zainwestowałam w nią 2 tys. zł, żeby po każdym kliencie móc wszystko porządnie odkazić. Rozplanowałam wszystko tak, żeby między wizytami był na to czas" - mówi M.

"Czym mój zakład różni się od gabinetu lekarskiego czy gabinetu medycyny estetycznej, które pracują normalnie? Czemu kosmetologów traktuje się jak motłoch?" - pyta.

Szara strefa start

"Szara strefa start" - podsumowuje M. "Pracują u mnie dziewczyny, które same wychowują dzieci. Jedno, dwoje. Wynajmują mieszkanie, układają sobie na nowo życie bez męża, mają kredyty. Co mają zrobić? Od jutra wszystkie będą obdzwaniać klientów i biegać po ich domach".

Bo klienci z usług nie rezygnują. "Piszą do dziewczyn czy mogą przyjść do domu albo dzwonią z pretensjami - jak to, wizyta odwołana?" - mówi Kinga.

M. przyznaje, że klientki zaczęły w zeszłym tygodniu odwoływać wizyty, ale nie ze strachu przed wirusem. "Zamawiają fryzjera do domu - będzie mąż, syn, sąsiadka, to się opłaci. Dziewczyny, które robiły paznokcie w sterylnych warunkach, z zachowaniem higieny, teraz będą to robiły po domach".

Szara strefa miała się coraz lepiej jeszcze przed pandemią. Sygnalizowała to OKO.press Kinga. "Pracowanie po domach, często na czarno, stało się łatwiejsze, odkąd zniesiono konieczność zakładania działalności gospodarczej do pewnego limitu obrotów".

Największym problemem, szczególnie w kontekście panującej pandemii, jest sterylność. "Manicure z hybrydą to 100 zł w salonie, a u pani w domu 20 zł – przy kosztach sterylizacji taka kosmetyczka by nie zarabiała, więc pewnie na niej oszczędza" - sugeruje Kinga.

Co teraz?

Co zrobi M.? Wciąż się zastanawia, ale nie widzi nadziei na przetrwanie salonu. "Z księgową czekałyśmy jeszcze, co zrobi Sejm. A teraz już wiemy. Mają nas w dupie" - mówi zirytowana. Teraz trudno się nawet do księgowej dodzwonić. "Mówi, że mają piekło, kolejne firmy się zamykają i rezygnują z jej usług. Zaraz sama nie będzie miała pracy".

Co z pracownikami? Najgorzej mają osoby na umowach cywilnoprawnych. Nie ma zleceń, nie ma pracy. Umowy o pracę na czas określony po prostu nie będą przedłużane. Jedynymi osobami, które mogą liczyć na jakąś stabilność, są zatrudnieni na umowy o pracę, ale oni też nie mają dziś żadnej pewności.

"Pracowników często stawiano przed faktem dokonanym. Są zwalniani albo zmuszani do urlopów bezpłatnych. W związku z »tarczą antykryzysową« etaty dziewczyn mogą być zmniejszone nawet do połowy. Mój pracodawca fajnie do tego podszedł: ja pracuję z domu, dziewczyny nie mogą pracować, ale wypłatę mają normalną. Szef mówi, żebyśmy się nie martwiły, bo on ma na ten biznes mnóstwo pomysłów, przetrwamy. Ale on ma też inne firmy, pewnie może sobie na taką sytuację pozwolić" - mówi Kinga.

M. nie może. "Jakie oszczędności? Gdybym miała, to bym leasingu na 60 tys. nie brała. Muszę zapłacić w tym miesiącu 6 tys. ZUS, za wodę, energię, 2,5 tys. leasingu. Ostatnio wydawałam wszystko na środki ochronne. A teraz co? Powypłacam pensje i do widzenia, zamykam salon".

Pracownicy dzwonią do niej zrozpaczeni. Nikt nie wie, na czym stoi. "Nie jestem taką szefową, co to w sobotę przychodzi po wypłatę. Jestem kosmetolożką, pracuje codziennie razem z nimi. Trzy czwarte pracowników z urzędu pracy wzięłam, 10, 15 lat temu. Co ja mam im powiedzieć?"

"Kto mi będzie chciał z urlopów bezpłatnych korzystać? Co im to da, że są u mnie zatrudnione? Że mają świadczenia zdrowotne? O jakich my świadczeniach mówimy, jak się nigdzie dodzwonić nie można? Przychodnie pozamykane. Jedna dziewczyna jest w trzeciej ciąży, nawet do lekarza nie mogła się dodzwonić, żeby zwolnienie wziąć".

M. jeszcze się waha, rozważa różne możliwości, ale jak podjąć decyzję o dalszych stratach bez żadnej gwarancji pomocy? "Wszędzie komunikat - proszę złożyć wniosek. A skąd ja mam wiedzieć, czy mi ten wniosek rozpatrzą, kiedy i z jakim skutkiem? Skąd mam wiedzieć, czy ten bank nawet jak mi przedłuży ten leasing, nie dowali mi odsetek tak małym druczkiem, że nawet pod lupą nie zobaczysz?".

Jest rozgoryczona. "Nie po to się w to inwestowało, starało tyle lat, żeby teraz wszystko stracić. Wszyscy wyczekiwaliśmy, co Sejm ustali. Teraz mówią, że będą dalej rozmawiać. O czym kurwa, jak już jest za późno?".

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne