22 grudnia 2020

"Stop Bzdurom" rozlicza zrzutkę. 200 tys. zł trafi na wieś i do małych miasteczek

Seks i pizza? A może wsparcie lokalnych społeczności? Na co idą pieniądze ze zbiórki na "Stop Bzdurom"? OKO.press jako pierwsze rozmawia z fundatorką "Funduszu dla Odmiany", który dostał 200 tys. zł

"Para aktywistów LGBT sposobem »na prześladowanie« zebrała już blisko 200 tys. złotych" — głosił jeden z nagłówków TVP.Info z sierpnia 2020 roku. Chodzi o Łanię i Margot z kolektywu "Stop Bzdurom", które po decyzji prokuratury o zastosowaniu aresztu tymczasowego wobec jednej z nich, założyły internetową zbiórkę. Pieniądze od darczyńców miały pokryć przede wszystkim koszty pomocy prawnej dla Margot. Znalazły się tam też cele szczegółowe, opisane frywolnym językiem, takie jak: "hajs na catering i tranzycję Margot" czy "hajs na wlepy i akty wandalizmu".

Gdy zbiórka okazała się sukcesem — w sumie na konto wpłynęło niemal 400 tys. zł - prawica fantazjowała o defraudacji, a także przepuszczeniu pieniędzy na skandalizujący styl życia. Dziennikarz "Wprost" Marcin Dobski w alarmującym tonie opisywał, że brak podmiotowości prawnej kolektywu oznacza że nie musi ona składać drobiazgowych sprawozdań finansowych. I od "Stop Bzdurom" domagał się udostępnienia dokumentów dotyczących przychodów i rozchodów.

"Nie mamy nic do ukrycia. Nie będziemy rozliczać się z dziennikarzem. Będziemy rozliczać się z naszą społecznością i osobami, które nas wsparły" — mówiła 2 września na antenie "Radia Zet" Margot.

21 grudnia 2020 kolektyw "Stop Bzdurom" na facebooku opublikował szczegółowe rozliczenie zbiórki. W oświadczeniu czytamy, że udało się wydać prawie 95 proc. zebranych środków.

"Ale nie na to nad czym spuszczała się prawica: seks mamy za darmo, a wegańskie pizze stanowiły mniej niż pół procenta naszych wydatków" — pisze "Stop Bzdurom".

Jak wynika z oświadczenia, ponad połowa pieniędzy, 200 tys. złotych, trafiło do "Funduszu dla Odmiany" i ma być przeznaczona na "inne inicjatywy LGBT".

Sprawdzamy, dla kogo i na co zostaną przeznaczone pieniądze.

"Polska to wsie i małe miasteczka. Tam, chcemy pomagać"

„Nasza inicjatywa powstała z prostego marzenia: chcemy, by każda osoba LGBT w Polsce, niezależnie od tego, gdzie mieszka, mogła czuć się bezpiecznie, u siebie” — mówi OKO.press Aleksandra Muzińska, jedna z fundatorek „Funduszu dla Odmiany”. Gdy w 2019 razem z Gosią Maciejewską zakładały organizację, chciały podzielić się swoim przywilejem.

„Obie jesteśmy lesbijkami z Warszawy, mamy akceptujące rodziny i wspierające otoczenie. To nie znaczy, że nikt nas nie zaczepia na ulicy, nie rzuca okropnych komentarzy, ale Polska jest jednak gdzie indziej: na wsi i w małych miasteczkach. A im mniejsza społeczność, tym więcej wzajemnej kontroli — każdy każdego zna, trudno o anonimowość. To duże uproszczenie, ale myślę, że właśnie to sprawia, że mocniej doświadczamy tam lęku i stygmatyzacji. Na dodatek, dookoła jest pustka — brakuje wsparcia psychologicznego, a czasem zwyczajnie towarzystwa. Jeśli sam i sama, czegoś nie zrobisz, to po prostu tego nie będzie”

— mówi Ola.

Pieniądze z „Funduszu dla Odmiany” mają przede wszystkim pomóc tym, którzy chcą działać poza dużymi ośrodkami miejskimi. Do pierwszego naboru, który zakończył się w lipcu, zgłosiło się ponad 60 inicjatyw z całego kraju. I to one między sobą wybrały projekty, które najbardziej potrzebują pieniędzy.

Jak mówi Ola, razem z Gosią prowadzą drugi w Polsce (po Funduszu Feministycznym) program grantowy, który jest w pełni partycypacyjny. „To nie specjalne gremia ponad głowami społeczności decydują, który projekt jest ważny, a który nie. Wiemy, że dla wielu brzmi to trochę zaskakująco, ale już teraz widzimy, że ta formuła ma sens.

Ludzie piszą nam, że odzyskali nie tylko sprawczość, ale i nadzieję” — mówi Ola.

Pieniądze zebrane wśród indywidualnych darczyńców i firm, popłyną między innymi do:

  • Stowarzyszenia Miłośników Przyrody Winniczek z Nowin w Wielkopolsce, którego liderka Maria Jaszczyk zorganizuje spotkania poświęcone osobom LGBT. Mają brać w nim udział m.in. lokalne koła gospodyń wiejskich;
  • Ewy Furgał i Marty Dory, które będą prowadzić program edukacyjny dla rodziców, lekarzy, nauczycieli dotyczący osób transpłciowych i niebinarnych w spektrum autyzmu.
  • do grupy „Legnica dla wszystkich”, która zaczyna działania integracyjne dla osób LGBT+ w tym mieście.

Jak przyznaje Ola, najwięcej pieniędzy potrzeba obecnie na wsparcie młodych osób LGBT w kryzysach zdrowia psychicznego.

Na co wydadzą 200 tys. od kolektywu „Stop Bzdurom”?

„87 tys. trafi bezpośrednio do nas. Większość przeznaczymy na kolejne granty, resztę — na stworzenie specjalnego Funduszu Prawnego dla osób LGBT. Jeszcze nad tym pracujemy, więc nie mogę zdradzić szczegółów” — mówi Ola.

Pozostała część, 113 tys. zł, ma wspierać inicjatywy, które są bliskie kolektywowi „Stop Bzdurom”. Chodzi przede wszystkim o bezpośrednią pomoc transpłciowej młodzieży: opłacenie kosztów diagnostyki, wsparcia psychologicznego czy zakwaterowania osób w kryzysie bezdomności.

Pieniądze mają też wesprzeć kolektyw antyrepresyjny „Szpila”, który pomaga zatrzymanym na manifestacjach, a także fundacji „RegenerAkcja”, która pracuje z aktywistami zmagającymi się z wypaleniem i wspiera społeczności aktywistyczne w budowaniu współpracy i rozwiązywaniu konfliktów.

„Przez lata byłam działaczką na rzecz równości małżeńskiej. I dalej jest to moim osobistym celem. Myślę, że w dużych miastach powoli osiągamy taki poziom masy krytycznej dla uznania, że my, osoby LGBT+, to ludzie tacy sami jak wszyscy, a nasza godność i związki, które tworzymy muszą być również chronione przez państwo.

Jednak większość Polek i Polaków mieszka w małych miejscowościach i na wsi. Jeżeli zapomnimy ich zaprosić do rozmowy, to nie zyskamy w nich sojuszników dla naszych praw.

Jeżeli zapomnimy o osobach LGBT+ tam żyjących, to nigdy nie będziemy mogły i mogli mówić o sobie, że jesteśmy silną i gotową do zmiany społecznością”

— mówi Ola.

Na co poszły pozostałe pieniądze?

Kolektyw "Stop Bzdurom" informuje również na Facebooku, na co przeznaczył pozostałe pieniądze ze zbiórki:

  • "Na posiłki i tranzycję dla Margot wpłacono nam ponad 45 tys. zł. Jednak my na catering nie wydałyśmy więcej niż 1/3 tej kwoty (a 2/3 z tych pieniędzy wydałyśmy na posiłki dla kolektywów i dla aktywistek z którymi w danym momencie działałyśmy). Margot nie miała czasu zacząć procesu tranzycji - więc nie poszła na to niestety ani złotówka.
  • Na wlepy wpłacono nam ponad 18 tys. Tu udało nam się zrealizować oczekiwania. Wlepy już SĄ i czekają na wysyłkę na nowy rok.
  • Na farby i sprzęt do wandalizmu wpłacono nam ponad 10 tys. zł. Ze względu na czujność zrzutki wydałyśmy tylko 104 zł na spreje - i nie wykorzystałyśmy ich - poszły jako upominki na benefit na Stół Powszechny.
  • Na rozwój naszych aktywistycznych projektów, zabezpieczenia, zaplecze techniczne i szeroko pojęty sprzęt (m.in. ten audio-demonstracyjny) wydałyśmy prawie 33 tys. złotych. Korzysta z niego dużo więcej osób niż nasz kolektyw.
  • Wydałyśmy prawie półtora tysiąca na bilety dla osób dojeżdżających spoza Warszawy i na komunikację w mieście. Na apteczki i leki w czasach tych niebezpiecznych demonstracji poszło ponad 700 zł.

Jeśli ktoś liczy, pewnie widzi, że zostaje jeszcze grubo powyżej 40 tys. zł. Na co je wydałyśmy oprócz kosztów prawnych i obrończyń? Może powiedzieć wam o tym co nieco Stowarzyszenie Stan Równości, Szpila, Aborcyjny Dream Team (zanim wpłacanie na niego było modne) i inne, mniejsze, anarchistyczne inicjatywy, które potrzebowały akurat środków na własne wlepy i materiały"

- pisze kolektyw "Stop Bzdurom".

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne