0:00
Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl *** Local Caption ***Fot. Slawomir Kamins...
23 stycznia 2023

Rzecznik SN mówi Ziobrą: Ustawa jest niekonstytucyjna, bo... wpływała na nią Komisja Europejska

"Uchwalona ustawa jest na wielu poziomach niezgodna z konstytucją" - alarmuje Aleksander Stępkowski, rzecznik SN i założyciel Ordo Iuris. Jakich używa argumentów? Projekt przygotowali negocjatorzy w Brukseli, ustawa wciela w życie uchwały połączonych izb SN

Wydrukuj

Nowelizacja ustawy o SN, którą w piątek 13 stycznia 2023 roku uchwalił Sejm, wzbudza ogromne kontrowersje i przez ekspertów prawnych krytykowana jest jako niekonstytucyjna. Podstawowy zarzut wysuwany jest wobec przekazania spraw dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych oraz SN do Naczelnego Sądu Administracyjnego. NSA ma również przeprowadzać test bezstronności i niezawisłości.

Do krytyków procedowanej ustawy dołączył także Aleksander Stępkowski, rzecznik SN oraz założyciel i pierwszy prezes Ordo Iuris. "Uchwalona ustawa jest na wielu poziomach niezgodna z konstytucją" - mówi Stępkowski w rozmowie z PAP. Wśród zarzutów nie wymienił jednak kwestii związanych z właściwością orzeczniczą NSA. Zamiast tego sugerował, że ustawa jest niekonstytucyjna, bo... została podyktowana przez Komisję Europejską oraz doprowadzi do trwałego usunięcia z urzędu sędziów. Argumenty te w zastanawiający sposób przypominają narrację partii Zbigniewa Ziobry. Czy jednak mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością?

"Niekonstytucyjna", bo wykracza poza kompetencje UE

"Przede wszystkim, narusza konstytucyjną zasadę ochrony tożsamości konstytucyjnej w procesie integracji europejskiej, która wyraźnie wskazuje organizację wymiaru sprawiedliwości jako sferę, w której Rzeczpospolita nie przekazała żadnych kompetencji Unii Europejskiej" - stwierdził rzecznik SN.

Aleksander Stępkowski powtarza tu znaną tezę od lat forsowaną przez ministerstwo sprawiedliwości oraz Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej, jakoby interwencje Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie sądownictwa w Polsce były naruszeniem traktatów.

"Rzeczpospolita nie przekazała żadnych kompetencji Unii Europejskiej [w sferze organizacji wymiaru sprawiedliwości]"
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
pap,15 stycznia 2023

Faktem jest, że organizacja wymiaru sprawiedliwości (rodzaje jurysdykcji, struktura sądownictwa, ich właściwość, procedury) nie należy do kompetencji przekazanych Unii Europejskiej na podstawie art. 90 ust. 1 Konstytucji. Ale w zakresie kompetencji przekazanych UE mieści się obowiązek państw do ustanowienia środków niezbędnych do zapewnienia skutecznej ochrony prawnej w dziedzinach objętych prawem Unii (art. 19 ust. 1 akapit 2 Traktatu o UE). Prawo do skutecznego środka prawnego gwarantuje wszystkim obywatelom UE także art. 47 ust. 1 Karty Praw Podstawowych. To, czy państwa wywiązują się z obowiązku zapewniania skutecznej ochrony sądowej, weryfikuje TSUE.

Przy okazji wyroku TK z 7 października 2021 roku na łamach OKO.press kwestię tę wyjaśniali prof. Ewa Łętowska oraz prof. Stanisław Biernat

"Niezawisłość sędziów jest warunkiem wstępnym i równocześnie podstawowym składnikiem skutecznej ochrony prawnej oraz prawa podstawowego do skutecznego środka prawnego przed sądem.

Tak więc ani sama niezawisłość sędziowska jako pojęcie, ani kryteria o niej decydujące, nie są elementem »organizacji wymiaru sprawiedliwości«, pozostawionej unormowaniom prawa państw członkowskich (...)

Wyroki TSUE funkcjonują jako mechanizm ochronny, gdy ingerencja władz krajowych daje się kwalifikować jako nadmierna, nieproporcjonalna, powodująca nowe zagrożenia czy wydrążająca z treści mechanizmy gwarancyjne niezawisłości sędziowskiej.

Działania tego typu nie dotyczą normowania ustroju sądownictwa".

"Niekonstytucyjna", bo pod dyktando Brukseli

Na tym jednak lista zarzutów się nie skończyła. Rzecznik sięgnął także po inny ulubiony argument Solidarnej Polski - twierdzenie, że instytucje unijne naruszają polską suwerenność.

"Nikt tymczasem nie stara się ukryć, że na kształt tej nowelizacji zasadniczy wpływ miała Komisja Europejska" - mówi Stępkowski. "Możliwość kształtowania treści tej ustawy przez Sejm RP została de facto sprowadzona do minimum. Prowadzi to do sytuacji, w której treść ustawy nie jest kształtowana faktycznie przez przedstawicieli narodu, ale przez wąską grupę negocjatorów ze strony rządu i KE, których mandat demokratyczny często może budzić wątpliwości".

Po pierwsze, w ten sposób można podważyć każdą ustawę mającą dostosować prawo krajowe do prawa unijnego na przykład projekty wdrażające postanowienia dyrektyw Parlamentu Europejskiego i Rady UE. Tylko w tej chwili Sejm pracuje nad ośmioma takimi ustawami. Jeśli nie chcemy, żeby instytucje unijne miały wpływ na polskie ustawodawstwo, zawsze możemy wyjść z UE.

Ciekawa jest także druga część wypowiedzi sędziego Stępkowskiego, w której narzeka, że możliwość kształtowania ustawy przez Sejm ograniczono do minimum. Stępkowski jako prawnik mógł zabrać głos choćby w sprawie nieprzepisowego trybu poselskiego, w jakim zgłoszono projekt. Zwrócić uwagę, że nie przeszedł on konsultacji publicznych, nie ma odpowiednio ocenionych skutków regulacji. Mógłby skrytykować fakt, że tak ważne kwestie pchane są przez Sejm w pośpiechu, w dwa dni. Że wyrugowana została merytoryczna debata nad projektem, marginalizowana jest rola opozycji, której poprawki były z góry odrzucane.

Żaden z tych wątków jednak nie został poruszony. Rzecznik SN podważa więc legalność ustawy tylko z uwagi na to, że przynieśli ją rządowi negocjatorzy, choć w ten sam sposób można podważać każdą ustawę, która powstaje w ministerstwie i nad którą pracują urzędnicy niepochodzący z wyborów bezpośrednich.

"Niekonstytucyjna", bo trwale odsuwa od orzekania

"[Ustawa] pozwala na osiągnięcie skutków, które starano się uzyskać niekonstytucyjną uchwałą zdekompletowanych trzech izb SN w styczniu 2020 roku" - kontynuował krytykę rzecznik. "Ustawa pozwala bowiem na trwałe odsunięcie od orzekania legalnie wybranych sędziów, którzy formalnie pełnią swój urząd. Rozwiązania przewidziane w tej ustawie stanowią również daleko idące osłabienie niezawisłości sędziowskiej, bowiem pozwalają wytworzyć sytuację orzekania pod groźbą negatywnej oceny przez skład w NSA".

"Ustawa pozwala na trwałe odsunięcie od orzekania legalnie wybranych sędziów"
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
PAP,15 stycznia 2023

Test niezawisłości i bezstronności jest obwarowany kilkoma warunkami. Po pierwsze i najważniejsze, nie dotyczy statusu sędziego w sytuacji generalnej i abstrakcyjnej, ale jest "badaniem spełnienia wymogów bezstronności oraz ustanowienia na podstawie ustawy, z uwzględnieniem okoliczności towarzyszących jego powołaniu i jego postępowania po powołaniu, na wniosek uprawnionego, o którym mowa w § 7, jeżeli w okolicznościach danej sprawy może to doprowadzić do naruszenia standardu niezawisłości, bezstronności lub ustanowienia na podstawie ustawy”.

Nie jest zatem prawdą twierdzenie rzecznika, że taki test może doprowadzić do trwałego odsunięcia od orzekania. Z przepisów wprost wynika, że rozstrzygnięcie będzie zawsze dotyczyło konkretnej sprawy. Taki był też zamysł uchwały połączonych Izb SN ze stycznia 2020 roku, o której wspomina Stępkowski. Sąd Najwyższy również zaproponował przeprowadzanie w stosunku do sędziów sądów powszechnych badania prawidłowej obsady sądu, ale stwierdzić ją można było tylko "jeżeli wadliwość procesu powoływania prowadzi, w konkretnych okolicznościach, do naruszenia standardu niezawisłości i bezstronności".

Ówczesny rzecznik Sądu Najwyższego, sędzia Michał Laskowski wyjaśniał w rozmowie z OKO.press: "Ani taki test negatywny, z wynikiem negatywnym nie oznacza, że we wszystkich pozostałych sprawach będzie negatywnie, ani odwrotnie.

W jednej sprawie sąd może nie mieć żadnych zastrzeżeń, ale to nie oznacza, że ten sędzia ma dożywotnio legitymację i nikt takich zarzutów podnieść już nie może".

Oczywiście możliwość przeprowadzania takiego testu uchwała SN rekomendowała wobec sędziów sądów powszechnych. Sytuacja osób powołanych do SN była inna, ponieważ to "sąd ostatniego słowa", od którego orzeczeń nie przysługują już środki odwoławcze. Skład SN z osobą powołaną przy udziale neo-KRS jest w myśl uchwały po prostu obsadzony niezgodnie z prawem, niezależnie od okoliczności sprawy.

I tu nowelizacja ustawy o SN i wprowadzony nią test niezależności zdecydowanie różni się od ducha uchwały połączonych izb. Test bowiem traktuje tak samo sędziów sądów powszechnych i sędziów SN, wobec jednych i drugich zakreślając horyzont "okoliczności danej sprawy".

Argumenty, których używa Aleksander Stępkowski są więc podwójnie błędne - przepisy ustawy nie odsuwają trwale żadnych sędziów od orzekania właśnie dlatego, że nie realizują uchwały połączonych izb SN.

"Niekonstytucyjna" uchwała SN

Na osobny komentarz zasługuje także uwaga rzecznika, że sama uchwała SN była "niekonstytucyjna". Aleksander Stępkowski podpiera się tu oczywiście wyrokiem upolitycznionego TK, którym rząd PiS próbował się posłużyć, by zablokować wydanie uchwały w styczniu 2020 roku. Kilka dni przed zebraniem się sędziów SN marszałek Sejmu Elżbieta Witek złożyła wniosek do Trybunału o rozstrzygnięcie rzekomego sporu kompetencyjnego między Sądem Najwyższym a Sejmem. Ówczesna Pierwsza Prezes SN Małgorzata Gersdorf poinformowała jednak opinię publiczną, że spór nie istnieje. Posiedzenie odbyło się zgodnie z planem.

W kwietniu 2020 TK ogłosił, że uchwała jest niekonstytucyjna, choć sami sędziowie TK, zgłaszający zdania odrębne, wskazywali, że Trybunał nie ma prawa oceniać orzecznictwa Sądu Najwyższego.

„Postępowanie w tej sprawie powinno zostać w całości umorzone z powodu niedopuszczalności wydania wyroku. Zaskarżona uchwała nie jest bowiem przepisem prawa w rozumieniu art. 188 pkt 3 Konstytucji ani żadnym innym aktem prawnym podlegającym kognicji Trybunału Konstytucyjnego” – argumentował sędzia Leon Kieres.

Jeszcze mocniej brak upoważnienia podkreślał sędzia Piotr Pszczółkowski: „Trybunał dopuścił się do ingerencji w orzecznictwo SN. TK działał z naruszeniem konstytucyjnej zasady niezależności orzekania”.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne